Depresja wśród bliskich....

Forum poświęcone depresji oraz CHAD. Jeżeli czujesz, że sam/a sobie nie radzisz, nie zwlekaj z napisaniem o tym. A jeżeli depresje masz za sobą - możesz podzielić się wskazówkami.

Czy czujecie wsparcie innych?

przez Carla 23 cze 2007, 22:16
Oglądam serial pt: Na Wspólnej", jedna z jego bohaterek, straciła dwójkę dzieci w wypadku samochodowym, rozwiodła się z mężem, wróciła do rodziców. Była załamana, depresja totalna, teraz czuję się lepiej, bardzo wspierają ją najbliżsi.
Pomyślałam, że chciałabym mieć wokół siebie osoby, które pomagają, tj. nie tylko starają się zrozumieć, ale też działają.
W różny sposób, ktoś pomaga znaleźć pracę, pod pretekstem wyciąga do fryzjera, siostra tej bohaterki z serialu zabiera ją do klubu, by się rozerwała .
Gdy myślę, o sobie, to ja najczęściej, mimo depresji, chwil załamań, staram, się odgadywać czego mogą potrzebować inni, szczegónie psychicznie.
Może ktoś ucieszyłby się z tego, czy z tamtego.
Nie zrozumcie mnie opatrznie, nie chciałabym otrzymywać"coś za coś", ale fajnie byłoby czasem, gdyby ktoś spróbował odgadnąć moje życzenia, spytał czego mi trzeba.
To tak niewiele i zarazem ogromnie dużo.
Cóż większość ludzi nie rozumie "depresantów".
Jak jest z Waszymi bliskimi, czy próbują Was zrozumieć podejmując konkretne działania?
Pozdrawiam serdecznie.
Offline
Posty
33
Dołączył(a)
22 maja 2007, 01:20
Lokalizacja
Toruń

Avatar użytkownika
przez Róża 23 cze 2007, 22:21
Hm,czasami nie zauważamy tego,że ktoś próbuje.Ja w depresji pragnęłam jedynie świętego spokoju i żadnych prób wyciągnięcia mnie gdziekolwiek przez kogokolwiek :( Taka specyfika choroby.Ale wspomaganie przez najbliższych na pewno ma szansę zadziałać.Przecież są różne etapy w depresji.
Bez ludzkiej pamięci przeszłość nie istnieje.
Pech nigdy nie zawiedzie:
przyjdzie w samą porę:)))
Avatar użytkownika
Offline
Przyjaciel forum
Posty
1197
Dołączył(a)
02 gru 2006, 22:18
Lokalizacja
z ogrodu

przez lordJim 23 cze 2007, 23:30
Mnie życie nauczyło pewnej ostrożności w stosunku do ludzi. Niestety nie można od nich za dużo oczekiwać. Znaczna większość żyje swoimi problemami i radościami. Na szczęście zdarzają się wyjątki, nie za często ale jednak.

A wracając do depresji - myślę, że sam nie wiedziałbym jak pomóc osobie chorującej (mimo, że sam nią jestem!). Niedawno zacząłem mówić o swoim problemie, ale widzę, że nawet jeśli ktoś chce mi pomóc to jednak nie bardzo potrafi np. kumpel wyciąga mnie na piwo, podczas gdy wie, że po lekach nie powinienem pić :smile:

Myślę, że warto również nieraz samemu poprosić o pomoc. Wiem, że to niełatwe, ale czasem konieczne. Uczy również pewnej pokory, przynajmniej mnie :smile:

Pozdrawiam!
lordJim
Offline

Doradca Nerwica.com

przez Doradca Nerwica.com
Polecam tych psychologów i psychoterapeutów z Twojej okolicy
Doradca Nerwica.com

przez koralka 24 cze 2007, 21:17
Bethi wyslalam Ci prywatna wiadomosc
Offline
Posty
16
Dołączył(a)
16 cze 2007, 12:23

przez Pstryk 01 lip 2007, 11:11
senna_mgiełka napisał(a):czy jego stan moze sie jeszcze pogorszyc do czasu powrotu lekarza z urlopu?


Senna mgiełko, jego irytuje na pewno to, co się z nim dzieje i że jest taki bezradny. Sytuacja w naszej służbie zdrowia na pewno nie polepszy jego samopoczucia. Myślę, że w tej sytuacji powinnaś dać mu jak najwięcej poczucia bezpieczeństwa. Jesteście daleko od siebie, ale macie kontakt: mów mu, pisz, że bez względu co się stanie będziesz go kochać i będziesz z nim. Rozumiesz co mam na myśli. Nie pisz jednak, że czkasz bo to może go jeszcze bardziej poirytować, bo on na pewno o tym wie i niecierpliwi się tak bardzo właśnie dlatego.


Carla napisał(a):Pomyślałam, że chciałabym mieć wokół siebie osoby, które pomagają, tj. nie tylko starają się zrozumieć, ale też działają.

