Co to za choroba? Rozpiska 'objawów'.

Forum poświęcone depresji oraz CHAD. Jeżeli czujesz, że sam/a sobie nie radzisz, nie zwlekaj z napisaniem o tym. A jeżeli depresje masz za sobą - możesz podzielić się wskazówkami.

Co to za choroba? Rozpiska 'objawów'.

przez Wombwell00 28 kwi 2015, 00:13
Witam was.
Nie chcę tutaj zanudzać długimi opowieściami o życiu i smutnych historiach, tym bardziej żalić się jedynie by usłyszeć parę słów otuchy, już to robiłem, już to przeżyłem, wystarczy mi.

Chciałbym wam rozpisać pewne swoje własne obserwacje byście mogli mi doradzić, co tak naprawdę powinnienem zrobić i jak z tym walczyć/pracować.
Troche slów wstępu, potem opisze aktualną sytuacje. Start.

Wojtek, mężczyzna, lat 22 aktualnie.
Nie dostałem za bardzo miłości od rodziców, nie było picia i większych awantur, lecz uczuć też nie. Ojciec stateczny, bardzo wycofany z życia, brak kolegów, całe życie w pracy, mało mówił, nie był dla mnie wzorcem. Matka pracowita, próbowała trzymać jakoś rodzinę, pieniędzy nigdy nam brakowało, nie głodowaliśmy. Buty nowe były, wakacje były, chciałem chodzić na karate - mama pieniądze dała. Przez to też nie nauczyłem się pracowitości za młodu, jako najmłodszy z rodzeństwa zawsze bez prawa głosu, nauczony się nie stawiać. W wieku 12lat pierwsze objawy depresji, koledzy źle mnie traktowali, a ja wrażliwy chłopak wszystko brałem (i nadal biorę) do serca i nigdy nawet nie potrafiłem się odgryźć, murowało mnie w takich sytuacjach, chciałem tylko, żeby przestali. W rodzicach nie czułem oparcia, wszystko dusiłem w sobie, chciałem się zabić, czułem się niechciany i ukarany, i co więcej, czułem, że ta kara mi się należy.

I tak naprawdę do dzisiaj wiele rzeczy się nie zmieniło. Nigdy nie wychodziłem z żadną inicjatywą, czy to propozycja spotkania z kimś, czy propozycja spędzenie wspólnie czasu z kumplami, czy to dowodzenie grupą - szedłem za resztą, wszystko samo jakoś się rozwiązywało, nie jako czekałem aż dostanę coś na tacy. W wieku 18lat pierwsza prawdziwa miłość, pierwsza osoba która obdarzyła mnie tym uczuciem i tylko tą miłościa żyłem - nie myślałem, co będzie jutro, nie wkładałem wiele w bycie dobrym partnerem, nie myslałem jakim człowiekiem chce być, co robić, jak zarabiać na życie. Na studiach zamieszkaliśmy razem i po paru miesiącach wszystko j*bło. Wyrzucili mnie ze studiów, żyłem z partnerką bo żyłem, przestawaliśmy się nawzajem 'karmić' emocjami i poczuciem spełnienia, seksu coraz mniej, frustracja z tego powodu wielka bo przecież 'mi się należy' (wtedy nawet nie wiedziałem, że tak myślę) i wielkie rozstanie. To było półtorej roku temu, nadal się zbieram. Niedługo potem kolejne studia zaczęte, już bez niej, znów mnie wyrzucili, bo nie wiedziałem gdzie chce by moje życie zmierzało, wyjechałem do Anglii, popracowałem trochę, nauczyłem sie pewnego obowiązku i wróciłem.

I teraz zaczynamy :D
22lata, pracuje na etacie w szkole, w dziale obsługi technicznej, jestem majstrem.
Studiuje zaocznie.

