Nie umiem się odnaleźć

Forum poświęcone depresji oraz CHAD. Jeżeli czujesz, że sam/a sobie nie radzisz, nie zwlekaj z napisaniem o tym. A jeżeli depresje masz za sobą - możesz podzielić się wskazówkami.

Nie umiem się odnaleźć

przez MaskaCiszy 19 wrz 2015, 14:29
Witajcie. Chciałabym opowiedzieć Wam trochę o moim problemie.
Może zacznijmy od tego że jestem nastolatką (licealistką).
Jestem typem osoby, która od czasów dzieciństwa ma bardzo delikatny charakter. Zawsze w przeciwieństwie do wielu osób byłam spokojna, cicha, zamknięta, a będąc małym dzieckiem płaczliwą w prawie każdej sytuacji.
W czasach podstawówki i na końcu przedszkola miałam problem żeby z kimś się zakolegować. Dopiero jakoś w 5 klasie znalazła się jedna osoba, z którą się zaprzyjaźniłam. Mimo, że byłam takim typowym odludkiem klasowym to ona się znalazła. Jednakże nasza relacja popsuła się w następnym roku. Przez pierdołę, zwyczajną głupotę. Później miałam spore piekło w klasie, jeszcze większe niż wcześniej. To była osoba, której ufałam, wiedziała o mnie dużo i bardzo to wykorzystała. Ostatecznie wylądowałam u psychologa z do dziś nie wiadomo czym tak na prawdę. Na pewien czas musiałam przestać chodzić do szkoły. Szczerze bałam się tam iść. W końcu nie bez powodu, gdy wychodziłam łapały mnie mdłości, panika, stres. Przy tym nie mogłam normalnie jeść. I dlatego rodzina posłała mnie do psychologa. Udało mi się wyjść z tego.
Mimo, że byłam tym odludkiem w klasie, to poza szkołą miałam mnóstwo koleżanek. Przynajmniej obecnie dla mnie to było mnóstwo osób.
Niestety, ale przy tych anomaliach, większość zerwała ze mną kontakt, albo ja z nimi. Byli to dostatecznie fałszywi ludzie, którzy zaczęli się mnie wstydzić? Tak to można nazwać... Wiecie jak to w tym wieku problemem było to, że gdy im się nudziło wychodzili ze mną, a gdy byli z kimś innym, inną osobą niż ja to wręcz mnie unikali. A reszta? Tak jakoś przestaliśmy mieć te wspólne tematy.
W gimnazjum liczyłam na nowy start. Byłam bardzo dobrej myśli. W końcu nowe środowisko, nowi ludzie. Jedynie co to modliłam się, żeby nie było osób z mojej byłej klasy. I nie było ich. Jednakże znowu mi się nie powiodło. Przez złamanie nogi. Przyszłam do szkoły dopiero w październiku. Bałam się, że mnie nie zaakceptują.
Na początku było super. Uczepiłam się takich 2 dziewczyn. Myślałam, że się udało.
Jednak w następnych klasach było już inaczej. Najpierw mnie olewały. Miałam wrażenie, że świata poza sobą nie widzą. Aż w końcu utworzyła się przy konflikcie klasowym nowa grupa, w której to ja rzekomo byłam. Później jakoś przestałam z nimi gadać. Miałam dosyć tego, że mnie olewają. Dzięki nim zyskałam głupie przezwisko. W klasie czułam się sama. Wiecie to ciągłe bycie poza grupą, siedzenie samemu w ławce, na przerwie... podczas gdy inni świetnie się bawili, chodzili parami. Mnie to tylko wkurzało. Byłam typem milczka, jestem... W tamtych 2 klasach wiele razy mi mówiono coś w stylu "musisz się otworzyć" itp. Ino właśnie od podstawówki "nauczyłam się" milczeć. Wielu wydawało się, że jestem tzn "oazą spokoju". A tak na prawdę? Nie jestem. Ino tego nie pokazuję. Bo w środku zawsze się we mnie gotowało, gdy ktoś mi dokuczał. W podstawówce umiałam to ignorować. Sprawiało mi to przykrość, owszem, a w gimnazjum zaś bywałam tak wściekła w środku, że myślałam co bym tej osobie zrobiła. Chociaż wiadomo nigdy to nie było realne.
W tym czasie poza szkołą miałam jedyną dobrą koleżankę. Jakoś przy niej mogłam być w pewnym sensie sobą. Zawsze miałam z nią powód do śmiechu. Nie bałam sie pożartować itd. Świetnie się bawiłyśmy... Dalej się z nią koleguję. Ale to już nie to samo. Zmieniła się. Jest osobą z depresją. Ale w przeciwieństwie do mnie ma swój charakterek. Lubi używki. Ja zaś nie. Do jej towarzystwa kompletnie nie pasuję.
