Zamknięte koło - pomocy !

Forum poświęcone depresji oraz CHAD. Jeżeli czujesz, że sam/a sobie nie radzisz, nie zwlekaj z napisaniem o tym. A jeżeli depresje masz za sobą - możesz podzielić się wskazówkami.

Zamknięte koło - pomocy !

przez boogyman 28 sie 2015, 16:24
Witam wszystkich.
Mam mega doła, nie wiem od czego zacząć i proszę Was o pomoc. Będzie tego dużo więc rozbiję to na punkty. Bardzo proszę wszystkich którzy mają podobne problemy a tym bardziej rozwiązania o zabieranie głosu w tym wątku.

1.Obecnie
Obecnie jestem w czarnej dupie. Nie wiem z której strony się za siebie zabrać. Jestem po 2 terapiach grupowych po kilku lekach i ciągle stoję w miejscu. Moim głównymi problemami są:

a)brak wiary w siebie - zawsze uważałem że do niczego się nie nadaję, skończyłem studia na ściągach, pracę jakoś dostałem, byłem nawet zagranicą, ale to wszystko prysło, obecnie jak tylko dostanę pracę rzucam ją po kilku tygodniach bo wydaje mi się, że się nie sprawdzam, że inni na mnie krzywą patrzą , że to nie dla mnie- uciekam!

b)lęki - boję się zagadać do sąsiada, boje się spotkać ze znajomymi bo źle wyglądam (o tym później) , boję się że nie znajdę pracy, a zarazem sama myśl o tym , że ją znajdę mnie przeraża

c) nerwowość i płaczliwość- wybucham właściwie codziennie - na dziewczynę , na rodziców. Mieszkam sam , chyba dlatego, że każdy mnie drażni, ale zarazem zamykam się i jest mi z tym źle. Nerwy są takie, że ostatnio z moją mamą się poszarpałem, za kierownicą potrafię odwalać po prostu cyrki z nerwów, złoszę się na najbliższych bo przy nich mogę, a potem co....płaczę....płaczę z bezsilności. Jestem 33letnim facetem i właściwie codziennie towarzyszy mi płacz. Po kłótni płaczę , że tak to się skończyło, gdy jestem sam płaczę, że siedzę sam w domu, gdy przypomnę sobie przeszłość płaczę, gdy myśle o przyszłości płaczę.

d)giełda - dla podreperowania swojego budżetu i w obawie o to że nie znajdę pracy zacząłem swoje oszczędności lokowac na giełdzie. Jestem do tyłu oczywiście, ale codzienny stres mnie wykańcza, ale zarazem nie widzę sposobu na to by inaczej zarabiać pieniądze. W obecnej formie po prostu nie nadaję się do pracy (przynajmniej tak mi się wydaje) i koło się zamyka.

e)leki- przyjmowałem już około 10 leków: paroksetynę, wenlę (kiedyś te 2 leki pomogły mi - obecnie jakoś nie działają, albo biorę je za krótko, poza tym strasznie się po nich pocę i to mnie zniechęca, bo mam problemy lekkie z cerą) , tianeptynę, moklobemid, trazodon, lamotrix, xanax doraźnie , mianserynę. Ogólnie efektu leczniczego nie ma. Po kilku z nich zmniejszyła się płaczliwość, po niektórych zasypiałem, ale mam chyba uprzedzenie do leków. Czuję że mi nie pomagają i po 1,5-2 miesiącach odstawiam i próbuje innego. Poza tym tak jak wspominałem większość z tych leków powoduje u mnie nadmierną potliwość co mi bardzo przeszkadza (kiedyś miałem trądzik i teraz jak mnie obleje potem i łojem to wpadam w panikę - to mnie blokuje).

f)trądzik- kiedyś miałem problem z trądzikiem,a właściwie nadal mam. Często mi coś wyskoczy i wtedy zamykam się w sobie. Potrafię nigdzie nie wychodzić, wszystko odwołać , udawać , że mnie nie ma dla całego świata. To jest mój konik. Stąd bierze się też lęk do leków, bo... większość tak jak wspominałem powoduje potliwość i zwiększa łojotok. Boję się tego strasznie.

