Artykuł o depresji w CHAD w gazecie

Forum poświęcone depresji oraz CHAD. Jeżeli czujesz, że sam/a sobie nie radzisz, nie zwlekaj z napisaniem o tym. A jeżeli depresje masz za sobą - możesz podzielić się wskazówkami.

Artykuł o depresji w CHAD w gazecie

Avatar użytkownika
przez Depakiniarz 09 paź 2014, 15:44
Dostałem zgodę na zamieszczenie w całości gdyż nie każdy ma dostęp do gazet z danego regionu. Podkreślam, że jest to wersja robocza, w redakcji ładnie to wszystko poskładali w całość. Miło mi będzie poczytać jakies komentarze odnośnie publikacji, zarówno te miłe jak i negatywne. Zapraszam!

W depresji jesteś nawet outsiderem we własnym świecie który cię nie chce. Depresja siedzi w twojej głowie przyczepiona na ssawki do mózgu i za nic nie chce odpuścić. Czujesz jej przytłaczający ciężar. Jest chyba najgorsza, tracisz kontrolę nad swoim zyciem i stajesz się poniekąd warzywem, niezdolnym do niczego. Pamiętam, jak matka mi powiedziała że ma raka płuc i będzie miała operację. Zdrowa osoba przejęłaby się stanem bliskiej osoby, współczuła i zachowywałaby się tak, jakby to było ostatnie dni życia bliskiej osoby. Zamiast tego słowa „rak” i „choroba” nie wywarły na mnie żadnego wrażenia. Nie przejałem się tym, że na operację może być za późno i mojej matce zostało tylko kilka miesięcy życia. Zamarzyłem tylko o tym, aby wrócić do domu i zapuścić się w swój świat, na pozór bezpieczny, tyle tylko że pusty. Położyć się, wziąć lekarstwa, zasnąć...Przy lepszym dniu włączyć sobie film z którego i tak nic nie zrozumiesz...Taka jest depresja. Unikasz sąsiadów jak ognia, chociaż nic złego ci nie zrobili. Nasłuchujesz przed drzwiami czy na klatce nie słychać szczęku kluczy w zamkach, jeśli tak- to czekasz. Nie można tego nazwać strachem. Drażnią cię inne osoby, wydaje ci się że na ciebie patrzą i wiedzą o twojej chorobie. Wydaje Ci się, że czujesz na sobie wzrok innych, to cię przeraża, nie chcesz tego, dlatego zamykasz się w domu na cztery spusty i wychodzisz na zewnątrz dopiero wtedy, gdy od kilku dni już nie ma jedzenia w lodówce. Z nie-do-końca nazwanym strachem stoisz przy półkach sklepowych i nie wiesz co wybrać. Jeśli nie zrobisz sobie notatek przed wyjściem, to zapominasz o takich podstawowych produktach jak chleb. Jeżeli już masz się odezwać, to robisz to ze spuszczoną głową. Tak, aby nikt nie wiedział że jest coś z tobą nie tak. Ale i tak wydaje się tobie że oni wiedzą. Twoje życie wygląda tak samo. Nie chce ci się nawet patrzeć w lustro jak bardzo się zapuściłeś. Nie chcesz patrzeć na swoją nieogoloną twarz. Od braku snu oczy robią się coraz bardziej zmęczone. Obserwujesz, jak coraz bardziej pogrążasz się w chorobie. Cały dzień lezysz i patrzysz w sufit. Przestrzeń mieszkania wokół ciebie coraz bardziej zaczyna przypomiać pijacką melinę. Na podłodze walają się brudne ubrania, z kilku popielniczek wysypują się kipy, część z nich porozrzucana jest także na podłodze. Wstając, chodzisz po nich bosymi nogami, ale nie ma to dla ciebie żadnego znaczenia. Zaczynasz dziwaczeć, razi cię słońce w piękny poranek, zasłaniasz żaluzje czy inne zasłony i siedzisz w ciemnościach. Nie możesz spać. Leki oczywiście mogą unormować twój stan, sprawić że przestaniesz czuć się jak wyrzutek i sprawią że nie będziesz miał już problemów z zasypianiem. Stabilizatory nastroju, niezbędne w leczeniu choroby afektywnej dwubiegunowej powodują że tyjesz. Raz jesz dużo, innym razem przez kilka dni nie masz nic w ustach, ale widzisz jak rośnie brzuch. W ciche bezsenne noce, kiedy zamykasz oczy i sen nie przychodzi przez kilka godzin najczęściej zaczynają się złe myśli. Zastanawiasz się nad swoją własną egzystencją, spoglądasz to na sufit, to na fiolkę pełną leków nasennych i w twojej głowie następuję mętlik. Z jednej strony dzieli cię tylko jedno wyciągnięcie ręki od uwolnienia się od wszystkich problemów, z