Carla, gdyby wszyscy mieli takie podejście, byłoby nam łatwiej :D

Carla napisał(a):Nie zrozumcie mnie opatrznie, nie chciałabym otrzymywać"coś za coś", ale fajnie byłoby czasem, gdyby ktoś spróbował odgadnąć moje życzenia, spytał czego mi trzeba.

Bardzo dobrze rozumie, co masz na myśli. Właśnie tego potrzebuję najbardziej od bliskich, niestety oni ograniczyli się już tylko do pytania czy byłam u lekarza, czy wzięłam leki itp. Nawet nie pytają jak się czuję. Kiedyś było inaczej. Jestem im za to wdzięczna i dlatego nie mam odwagi powiedzieć im tego, że bardzo boli, że zaprzestali pomocy czynnej. Staram się więc radzić sobie sama, ale z miernym skutkiem.

lordJim napisał(a):Niedawno zacząłem mówić o swoim problemie, ale widzę, że nawet jeśli ktoś chce mi pomóc to jednak nie bardzo potrafi np. kumpel wyciąga mnie na piwo, podczas gdy wie, że po lekach nie powinienem pić Smile

Myślę, że warto również nieraz samemu poprosić o pomoc. Wiem, że to niełatwe, ale czasem konieczne. Uczy również pewnej pokory, przynajmniej mnie

Lord Jim, o chorobie trzeba rozmawiać. Masz wspaniałego kolegę. Nie obawiaj się mu mówić, że leki z alkoholem się nie miesza. On ma prawo nie pamiętać ale widać, że się bardzo stara. Zawsze można wypić sok :D Masz rację, co do proszenia o pomoc. Mój facet non stop powtarza, że skąd może wiedzieć czego mi potrzeba skoro o tym nie mówię. Owszem, to trudne, ale w moim przypadku to inna historia. Niestety mam uprzedzenie do proszenia go o pomoc, bo on wiele mi obiecywał, i na tym poprzestał. Ale są inni, których mogę poprosić i wiem, że nie skończy się na gadaniu :D Dziękuję, że mi o tym przypomniałeś :D

Koralka, Kochanie, a co u Ciebie?
Pstryk
Offline

Powitanie

Avatar użytkownika
przez Nadir 01 lip 2007, 13:30
Witam wszystkich!

Ponieważ jestem tu nowy chciałbym opisać moje sprawy...
Otóż mój partner (jestem gejem-dla jasności) ma depresję.Obawiam się,że jest ona uwarunkowana genetycznie ponieważ jego mama też ma tę chorobę a i ojciec nie ma zdrowej psychiki.Znamy się od niedawna ale wiem,że chcę z nim być pomimo jego depresji.W Styczniu tego roku zakończył się mój dwuletni związek ze schizofrenikiem.Mój były wybrał ostatecznie służbę Bogu zamiast mnie a ja nie będę kłócić się ze Stwórcą o faceta!
Wracając do obecnego-teraz w Maju dopadł go kolejny dołek.On już 7 razy był w szpitalu psychiatrycznym i powiedział,że ósmy nie pójdzie chociaż płacze codzienne wiele godzin,niby bez powodu...Chodzi do psychiatry ale leki mało co pomagają jemu.
Myślę,że bardziej cierpi jego dusza,niż umysł.On ma 22 lata,ja mam 30.
On jeszcze nie powiedział zwłaszcza mamie,że jest gejem (tata wie i nie widzi w tym większego problemu) a kocha mnie i cierpi z tego powodu,bo nie wie jak zareaguje jego mama.

Mieszkamy oddzielnie w innych miastach-on z rodzicami.Jest bardzo zżyty z rodziną.Nie chce ze mną teraz rozmawiać przez telefon a o spotkaniu nie ma mowy na razie,jednak poczekam.
Zdaję sobie sprawę w jaki związek wchodzę i z kim ale jeśli wytrzymałem 2 lata ze schizofrenikiem (on też miał depresję) to i z obecnym postaram ułożyć sobie życie.Jestem spod znaku Skorpiona a on lubi takie ciężkie przypadki...
'Głupiec' widzi we mnie mędrca;
w oczach mędrca jestem głupcem...
Avatar użytkownika
Offline
Posty
14
Dołączył(a)
01 lip 2007, 12:52
Lokalizacja
Łódź

przez Pstryk 02 lip 2007, 22:20
Twój partner najwyraźniej jeszcze nie zaakceptował swojej orientacji. Wcale mu się nie dziwię, bo żyjemy wśród ludzi ograniczonych pod tym względem - że tak delikatnie to nazwę. Poza tym jest młody i jak sam piszesz zżyty z rodziną. Chyba potrzebuje wsparcia i czasu aby poukładać sobie wszystko w głowie i w życiu. W Twoje intencje nie wątpię. Cóż chyba pozostaje Ci czekać i po prostu być.
Pstryk
Offline