g)wrażliwość- zawsze byłem wrażliwy na punkcie cierpienia czy to ludzkiego czy to zwierzęcego. Bardzo przeżywam jak czytam wiadomości o krzywdzie do zwierząt. Nie wierzę w ludzi, uważam , że świat to dżungla, gdzie przeżyje silniejszy, nie potrafię się czasami w nim odnaleźć. Nie będę nad tym się rozwodził , ale często płaczę przez to jak człowiek traktuje zwierzęta (słabszych). Nie umiem tego zaakceptować

h)grzybica Candida- czasami wydaje mi się, że mam grzybicę Candida. Dużo o tym czytam. Mam obłożony/biały język, non stop taki jakby niesmak w buzi i takie "niezdrowe wypróżniania". W necie są artykuły o tym ża grzyby Candida mają wpływ na nasze nastroje . Nawet na forum tutaj jest kilka wątków:
nerwica-a-candidia-t4242.html lub candida-prosz-niech-mi-kto-pomo-e-t18030.html
Robiłem sobie wymazy z języka i wyszło pojedyńcze sztuki grzyba, lekarz dał mi antybiotyki, ale nie pomogło. Poza tym próbuje leczyć się na własną rękę, stosując troszkę dietę, eliminując cukry pieczywo, ale nie wiele to daje.

Proszę Was o pomoc! Pomóżcie. Nie wiem od czego zacząć.

Chcę znaleźć pracę, ale się boję. Chcę brać leki od psychiatry, ale większość już przerobiłem i mam obawy, że żaden mi nie pomoże, poza tym boję się potliwości/dysfunkcji seksualnych.
Może ktoś z Was zna lek który nie powoduje potliwości , a nawet by zahamował pocenie i łojotok (pryszcze).
Na psychoterapię chodziłem grupowe, na indywidualne chciałem chodzić, ale na NFZ w moim mieście jest to prawie niemożliwe, a mi na prywatną, może głupio to zabrzmi, ale szkoda pieniędzy, obecnie jestem na zasiłku, a oszczędności topnieją.
Zacząłem ostatnio brać nawet stary lek na trądzik IZOTEK, ale po nim jakoś się źle czuję. Wpadam w paniki, nie wiem czgeo się złapać.
Proszę napiszcie mi coś, jeżeli macie jakieś pomysły, rozwiązania , lubi mieliście/macie podobne problemy. Zwłaszcza temat leków (bo chyba bez nich nie ruszę) i to takich które nie powodują pocenia by mnie interesował.

To tyle, bo i tak wątpię by ktoś wytrwał do końca. W razie pytań będę rozwijał wątki, bo mógłbym tak pisać i pisać.

Z góry dziękuję
Offline
Posty
199
Dołączył(a)
05 lis 2013, 21:17

Zamknięte koło - pomocy !

Avatar użytkownika
przez cheiloskopia 28 sie 2015, 19:05
boogyman napisał(a):Witam wszystkich.
Mam mega doła, nie wiem od czego zacząć i proszę Was o pomoc. Będzie tego dużo więc rozbiję to na punkty. Bardzo proszę wszystkich którzy mają podobne problemy a tym bardziej rozwiązania o zabieranie głosu w tym wątku.

Witamy i postaramy się pomóc, czuj się jak u siebie :)

boogyman napisał(a):a)brak wiary w siebie - zawsze uważałem że do niczego się nie nadaję, skończyłem studia na ściągach, pracę jakoś dostałem, byłem nawet zagranicą, ale to wszystko prysło, obecnie jak tylko dostanę pracę rzucam ją po kilku tygodniach bo wydaje mi się, że się nie sprawdzam, że inni na mnie krzywą patrzą , że to nie dla mnie- uciekam!

