Skocz do zawartości
Nerwica.com

Kilka dni, które totalnie mnie zmieniły..


Win

Rekomendowane odpowiedzi

Witam wszystkich.

Postaram się jak najbardziej szczegółowo opisać to, co mi siedzi w głowie, może ktoś coś poradzi. Ja już sam od kilku dni nie daję sobie z tym rady. Od pewnego czasu jestem w szczęśliwym związku z najwspanialszą dziewczyną jaką kiedykolwiek mogłem poznać. U mnie wszystkie historie związane z miłością zawsze kończyły się źle, tutaj tego nawet nie dopuszczałem do myśli. Natomiast jakoś tydz. temu, może troszkę więcej, mimo, że jestem w niej zakochany na zabój, pomału w głowie zaczęły pojawiać się wątpliwości co do uczucia, jakim ją darzę.. Lekkie, bardziej takie przebłyski, ale jednak. Zignorowałem je. Jednak z czasem zaczęły coraz bardziej przybierać na sile. Dziwne w tym jest to, że nie było ŻADNEGO powodu, żebym je mógł mieć. W międzyczasie spędziliśmy kilka dni razem, było super. I odkąd ją odprowadziłem do domu przestałem panować nad tym co dzieje mi się w głowie, te myśli, że jednak jej nie kocham biorą górę. Tylko nie jest to przykład chłodnej kalkulacji plus rozłożenia w czasie np "wygaszenia" uczucia. To się dzieje tak nagle i ma bardzo agresywną formę. Że nie mogę o tym nie myśleć. Jak przypominam sobie cokolwiek związanego z nią, nagle mam takie uczucie jakby coś we mnie siłą chciało to ZABIĆ. Chciałem przeczekać, zobaczyć czy za tydzień, dwa mi to minie, szczególnie że nie ma pod takie odczucia żadnych racjonalnych podstaw. Ale wczoraj jak się położyliśmy się obok siebie, spojrzałem na nią i coś we mnie pękło. Totalnie się rozsypałem, rozkleiłem. Musiałem jej o tym powiedzieć. Płakałem jak małe dziecko przy tym. Że wiem, że ją kocham, ale coś mi nie daje spokoju, coś mi próbuje wmówić, że wcale tak nie jest. Z dnia na dzień. Do tego non stop takie uczucie stresu w środku, jakby coś ciążyło na żołądku, wiadomo o co chodzi. Do tego rozdrażnienie. Denerwują mnie ludzie których uwielbiałem samą obecnością. Samym istnieniem. Wszystko totalnie mi zobojętniało, w pracy w ogóle przestałem się starać, robię coś bo muszę, tyle. Mam takie ociężałe ruchy, jakby to wszystko nie miało już najmniejszego znaczenia. Zupełnie nic mnie nie cieszy, tylko w głowie lata mi coś co mówi, że już nie będzie tak jak było. Koniec kropka. Dzisiaj znowu łzy mi same poleciały. Zero samokontroli. Sam nie wiem czy lepiej radzić sobie z tym w jej obecności, czy raczej samemu. Jestem w kropce, totalnie bezradny. Proszę o jakieś wskazówki, porady, cokolwiek.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Rzeczywiście dziwny stan psychiczny - nie dziwię Ci się, że tak Cię to niepokoi i rozstraja. Jesteś pewien, że to tak naprawdę znikąd? Nie było miedzy Wami jakichś trudnych sytuacji, spięć? A może ta natrętna myśl wiąże się z niepowodzeniami z innymi dziewczynami - podświadomy lęk, że to i tak się nie uda, bo... (i tu mózg podsuwa dowolne uzasadnienie, np. "bo jej tak naprawdę nie kocham").

Można by pewnie długo gdybać, ale to raczej drugorzędne, jaka jest przyczyna. Może nawet lepiej wokół tego nie krążyć, bo się jeszcze rozdrapuje.

Ważna sprawa: nie uciekaj od tego uczucia. To tylko je pogłębia. Tworzysz wewnątrz "zakazaną strefę", próbujesz trzymać się od niej z daleka i to prowadzi do stresu (uczucie w okolicy żołądka...) i nawet paniki. Spróbuj do tego podchodzić, jakby to była wysoka fala, która za chwilę minie. Nie uciekać przed nią; wytrzymywać ją. Nie reagować na treść myśli - może być dowolnie absurdalna, grunt to sie nią nie nakręcać i nie tworzyć spirali coraz gorszych myśli. Po prostu obserwować to wszystko - co teraz czuję, co mi przychodzi do głowy. Nie oceniać. Jeśli uda Ci się raz-dwa razy w ten sposób świadomie towarzyszyć temu uczuciu, jest szansa, że stopniowo i bezboleśnie będzie zanikać - bo nie taki diabeł straszny.

Druga rzecz - nie krępuj się przed dziewczyną. Już jej powiedziałeś - ok, jeśli będziesz miał potrzebę, opowiadaj o tym dalej.

Życzę wypłynięcia na spokojne wody :)

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Widzę w tobie cząstkę mnie samego - miałem i pewnie będę mieć problemy z zaufaniem i dopóki nie angażuje się emocjonalnie nie ładnie mówiąc olewam stan jaki jest (A raczej był bo to czas przeszły). Nie mniej w momencie gdy zaczynało mi zależeć to już pisz pan przepadło, strach, niepewność i temu podobne sprawy. Prawdę mówiąc mój poprzedni związek dostał za to po głowie bo z pełnego strachu wszedłem pod pantofla. Dlatego pozwolę się spytać czy z czystym sumieniem możesz powiedzieć, że jesteś przy niej sobą? To też może być źródłem tego stanu.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się
×