Dziwne wizje, brak śmiałości działania, strach przed jutrem

Forum poświęcone depresji oraz CHAD. Jeżeli czujesz, że sam/a sobie nie radzisz, nie zwlekaj z napisaniem o tym. A jeżeli depresje masz za sobą - możesz podzielić się wskazówkami.

Dziwne wizje, brak śmiałości działania, strach przed jutrem

przez Arturros93 07 gru 2015, 01:21
Witajcie!

Postanowiłem napisać na tym forum, ponieważ nie do końca radzę sobie psychicznie. Jest to kilka spraw i nie chcę zakładać na dzień dobry trzech różnych wątków a z racji, że myślę, iż to co się ze mną dzieje może mieć podłoże depresyjne piszę w tym subforum. Tak na prawdę większość spraw uzmysłowiłem sobie i uznałem za problematyczne właśnie dzisiaj ale może zacznę od początku.

Pierwszy najważniejszy dla mnie temat to dziwne wizje, które pojawiają się w mojej wyobraźni. Dotyczą one czyjejś krzywdy. Zdarzyło mi się to pierwszy raz podczas mojej imprezy 18-tkowej, czyli jakieś 4.5 roku temu. Trzymałem wtedy nóż do krojenia ciasta w ręku i pomyślałem sobie, że mogę zrobić nim komuś krzywdę. Czym prędzej odłożyłem nóż i już tego wieczora więcej go nie brałem do rąk. Później przez jakiś czas nie trapiły mnie takie rzeczy ale od jakiegoś roku, może półtorej raz w miesiącu, może rzadziej mam inne wizualizacje w wyobraźni. Idąc np. koło płotu z ostrymi zakończeniami, trzymając moją dziewczynę za rękę wyobrażam sobie jakobym ja miał ją nadziać na ten płot i przez to ją zabić. Ta myśl powoduje we mnie odczucie ogromnego strachu, lęku, czym prędzej przytulam moją dziewczynę i odchodzę z tamtego miejsca. Zawsze po takiej wizualizacji w wyobraźni uderza mnie uczucie przerażenia, chęć ucieczki i właśnie przytulenia dziewczyny bo czuję nagły przypływ miłości czy uczuć.
Nigdy w życiu nie skrzywdziłem nikogo i nigdy nawet nie miałem takiej ochoty. Gdy spotka mnie takie coś, to zawsze odrzucam natychmiast niebezpieczne narzędzie albo odchodzę z miejsca zdarzenia by nie wydarzyło się to co przed chwilą w mojej głowie. Przyznam szczerze, że mam tak najczęściej gdy spędzam czas z dziewczyną. Np. nad morzem, gdy szliśmy tzw. falochronem spojrzałem na wodę i pomyślałem, że może ona wpaść do niej, uderzyć głową o kamień i może jej się coś stać. Natychmiast poprosiłem ją by nie szła od strony wody a samemu zaproponowałem, żebyśmy szli bliżej środka betonowego molo. Generalnie nie skrzywdziłem nigdy nikogo fizycznie, nie miałem takiej ochoty i tak na prawdę czuję w jakimś stopniu , że mi przykro nawet gdy kot mojej dziewczyny przynosi do domu upolowaną na dworze mysz. Generalnie śmieć i krzywda mnie przeraża. Ciężkie dla mojej psychiki było nawet gdy oglądałem w jednym z programów kulinarnych jak kucharz musi wrzucić żywego homara do wrzątku. Przełączyłem kanał. Nie jestem też oczywiście fanem horrorów ani tragicznych filmów na LiveLeak'u, boję się jednak tych wizji pochodzących z wyobraźni, że kiedyś mój mózg zamiast nakazać uciekać albo odrzucić niebezpieczny przedmiot dziwnym trafem popchnie mnie od wizji do czynu, choć nie wyobrażam sobie bym mógł to zrobić.