Znam ten ból. Liceum, przez wzgląd na frekwencję skończyłam, ledwo - wstydzę się za własne świadectwo maturalne. Praca tez była zawsze "jakaś" - nic ambitnego, nic szczególnego, a właściwie to wstyd nawet. Na studia nie poszłam, bo czułam się na to za głupia i zbyt mało zaradna (bałam się, że nie pogodzę nauki z pracą); gdy w wieku 22 lat wreszcie, z czystego zamiłowania do naszego języka ojczystego, zaczęłam studiować filologię polską - zrezygnowałam na pierwszym roku.
Do czego zmierzam - w tak krytycznej ocenie samej siebie umknęły mi swoiste sukcesy: zajebiście zdana matura, niezależność materialna od 18 roku życia, dwa semestry w systemie dziennym na uczelni połączone z pracą na 6/4 etatu... Zbyt dużo wymagasz od siebie. Zbyt bardzo dążysz do bycia idealnym (nierealnym idealnym). Pewna pani psycholog, z którą miałam najmniejszy kontakt, a mimo wszystko najbardziej mi w życiu pomogła, zadała mi kiedyś takie ćwiczenie: wypisać na kartce trzy rzeczy, z których jestem dumna - problem niesamowity, bo ja za siebie tylko się wstydziłam. Ale zadanie wykonać trzeba było... O dziwo, po wytężeniu zamglonego umysłu znalazłam takie trzy rzeczy. Następnego dnia zadaniem było wymienić cztery... i tak do dwudziestu. Ty wiesz, że nawet tak zakompleksionemu osobnikowi jak ja się to udało?

boogyman napisał(a):b)lęki - boję się zagadać do sąsiada, boje się spotkać ze znajomymi bo źle wyglądam (o tym później) , boję się że nie znajdę pracy, a zarazem sama myśl o tym , że ją znajdę mnie przeraża

Strach ma wielkie oczy, a przez to bardzo łatwo go oślepić.
Pewnego dnia, gdy moja terapia nieuchronnie zmierzała ku końcowi, musiałam zacząć szukać pracy. Znalazłam szybko, bo chodziło mi tylko i wyłącznie o źródło dochodu, tak więc nie wybrzydzałam. Pierwszy tydzień był koszmarny. Drugi niewiele lepszy. Cały czas wydawało mi się, że się nie nadaję, że mam za niskie wyniki... Znalazłam inną pracę, przeszłam rekrutację i czekałam tylko na wyniki badań niezbędnych do jej rozpoczęcia i wiesz co? I zaczęło mi się podobać, to co robię teraz. Kilka miesięcy później, przy okazji jakiejś tam frywolnej pogawędki w czasie przerwy przyznałam kierownikowi, że miałam już nagraną inną robotę i byłam zdecydowana odejść. A on mi na to: No chyba bym cię zajebał.
Okazało się, że wyniki miałam dobre, pracownikiem okazałam się dobrym, rzetelnym, terminowym i parę innych takich, których w życiu nie spodziewałabym się usłyszeć.

Naprawdę mam tak opisywać każdy podpunkt? ;)
Avatar użytkownika
Offline
Posty
1090
Dołączył(a)
26 paź 2014, 12:28
Lokalizacja
Miasto Świętej Wieży

Zamknięte koło - pomocy !

