Depresja wśród bliskich....

Forum poświęcone depresji oraz CHAD. Jeżeli czujesz, że sam/a sobie nie radzisz, nie zwlekaj z napisaniem o tym. A jeżeli depresje masz za sobą - możesz podzielić się wskazówkami.

przez achmed 06 lut 2008, 16:05
Witam wszystkich czytelnikow tego forum :)

Szukam porady, mam nadzieje ze dobrze trafiłem.

Na depresje cierpi moj ojciec, towarzyszy temu rowniez bezsennosc, obwinianie bliskich za swoja chorobe, czeste zmiany nastroju. Kilka lat temu ojciec przebywal w zakladzie psychiatrycznym, aktualnie "leczy" sie u psychiatry prywatnie. Napisalem "leczy" poniewaz jego stan jest sie ciagle pogarsza. Sytuacja wyglada tak, ze przez 2 dni zachowuje sie w miare normalnie, pozniej przez 2 dni zaczyna wariowac, wygaduje straszne slowa pod adresem mojej mamy ( pewnie o mnie mysli podobnie, jednak w twarz nie ma odwagi mi tego powiedziec ) , ostatnio doszlo do tego ze wymyslil sobie nastepna chorobe, prostate, i chodz wyniki badan tego nie potwierdzaja, to twierdzi ze boli go okropnie.

Mam juz tego dosc, wiem ze to choroba, wiem ze powinienem wykazac sie empatia ale mam dosc. Jesli ojciec uderzy moja matke, ( jeszcze tego nie zrobil chodz matka mi mowila ze miala kilka razy wrazenie ze do tego dojdzie ) to ja raczej sie nie powstrzymam, dojdzie to rekoczynow.

Co mozna zrobic w tej sytuacji ? znow szpital psychiatryczny ? , co jesli dojdzie do awantury mam dzwonic na policje, po pogotowie ? sa moze gdzies jakies porady dla takich osob jak ja, ktore nie wiedza jak sie zachowac w pewnych sytuacjach wobec chorego ?

pozdrawiam
Offline
Posty
1
Dołączył(a)
06 lut 2008, 15:46
Lokalizacja
Lublin

Avatar użytkownika
przez Gods Top 10 06 lut 2008, 18:03
Witaj achmed,

Rozumiem, jak jesteście wraz z mamą wyczerpani chorobą ojca.
Na głowie Twojej mamy pewnie cały dom i jest rozdrażniona, że nie może liczyć na wsparcie męża, mało tego za całe jej poświęcenie, spotykają ją przykre słowa z jego strony :? Na tym cierpisz również Ty nie mając silnego wsparcia w rodzinie.
Zgaduję: Twój ojciec ma czterdzieści kilka lat, może więcej. Ten nawrót depresji może wynikać z tzw. "kryzysu wieku średniego" - zaczyna podsumowywać swoje życie, co zdołał zrealizować ze swoich aspiracji, marzeń, co mu się udało. I chyba nie jest z tego podumowania zbyt zadowolony. Cała ta sytuacja go przerasta, powoduje u niego stres i niestety wyładowuje go na "najsłabszym ogniwie" - Twojej mamie. Mama widać bardzo kocha Twojego tatę i bardzo ją boli cała ta sytuacja, pewnie nieraz mu o tym mówiła, by "zrobił z tym coś" (może ona w trosce "wypchnęła" go na leczenie ?).

Reasumując: chyba najwięcej wskóracie z mamą, gdy pomożecie tacie dostrzec wartość jego życia, jego zalety, osiągnięcia. Może pomocna się okaże np. zmiana pracy na taką, którą polubi (o ile obecna go frustruje) ?
Mimo to, gdy z jego strony pojawiają się groźby pod adresem mamy, nie ma na co czekać, postarajcie się o umieszczenie go w szpitalu psychiatrycznym.
Ale i tak zmiana jego zachowania nastąpi tylko, gdy zlikwiduje się źródło jego stresu, przyczyny depresji.

Gdzie ewentualnie szukać pomocy ? W jakichś ośrodkach rodzinnego reagowania kryzysowego (nie wiem, czy tak to się nazywa). Może coś doradzą w szpitalu psychiatrycznym też ?
"Każdy głupiec umie rozbić szybę, ale tylko niewielu potrafi ją wstawić."
W. Wharton "Stado"
Avatar użytkownika
Offline
Posty
3084
Dołączył(a)
01 paź 2006, 16:49

Proszę o pomoc. Nie wiem co dolega mojemu mężowi!

przez kasik_1 21 mar 2008, 23:27
Witam wszystkich!

