Depresja a studia.

Forum poświęcone depresji oraz CHAD. Jeżeli czujesz, że sam/a sobie nie radzisz, nie zwlekaj z napisaniem o tym. A jeżeli depresje masz za sobą - możesz podzielić się wskazówkami.

Avatar użytkownika
przez ameli 23 kwi 2007, 15:35
ja studiuje na II roku filologie polską, na uniwersytecie poznańskim.
nie radzę sobie. nie potrafię się skupić, nie mogę się uczyć.
boję sie ze zawale studia.
ciągle przechodzę traumę, walczę ze wspomnieniami, z codziennością, ze sobą, z problemami. chce mi sie codziennie płakać.
codziennie czuje sie, jakbym byla w zlym miejscu w zlym czasie.
przeraza mnie to.

kiedys bylo to moje marzenie. jak sie dostałam, po egzaminie skakalam jak wariatka. a teraz co sie ze mną stalo?
Avatar użytkownika
Offline
Posty
25
Dołączył(a)
15 mar 2007, 20:41
Lokalizacja
cynamonowe sny...

Re: Depresja a studia.

Avatar użytkownika
przez Estreva 25 kwi 2007, 01:00
Pasmo nieszczęść i beznadzieji ciągnie się dalej. Prawie nic mnie nie interesuje, nie piszę na wykłach. Bujam cały czas w obłokach lub gapię się na ścianę. Do nikogo się nie odzywam bo wiem, że z nikim nie złapie dobrego kontaktu - jestem ogólnie nielubiany choć to mnie najmniej obchodzi.


Jakbym slyszala siebie :!: :!: :!: Ja chodze do Liceum..Mam te same objawy ...Przez depresje w tym roku pewnie nie otrzymam promocji do nastepnej klasy :cry: :cry: :cry: Od kilku dni w ogole nie chodze do szkoly...Zamknelam sie w domu przed calym swiatem i dalej sie "rysuje" siedzac w 4 scianach :cry: :cry: co do reszty to mnie rowniez w klasie nikt nie lubi...Uwazaja ze jestem.."tego tego" lub jak kto woli "aspoleczna" malo kto wie ze bylam naprawde wrazliwa ,ciepla,kolezenska itd osobka do czasu gdy nawiedzila mnie depresja :(
Chodźcie do mnie chmury...
Wstańcie jako złowrogi sztorm by rozedrzeć ich na strzępy
Niech osłona nocy zrodzi świadków i zniszczy tych
którzy się oprą, by mnie nie skrzywdzili...
Pozwól krwi, we mnie wezbrać
zapewniając wieczne piękno.
Avatar użytkownika
Offline
Posty
105
Dołączył(a)
11 kwi 2007, 18:37
Lokalizacja
z Farbryki Uszkodzonych Ludzi

przez sebcio 26 kwi 2007, 18:13
Ja mialem problemy w szkole sredniej, 2 razy nie zdalem w 1 roku, zwiazane to bylo ze sposobem w jaki traktowali mnie koledzy(bandyci), zaczeli mnie bic po prostu, ba grozili mi ze mnie zatluka jak cos powiem, bywalo ze dostawalem piescia w twarza juz po przyjsciu do szkoly, a potem to robili ze mna co chcieli, zaczalem wagarowac, spowodowalo to oczywioscie problemy z ocenami awantury z rodzicami ktorzy nie rozumieli dlaczego ich zdolny syn ma prawie same jedynki, jak juz chodzilem to bylem smiertelnie przerazony, jak wychodzilem to uciekalem doslownie, chowalem sie po krzakach, w zaulkach aby tylko za mna nie poszli!!! zmienilem w koncu szkole na zupelnie inna, teraz to traktuje jako zly sen
sebcio
Offline

Doradca Nerwica.com

przez Doradca Nerwica.com
Polecam tych psychologów i psychoterapeutów z Twojej okolicy
Doradca Nerwica.com

przez bellarossa 26 kwi 2007, 18:21
ja miałam "kolegów" ktorzy sie ze mnie wysmiewali. codziennie pokazywali mi jaka jestem głupia.. to było okropne meczyłam sie tak 2 lata. w koncu sie wyniosłam z tej klasy. ale jako tym pomysle to nadal jest mi bardzo smutno. mysle ze to przyczyniło sie do mojej obecnej depresji i tego jaki mam stosunek do ludzi..
co dalej z moim życiem?
Offline
Posty
32
Dołączył(a)
15 kwi 2007, 12:46
Lokalizacja
warszawa