drugiej, jeśli choroba na tyle się nie rozwinęła i masz nad sobą resztki kontroli dochodzisz do wniosku, że zabierając swoje życie ze sobą, w pewnym sensie zabierasz także i inne- osób dla których twoja choroba nie jest obojętna. Często ludzie pogrążeni w depresji nie zdają sobie z tego sprawy. Tkwisz w przekonaniu że każdy chce dla ciebie źle, że jesteś dla nich bezwartościowym kawałkiem mięsa. Zrywasz kontakty ze znajomymi, rodziną, unikasz nawet listonosza. Przy rodzinnych spotkaniach, o ile dasz się namówić, przez cały czas tkwisz z nosem w talerzu, albo po krótkim czasie odchodzisz aby się zamknąć w swoim pokoju. Uciekasz, chowasz się w czeluściach swojego świata. Z jednej strony czujesz się tam bezpiecznie, z drugiej nie zdajesz sobie sprawy jak bardzo cię ten chory świat wciąga. Masz ochotę płakać. Po pewnym czasie zaczyna cię to wszystko przerażać. Świat który na pozór wydawał się przyjazny, staje się dla ciebie niebezpieczny. Reagujesz agresją jak ktoś ciebie do czegoś zmusza. Stanie w kolejkach w sklepie staje się katorgą. Przeciskanie się wśród ludzi w kolejce staje się dla ciebie nie lada wyzwaniem. Biorąc do ręki pusty druk do rozliczenia podatkowego nie wiesz jak to zrobić, co wcześniej oczywiście nie sprawiało żadnych problemów. Ludzie nabierają wtedy znaczenia przedmiotowości, tracisz do nich miłość, przyjaźń, nawet nie potrafisz kogoś nienawidzić. Wszelkie uczucia pryskają jak bańka mydlana, to tak jakbyś do balonika wrzucił karteczki z wypisanymi wszystkimi uczuciami i poprosił dziecko aby go nadmuchało, a ty bierzesz wtedy igłę i taki nadmuchany balonik przekuwasz. Wszelkie uczucia gdzieś się rozsypują niesione niewidzialnym wiatrem. Czujesz się wszędzie obco, czujesz że nie należysz do tego świata, tego poza twoim spowitym mrokiem. Tracisz pracę, nie masz ochoty znaleźć następnej. Jedna porażka powoduje falę następnych. Czasem nie chcesz pomocy od ludzi którzy ci ją oferują. Stoisz co miesiąc w kolejce po zasiłek. Większość pieniędzy wydajesz na słodycze. Żyjesz z dnia na dzień, nie martwiąc się co będzie jutro. W skrzynce pocztowej znajdujesz powiadomienia o wezwaniach do zapłaty raty kredytu którego zaciągnąłeś podczas manii. Patrzysz tylko na groźnie brzmiący tytuł: „ Przedsądowe wezwanie do zapłaty” i chowasz kopertę do szuflady niczym się nie przejmując. Wyłączasz telefon i nie ma cię dla nikogo przez kilka tygodni, miesięcy...Ci, którzy byli dla ciebie z jakiegoś powodu ważni przestają się dla ciebie liczyć. Twoja lista znajomych na facebook upłynnia się w zastraszającym tempie. Próbujesz swoje uczucia przelewać na papier. Masz takie wrażenie że to wszystko nie ma sensu, ale próbujesz, aby zapomnieć, zapomnieć choć przez chwilę o chorobie. Naczynia przez kilka miesięcy zalegają w zlewie. Myjesz się tylko wtedy, kiedy ludzie zaczynają się przesiadać w autobusie, zlew, wanna czy umywalka zarasta milimetrową warstwą kamienia. Tracisz kontrolę nad tym co robisz, czasem wybuchasz agresją w momencie kiedy nieogarnięty depresją człowiek postąpiłby zupełnie inaczej. Z braku perspektyw na dalsze życie i beznadziejne uczucie pustki, popadasz w nałogi by choć na kilka godzin poczuć się jak zdrowa osoba. Uśmiech w twoim kierunku widzisz tylko na twarzach modelek patrzących się na ciebie w kolorowym piśmie. Oglądasz tylko obrazki, bo polegasz na przeczytaniu kilku linijek zwykłego prostego tekstu. Ktoś coś do ciebie mówi to prosisz o powtórzenie. Masz wrażenie że wszystko jest takie trudne. Związek się rozpada, bo niegdyś ukochana osoba nie potrafi zrozumieć twojej choroby. W takim przypadku, ważna jest terapia, zarówno dla osoby chorej jak i bliskiej, aby partner czy partnerka osoby chorej potrafiła przyjrzeć się chorobie, a co najważniejsze ją zrozumieć. Dla osoby ogarniętej depresję bardzo ważną rolę odgrywa zrozumienie choroby przez bliską osobę.