Miewam bardzo chwiejne stany, często nawet parę razy w ciągu dnia miewam totalną sinusoidę - zrobię coś źle, wpadne w gonitwę myśli zaraz myśle o tym jak skrzywdzili mnie rodzice, jaki to jestem najgorszy, nieatrakcyjny dla kobiet, niezaradny życiowo, że już tak dłużej nie mogę. Trace zdolnosc mówienia, mówie bardzo szybko/jąkam się/nie mogę wydusic z siebie słowa, boję się ludzi. Parę godzin później dziwny przypływ endorfin, jestem dośc szczęśliwy, mówie sobie po co te nerwy, przecież już jest dobrze bo wiem, że złe stany zawsze mijają, po co mam isc do psychologa jak JUŻ się dobrze czuje, zaczepiam nawet kobiety, czuje podniecenie... i czasem mam takie 'zmiany' 3-4 razy dziennie.

Nie mam praktycznie zadnych ambicji ani motywacji. Od paru miesięcy niby uczę się programowania, wygląda to tak, że przeczytam powiedzmy 10 stron książki w tygodniu, nawet nie próbując zrobić nic sam praktycznie, Czytam mase artykułów, nowinki, ale żeby rzeczywiście zabrac się do praktyki to już nie.
Brak bata nad głową. A gdy znów ten bat jest (np. uczelnia) to czekam aż zacznę panikować, potem płacze bo olałem sprawę, wyzywam się od najgorszych, że nic nie osiągne i zaczynam się zastanawiać bo to ja w ogóle studiuje... i tak było zawsze, jestem bystry, ale nigdy nie pokazałem nigdzie swojego potencjału, robiłem tylko wymagane minimum, bo mysl o zaangazowaniu mnie paralizowala. Nie mam celów, mam jedynie fantazje. Pracuje po to by miec pieniądze, nie by sie rozwijać. Chce tylko zarabiac powiedzmy 5k miesięcznie nieważne co robić i godnie żyć.

Co za tym idzie, wydaje mi się, że nie mam swojego EGO. Nie mam planu na siebie, zawsze byłem przeciętny i nijaki. Gdy ktoś mnie atakuje, wyzywa, ubliża - nie mówie nic, czekam aż skończy, jak strus chce schowac glowe w piasek, nie chce tego widziec. Co ze mnie za mezczyzna, który nie potrafi sie postawić... wiem, ze musi to miec spora czesc w braku wzorcow w dziecinstwie i kiepskiej relacji z rodzicami. Nie czuje nawet szczegolnej wiezi z rodziną, nie poszedlbym za nią w ogień, traktuje ją jako obowiązek, nie jako przywilej, ze przynajmniej nią mam. Jestem ofiarą, i nie chce z tego mentalnie nawet wyjsc, jak juz jestem poddany.

W kontaktach z ludzmi widze, że jest coraz gorzej, że DZIWACZEJE. Często czuje się jak dziadek zaczepiający młode dziewczyny na ulicy, tak dziwnie się czuje. Tak jakby stracilem tą zdolnośc kontaktu z ludzmi, trzymam sie tylko grona utartych znajomych, co i tak nie przynosi mi szczęścia, a boje sie wyjsc do innych, lub gdy wychodzę, to nie moge poczuc juz tego powiewu 'swiezosci' gdy czulem kiedys poznajac nowych ludzi.

Kiedys bardzo sie przejmowalem i nie robiłem nic, dzis juz sie nie przejmuje i to samo, czuje jak sie staczam...
Przepraszam za chaotyczny post, jak myslicie co powinnienem zrobic? Co moze mi pomoc naprawic tak gleboko leżące i tak zakorzenione skazy w mojej osobie? Czy psycholog będzie konieczny? Czy jednak moge zrobic cos sam?
Pytajcie o co chcecie, postaram sie odpowiedziec najlepiej jak potrafie.

I dziękuje tym, którzy do tego miejsca dotarci,
Pozdrawiam, Wojtek
Offline
Posty
194
Dołączył(a)
09 lut 2010, 19:09
Lokalizacja
Suwałki

Co to za choroba? Rozpiska 'objawów'.

