Patowa sytuacja :(

Forum poświęcone depresji oraz CHAD. Jeżeli czujesz, że sam/a sobie nie radzisz, nie zwlekaj z napisaniem o tym. A jeżeli depresje masz za sobą - możesz podzielić się wskazówkami.

Patowa sytuacja :(

przez Maciej8620 15 sie 2015, 19:17
Witam. Mam na imię Maciej i mam 29 lat. Chciałem Wam pokrótce opisać moją nieciekawą sytuację.

Jestem osobą chorą. Chorą na tyle, że nie jestem w stanie pracować. I tu zaczynają się moje problemy. Niestety mojej choroby nie są w stanie wykryć żadne badania. Nie mam żadnych "papierów" mówiących o mojej chorobie. Bardzo chciałbym pracować, ale jest to ponad siły mojego chorego organizmu. Jestem z gatunku tych ludzi, którzy nie potrafią kłamać. Dlatego możecie mi wierzyć we wszystko co piszę. Jeżeli bym skłamał męczyły by mnie wyrzuty sumienia, a nienawidzę tego. Nie wiem co mam począć. Póki co utrzymują mnie moi rodzice. Ale chciałbym przestać być dla nich ciężarem i odciążyć nieco budżet "rodzinny". Dlatego jednym wyjściem byłaby dla mnie renta, której ze względu na brak "papierów" nie jestem w stanie otrzymać. Gdyby mi zabrakło w pewnym momencie rodziców musiałbym iść żebrać na ulicę. Co mam począć? Pomocy :((

Teraz coś więcej o mojej chorobie. Postaram się to jakoś streścić. Nie będę wszystkiego opisywać dokładnie, bo zajęłoby to bardzo dużo miejsca. Moja choroba zaczęła się jesienią, około 10 lat temu napadem lękowym, po którym zażyłem wszystkiemu winny clonazepam. Po zażyciu clonazepamu (na własną rękę, miała go mama) uspokoiłem się. Po 3 dniach znów poczułem się jakoś źle (nie wiem jak to opisać). Pamiętając pozytywne działanie clonazepamu znów po niego sięgnąłem. Sytuacja powtarzała się kilka razy, a ja czując się z dnia na dzień coraz gorzej wciąż sięgałem po clonazepam (co 3 dni, jak przestawał działać i nie mogłem już wytrzymać). Latałem po lekarzach, ale nikt nie był mi w stanie pomóc. Doszło do uzależnienia. Niestety, nie było to u mnie normalne uzależnienie tak jak u wielu ludzi zażywających clonazepam. Po niecałych dwóch miesiącach mój stan pogorszył się na tyle, że myślałem, że umieram i trafiłem do psychiatryka. Początkowo miałem być na oddziale otwartym. Jednak po tym jak się słaniałem dosłownie na nogach lekarze postanowili mnie umieścić na oddziale zamkniętym. Można śmiało powiedzieć, że pobyt tam uratował mi życie. Lekarze jednak nie przywiązywali wagi do złego oddziaływania clonazepamu na mój organizm (ja sam zdałem sobie z tego sprawę po kilku latach) i leczyli mnie po prostu na depresję podając codziennie wenlafaksynę i alprazolam, który łagodził odstawienne dolegliwości poclonazepamowe. Dzięki temu zupełnie nieświadomie udało mi się odstawić clonazepam i po kilkumiesięcznym dochodzeniu do siebie powróciłem do w miarę normalnego życia. Niestety pozostało jedno "ALE". Wszystko było by pięknie gdyby nie UCISKI W GŁOWIE, które dają mi popalić do teraz i to one głównie nie pozwalają mi funkcjonować w życiu codziennym. Po tamtych wydarzeniach jeszcze 2-krotnie wracałem do clonazepamu, gdyż nie byłem świadomy tego, że to on tak wiele spustoszenia wyrządzał w moim organiźmie i po krótkich pobytach w szpitalu wracałem do siebie. Jednak po trzecim pobycie w szpitalu kiedy znów cudem wróciłem do "świata żywych" nie było już tak wesoło. Mój organizm nie był już w stanie powrócić do takiego stanu jak wcześniej. Po aż 3-miesięcznym pobycie w szpitalu i unormowaniu się mojego stanu na pewnym dość niskim poziomie wróciłem do domu. Od tego czasu nic już nie jest takie same. Pojawiła się depresja (na którą nieco pomagają mi leki antydepresyjne) oraz "nieprzyjemności" związane z sercem (szybkie i mocne, duszące bicie, nawet przy niewielkim, chwilowym wysiłku fizycznym, oraz później czeste uczucie jakbym miał zaraz dostać zawału) oraz duża ogólna męczliwość (często kładę się wiele razy w ciągu dnia). Chciałbym uprzedzić pytania typu: "a może to nerwica" (w związku z tym sercem), od razu mówię, że NA PEWNO NIE. Żyję już z tym długo i widzę, że owe dolegliwości występują u mnie cały czas (bez względu na samopoczucie psychiczne), biorę od około 5 lat bez przerwy wenlafaksynę (150 mg) oraz amisupryd (200mg) i trittico do snu (50 mg). Czuję się po nich głównie spokojny.

