Szkola, dol, aspolecznosc, kariera szukam pomocy

Forum poświęcone depresji oraz CHAD. Jeżeli czujesz, że sam/a sobie nie radzisz, nie zwlekaj z napisaniem o tym. A jeżeli depresje masz za sobą - możesz podzielić się wskazówkami.

Szkola, dol, aspolecznosc, kariera szukam pomocy

Avatar użytkownika
przez PrzegrałemZycie 03 paź 2014, 22:00
Witajcie, słowem wstępu kiedyś pisałem tu wątek o tym, że przegrałem życie http://www.nerwica.com/popadam-w-depresje-chce-sie-wygadac-t45579.html... było to przed zdaniem matury i egz. zawodowego. Nie wiem czy o tym wspominałem. Otóż zdałem maturę o dziwo (podobno wyniki w miarę ok) zdawalem same podstawy ale to mniej istotne. Egzamin zawodowy również zaliczony tak więc mam teraz średnie wykształcenie techniczne. Po skończeniu szkoły zrobiłem operację na którą czekałem rok, a mentalnie całe życie ale z moim szczęściem nie obyło się bez komplikacji, lekarze mówili że mam pecha i taki przypadek jest jednym na 1000. Liczyłem, że po operacji (po korekcji wady która jak myślalem była jedną z przyczyn mojej niskiej samooceny i strachu o czym pozniej) życie zmieni się diametralnie o 180°. Co było oczywiście głupie i narodziło tylko w mojej głowie mylny obraz idealnego życia PO... nabranie pewności siebie itp. W szpitalu po operacji 2h po przebudzeniu dowiedziałem się, że matura jest zdana, przez chwilę się cieszylem ale po całkowitym 'wytrzezwieniu' z narkozy stwierdziłem: super, zdałem i co z tego? skoro nie mam planu na życie.
Dni w szpitalu mijaly ciężko, zdawało by się, że powinienem się cieszyć kiedy ja w sobie tłumię emocje od dobrych paru lat. Dla niektórych wyda się śmieszne, że tak przejmuje się szkoła i ja to rozumiem ale kto nie martwi się o swoją przyszłość? W sumie ja się nie martwię tylko jestem nią załamany. Ludzie pytają czy mam jakiś problem, martwią się podobno, nie potrafię się śmiać czy cieszyć. Mogę pisać i pisać bez końca co jest dziwne i jest totalnym moim przeciwienstwem poza wirtualnym życiem gdzie potrafię naprawdę lać wode a w realnym jestem zwykłym nudziarzem który tylko stoi i słucha kto co ma do powiedzenia, poczucie humoru mi zanikło, a raczej nigdy takowego nie mialem, zanudzam ludzi swoją osobą przez co nie mam ani przyjaciół ani kolegów/koleżanek. Idąc aktualnie na studia myślałem, że "to może być to" tzn. droga do rozwiązania mojej nieśmiałości(?) a może lepsze slowo to aspołecznosc? Ale nawet jak do kogoś uda mi się "zagadać" to jak wyżej tematów brakuje po minucie, rozmowa o ile można to tak nazwać 'jest bo jest' zdaje mi sie ze ktos odpowiada raczej z grzecznosci, a w myślach mowi niech juz ten gosc sobie idzie (jak z kimś nowym ze szkoly ide to panuje niezreczna cisza) mam chyba cichy charakter. Studia o których wspomniałem znalazłem w nocy tzn. wrocilem ze szpitala poźnym wieczorem, a rano juz skladalem papiery. Wybrałem niszowy kierunek - tutaj adnotacja; w sieci, a glownie w opisywaniu epizodow z mojego zycia staram sie unikac faktow po ktorych ktos znajomy moglby mnie zdemaskowac - dziwne? nie mam pojecia ale tak czuję sie bezpieczniej. Poszedłem więc na niszowy kierunek na którym myślalem, że dam rade. Ale pierwszy tydzień i wykłady zbiły mnie z nóg, jezu jakie ja mam zaległości! Od razu pierwsza mysl ktora mi przyszla do glowy - zrezygnowac, to nie dla mnie. Tak na prawdę od kilku lat chodze przybity, nie wychodze do zadnych klubow, znajomych itp. Nawet na imprezach rodzinnych siedze cicho za stolem w oczekiwaniu na koniec. Sam nie wiem gdzie szukać przyczyny. Jestem materialistą, czy to choroba? Szkoda mi kazdej wydanej złotowki, procz wydanej na pasje (w sumiee chorobe) ktora to jedyna daje mi usmiech na twarzy ale tez jest kosztowną zabawą. Ostatnio myślę juz tylko o tym by znaleźć jakakolwiek prace byle by realizowac marzenia, ale czuję ze wtedy bede żalowal rezygnacji ze szkoly mimo iz wiem ze to nie dla mnie, tak... NIE CHCE MI SIE UCZYC. I rady "to niech ci sie zachce" mnie totalnie nie przekonują. Kiedyś czulem stres przed matura, wiedzialem ze to ważny egzamin dojrzalosci, dosc szybko mi przeszło i na sama mature poszedłem "z marszu". Bez przygotowania, jak to młodzież teraz mówi "mam wyje**ne" :) Na studiach teoretycznie sa osoby ze slabszymi wynikami ode mnie, ale wiekszosc jest tych lepszych, głupio mi siedziec na wykladzie, kiedy ja nic nie rozumiem a inni wszystko łapią ot tak. Wypalilem się? Do tego np. jezyk angielski, gdzie slysze na korytarzu ile to osob zdawalo rozszerzenie i uznalo je za latwe... Czy ja jestem taki tępy? Niedlugo mamy mieć autoprezentację z moją aspolecznonieśmialą osobą to jest katorga. W sumie od pewnego czasu jak pisalem zalezy mi tylko na jednym realizacji, a jak widzę ludzi na studiach, rozgadanych, śmialych, chetnych do nauki to na prawde opuszczaja mnie sily i chodze przygnebiony... Na koniec napisze ze nie wiem w sumie po co to z siebie wyrzucilem - tak mi lżej, choc mase faktow pominalem, reszte zapomnialem - pewnie istotne ale mniejsza.

Pisze bardzo chaotycznie wiem o tym, ale to przyplyw emocji i piszę wszystko jednym ciągiem nie czytając tego. Pozdrawiam - Student
Posty
12
Dołączył(a)
06 paź 2013, 18:09

Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 10 gości

Przeskocz do