Avatar użytkownika
przez agusiaww 28 kwi 2015, 23:05
WojuBoju, a kto wie gdzie jego zycie zmierza? 90% konczy studia a robi i tak co innego. Nikt na to nie odpowie. Chcesz cos osiagnac to pracujesz -proste. Chesz wegetowac to siedzisz i wegetujesz-proste. Sadze ze warto byloby sie udac do psychologa i poukladac pewne sprawy z osoba ktora obiektywnie spojrzy na problemy np z podejmowaniem decyzji, brakiem koncentraci, motywacji itd i nakieruje na odpowiednie kroki, cwiczenia.
Warto żyć, warto marzyć, bo to co osiągalne możliwe jest do zdobycia.
Avatar użytkownika
Offline
Posty
6254
Dołączył(a)
05 mar 2009, 09:22

Co to za choroba? Rozpiska 'objawów'.

przez Wombwell00 14 cze 2015, 20:35
Odświeżam temat, wybaczcie archeologie.
Problemy nadal aktualne, wciaz to samo, nie wiem juz co mam robić.
Napiszcie coś, chce poznac opinie drugiej strony, spojrzec na siebie z innej perspektywy, ale nie potrafie, zdusilem te
o w sobie tak mocno, ze juz nie potrafie ocenic samego siebie.
Offline
Posty
194
Dołączył(a)
09 lut 2010, 19:09
Lokalizacja
Suwałki

Doradca Nerwica.com

przez Doradca Nerwica.com
Polecam tych psychologów i psychoterapeutów z Twojej okolicy
Doradca Nerwica.com

Co to za choroba? Rozpiska 'objawów'.

Avatar użytkownika
przez trailer 03 lip 2015, 10:02
czy uprawiasz jakiś sport ?
obecnie: aciprex 10mg dziennie.
Avatar użytkownika
Offline
Posty
27
Dołączył(a)
02 lip 2015, 10:52

Co to za choroba? Rozpiska 'objawów'.

Avatar użytkownika
przez Psychomedic.pl 17 lip 2015, 17:17
Drogi Wojtku,


Twierdzisz, że nie masz żadnych celów, a jedynie fantazje. Jednak potem piszesz, że chciałbyś zarabiać „5 k miesięcznie”. To przecież też jest cel! Być może jeszcze nie znalazłeś swojej ścieżki życiowej, ale to nie powód do zmartwień. Jesteś bardzo młodą osobą u progu dorosłego życia. To trudny etap, dlatego daj sobie czas na adaptację. Niektórzy ludzie wiedzą od razu co chcą robić w życiu, a inni potrzebują na to więcej czasu. Bardzo możliwe, że tak jest i w Twoim przypadku.

Zachowanie rodziców ma na nas ogromny wpływ, szczególnie w młodym wieku. Z Twojej wypowiedzi wynika, że czułeś się przez nich ignorowany i brakowało Ci w nich oparcia. Bardzo możliwe, że miało to wpływ na Twoje późniejsze związki i relacje z innymi ludźmi Co więcej, tłumiłeś w sobie emocje, co jest bardzo niezdrowe. Każdy z nas ma prawo do ich posiadania
i wyrażania. Ale nie jest jeszcze za późno. Z pomocą dobrego specjalisty możesz jeszcze wiele zmienić. Masz jeszcze wpływ na swoją osobowość, bo kształtuje się ona do ok.26 r.ż.

Uważam, że w Twoim przypadku warto byłoby skonsultować się z psychologiem-psychoterapeutą, który mógłby pomóc Ci w odkryciu źródła problemu i otwarciu się na ludzi, a także pokazać Ci jak ważne jest wyrażanie tego, co czujesz i mówienie o tym innym osobom.

Jeszcze jedno zdanie na koniec. Każdy z nas ma Ego. Tylko być może dla Ciebie co innego ono znaczy. Twoje Ego prawdopodobnie potrzebuje się trochę wzmocnić i nabrać pewności, ale wierzę, że dasz radę! 

Życzę Ci powodzenia.
Avatar użytkownika
Offline
Posty
30
Dołączył(a)
02 cze 2015, 13:14
Lokalizacja
Warszawa-Ursynów

Co to za choroba? Rozpiska 'objawów'.