przez ..::Marcin::.. 29 sie 2015, 19:43
Kolego, mam 34 lata, dokładnie opisałeś moje życie. Jestem po 2 długich związkach, po kilka lat.
Zostałem sam i w ten sposób po takich upadkach doprowadziłem się dokładnie do tego stanu co Ty.
Jedyna różnica to brak terapii grupowej, leków, a także chorób prócz dziwnych rumieńców, ale to od przeszłych stresów.
Staram się trzymać sam i sobie radzić, często ruszam rowerem by się wyżyć (nie palę,nie piję) w trasę na cały dzień i ryczę w drodze, planuję, staram sobie wytłumaczyć wszystko, poukładać życie, znaleźć rozwiązanie. Wszyscy zajmują się swoim życiem.
Wiem co mi brakuje by ruszyć, jednocześnie co mnie blokuję. Wpadłem w błędne koło.
Jestem czuły i strasznie potrafię być oddany i bez bliskiej osoby, którą bym kochał nie potrafię działać, muszę dla kogoś, dla siebie nie potrafię i czuję się samotny.
Jednocześnie jak chcę to zmienić to w głowie pojawia się myśl "z czym do ludzi, nie masz co jej teraz nawet zaoferować".
I tak pojawiło się błędne koło. Kiedy już mam plan, działam, naglę brakuję mi motywacji i znowu to samo.
Dobrze mi się powodziło, kontakt z ludźmi był wg mnie idealny, byłem towarzyski, podchodziłem luźno do rozmów z kobietami i było miło,sympatycznie, cieszyłem się,że mam tyle,cieszyłem się życiem i znajomościami mając u boku bliską osobę. Jak pisałem, po dwóch porażkach z nie mojej winy wszystko jak by ktoś przeklął.
Rozsypałem się - zero wiary,same straty,jest chęć do życia,cieszenia się, mienia dzieci, dania dużo z siebie,ale blokada i błędne koło.
Walczę już z tym około 2 lata, nie chce leków, nie chcę terapii, chcę logicznego i konkretnego podejścia do sprawy, planu,działającego planu bo kolejnej porażki chyba nie zniosę.
Wystarczy chwila nieuwagi,brak kontroli i zostaje się nikim...
Pozdrawiam Koledzy i by nam się udało!
Offline
Posty
2
Dołączył(a)
29 sie 2015, 19:24

Doradca Nerwica.com

przez Doradca Nerwica.com
Polecam tych psychologów i psychoterapeutów z Twojej okolicy
Doradca Nerwica.com

Zamknięte koło - pomocy !

przez boogyman 30 sie 2015, 12:41
Dziękuję za odpowiedzi.
Cheiloskopia zgadzam się z tym co napisałaś. Też jakbym poszukał to znalazłbym kilka rzeczy z których jestem zadowolony, a nawet dumny, ale... zaraz w mej glowie pojawia się taki wewnętrzny krytyk i mówi "no i co z tego"- "zobacz gdzie są inni, mają rodziny, dzieci, dobre prace, a Ty siedzisz w domu i placzesz". Boję się. Codziennie z rana wstaję i się boję... ŻYCIA tak po prostu. Leki jakoś nie chcą działać, za bardzo już w nie nie wierzę, po prostu nie wiem jak ruszyć. Wiem dobrze, że powinienem dać każdej pracy czas, ale nie potrafię. Miesiąc dwa i jak nie czuję się komfortowo to uciekam. Teraz doszło do tego, że kompletnie nie wiem do czego się nadaję, wydaje mi się że nic nie umiem, w każdej pracy widzę minusy. Nawet nie wysyłam CV.

Marcin- z rowerem mam identycznie, ale ostatnio nawet on mnie nie cieszy. Miewalem podobnie , że po 3-4 h jazdy nagle coś mi się przypomniało i zaczęły łzy lecieć same. To jest najgorsze, chłop 33 lata i płacze z byle powodu. Nie daję rady z moimi emocjami i nie ważne gdzie jestem - czy w kinie czy na rowerze, czy jadę autem , czy oglądam serial, one ze mnie wychodzą - te wszystkie żale, bóle, lęki., obawy. Nawet zacząłem się zbliżać do Boga, ale przestałem bo w kościele strasznie mi się robi smutno i też płaczę.

To tak na szybko. Po prostu nie wiem od czego ruszyć. Przestawię swój schemat myślenia:

