Matka, która mnie niszczy..

Forum poświęcone depresji oraz CHAD. Jeżeli czujesz, że sam/a sobie nie radzisz, nie zwlekaj z napisaniem o tym. A jeżeli depresje masz za sobą - możesz podzielić się wskazówkami.

Matka, która mnie niszczy..

Avatar użytkownika
przez Zupapomidorowa 15 sty 2016, 18:18
weronika_m, to co się teraz z Tobą dzieje jest wynikiem wieloletnich zachowań matki wobec Ciebie. Ulepiła sobie Ciebie na obraz swoich projekcji. Jednym słowem skutecznie wmówiła Ci że jesteś gruba, brzydka, beznadziejna, słaba i głupia. Niestety jako jej dziecko przyjęłaś do siebie te słowa, Twój wewnętrzny obraz zaciemnił się i poczucie wartości zmalało do 0. Niestety uwierzyłaś w to (nic dziwnego skoro wpajano Ci to od malucha) i teraz ciężko będzie Ci bez terapii obalić ten "czarny pomnik". Siebie prawdziwą zgubiłaś gdzieś daleko. Nie wiesz kim jesteś. Bo na pewno nie tym kim ona mówi.
Dawniej Luktar
Avatar użytkownika
Offline
Posty
2281
Dołączył(a)
26 lip 2012, 11:59

Matka, która mnie niszczy..

przez weronika_m 15 sty 2016, 20:19
Wiem, że muszę coś ze sobą zrobić. Szkoda tylko że od samego paczątku miałam tak wmawiane i źle, że w to uwierzyłam. Ale nie chce sie jeszcze poddawać, może cos jeszcze bedzie ze mnie w przyszłości. Może...
Offline
Posty
6
Dołączył(a)
15 sty 2016, 01:36

Matka, która mnie niszczy..

przez quesswhy 15 sty 2016, 22:16
Dokładnie, może, bo zależy to wyłącznie od Ciebie czy zrobisz coś w tym kierunku, czy zdecydujesz się żyć dla niej czy dla siebie samej.
Warto sobie to uświadomić, wiele ludzi potrafi tkwić w jednym i tym samym miejscu bo zamiast działać decydują się czekać, pozostawać w nadziei, że może coś samoistnie się zmieni, że ktoś, kto zawsze podcinał nam skrzydła nagle zacznie nas doceniać, to naiwne i samodestrukcyjne.
Jeżeli uważasz, że potrzebujesz pomocy o czym świadczy już Twój pobyt tutaj chwytaj się czego możesz, wsparcie od znajomych, przyjaciół, można wybrać się na terapię ale nie chwytaj się brzytwy która od wielu lat niszczy Twoją szansę na normalne życie.
Jeśli uważasz, że to trudne to nic bardziej mylnego, ale złe rzeczy się zdarzają i trzeba to akceptować.
To Twoje życie, Twoje ciało, Twoja osoba, pamiętaj :nono:
Offline
Posty
41
Dołączył(a)
11 sty 2016, 19:33
Lokalizacja
Częstochowa

Doradca Nerwica.com

przez Doradca Nerwica.com
Polecam tych psychologów i psychoterapeutów z Twojej okolicy
Doradca Nerwica.com

Matka, która mnie niszczy..

przez izaa 15 sty 2016, 22:37
Też wychowywałam się w toksycznej atmosferze. Z tym, że mnie głownie niszczyło rodzeństwo. Mieli nade mną przewagę, bo z racji choroby, na którą cierpiałam, każde uderzenie mogłoby spowodować u mnie krwotok i smierć. Musiałam więc unikać walki między nimi. Rodzice nie pomagali nam rozwiązać konflików, nie umieli z nami rozmawiać. Nie będę zagłębiać sie w moje szczegóły. Ale dodam tylko, że codziennie obrzucaliśmy sie wyzwiskami (czasami im odburknęłam, bo jakże inaczej). Codziennie słuchałam, że jestem głupia, gruba, brzydka itd. Od matki, że sobie nie poradzimy w dorosłym życiu. Na studiach słyszałam, że wybrałam najgorszy kierunek z rodzeństwa. Przed studiami postawiłam się i powiedziałam, że za nic w świecie nie zgadzam się na mieszkanie studenckie z rodzeństwem. Studiowałam zupełnie indziej niż oni. W pewnym momencie gdzieś się wypaliłam i wkradła się silna depresja. Od brata usłyszałam, że jestem niedojdą i jestem za głupia, żeby studiować. Odpowiedni psychiatra mnie z tego wyciągnął, po czasie poszłam na terapię. Zaraz miną 2 lata odkąd nie mam żadnych nawrotów choroby. Studia skończone. Pracuję, jestem niezależna, po terapii znam swoją wartość, wiem kiedy coś jest dla mnie toksyczne i się ulatniam z tej atmosfery. Pracuj nad uzyskaniem niezalezności, jeżeli nie jest to obecnie możliwe to idź na terapię, nie ulegaj sugestiom matki. Ostatnio czytałam książę "w niewoli ambicji" - autorce udało się osiągnąc cel w życiu mimo iż ojciec się nad nią znęcał...
Offline
Posty
1044
Dołączył(a)
04 sty 2014, 21:06

Matka, która mnie niszczy..

przez pokonacstres.pl 18 sty 2016, 14:46
weronika_m napisał(a): Trudno, juz zaaceptowalam ze moja matka uważa mnie za debilke i dziwaka. (...)
Wyajde i może wtedy ona deceni jaka byłam, ze wcale nie jestem takim złym człowiekiem.