To na razie tyle ode mnie. Dziękuje za każde zainteresowanie i każdy komentarz w tym temacie. Jak macie jakieś pytanie to piszcie. Chętnie odpowiem. Liczę na waszą pomoc. Dziękuję :)
Offline
Posty
22
Dołączył(a)
23 cze 2008, 18:00

Patowa sytuacja :(

Avatar użytkownika
przez cheiloskopia 15 sie 2015, 19:22
Skoro od tylu lat się leczysz, przyjmujesz leki i byłeś kilka razy w szpitalu, są jakieś "papiery" przecież.
Avatar użytkownika
Offline
Posty
1090
Dołączył(a)
26 paź 2014, 12:28
Lokalizacja
Miasto Świętej Wieży

Patowa sytuacja :(

przez Maciej8620 15 sie 2015, 19:25
Tak, ale zbyt stare :( Jak byłem na komisji ostatnio to mi się pytali czemu od tak dawna nie byłem w szpitalu. Uważają, że skoro nie byłem w szpitalu to u mnie wszystko ok. Jak im mówię o dolegliwościach to oni mi odpowiadają, że nie mam żadnych badań porobionych, z których by mogło wynikać, że coś jest nie tak.
Offline
Posty
22
Dołączył(a)
23 cze 2008, 18:00

Doradca Nerwica.com

przez Doradca Nerwica.com
Polecam tych psychologów i psychoterapeutów z Twojej okolicy
Doradca Nerwica.com

Patowa sytuacja :(

Avatar użytkownika
przez cheiloskopia 15 sie 2015, 19:32
Skoro cały czas czujesz się źle i cały czas się leczysz, połóż się może do szpitala? A co z tymi "papierami" od lekarza, u którego teraz sie leczysz?
Avatar użytkownika
Offline
Posty
1090
Dołączył(a)
26 paź 2014, 12:28
Lokalizacja
Miasto Świętej Wieży

Patowa sytuacja :(

przez Maciej8620 15 sie 2015, 19:42
Ale ja już nie chcę wracać do szpitala :( Lekarz sam mówił, że nie warto, bo i tak mi nic więcej nie pomogą, ponieważ leki, które obecnie biorę są najlepsze jakie są obecnie dotępne i ja się z tym chyba zgadzam. Papiery od lekarza są, ale nic ciekawego ogólnie w nich nie ma, bo ja się na nic nie skarżę. Wychodzę z założenia, że zawsze może być gorzej.
Offline
Posty
22
Dołączył(a)
23 cze 2008, 18:00

Patowa sytuacja :(

Avatar użytkownika
przez cheiloskopia 15 sie 2015, 19:59
W takim razie nie rozumiem, o co Ci chodzi... Leczysz się, bierzesz leki, ale się nie skarżysz, bo może być gorzej; jednocześnie skarżysz się, że jest tak źle, iż nie możesz pracować. Potrzebujesz "papierów", ale do szpitala nie chcesz iść, bo Ci tam nie pomogą (leczenie a leżenie dla leżenia i zaświadczenia o pobycie to dwie różne sprawy). Jakiej więc rady od nas oczekujesz?
Avatar użytkownika
Offline
Posty
1090
Dołączył(a)
26 paź 2014, 12:28
Lokalizacja
Miasto Świętej Wieży

Sortuj wg

Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 12 gości

Przeskocz do