1.Leki- próbowałem nie było super efektu, a mnóstwwo skutków ubocznych (pocenie , problemy seksualne), które mnie zniechęcają.
2.Praca- wiem, że dobrze by mi zrobiła, ale ktoś mi w głowie podpowiada, że się nie nadaję, że znowu zrezygnuje
3.Zmiana miejsca zamieszkania i otoczenia- boję się, boję się że będzie jeszcze gorzej niż tu gdzie jestem
4.Dziewczyna - mam i nie mam jej zarazem. Niby akceptuje to jaki jestem, ale mi ciągle za mało ciągle widze w niej wady, ciągle chciałbym więcej.
5.Perfekcjonizm- tu też widzę związek z dzieciństwem, może mama zbyt wiele oczekiwała ode mnie, pamiętam, że przerabiałem z nią lekcje, odpytywała mnie itp. , może stąd sa moje problemy, ale wystarczy , że coś wspomnę moim rodzicom o tym to negują to. Ostatnio się z nimi pokłóciłem , a nawet prawie pobiłem:/ Ehhh
Obecnie nic
Offline
Posty
199
Dołączył(a)
05 lis 2013, 21:17

Zamknięte koło - pomocy !

Avatar użytkownika
przez Polanka 08 wrz 2015, 02:18
Przepraszam jesli zle zrozumialam ale czy Ty byles ksiedzem?
Avatar użytkownika
Offline
Posty
150
Dołączył(a)
16 cze 2008, 13:03

Zamknięte koło - pomocy !

przez boogyman 08 wrz 2015, 15:00
Nie bylem księdzem:) A skąd taki pomysł?
Obecnie nic
Offline
Posty
199
Dołączył(a)
05 lis 2013, 21:17

Zamknięte koło - pomocy !

Avatar użytkownika
przez Polanka 09 wrz 2015, 00:28
Przepraszam chyba pomyliłam wątki ;]
Avatar użytkownika
Offline
Posty
150
Dołączył(a)
16 cze 2008, 13:03

Zamknięte koło - pomocy !

przez ..::Marcin::.. 09 wrz 2015, 14:21
boogyman napisał(a):...


Czy Ty przypadkiem nie śledzisz mnie i nie mieszkasz gdzieś w pobliżu?(Pomorze) :)
Poważnie pytam bo cały czas jak bym czytał siebie i tutaj nie piszę o drobiazgach.

Czasami jest tak, że jadąc rowerem nabiera się pewności siebie, ma się plan i wraca z nadzieją, nagle
okazuję się na miejscu, że to nie ma sensu, dokładnie jak piszesz - bo po co? - i wraca się do puntu wyjścia.
Wracasz i jak by z Ciebie uszło powietrze i chęć do życia.
Czasami jest tak, że nawet już jazda rowerem nie pomaga bo tylko widzi się "szczęśliwych" ludzi.

Ja część sytuacji, które spowodowały takie moje dziwne zachowanie chyba odkryłem, sporo nad tym myślałem.
Za dzieciaka musiałem sobie radzić sam, ojciec był,ale go nie było, nie widział jak duże mam zainteresowania,
jak dużo potrafię się nauczyć itd. po prostu nie pomagał w rozwoju i musiałem to robić sam.
Dużo czytałem itd. zamykałem się w sobie idąc za tym co mnie interesuję.

Odpowiedzialny byłem za swoich dwóch młodszych braci, co nabroili to moja wina i ich faworyzowanie .
Ciągle starałem się by być lepszy, coś więcej osiągnąć, mieć poparcie ludzi, rodziny, wykazać się na tyle
by ktoś że tak napiszę "pogłaskał po głowię" bo tego ojciec nie robił - jako syn chciałem być zauważony przez ojca.

Przez to wszystko potrafię dość dużo, dużo dzięki temu pomogłem innym osobom w wielu sytuacjach,
każda osoba miała wsparcie jak coś potrzebowała, ale wiele razy zauważyłem, że jak coś ja chcę to nagle bramka się zamyka.
Tak źle przyzwyczajam ludzi do siebie bo wg nich ja zawsze sobie poradzę... To nie prawda.

To wszystko mnie spompowało w życiu, starając się dogonić coś czego nigdy nie dogonię i nie zmienię.
Tłumaczyłem sobie, że czas zająć się sobą, że ojciec nigdy się nie zmienił i nie zmieni, że inni tylko
wykorzystują mnie i nic z tego nie mam, ale jest już lekko za późno by tak szybko wyjść z tego wszystkiego
mając na karku trochę lat gdzie powinienem być jakoś ustatkowany i to mnie też przeraża,
ale myślę, że kiedyś sobie wszystko odbiję.