Pod koniec gimnazjum zaczęłam mieć swoje długie czasy dołków. Wtedy moją najczęstszą myślą było coś pt "chciałabym mieć wypadek, umrzeć". Nie zabiłabym się sama. Jakoś to by przeczyło moim przekonaniom właśnie religijnym. A jako, że nie jestem odważną osobą to o czymś takim mowy by nie było. W tamtym czasie już sama ze zniechęcenia przestałam gadać z tamtymi dziewczynami. Nosiłam maskę powagi. A w środku właśnie wciąż miałam dość tej ciszy, samotności, uczucia, że nie pasuję do nich, ich towarzystwa. Wiecie większość z nastolatek głównie w tym wieku szuka swojej "miłości", zakochuje się czy coś. A ja? Nope. Mnie nikt jeszcze nie pociągał w jakikolwiek sposób. Nikim nie byłam jeszcze zauroczona. Chociaż niedawno miałam swojego pierwszego chłopaka. Ino ten związek był błędem. Raz że był na odległość, poznaliśmy się przez internet, to 2 dziwnie się w nim czułam. Uwierzcie, ale to jest cholernie dziwne, gdy ktoś mówi ci jaką to jesteś dla niego atrakcyjną osobą i że chciałby z tobą przeżyć jakąś miłosną przygodę w normalnym świecie, a ty tak na prawdę TEGO nie chcesz. Tamta koleżanka z depresją mówiła mi wcześniej że fajnie by było gdybym poznała kogoś i spróbowała z nim być, bez względu na to czy brzydki czy nie.
No więc spróbowałam. Problemem było też to, że nie wiedziałam jak z nim zerwać. Czemu? Dlatego, że trochę mną manipulował w stylu że jakbym z nim zerwała to by się zabił itd. Byłam trochę pod presją. Czekałam na idealny moment, powód, dla którego mogło by to się skończyć. I się skończył ten cyrk. Chciałam być bardzo pokojowo nastawioną osobą przy tym. Ale przy naszych 2 ostatnich rozmowach skończyło się na tym, że zwyzywał mnie od kurwy i suki... Mimo, że nic nie zrobiłam takiego, żeby taki tytuł zyskać. Ba ja mu nawet nic nie mówiłam przy tamtych rozmowach że chcę z nim zerwać. Nie. Po prostu on zaczął mieć te swoje foszki i skończyło się na tym że bez powodu mnie zwyzywał do właśnie kurwy. A potem doszłam do wniosku dzięki znajomej z neta, że bez sensu jest być z kimś takim...
W tym czasie zaczęłam wchodzić w swego rodzaju depresję. Miałam ciągle złe myśli, wspomnienia, które nigdy nie dawały mi spokoju, bądź po prostu za nimi tęskniłam. Ciągle narzekałam na swój popierdolony charakter.
Widziałam ciągłą różnicę między mną a ludźmi. W rodzinie też moja babcia mówiła mi, że powinnam się zmienić, bo świat mnie zniszczy. I też mówiła, że nie wie po kim ja "to" mam, że wszyscy w całej naszej rodzinie zawsze byli śmiali, lubiani,mieli tonę kolegów, koleżanek... Heh... a ja? Ktoś taki bardzo inny.
Teraz poszłam do nowej szkoły. Wszystko prawie spoko. I klasa nawet nawet ino mam problem żeby się doczepić do jakiejś grupki osób.
Przez te 2 tygodnie zrobiłam już kilka razy z siebie jakąś ala idiotkę... niedojdę. A przecież w liceum mają traktować nas jak dorosłych podczas gdy ja nie ogarniam za bardzo wszystkiego. Różnica jest taka między liceum a gimnazjum,że mam z kim gadać i mam z kim siedzieć. Jednak nie jestem dobrym rozmówcą. Wiecie układam sobie nie raz w głowie to co chcę powiedzieć. A gdy już zacznę to mówić to to tak wychodzi troszke dziwnie. W sensie ktoś mnie może nie zrozumieć. Powiem źle słowa, przekręcę troszkę. Nie wiem nawet czemu. Staram się wpasować do grupy podczas gdy czuję znowu to samo. Nie chcę się poddać ino szlag mnie trafia z tym, że nie umiem się dopasować. Jedynie dopasowanie i rozmowność wychodzi mi tylko w moich myślach i internecie. W końcu mam sporo znajomych z neta którzy jakoś bardziej mnie ogarniają. Jednakże nie mogę się z nimi spotkać, bo za daleko mieszkają. I mało tego uważają mnie za otwartą osobę. A tak na prawdę nie jest.
W domu czuję się źle, w szkole, nawet i w oazie do której chodzę, w której powinnam znaleźć wspólny język, ale nie umiem. Tam są ludzie co działają, są aktywni, otwarci. W każdym z tych 3 środowisk czuję, że jestem niepotrzebna, zbędna itd...
Dodam jeszcze tylko że miesiąc temu była jedna sytuacja przy której nie wytrzymałam i trochę sobie rękę jakby pocięłam.Znaczy troszkę, bo kilka szram od cyrkla przy tym wyszło i do teraz została jedna blizna.
Przepraszam, że to takie długie, ale po prostu nie wiem co mam ze sobą zrobić ani teraz, ani w przyszłości.
Offline
Posty
3
Dołączył(a)
19 wrz 2015, 13:27

