Po raz kolejny to samo...

Forum poświęcone depresji oraz CHAD. Jeżeli czujesz, że sam/a sobie nie radzisz, nie zwlekaj z napisaniem o tym. A jeżeli depresje masz za sobą - możesz podzielić się wskazówkami.

Po raz kolejny to samo...

przez nachwile11 27 mar 2015, 02:39
Żaliłem się już na wielu forach, na tym chyba jakiś czas też - dawno, dawno temu. Mam problem ze swoim życiem, swoją rzeczywistością i to nie podlega żadnej dyskusji, po prostu sobie z nią nie radzę, a właściwie z pustką jaką sam albo ona mi serwuje. Wszystko sprowadza się do jednego - od bardzo dawna, z dwa lata albo lepiej...., moje życie straciło jakiś głębszy sens. Po prostu czas spierdala, a ja mam wrażenie, że od tego czasu się motam w miejscu, a od niedawna mam "zainstalowany" program w głowie, który ma za zadanie doprowadzić do autodestrukcji. Nic mnie wzbudza we mnie jakiejś większej potrzeby starania się, generalnie na wszystko mam wyj*bane, jest mi wszystko jedno. Zmuszam się do jakiś aktywności fizycznych, ale wszystko robię na odpierdol - po prostu, żeby odbębnić. Wszystko co sobie zaplanuję, odkładam na "cudowne" jutro, które nigdy nie następuję - od jutra zacznę się odżywiać zdrowo, od jutra... - sami wiecie po sobie jak to działa, a właściwie nie działa. Nie potrafię na kobiety spojrzeć inaczej niż przez pryzmat prymitywnego zaspokajania swoich potrzeb, do tej pory liczba moich partnerek idzie w dziesiątki - nie chcę się chwalić, raczej wydaje mi się, że w ten sposób uciekam od problemów. Wieczorami wlewam w siebie alkohol - nigdy tego nie robiłem, a trwa to już kilka ładnych tygodni. Jestem freelancerem, na garnuszku rodziców, ale zarabiam sensowne pieniądze, poza tym, miałem bogate dzieciństwo - tak w skrócie. Ciężko mi się pisze teraz, bo dużo analizuję w międzyczasie i emocje nie mogą swobodnie płynąć, ale..., staram się, bo chcę jak najwięcej naświetlić. To nie jest tak, że całymi dniami chodzę zbity jak pies, nie - jak wyjdę do ludzi to błyskawicznie wyciągam maskę z kieszeni i ją zakłam na twarz. Gdybyście mnie zobaczyli to w życiu pewnie nie powiedzielibyście, że jak zostaję sam na sam, biję się z takimi problemami. Ludzie mnie lubią i dodają mi energii, wśród ludzi w 99% jestem pozytywną osobą. Ale są takie momenty jak ten teraz, że wracałem do domu autem, od czarnego asfaltu odbijał się blask latarni i był czas na refleksję. Taką szybką, bo jak próbuję na spokojnie przysiąść w domu to mój mózg mnie sabotuje i nagle znajduje setkę ważniejszych zajęć, nawet wrzuci jakąś potrzebę fizjologiczną - byleby odsunąć to w czasie. To są emocje i one mają swój czas trwania, tak jak teraz..., gdy się wyżaliłem to mi trochę lżej, ale nie zmienia to faktu, że to kurewsko boli i wszystko powyższe po prostu się dzieje..., strasznie boli mnie brak celu, sensu w życiu. Nawet jak próbuję sobie wyznaczyć jakieś cele to i tak po chwili mam na nie wyjebane - a po co?

U psychiatry nie mógłbym się tak swobodnie otworzyć, bo nie jestem osobą w tych kwestiach otwartą. Możliwe, że mam ADHD w pakiecie, bo nie mogę usiedzieć na miejscu - nawet jak mam chwilę siedzieć, to zaraz znajduję sobie jakiś obiekt do zabawy, tudzież nogi i ręce. - Nie wiem czy to ma jakiś związek.

Poza tym mam zdecydowanie ponad 20 lat, także...., nie jest to wina dorastania. Chyba.

Nakierujcie, pomóżcie. Nie chcę dłużej tkwić w tym syfie, chcę czerpać autentyczną radość z życia.
Offline
Posty
4
Dołączył(a)
27 mar 2015, 02:19

Po raz kolejny to samo...

Avatar użytkownika
przez ekspert_abcZdrowie 27 mar 2015, 16:08
Witaj nachwile11!

Przez Internet nie da się postawić diagnozy, zresztą byłoby to nieprofesjonalne. Niewątpliwie jednak widać, że jest Ci subiektywnie ze sobą źle. Nie napisałeś nic, czy kiedykolwiek szukałeś dla siebie pomocy gdzieś indziej niż na forach. Wspomniałeś jedynie, że nie mógłbyś się otworzyć przez psychiatrą. Czy kiedykolwiek byłeś u lekarza psychiatry albo u psychologa? Korzystałeś z terapii? Jeśli nie, myślę, że warto to rozważyć. Poza tym jeśli trudno Ci rozmawiać twarzą w twarz z lekarzem/psychologiem i opowiadać o swoich problemach, możesz je spisać na kartce podobnie jak tutaj w wątku i je odczytać. Pozdrawiam i życzę powodzenia!
Psycholog
Posty
7586
Dołączył(a)
22 sie 2011, 15:11

Po raz kolejny to samo...