Trafiłam na to forum przypadkiem, kiedy po dzisiejszym dniu i widoku mojego męża rozpłakałam się z bezsilności. Nie wim już co robić.

Czytam już trzecią godzinę różne wątki, ale postanowiłam jeszcze opisać co dzieje się z moim mężem. Ok. roku temu mój mąż przeżywał ogromny strs. Mam wrażenie, że za dużo zwaliło się na niego. Bo od tamtej pory wszystko się zmieniło, a właściwie on się zmienił. Na początku tłumaczyliśmy sobie że to przejdzie, bo musi minąć trochę czasu, ale w tej chwili jest już tylko coraz gorzej. Mąż był już u lekarzy wszelkich specjalności, wykonał wiele badań, które niczego nie wykazały. A obiawy wciąż są i to coraz dłużej trwają. Rano i tak do południa wszystko jest w porządku, a po południu i wieczorem występują objawy (które ja obserwuję) o których dużo czytałam na tym forum: zachwiania równowagi, nadmierna potliwość, zachwiania mowy (o której nikt nie wspomniał), czasami wygląda to tak jak bym widziała osobę po alkocholu (język się plącze i sie zatacza), nerwowość, oczywiście bezsenność (wstaje o godz. 3.30), a czasami, tak jak np. dzisiaj już o godz. 15 zaczął mieć te obiawy i zasnął jak tylko się położył. A zapomniała bym oczywiście problemy z koncentracją i zaniki pmięci, do tego stopnia że dzisiaj po tym jak 5 min. wcześniej zrobił dziecku kolacje, za chwilę zapytał co zje na kolacje. Przeraziło mnie to strasznie. Nic mi nie wiadomo o lękach bo mąż mi o tym nie mówi. I zawsze inaczej odbiera swoje samopoczucie, ja widzę że coś jest nie tak, on twierdzi że czuje się dobrze.

Neurolog przepisał mężowi lek: Xetanor, po którym z mojego punktu widzenia objawy ustąpiły, natomiast mąż czuł się bardzo żle i miał straszne huśtawki nastrojów. Teraz neurolog, po odstawieniu tamtego leku przepisał Nootropil i Sympramol (tych leków mąż jeszcze nie brał, więc nie wim jaka będzie reakcja). Teraz mąż czeka na wizytę u lekarza psychiatry.

Przeczytałam kilka wątków i nie wiem czy to może być depresja czy nerwica lękowa. Może ktoś mi coś podpowie. Będę wdzięczna.

Na razie przeczytałam jak ważny jest magnez - to cenna wskazówka.

Chciała bym odzskać mojego "dawnego" męża. Nie wim jak mu pomóc, denerwuje mnie, bo nie wiem czy on mnie oszukuje czy chce mnie uspokoić mówiąc, że się dobrze czuje, czy on faktycznie nie czuje tego co się z nim dzieje. W każdym razie mam obawy czy kiedy widzę że jest w takim stanie, mogę wyjść z domu i zostawić z nim dzieci. Boję się.
Offline
Posty
1
Dołączył(a)
21 mar 2008, 22:27

Doradca Nerwica.com

przez Doradca Nerwica.com
Polecam tych psychologów i psychoterapeutów z Twojej okolicy
Doradca Nerwica.com

przez Mafju88 22 mar 2008, 03:04
Najlepiej jak Pani maz wybierze sie do psychiatry i psychoterapeuty... leczenie moze jest dlugie i zajmuje troche czasu ale za to leczenie psychoterapeutyczne jest na stale ;) mysle tak dlatego ze Pani pisze ze to nastapilo po jakims stresie dlatego nic innego a to moglo byc przyczyna... nie ma co czekac leki i na terapie ;) prosze pamietac ze leki tlyko lagodza przebieg choroby a nie leczą jej... dlatego mowi tu o terapii. Pozatym polaczenie farmakoterapii z psychoterapia daje najlepsze efekty. Pozdrawiam i zycze mezowi duzo zdrowia:)
I'll be where the eagles flying higher and higher
Offline
Posty
647
Dołączył(a)
20 gru 2007, 11:51