Nie umiem się odnaleźć

Avatar użytkownika
przez warrior11 19 wrz 2015, 15:07
MaskaCiszy,
Nie jesteś jedyna.W twoim wieku wiele osób ma problem,żeby się odnaleźć.
Bądź cierpliwa,z czasem wszystko się ułoży,nie dopasowuj się na siłę,
nie każdy musi być ekstrawertykiem,nie każdy musi być wygadany,Ty też nie musisz taka być,
spróbuj przyjąć siebie taką,jaka jesteś a będzie Ci lżej.
Wolność kocham i rozumiem..wolności oddać nie umiem.
Avatar użytkownika
Offline
Posty
996
Dołączył(a)
19 gru 2013, 16:19

Nie umiem się odnaleźć

przez MaskaCiszy 19 wrz 2015, 17:42
warrior11,
Też prawda. Ino wiesz to też kwestia tego, że jak mi ktoś jest bliski to biorę sobie jego słowa na poważnie ( w tym przypadku mojej babci). Chociaż co innego jak dostanę wyzwisko. Po prostu mnie to wkurza. A kiedy przychodzi moment krytyczny to mi się przypominają słowa innych ludzi na mój temat. :/
Poza tym też uważam, że wcale nie muszę się dostosowywać do innych. Ino im bardziej tak twierdzę to tym bardziej właśnie czuję się "inna". I właśnie też staram się myśleć o tym że nie jestem jedyną taką osobą, ba ja nawet w to nie wątpię, ale właśnie jak przychodzą złe myśli wszystko idzie w pizdu
Offline
Posty
3
Dołączył(a)
19 wrz 2015, 13:27

Doradca Nerwica.com

przez Doradca Nerwica.com
Polecam tych psychologów i psychoterapeutów z Twojej okolicy
Doradca Nerwica.com

Nie umiem się odnaleźć

Avatar użytkownika
przez arminn 19 wrz 2015, 18:02
Witaj MaskaCiszy, też jestem licealistką i wiem, jak to czasem bywa trudno z odnalezieniem się w szkole, w grupie. Na pewno nie jesteś sama w takim stanie. I nie musisz za wszelką cenę być taka jak WSZYSCY :nono: Ten, kto naprawdę będzie chciał być Twoim przyjacielem zaakceptuje Ciebie w 100% A inni niech spadają :)

Pozdrawiam ;)
Samotność jest wtedy, kiedy nie ma mnie we mnie..
Avatar użytkownika
Offline
Posty
518
Dołączył(a)
19 kwi 2015, 18:03

Nie umiem się odnaleźć

przez MaskaCiszy 19 wrz 2015, 22:11
Heh pewnie masz rację.
Mam tylko nadzieję, że przez to ogółem nie wpadłam w jakąś depresję czy coś.
Bo szczerze był też czas, gdzie mimo, że zawsze było mi łatwo się uczyć to przestałam, zaczęłam zlewać to. Po prostu straciło to dla mnie sens. Wtedy też myślałam nad tym, że najbardziej to się nadaję do jakiegoś ala psychiatryka itd. Teraz już troszkę mniej. Ale wszyscy widzą u mnie sporą różnicę jak się zachowuję teraz a jak kiedyś. Dla przykładu jestem bardziej wybuchowa w pewnym sensie ale to tylko w domu, ubieram się ciemniej niż zawsze itd.
Szczerze mam tylko nadzieję że "jakoś" sobie poradzę w przyszłości i że nie będzie tak jak babcia mi mówi.
Offline
Posty
3
Dołączył(a)
19 wrz 2015, 13:27

Sortuj wg

Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 16 gości

Przeskocz do