Piszesz w jednym zdaniu, że akceptujesz, że matka Cię nie akceptuje, ale kolejne zdanie mówi mi, że tak do końca nie jest, że jednak oczekujesz jej zrozumienia.
Wiem po sobie, jak w jak trudnej jesteś sytuacji. Latami próbowałaś robić wszystko, by "zasłużyć" na akceptację. Tylko, że ona może nigdy nie przyjść. Nie masz bowiem kontroli nad swoją matką. Nie możesz jej na siłę zmienić. Być może Twój wyjazd pomoże jej uświadomić sobie, co straciła, ale być może nie. Może złe schematy myślowe, utrwalane przez lata, nigdy jej nie opuszczą.

Moim zdaniem stajesz przed wyborem, którego ja niedawno też musiałem dokonać (może dlatego ta sytuacja jest mi taka bliska): wybrać siebie czy ją. Albo wybierzesz siebie i zrobisz to co jest dobre dla Ciebie - może wyjedziesz, może przestaniesz z nią dyskutować, może cokolwiek innego, albo wybierzesz ją - próbując tak jak dotychczas żyć jej życiem i pozwalać, aby to ona rysowała Ci Twój własny obraz w głowie. Ja ostatnio wybrałem w podobnej sytuacji siebie. Na początku było dużo gorzej niż przed decyzją, ale w miarę szybko doszedłem do wniosku, że tym aktem wybrania siebie, tak naprawdę zaakceptowałem siebie. To może jeden mały krok, jeden mały wybór, ale uzmysłowił mi, że mogę się zaakceptować i się polubić. I już teraz widzę, że opinia innych ludzi na mój temat jest dla mnie mniej ważna.

Zdaję sobie sprawę, że powyższy wybór tylko na pozór jest łatwy. Tę niewidzialną smycz trudno jest zerwać, ale trzymam kciuki, abyś wybrała dobrze - dobrze dla siebie. A potem w tym wytrwała.
Offline
Posty
117
Dołączył(a)
18 sty 2016, 12:08
Lokalizacja
Warszawa

Matka, która mnie niszczy..

Avatar użytkownika
przez dystymiczniemi 20 sty 2016, 00:53
Też miałam niszczącą mnie mamę, doprowadziła mnie do bardzo złego stanu, miałam ochotę gryźć ściany, obgadywała mnie, przed każdym straszne głupoty o mnie mówiła, często dostawałam po pysku, bo np. stwierdzała, że nie spodobał jej się mój ton głosu, albo za to, że nie wyjęłam po powrocie skądśtam prania z pralki choć nie było mnie w domu. Pluła na mnie jadem odkąd pamiętam. Jako maluch niejednokrotnie pakowałam się i wyprowadzałam do babci, no i oczywiście uważałam, że na pewno mnie adoptowali, bo swoje dziecko by kochała. Po wyprowadzce (studia), na odległość jest całkiem ok- tzn. nie mam żadnego emocjonalnego kontaktu, nie dzwonimy do siebie (chyba, że ona coś chce albo coś bardzo fajnego ją spotkało i chce mi się pochwalić), ale mimo wszystko NIGDY nie powiedziałabym do kogoś obcego o własnej matce źle. Cieszę się, że nigdy nie oddałam jej żadnym ciosem, że nie odpyskowałam i nie wykrzyczałam jak bardzo jej nienawidziłam. Myślę, że z biegiem lat nabieramy dystansu. Choć mama wyniszczała mnie latami, a to pomiatanie w kolosalny sposób odbiło się na moim dorosłym życiu, oddycham z ulgą, że to już jest poza mną, że już nie jestem jej własnością, którą może sponiewierać, że mam z nią jakikolwiek kontakt. Matki się nie wybiera i nigdy nie życzyłabym jej źle, mimo wszystko... Życzę wytrwałości!

PS: Moja jak dostałam się na prawo powiedziała mi, że ja i tak nie nadaję się do niczego, a już zwłaszcza do pracy z ludźmi i w ogóle jestem totalnym zerem i żebym sobie nie wyobrażała nic, bo jestem dnem dna. Pracuję z ludźmi, radzę sobie całkiem nieźle, moje środowisko mnie docenia, dla mamy zawsze będę nikim (jako dziecko wykrzyczałam jej kiedyś ze złości: "zobaczysz, kupię Ci kiedyś Porsche!" ;) ). Także nie bierz takich insynuacji do siebie! Niektórym nie dogodzisz, bo dla zasady nie przyznają Ci racji. Ciężko odsunąć od siebie pogardę rodzicielki, ale jest to wykonalne :)
Avatar użytkownika
Offline
Posty
13
Dołączył(a)
19 sty 2016, 22:50

Sortuj wg

Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 17 gości

Przeskocz do