POMÓŻCIE PROSZĘ !! Czy to depresja po utracie pracy?

przez Miyane_1 26 mar 2008, 18:24
Moja mama 5 lat temu straciła pracę. Od tej pory strasznie nie dba o siebie. Nie zależy jej na ładnym wyglądzie czy ubraniu. Gdy jej mówię, że jest coś nie tak odpowiada tylko: ''Kiedys pracowalam to moglam sobie kupować i się stroic teraz nie mam pieniedzy!'' powtarza ze nie zalezy jej na dobrym wygladzie! Ostatnio nie mogę na nią patrzeć. Przemęczona, tłuste włosy, szeroka kurtka (która ma co najmniej 15 lat!), niepomalowana. Jest mi jej szkoda i wiele razy rozmawiałam z nią na ten temat. Efektów jednak to nie przyniosło żadnych, bo ona nie widzi problemu! Odkąd się przeprowadziliśmy na wieś zajęta jest wyłącznie sprzątaniem, gotowaniem i ogródkiem! Jest rozdrażniona. Być może powodem tego są również częste choroby mojego brata. Nie mogę na to już patrzeć! Tym bardziej, że trwa to juz 5 lat ! Czy to rodzaj jakiejś depresji??? Pomóżcie proszę!!
Offline
Posty
1
Dołączył(a)
26 mar 2008, 17:58

przez ragnar 26 mar 2008, 19:15
Utrata pracy to jedna z częstych przyczyn pojawienia się depresji. Nie dbanie o swój wygląd, szczególnie, że kiedys się dbało tym bardziej moze wskazywac na tę chorobę. Dlugi okres braku zatrudnienia wywoluje w czlowieku poczucie beznadzei i niechec do podejmowania jakiegokolwiek dzialania, zmierzajacego do polepszenia jego sytuacji. Czlowiek taki jest przekonany, ze skoro go zwolnili, to znaczy, ze jest kims gorszym, kims zbednym.

Musi pani powiedziec mamie o tym, ze moze to byc depresja, czym się objawia i zaproponowac jej, ze razem wybierzecie sie do psychiatry.
Offline
Posty
29
Dołączył(a)
16 lut 2008, 18:16

Jak pomóc bliskiej osobie?

przez travian 30 mar 2008, 23:31
Witam!
Musze zaczac od tego, ze nie jestem w stanie okreslic czy moja dziewczyna o ktorej mowa ma depresje czy nie. Fakt jest taki ze byla hospitalizowana (bylismy ze soba wowczas 2 miesiace ale znamy sie kilka lat) na oddziale zamknietym z objawami zalamania nerwowego, przeciazenia glowy i organizmu - nie znam wypowiedzi lekarza co to bylo dokladnie. Dostawala tez leki (podejrzewam ze silne, bo byl z nia bardzo trudny kontakt), przez pierwszych kilka dni nie chciala jesc. Tak mowili jej bliscy bo ja wogole nie moglem odwiedzac. Zaraz po wyjsciu (a trwalo to jakies 6 tygodni z czego 2-3 ostatnie tygodnie to wracala do szpitala na kilka dni po paru dniach pobytu w domu) nie bylo wiekszych problemow, oprocz tego ze byla jeszcze bardziej zamknieta w sobie niz zwykle, gorszy humor ale tego nalezalo sie spodziewac. Postanowilem podejsc do problemu deliktanie, poczytalem troche na temat tego typu chorob (min na waszym forum) i powoli bo powoli jakos szlo. Kontakt byl z poczatku czysto kolezenski bo bylem nieco sparalizowany sytuacja, ale stopniowo coraz blizszy, odzyskiwala forme itd. Na 3 miesiace po definytywnym wyjsciu ze szpitala zaczely sie problemy przy powazniejszej rozmowie na temat zwiazku. W trakcie rozmowy wyszlo ze ona nie wie kompletnie czego chce, nie wie w jakim kierunku to zmierza itd. Powiedziala ze nie wie czy jest gotowa na powazny zwiazek (a jestesmy razem 5 miesiecy), ale rozmowa jest niezwykle trudna i ciezko cos wyciagnac. Wiekszosc pytan konczy sie odpowiedzia: "Nie wiem, porozmawiamy jutro". Zasugerowala mi, ze zle sie czuje ze dalem jej tyle zaangazowania itd. a ona nie daje tyle ile by chciala. Mowilem ze dla mnie to nie problem, ze uwazam jest tego warta itd ale ona powiedziala ze chce byc sama w tym trudniejszym czasie. Dodam tylko ze czesto sama sobie przeczy, raz mowi ze nie ma sladu pobytu w szpitalu, raz ze musi stanac dopiero na nogi. Mowi ze ma burze uczuc w glowie i nie wie co mysli. Myslalem ze to wymowka bo przykro jej, po tym co zrobilem dla niej w tym trudnym okresie, powiedziec ze poprostu nie chce ze mna byc bo np "nie ta chemia" jak to sie mowi, ale twierdzi ze nie. Stanelo na tym ze zawieszamy kontakty i wrocimy do tematu za jakis czas. I tu jest problem. Co mam robic? Kocham ja i chcialbym przejsc te trudne chwile. Ale z drugiej strony ile mozna czekac zawieszonym w prozni, czekajac az jej sie cos domieni, wyklaruje i wtedy znowu bedziemy probowac byc razem. A jak znowu po jakims czasie powroca jej podobne mysli? Jest tu duzo osob z trudnymi doswiadczeniami wiec prosze Was bardzo o porade.
Poza tym prosze tez o jakies uwagi jak rozmawiac z taka osoba (co mowic, a czego nie), jakie formy kontaktow zalecacie itp. Z gory dzieki :)
Offline
Posty
1
Dołączył(a)
30 mar 2008, 22:54