przez tomekn 27 mar 2015, 16:19
A co powiesz na jakiś wolontariat? Z tego co piszesz wygląda na to, że masz bardzo dużo energii, tylko nie wiesz jak ją skanalizować. To znaczy wiesz, ale wszystkie próby wydają Ci się jałowe i bezsensowne. Pomaganie innym daje duże poczucie sensu i uczy pokory - że ja tu ze swoimi problemami, które mi się wydają wielkie, a ludzie obok mają jeszcze większe i ja tego nie widzę. Piszesz też, że doskonale odnajdujesz się w towarzystwie. To ogromny atut. Nawet nie wiesz, jak może pomóc samotnemu choremu człowiekowi ktoś, kto co jakiś czas przyjdzie i po prostu z nim pogada, zakupy zrobi etc. Masz więc dwie duże zalety, z których można zrobic wspaniały użytek.
A jaki wolontariat? To już od Ciebie zależy. Niektórzy nie czują się na siłach iść do umierających do hospicjum - w porządku, jest mnóstwo innych form.
Grunt to odwrócić perspektywę i nie dać się zamknąć w kieracie własnych problemów.
Co kuleje, też idzie - Lec
Offline
Posty
76
Dołączył(a)
20 sty 2013, 22:28

Doradca Nerwica.com

przez Doradca Nerwica.com
Polecam tych psychologów i psychoterapeutów z Twojej okolicy
Doradca Nerwica.com

Po raz kolejny to samo...

przez nachwile11 29 mar 2015, 22:25
ekspert_abcZdrowie napisał(a):Witaj nachwile11!

Przez Internet nie da się postawić diagnozy, zresztą byłoby to nieprofesjonalne. Niewątpliwie jednak widać, że jest Ci subiektywnie ze sobą źle. Nie napisałeś nic, czy kiedykolwiek szukałeś dla siebie pomocy gdzieś indziej niż na forach. Wspomniałeś jedynie, że nie mógłbyś się otworzyć przez psychiatrą. Czy kiedykolwiek byłeś u lekarza psychiatry albo u psychologa? Korzystałeś z terapii? Jeśli nie, myślę, że warto to rozważyć. Poza tym jeśli trudno Ci rozmawiać twarzą w twarz z lekarzem/psychologiem i opowiadać o swoich problemach, możesz je spisać na kartce podobnie jak tutaj w wątku i je odczytać. Pozdrawiam i życzę powodzenia!


Taa, byłem kiedyś u coach'a, dałem mu kartkę na której wszystko spisałem, bo było mi tak łatwiej. Poruszaliśmy ten temat, ale niewiele się w tej kwestii zmieniło się przez ten czas. Może nawet wybrałbym się do tego psychiatry, ale co mam mu powiedzieć? -Panie, nie wiem po co egzystuje? - i jebs, wrzuci mi zaraz jakieś psychotropy i pewnie zrobi mi więcej złego tym niż dobrego. Przynajmniej mam teraz takie przekonanie na ten temat, chociaż kiedyś, raz, dostałem jakiegoś rodzaju psychotrop - na wyciszenie, i po 15 minutach świat był tak piękny, że pewnie zachwycałbym się aktem stawiania klocka przed blokiem, przez psa. ;) Na drugi raz mi już tego nie chcieli dać, bo powiedzieli, że silnie uzależnia to..., no właśnie, a co jeśli mi dadzą nawet jakiś psycho, będzie poprawa - chociaż dzisiaj moja kondycja psychiczna jest znacznie lepsza niż w momencie popełniania pierwszego wpisu, a po pewnym czasie, po odstawieniu złapię jeszcze większego doła? Ja raczej potrzebuję silnego poczucia sensu, znalezienia jakiegoś brakującego faktora,a a niżeli szprycowania się lekami. Tak myślę, chociaż się nie znam.

tomekn napisał(a):A co powiesz na jakiś wolontariat? Z tego co piszesz wygląda na to, że masz bardzo dużo energii, tylko nie wiesz jak ją skanalizować. To znaczy wiesz, ale wszystkie próby wydają Ci się jałowe i bezsensowne. Pomaganie innym daje duże poczucie sensu i uczy pokory - że ja tu ze swoimi problemami, które mi się wydają wielkie, a ludzie obok mają jeszcze większe i ja tego nie widzę. Piszesz też, że doskonale odnajdujesz się w towarzystwie. To ogromny atut. Nawet nie wiesz, jak może pomóc samotnemu choremu człowiekowi ktoś, kto co jakiś czas przyjdzie i po prostu z nim pogada, zakupy zrobi etc. Masz więc dwie duże zalety, z których można zrobic wspaniały użytek.
A jaki wolontariat? To już od Ciebie zależy. Niektórzy nie czują się na siłach iść do umierających do hospicjum - w porządku, jest mnóstwo innych form.
Grunt to odwrócić perspektywę i nie dać się zamknąć w kieracie własnych problemów.


Fajne podejście Tomek. Kiedyś się rozglądałem za wolontariatem, ale sam nie wiem, jeżeli już, to w jakim kierunku. Hospicjum pewnie byłoby niezłą szkołą życia i na pewno pomogłoby spojrzeć inaczej na życie - bardziej pewnie docenić niektóre aspekty - hm, brzmi sensownie, może? No i na pewno jeżeli już, to nie wolontariat przy podawaniu wody biegnącym w maratonie. Wolę jednak wyciągać wnioski, które są jak przełączniki i w mgnieniu oka zmieniają perspektywę na życie. Chociaż wiecie co, myślę, że każdemu z nas przydałaby się taka lekcja, bo dużo czasu poświęcamy temu co nieistotne, a to co istotne, przelatuje nam przez palce jak piasek w klepsydrze.
Offline
Posty
4
Dołączył(a)
27 mar 2015, 02:19

Sortuj wg

Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 6 gości

Przeskocz do