Nie uprawiasz w ogóle seksu. Dotyk drugiej osoby sprawia że się wzdrygasz i pragniesz się znaleźć zupełnie gdzie indziej. Twój związek się rozpada i popadasz w jeszcze większy dół w którym nikniesz aż po samą głowę. Nastawiasz się sceptycznie do wszystkiego, nie próbujesz walczyć o swoje, powoli poddajesz się chorobie. O swój stan psychiczny obwiniasz wszystkich i wszystko. Wszelkie zainteresowania odchodzą na boczny tor porośnięty chwastami. Na gitarze na której uwielbiałeś grać przed depresją zalega warstwa kurzu. Patrząc na nią ogarnia cię coraz większe rozgoryczenie. Albo ją niszczysz, albo sprzedajesz, aby ci nie przypominała o tym że kiedyś z dołka można wyjść. Tkwisz w tym stanie tygodniami, miesiącami...rzadziej latami. Bierzesz leki które nie działają, bo akurat masz pecha i twój stan depresyjny jest lekooporny.
W Miejskim Zespole ds. Orzekania o Niepełnosprawności czeka cię przykra niespodzianka. Podczas badania trafiasz na lekarza, który ani razu na ciebie nie spojrzy, tylko siedzi wygodnie w fotelu i zada jedno pytanie, po czym przez piętnaście minut notuje coś na karcie.
Czekasz dwa tygodnie na wyniki i dowiadujesz się, że ten cały koszmar na jawie który przechodzisz kwalifikuje cię tylko do lekkiego stopnia niepełnosprawności.

W takim stanie nie myślisz nawet o zakładaniu rodziny. Boisz się że nie sprostasz, że opieka nad dzieckiem jest ponad twoje możliwości. Jednocześnie twoim marzeniem jest mieć potomka, takiego małego ciebie. Jak myślisz, co odpowiesz dziecku, kiedy się zapyta czy pójdziesz z nim razem na spacer, a ty będziesz w dołku i niezdolny do wyrażania jakichkolwiek uczuć?

Mania, czy hipomania to zupełne przeciwieństwo depresji. To tak jakbyś przyspieszył czas, zamocował w swoim zegarze specjalną zębatkę która przyspiesza wszystko co robisz. Prawie niewyczerpalne ogniwo jądrowe które cały czas cię napędza i nie daje ani chwili wytchnienia. Twój mózg zaczyna inaczej pracować, wszystko dzieje się tak szybko. Świat zaczyna nabierać innych barw, wszystko jest takie jaskrawe. Pełna paleta kolorów, plus takie których jeszcze nikt nie wymyślił. Stajesz się elokwentny, twoje grono znajomych się powiększa, nie masz żadnych problemów z nawiązywaniem nowych znajomości. Masz wrażenie że jesteś Bogiem, że nie ma dla ciebie rzeczy niemożliwych. W pracy zaczynasz odnosić sukcesy, zgłaszasz się do projektów które praktycznie nie są możliwe do zrealizowania. Jedna myśl goni drugą. Twoja głowa jest pełna pomysłów, bierzesz się za drugi nie kończąc pierwszego. Odnajdujesz w sobie niespożyte pokłady energii, odkrywasz w sobie pasję do fotografii, muzyki, do rzeczy które wcześniej ciebie nie interesowały. Świat stoi u twoich stóp, robisz się drażliwy w momencie kiedy ktoś cię krytykuje. Zaczynasz gardzić ludźmi którzy mają odmienne zdanie niż ty. Po pewnym czasie przestają cię lubić, stajesz się dla nich irytujący z powodu twojego zachowania. Z grona znajomych skreślasz markerem ludzi którzy nie wniosą nic do twojego życia, nie przyniosą ci żadnych korzyści. Zaczynasz myśleć o otworzeniu własnego biznesu. Bierzesz kredyt, a nawet kilka, w ciągu jednego dnia obskakujesz kilka banków, byle szybko, aby pożyczka z jednego nie zdążyła się zaksięgować. Po pewnym czasie uznajesz że to wszystko nie miało sensu. Niestety, twój interes nie wypala i jesteś obciążony kredytami do spłacenia. Mało jesz w ogóle prawie nie śpisz. Nie wyczerpuje cię praca po dwanaście godzin dziennie, zawsze znajdziesz czas na swoje hobby, na spotkania ze znajomymi. Jeśli lubisz szybką jazdę samochodem to czujesz się jak w niebie. Ryzykujesz dużo, nie boisz się o swoje własne życie. Zazwyczaj nie idziesz do lekarza z własnej woli, bo po co? Lekarz przepisze ci pigułki które utrą twój temperament i cała niespożyta energia się wyczerpie. Znowu będziesz taki jak inny, zwykły szary człowiek pośrodku betonowego świata. Po pewnym czasie twój organizm będzie zmęczony. Kilkudniowy brak snu da we znaki i będziesz coraz bardziej wyczerpany
Avatar użytkownika
Offline
Posty
1503
Dołączył(a)
30 lis 2013, 23:04
Lokalizacja
Trójmiasto

Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 13 gości

Przeskocz do