Avatar użytkownika
przez bedzielepiej 18 lip 2015, 19:14
WojuBoju napisał(a):Witam was.
Chciałbym wam rozpisać pewne swoje własne obserwacje byście mogli mi doradzić, co tak naprawdę powinnienem zrobić i jak z tym walczyć/pracować. Wojtek

Doradzać możemy, ale czy coś z tym zrobisz?


WojuBoju napisał(a):Wojtek, mężczyzna, lat 22 aktualnie.
Nie dostałem za bardzo miłości od rodziców, nie było picia i większych awantur, lecz uczuć też nie. Ojciec stateczny, bardzo wycofany z życia, brak kolegów, całe życie w pracy, mało mówił, nie był dla mnie wzorcem. Matka pracowita, próbowała trzymać jakoś rodzinę, pieniędzy nigdy nam brakowało, nie głodowaliśmy. Buty nowe były, wakacje były, chciałem chodzić na karate - mama pieniądze dała. Przez to też nie nauczyłem się pracowitości za młodu, jako najmłodszy z rodzeństwa zawsze bez prawa głosu, nauczony się nie stawiać. W wieku 12lat pierwsze objawy depresji, koledzy źle mnie traktowali, a ja wrażliwy chłopak wszystko brałem (i nadal biorę) do serca i nigdy nawet nie potrafiłem się odgryźć, murowało mnie w takich sytuacjach, chciałem tylko, żeby przestali. W rodzicach nie czułem oparcia, wszystko dusiłem w sobie, chciałem się zabić, czułem się niechciany i ukarany, i co więcej, czułem, że ta kara mi się należy.


Może mniej biadolenia i robienia z siebie ofiary, czy Twoje dzieciństwo było naprawdę aż tak złe? Mam wrażenie że narzekasz nawet na to, ze mama zafundowała Ci karate. Może rodzice zanadto Cię rozpieszczali i zbyt często wyręczali przez co nic Ci się nie chce, bo przyzwyczaiłeś się że będziesz mieć podane na tacy. Może rodzeństwo rzeczywiście Cię tłamsiło jako beniaminka, ale czemu zamiast się zbuntować podkuliłeś ogon?

WojuBoju napisał(a): W wieku 18lat pierwsza prawdziwa miłość, pierwsza osoba która obdarzyła mnie tym uczuciem i tylko tą miłościa żyłem - nie myślałem, co będzie jutro, nie wkładałem wiele w bycie dobrym partnerem, nie myslałem jakim człowiekiem chce być, co robić, jak zarabiać na życie. Na studiach zamieszkaliśmy razem i po paru miesiącach wszystko j*bło.

Ale masz skłonność do dramatyzowania, a mama Cię nie kochała?

WojuBoju napisał(a):Miewam bardzo chwiejne stany, często nawet parę razy w ciągu dnia miewam totalną sinusoidę - zrobię coś źle, wpadne w gonitwę myśli zaraz myśle o tym jak skrzywdzili mnie rodzice, jaki to jestem najgorszy, nieatrakcyjny dla kobiet, niezaradny życiowo, że już tak dłużej nie mogę. Trace zdolnosc mówienia, mówie bardzo szybko/jąkam się/nie mogę wydusic z siebie słowa, boję się ludzi. Parę godzin później dziwny przypływ endorfin, jestem dośc szczęśliwy, mówie sobie po co te nerwy, przecież już jest dobrze bo wiem, że złe stany zawsze mijają, po co mam isc do psychologa jak JUŻ się dobrze czuje, zaczepiam nawet kobiety, czuje podniecenie... i czasem mam takie 'zmiany' 3-4 razy dziennie.

Ale masz głupie myśli, jak Ty ze sobą wytrzymujesz? Zamiast się wspierać, to się dobijasz. Spróbuj zmienić myślenie. Oczywiście nic z tym pewnie nie zrobisz, bo żeby coś zmienić to trzeba znaleźć się na samym dnie, a z tego co piszesz miewasz też lepsze chwile kiedy wydaje Ci się że nie masz problemu więc nic nie robisz i kółko się zamyka.