Avatar użytkownika
przez Nadir 02 lip 2007, 23:10
Tak droga bethi,mogę poczekać-muszę.Jednak ile to może potrwać...?!
Chciałbym zamieszkać z nim na wiosnę.Do tego czasu powinniśmy razem dojść do porozumienia i przede wszystkim być szczerzy wobec siebie.Nie chcę go naciskać w czymkolwiek ale jeśli nic się nie posunie z jego strony,to wezmę sprawy w swoje ręce...
'Głupiec' widzi we mnie mędrca;
w oczach mędrca jestem głupcem...
Avatar użytkownika
Offline
Posty
14
Dołączył(a)
01 lip 2007, 12:52
Lokalizacja
Łódź

przez Pstryk 02 lip 2007, 23:19
Tak jak piszesz, tak wydaje mi się rozsądnie dla Was obu:D Mądrze to obmyślałeś :D
Życzę Wam powodzenia :smile:
Pozdrawiam
Pstryk
Offline

Avatar użytkownika
przez korres1 17 lip 2007, 22:51
Ostatnio byłam z wizytą w rodzinnym mieście i odwiedziłam dawno niewidzianą koleżankę z lat szkolnych. Nie widziałyśmy się długo, ona trochę tych spotkań unikała. Pomyślałam, że cóż, czas oddala ludzi i dałam spokój. A tu przyjeżdżam i okazuje się, że dziewczyna jest od 1,5 roku w ciężkiej chorobie, od niedawna na terapii grupowej. Prawie mn9ie wyprosiła z domu, ale to chyba normalne, zresztą robiła tak z wszystkimi znajomymi, którzy próbowali przyjść i pogadać.
hm. Nie za bardzo wiem co robić. Naciskać na wspólne rozmowy czy czekać?
Ale kto będzie trzymał straż nad strażnikami?
Avatar użytkownika
Offline
Posty
691
Dołączył(a)
28 wrz 2006, 00:34

przez Pstryk 24 lip 2007, 12:53
korres1 napisał(a):Naciskać na wspólne rozmowy czy czekać?

A jak to było z Tobą? Ona zapewne nie wie, co działo się w międzyczasie u Ciebie. Nic na siłę - sama wiesz.
Pstryk
Offline

problemy z rodzicami chorych na depresję.

Avatar użytkownika
przez lovefoxxx 28 lip 2007, 10:56
wczoraj moja matka wróciła z domu i wszczęła dziką awanturę. powiedziała, że ta cała moja choroba, te wszystkie płacze, lęki itd. są na pokaz, że moim planem jest ją zniszczyć psychicznie i doprowadzić na skraj załamania. kazała zlikwidować mi drzwi od pokoju, żeby mogła mnie kontrolować. powiedziała, że jeden jej telefon i zabierają mnie w kaftanie bezpieczeństwa i nigdy nie wypuszczają. powiedziała, że 'biedny Maciuś' (mój były chłopak, z którym byłam rok, niestety nie wytrzymał mojego bagażu doświadczeń) wykończyłam go, tak jak wykańczam swoje przyjaciółki. mówiła, że wspomnę jej słowa i wszyscy mnie zostawią. wciąż powtarzała, że to moja wina, to całe zło, które nas dwie spotkało. według niej jak siebie nie akceptuję to mam przestać jeść (chyba powinnam sobie zrobić tunning twarzy, żeby siebie zaakceptować, ale mniejsza z tym). mówiła, że wcale nie mam depresji, że to wszystko jest na pokaz, żeby ludzi wokół mnie skakali. a ja się przy niej bardzo staram, nie pokazywać, że płakałam, czy, że jest mi źle. przepłakałam pół nocy. potem spotkałam się z przyjaciółką, która ma bardzo podobnie tylko z ojcem i niedawno wyszła z anoreksji, powiedziała, że matka pierdoli mam jej nie słuchać i walczyć o siebie, bo jak raz zawalczę potem będzie mi łatwiej.
ja nie mogę tego pojąć... teraz nawet własną matkę krzywdzę... ja nie chciałam, żeby to tak wyszło. nigdy nie miałam w planie udawać... ja wiem, że to wszystko to moja wina. ale myślałam, że ona kocha mnie pomimo to...
co Wy o tym myślicie?
jak Wasi bliscy reagują na waszą chorobę?
popchnij mnie w stronę życia...
Avatar użytkownika
Offline
Posty
92
Dołączył(a)
23 lip 2007, 14:35
Lokalizacja
przestrzeń między Sopotem a Gdańskiem

przez fendi 28 lip 2007, 14:23
powiem ci tylko ,że to przerażająco przykre,kiedy matka cię nie rozumie
Offline
Posty
54
Dołączył(a)
16 sie 2006, 11:18

przez vegge 28 lip 2007, 15:15
powiedz matce ze z przyjemnoscia pojdziesz do szpitala psychiatrycznego bo przynajmniej tam zostaniesz otoczona wlasciwa opieka i zrozumiana w swojej chorobie

to jej zamknie usta i da ci spokoj
zesraj sie a nie daj sie
Offline
Posty
149
Dołączył(a)
05 cze 2007, 21:08
Lokalizacja
warszawa

Sortuj wg

Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 7 gości

Przeskocz do