przez TESS 01 kwi 2008, 12:34
witam.
współczuje, osobiście nie byłem postawiony w takiej sytuacji ale chyba podobny przypadek dotknął mojego kolegę i byłem świadkiem jak reagowała jego dziewczyna (staż ok 2 lata). przypadek był odwrotny to jego "dopadła strzyga".
zachowanie dziewczyny było w moim mniemaniu bardzo dojrzałe. przede wszystkim spokój (w towarzystwie swojego chłopaka), bez natręcw, tak jakby wszystko było ok tylko w troche innym miejscu, bardziej przypominała przyjazną znajomą niż partnerkę, dziewczynę. traktowała go jak CZŁOWIEKA któremu chwilowo powinęła się noga a nie jak swojego faceta.
tak to zaobserwowałem.
pozdrawiam.
Offline
Posty
2
Dołączył(a)
01 kwi 2008, 01:24

Jak mogę pomóc bliskiej osobie?

przez brados 22 kwi 2008, 07:51
Witam wszystkich. Moja partnerka ma depresję (tak uważam). Objawia się to tym, że od dłuższego czasu (ok 4 tygodni) jest mocno przygnębiona, moje próby nawiązania rozmowy na jakikolwiek temat ucina krótkimi odpowiedziami typu: "tak" "nie" "nie wiem". Jesteśmy ze sobą już kilka lat i wcześniej też miewała podobne stany (między innymi na wiosnę), ale "jakoś" jej to przechodziło po ok 2 tygodniach. W tej chwili sytuacja jest dużo poważniejsza, bo nie cieszy jej chyba w zasadzie już nic. Jak mogę jej pomóc? Namawiałem ją na wizytę u lekarza, ale odpowiedziała, że nie zamierza się "wyżalać" przed jakąś obcą osobą. Oczywiście staram się delikatnie ją namawiać, żeby jednak się zdecydowała, bo to wizyta jak u każdego innego lekarza, ale niestety na razie się nie dała namówić. Co mogę zrobić, żeby jej jakoś pomóc. Wiem, że sam jej nie wyleczę, ale może mógłbym, chociaż złagodzić jakoś jej cierpienie a w międzyczasie da się przekonać na wizytę u lekarza. Serdecznie proszę o jakieś wskazówki.
Offline
Posty
3
Dołączył(a)
21 kwi 2008, 16:44