WojuBoju napisał(a):Nie mam praktycznie zadnych ambicji ani motywacji. Od paru miesięcy niby uczę się programowania, wygląda to tak, że przeczytam powiedzmy 10 stron książki w tygodniu, nawet nie próbując zrobić nic sam praktycznie, Czytam mase artykułów, nowinki, ale żeby rzeczywiście zabrac się do praktyki to już nie.
Brak bata nad głową. A gdy znów ten bat jest (np. uczelnia) to czekam aż zacznę panikować, potem płacze bo olałem sprawę, wyzywam się od najgorszych, że nic nie osiągne i zaczynam się zastanawiać bo to ja w ogóle studiuje... i tak było zawsze, jestem bystry, ale nigdy nie pokazałem nigdzie swojego potencjału, robiłem tylko wymagane minimum, bo mysl o zaangazowaniu mnie paralizowala. Nie mam celów, mam jedynie fantazje. Pracuje po to by miec pieniądze, nie by sie rozwijać. Chce tylko zarabiac powiedzmy 5k miesięcznie nieważne co robić i godnie żyć.


Ale prokrastynujesz. Myślę że za bardzo boisz się porażki, dlatego nic nie robisz. Dzięki temu chronisz swój obraz siebie, że jesteś bystry i masz potencjał.

WojuBoju napisał(a):Co za tym idzie, wydaje mi się, że nie mam swojego EGO. Nie mam planu na siebie, zawsze byłem przeciętny i nijaki. Gdy ktoś mnie atakuje, wyzywa, ubliża - nie mówie nic, czekam aż skończy, jak strus chce schowac glowe w piasek, nie chce tego widziec. Co ze mnie za mezczyzna, który nie potrafi sie postawić... wiem, ze musi to miec spora czesc w braku wzorcow w dziecinstwie i kiepskiej relacji z rodzicami. Nie czuje nawet szczegolnej wiezi z rodziną, nie poszedlbym za nią w ogień, traktuje ją jako obowiązek, nie jako przywilej, ze przynajmniej nią mam. Jestem ofiarą, i nie chce z tego mentalnie nawet wyjsc, jak juz jestem poddany.


O jezu, ale dramatyzujesz. Patrz jakie masz sprzeczne przekonania, wyżej pisałeś że jesteś bystry, a teraz znów zawodzisz. I jeszcze piszesz że nie chcesz nawet z tego wyjść, więc zastanawiam się po co ja w ogóle coś odpisuje jak Ty i tak dupska nie ruszysz. Ale na wstępie chcesz dobrych rad.
Jak chcesz być ofiarą, to będziesz, nikt Ci tego nie zabroni. Możesz oskarżać cały wszechświat o swoje nędzne życie, ale i tak nie zmieni to Twojej sytuacji.


WojuBoju napisał(a):Przepraszam za chaotyczny post, jak myslicie co powinnienem zrobic? Co moze mi pomoc naprawic tak gleboko leżące i tak zakorzenione skazy w mojej osobie?

Ale poezja dla moich uszu, masz niezwykle wyszukane słownictwo, może zacznij się wyżywać artystycznie.

WojuBoju napisał(a): Czy psycholog będzie konieczny? Czy jednak moge zrobic cos sam?
Pytajcie o co chcecie, postaram sie odpowiedziec najlepiej jak potrafie.


Psycholog nic za Ciebie nie zrobi, lepiej nie idź na terapię bo zrzucisz na niego całą odpowiedzialność. Możesz dużo zrobić dla siebie, tylko musisz użyć mózgu.

Moje pytania to:
-co lubisz jeść i co jesz na codzień
-ile czasu poświęcasz na internet i gry komputerowe
-czy Twoje rodzeństwo jest podobne do Ciebie
Avatar użytkownika
Offline
Posty
1541
Dołączył(a)
02 wrz 2013, 19:49

Sortuj wg

Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 10 gości

Przeskocz do