Druga sprawa to strach przed wyborami życiowymi. Jestem na etapie wchodzenia w prawdziwą dorosłość. Jest to dla mnie bardzo trudne ze względu na sytuację rodzinną. Aby lepiej zobrazować to gdzie się znajduję pokrótce opisze moją historię. Moi rodzice w 2009 roku wzięli bardzo duży kredyt (2.5 miliona złotych) aby nabyć hotel z restauracją w małej wiosce nieopodal mojego miasta. W skutek ogólnie panującego wówczas kryzysu, budowanej wzdłuż drogi przy której znajdował się ten obiekt autostrady i złego zarządzania i kilku pechowych przypadków losowych w 2012 roku moi rodzice zbankrutowali. Jak się można domyśleć komornik zabrał nam mieszkanie i musieliśmy iść na wynajmowane. Dla mnie był to szok, ja o niczym nie wiedziałem, interesowałem się swoją maturą i tym na jakie studia iść. Pod koniec pierwszego semestru studiów czekała mnie jednak wieść o wyprowadzce. Dowiedziałem się o tym tak na prawdę z dnia na dzień.
Od tego czasu czyli już ok. 3 lata przeprowadzaliśmy się już 4 razy, teraz czeka nas 5 -ty bo rodzice dostali do miasta mieszkanie socjalne, które notabene jest w opłakanym stanie i nie zapewnia podstawowych warunków bytu. Wiadomo, nikt nie będzie nas raczył sprzętami agd a własnej pralki czy lodówki nie mamy. Mniejsza o to. Od tego czasu strasznie boję się podejmować jakichkolwiek życiowych decyzji. Zostałem na studiach, które skończyłem latem tego roku (licencjat), postanowiłem, że nie pójdę na magisterkę tylko do pracy, by zbudować swoje życie na nowo, jednak na razie poszukiwania pracy idą mi marnie, choć wcale nie mam pustego CV. Informacja o przeprowadzce (znów na ostatnią chwilę) spowodowała uczucie spadku kamienia z serca, bo w końcu rodzice będą mieli miejsce do mieszkania na które ich stać i nie będę musiał oddawać swoich zarobionych pieniędzy na ich utrzymanie, bo będą w stanie sami się utrzymać. To spowodowało, że wczoraj dziwnym trafem, w ciągu kilku godzin od tej informacji stworzyłem plan na życie w 2016 roku, nigdy tego nie robiłem bo nie potrafiłem sobie wyobrazić bliższej przyszłości, tak na prawdę bałem się o każdy kolejny dzień i nie byłem w stanie myśleć na przód. Wczoraj pierwszy raz udało mi się stworzyć plan i poczuć "ulgę". Planuję znaleźć pracę, odłożyć pieniądze z kilku miesięcy i wyprowadzić się na pokój (na razie sam bo dziewczyna kończy studia a jej sytuacja domowa jest zupełnie odwrotna - rodzicom biznes wypalił i są dość bogaci) by budować swoje życie samemu. Przez te 3 lata relacje z moją matką wyglądają tragicznie, więcej się do siebie nie odzywamy niż rozmawiamy. Mam do niej okropny żal i często śni mi się nasze stare mieszkanie, w którym spędziłem ponad 19 lat życia i gdzie chciałbym wrócić. Jednak myśląc o przyszłości czuję paraliżujący wręcz strach. Boję się, że zabraknie mi odwagi by się wyprowadzić, boję się czy jeśli już znajdę prace (na razie jedyna opcja gdzie się dostałem to znane Call Center, bo poza tym nigdzie nie mogę znaleźć zatrudnienia), boję się, że ludzie z którymi przyjdzie mi mieszkać w jednym mieszkaniu okażą się strasznymi ludźmi z którymi będzie mi jeszcze gorzej niż w domu. Generalnie wszystkie wizje przyszłości, które tworzę są nastawione na NIE UDA SIĘ i milion przyczyn dlaczego ma się udać a jedna skromna myśl pomiędzy - dlaczego mogłoby się udać i wtedy czuję się przyjemnie ale po chwil przychodzi myśl, że to zbyt piękne by mi się udało. Kiedyś uważałem się za szczęściarza, dzisiaj uważam, że w każdym działaniu muszę mieć pecha i nic nie wyjdzie po mojej myśli. Kiedyś byłem oazą spokoju a w ciągu 3 lat stałem się drażliwy, często unosiłem się na moją dziewczynę z byle powodu, jestem kłótliwy i co najgorsze - często sam nie wiem czego chce. Stojąc przed obliczem wyboru nie myślę o zaletach każdego tylko o wadach, co będzie, gdy wybiorę źle.
Na przełomie września/października znalazłem pracę na podrzędnym stanowisku w dużej korporacji, dużo poniżej moich możliwości jednak zależało mi na pracy. Po dwóch tygodniach złożyłem wypowiedzenie z kilku powodów - pierwszy najważniejszy to to, że była to praca fizyczna a nie jak mówiono na rozmowie praca biurowa. Nawet badania medycyny pracy miałem pod kątem pracy przy komputerze przez 8 godzin, gdzie w ciągu dnia komputer widziałem przez może 15 minut. Problem z pracą fizyczną to nie moje EGO tylko fakt, że mam dość mocno chory kręgosłup jak na 22 letniego człowieka (dyskopatia/przepuklina na 3 dyskach odcinka lędźwiowego kręgosłupa) i lekarz neurochirurg radzi wystrzegania się pracy fizycznej. Druga sprawa to nieprzewidywalność tamtej. Kiedyś byłem człowiekiem spontanicznym, dzisiaj uwielbiam mieć plan, ciągle dążę do tego by wiedzieć co mnie czeka za godzinę, dzień, miesiąc i ciągle nie mogę tego osiągnąć. W tej pracy jednak prawie nigdy nie skończyłem o umówionej porze (16) często zostawałem na nadgodziny no i zdarzyło się kilka wypadków, typu telefon w trakcie pracy "jedziesz z papierami dla prezesa do warszawy", po którym pracę skończyłem 2 godziny później niż powinienem, czy wyjazd na uporządkowanie upadającej apteki (nie do końca wiem czemu ta firma tym się zajmowała). Nie mogłem tego znieść i złożyłem wypowiedzenie. Od tego czasu w sumie boję się pracodawców i boję się podejmować nawet proste życiowo decyzje bojąc się porażki. Zawsze świetnie radziłem sobie ze stresem, w sumie to miałem wszystko gdzieś i mi wychodziło bo robiłem to co do mnie należy. Dzisiaj stres ze mną wygrywa. Powiem szczerze, że nawet gdy mam iść z dziewczyną coś zjeść na miasto i zadecydować gdzie ją zapraszam, to mając dwie opcje do wyboru boję się wybierać, bo boję się, że wybiorę tą złą, z której ona będzie niezadowolona choć doskonale zdaję sobie później sprawę, że przecież gdy czegoś nie chce to zawsze mi o tym mówi.