przez szatz 22 kwi 2008, 13:23
Witaj brados!
Według mnie nie możesz nic więcej zrobić poza tym.Wspierasz ją,rozumiesz,że to choroba,próbujesz namówić do lekarza.Myslę,że niewiele więcej można zrobić,dopóki ona sama nie przekona się do leczenia.Nie wiem,może uświadom jej,że Ty też przez to cierpisz.Na mnie to podziałało,kiedy uświadomiłam sobie,że przez moją depresję cierpi moja córka.Pamietam jej słowa,kiedy któregoś "dobrego"dnia śmiałam się z nią:"mama,fajnie się znów z tobą wygłupiać,tak dawno się nie śmiałaś".To dało mi do myślenia,że bliskim udziela się mój nastrój i że ona chce mieć wreszcie normalną mamę jak przedtem.Spróbuj swojej partnerce też uświadomić,ze chcesz ją widzieć radosną i cieszyć się z nią życiem.Dobrze,że ona ma Ciebie.Wielu partnerów osób z depresją nie pojmuje problemu.Życzę Ci wytrwałości i oby ona dała się wreszcie namówić.Trzymam kciuki :smile:
jeszcze będzie normalnie...
Offline
Posty
306
Dołączył(a)
30 sty 2008, 09:40
Lokalizacja
Niemcy

przez brados 22 kwi 2008, 14:19
No cóż, że to choroba zdałem sobie w pełni sprawę dopiero nie dawno. Na początku wymawiałem jej, że po prostu marudzi, albo mówiłem "nie narzekaj inni mają gorzej". Myślę, że tym mogłem doprowadzić do pogłębienia jej depresji. Zauważyłem, że w tej chwili Ona jakby zaczęła unikać ze mną kontaktu. Staram się nie narzucać i nie robić nic "na siłę", ale zastanawiam się czy wypełnienie jej wolnego czasu mogłoby zmienić coś na lepsze?
Offline
Posty
3
Dołączył(a)
21 kwi 2008, 16:44

przez szatz 22 kwi 2008, 15:32
Na pewno pomoże oderwać ją od czarnych myśli.
Niestety to częsty błąd bliskich,który popełniłeś.My chorzy doskonale o tym wiemy,że inni mają gorzej i dają radę,a ta świadomość pogłębia przekonanie,że jesteśmy do niczego.Staraj się podbudować jej ego.Powtarzaj do znudzena pochwały,że jest dobra,piękna,ze ma śliczne oczy,że cos dobrze zrobiła,zresztą,co ja Ci będę mówić.Dobrze jąznasz,więc pewnie przyjdzie Ci to z łatwoscią.Bądz dla niej,wysłuchuj,kiedy mówi,przytulaj często,mów jak bardzo jest Ci potrzebna.To ważne,zeby była świadoma,że jest dla Ciebie najważniejsza.Kobietom potrzebne są takie słowa,zwłaszcza tym o niskiej samoocenie.Mój mąż mówi mi,że mnie kocha 30 razy dziennie i wcale nie uważam,ze to za dużo.Mamy zaburzone postrzeganie świata i rzeczy oczywiste wcale takimi nie są dla nas.
Wszystkiego dobrego! Jak masz dalsze pytania,wal śmiało. :smile:
jeszcze będzie normalnie...
Offline
Posty
306
Dołączył(a)
30 sty 2008, 09:40
Lokalizacja
Niemcy

przez brados 23 kwi 2008, 09:56
Być może jestem trochę przewrażliwiony, ale zauważyłem, że zaczęła się do mnie zwracać i traktować zupełnie obojętnie, natomiast inne osoby (przyjaciółki, rodzina) traktuje zupełnie inaczej - uśmiecha się. Czy to tylko taka poza przed nimi, żeby nie zauważyli jej problemów? Mieszkamy razem więc może trudno byłoby jej udawać cały czas że wszystko jest w porządku? Czy dobrze rozumuję?
Offline
Posty
3
Dołączył(a)
21 kwi 2008, 16:44

przez szatz 23 kwi 2008, 14:46
Całkiem możliwe,też tak robię.Gram przed osobami,które nie znają mojego problemu,że wszystko jest ok.Ty znosisz jej humor,więc się nie ukrywa.Przed innymi może się boi odrzucenia,niezrozumienia,albo nie chce martwić.Nie bierz tego osobiście.Nie ma w tym absolutnie Twojej winy.Winna jest choroba,zaburzenie przekażników w mózgu,nie ma to z Tobą nic wspólnego.Rozumiem,że sytuacja jest nie do pozazdroszczenia.Sama nieraz się dziwię mojemu mężowi,że ze mną wytrzymuje.Moje szczęście,że go mam i szczęście Twojej kobiety,że ma Ciebie.
jeszcze będzie normalnie...
Offline
Posty
306
Dołączył(a)
30 sty 2008, 09:40
Lokalizacja
Niemcy

Sortuj wg

Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 20 gości

Przeskocz do