W każdym związku jaki miałem, druga osoba miała dobrze, miała chyba za dobrze, byłem pod ręką,
załatwiłem co trzeba, starałem się rozumieć drugą osobę i robić tak by była szczęśliwa, byłem z tego
dumny, że dzięki mnie ta osoba jest szczęśliwa, wesoła, a jak było coś nie tak to dawałem szansę,
która i tak jak później się okazywało była niedoceniana,a ja takich szans bym nigdy nie miał.

Wiele razy słyszałem dużo dobrego na swój temat. Nie tylko w związku,ale od obcych osób.
Ale co z tego? To nie zmieni kiepskiego fatum jakie wisi nade mną,
nagle nie poznam kogoś kto się mną też zainteresuję i będzie się starać by w związku było dobrze,
a to jest główny mój motorek w życiu-normalna partnerka-wiem to bo zauważyłem co robiłem,
na ile było mnie stać i jak, chcąc by było dobrze, nie idealnie,ale dobrze.
Tylko, że jest jeden problem - to działa w obie strony, więc jak jedna strona po czasie pokazuję,
że tylko czerpie korzyści z tego to musi się to kiedyś popsuć i psuję.

Tak, więc wypompowany przez swoją głupotę, życie, brnięcie ślepą drogą idę donikąd.

Kolego, moja sytuacja wygląda tak:
- Leki: Leków nie będę brał na depresję nawet jak bym ją miał - zaprę się, ale staram się szukać ucieczki od takiego stanu-muszę myśleć trzeźwo.

- Praca: Oczywiście jak to ja, kolejna praca, w której porządnie napompowałem kieszenie szefowi, zrezygnowałem, staram się zarabiać solo i być pewny, że zarobie tyle ile zarobię. Ciężko jest się skupić bo ciągle milion życiowych myśli,mam też awersję do pracy u kogoś.

- Miejsce zamieszkania: To główny problem i też musisz to zmienić. Kolego, zauważyłem że stare miejsce, które było świadkiem różnych wydarzeń będzie
Ci podświadomie przypominać i przytłaczać Ciebie od środka. Staram się wykombinować tak by zmienić tą sytuację i iść bardziej na swoje,ale samemu teraz będzie ciężko bo przydusi samotność, samemu dbanie o wszystko itd. Zmiana miejsca tylko pomoże. Nowe, miejsce, cele, ludzie, dlatego w tą stronę chcę iść jak się pozbieram jeszcze trochę. Mały przykład, pisałeś, że już jazda rowerem nie pomaga, ale kiedyś pomagała, dlaczego pomagała? Bo właśnie wyrwałeś się w inne miejsce, do innych ludzi, dalej od domu, też tak miałem, ale ile można jeździć i jak daleko, w końcu robi się to męczące i nudne - bo Kolego oboje szukamy czegoś co nas oderwie od tego co było i jest.

-Dziewczyna: Na jakiś czas mam "abstynencję kobiecą". Jak już pisałem, zakończone długie kilkuletnie związki.A jak już próbowałem poznać kogoś to zauważyłem, że nie potrafię zaufać, może dlatego, że poznawałem dziwne dziewczyny, albo czasy się zmieniły albo ja jestem inny, nie toleruję lekkomyślności, braku odpowiedzialności za to co się robi i mówi, bliskich kolegów takiej dziewczyny bo nie ma przyjaźni między kobietą, a facetem. Faceci to wiedzą, ale kobiety naiwnie nie.

Kolego, przepraszam, że się tak rozpisałem w Twoim wątku, nie chciałem zakładać innego, a Ty jesteś podobny wiekowo i z podobnymi problemami, więc postanowiłem opisać swoją sytuację. Może obojgu nam coś uda się wymyślić :).

Pozdrawiam.
Offline
Posty
2
Dołączył(a)
29 sie 2015, 19:24

Sortuj wg

Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 25 gości

Przeskocz do