Generalnie z człowieka otwartego, luzaka i spontanicznego stałem się człowiekiem bojaźliwym, który non stop ma w głowie myśl o życiowej porażce i lubi mieć wszystko zaplanowane, czując nerwowość, gdy nie wiem co danego dnia mnie czeka. Ludzie wciąż mają mnie za wyluzowanego i otwartego człowieka ale taki jestem tylko w dużej grupie ludzi, gdy na chwilę zapominam o domu, problemach rodziców i wszystkim co się wokół mnie dzieje. Do tego jeszcze te straszne wizje o krzywdzie innych osób w otoczeniu i potrafię się nieźle zestresować. Nadmienię, że nie mam powodu by robić komukolwiek przykrość a moja dziewczyna jest najlepszym człowiekiem jakiego spotkałem i tylko z jej strony czuję prawdziwą miłość i to, że jej na mnie zależy i że chce o mnie dbać. Ze strony rodziców, choć wiem jak im ciężko (na własne życzenie), choć wiem, że bardzo mnie kochają i miałem na prawdę miłe dzieciństwo to nie czuję czegoś takiego. Boję się jednak od nich odejsć, że ich zawiodę bo czuję, że oni podświadomie wywierają na mnie presje na to by im pomagać. Czego innego pragnę, co innego czuję a jeszcze co innego robię. Przepraszam za tak długi post na początek i dziękuję wszystkim, którzy go przeczytają i coś odpowiedzą. Pozdrawiam!
Offline
Posty
1
Dołączył(a)
07 gru 2015, 00:35

Dziwne wizje, brak śmiałości działania, strach przed jutrem

przez ego 10 gru 2015, 00:20
Cześć Arturros93, tymi wizjami zabijania ludzi to się nie przejmuj, to raczej nie jest nic niebezpiecznego, no przynajmniej dopóki nie zaczniesz tego realizować. ;) Tym bardziej, że u Ciebie mi to wygląda na jakieś natręctwo, więc spinanie się nad tym, tylko Ci nasili napływ takich niechcianych myśli. Sama mam podobnie od niepamiętnych czasów, kiedyś też myślałam, że to coś nienormalnego, ale na tym forum się przekonałam, że wielu ludzi tak ma, no może z tą różnicą, że u mnie te myśli nie miały nigdy charakteru aż tak bardzo niechcianego jak u Ciebie...
ego
Offline
Posty
2495
Dołączył(a)
08 wrz 2014, 16:25

Sortuj wg

Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 17 gości

Przeskocz do