Avatar użytkownika
przez BEHEMOT 27 kwi 2007, 15:44
witajcie.Rok temu zaczęłam studia-bardzo tego pragnęłam.Niestety musiałam/chciałam iść do szpitala na terapię więc przyznano mi urlop zdrowotny.Teraz się boję...mam już 23 lata i znów zaczynam od zera.Dalej jestem w fatalnym stanie ale teraz chociaż mam nadzieję i chęci powrotu do zdrowia.Mam masę wątpliwości-dzienne czy zaoczne?czy znajdę pracę i będę wstanie pracować?Czy ją pogodzę ze studiami?Z kolei taka stara baba i pierwszy rok dziennych?może stąd te wątpliwości że na razie nie radzę sobie z prostymi rzeczami a co dopiero systematyczność,odpowiedzialność-trudności dnia codziennego.Kurcze zaczynam sie bać...albo przesadzam
,,Myte dusze pragną snu..."
Avatar użytkownika
Offline
Posty
181
Dołączył(a)
31 paź 2006, 11:55
Lokalizacja
Bielsko-Biała

przez snaefridur 28 kwi 2007, 12:24
W tym półroczu rzuciłam studia,przestałam się pojawiać na uczelni,kombinowałam jeszcze,czy może by wziąć dziekankę.To już był taki stan w którym byłam gotowa poświęcić wszystko dla kolejnej godziny snu.Niedawno odwidziało mi się,poczułam się lepiej i postanowiłam wszystko odkręcić.Ćwiczeniowców mam fajnych i ugodowych.Bardzo życiowi ludzie,ale zaliczać i tam muszę i to całe semestry :(.Grunt,że wszystko dało się załatwić.Chciałam przynieść zwolnienie,ale moja lekarka kategorycznie odmówiła,bo nie mam psychozy (pierwszy raz w życiu mnie to zmartwiło).Musiałam poradzić sobie bez pomocy świstków i obym tego nie zmarnowała.
snaefridur
Offline

Życie bez marzeń?

Avatar użytkownika
przez pięłkny pasztet 09 maja 2007, 00:32
Hej, chciałbym was o coś zapytać...Od pewnego czasu uświadamiam sobie, że tak naprawdę jestem człowiekiem , który nie ma żadnego celu w życiu.Stan ten trwa właściwie od lat,ale ja cały czas łudziłem się,że coś sie wyklaruje, coś sie zmieni..Tymczasem czas płynie, latka lecą, a ja przestałem być nastolatkiem, który sie dobrze zapowiadał i zdał mature na same szóstki.Mam 25 lat, i wiele osób w moim wieku robi coś konkretnego, jest niezależnych, realizuje się w życiu..Ja nie mogę skończyć studiów..najpierw niedostanie się na wymarzony kierunek, zero planu B i wlasciwie stracony rok, potem znów porażka-zagrały moje ambicje i zachciało mi sie prestizowego kierunku-ale wypalił plan B, który okazla sie porażką ze wzgledu na fatalną atmosferę w instystucie.III,IV rok-coraz gorsze samopoczucie, omiajnie zajęć,ale jakos sie udaje..do czasu..potknięcie na przedmiocie prowadzonym przez laske , ktora wprawdzie po 2 latach wyleciala z wielkim hukiem z uczelni, ale zdązyła "usadzic"jakies 30 osób..No i coraz większe zniecierpliwienie rodziców, którzy mnie dołują tym strasznym naciskiem,zebym skonczyl te studia, zebym byl kims..bo oni we mnie tak wierzą..i co ja bede robic po moich studiach.. i co ja bede robic..bo tak teraz ciezko..a oni kase daja, i oczekuja wynikow..Przenioslem sie na uzupelniajace magisterskie na pokrewny kierunek, nie chcac powtarzac roku w tym samym miejscu.I rok-jakos bylo, choc poczatek roku przywitalem dołem..Osttani rok-porażka-najpierw leki dołek, potem w listopadzie jakby mi się film urwał- nie chodzilem na uczelnie, cały dzien spałem i siedziałem na necie ..z nikim sie nie spotykałem, bałem sie iśc na uczelnie, bałem się znajomych i wykładowców..nie robiłem NIC!Zawaliłem wszystko.Nie miałem siły zeby wstać z łózka, w nocy nie spałem i ryczałem czasem w poduszke, tak jakby mnie cos rozsadzało od srodka.Nie chce sie rozpisywac-uderzyły we mnie prawie wszystkie objawy depresji i nerwicy-łacznie z trzęsącymi się rękami, ciągłym lękiem, bezsennoscią,kołataniem serca..To co wczesniej zdarzało mi się od czasu do czasu i nie tak bardzo intensywnie,nagle napadło na mnie ze zdwojoną siła..Będąc w domu ukrywałem swoj stan, co było dla mnie dodatkowym kłopotem, stałem się mistrzem w udawaniu ze jest ok.Teraz wróciłem do życia,ale mam problemy na studiach, dwoje z wykładowców niszczy mnie i upokarza, nie chce mi pomóc, choć wiekszość przyjeła ze zrozumieniem moje kłopoty i jakoś udało mi sie odrobić zaległosci.W perspektywie mam znów niezaliczony rok, choć byłem tak blisko.Ale problemem jest to ze nie mam zadnego celu, zadnych marzen.Nie wiem kim mam być, jaką rolę pełnić.Nie wiem jakiej pracy mam szukać, co jest moim marzeniem, jak ma wyglądać moja przyszłość..Właściwie nie mam żadnego hobby,w niczym nie jestem dobry, nic mnie nie pociąga, do wszystkiego mam dystans.Nie umiem się zaangażować-ani w jakiejś organizacji,a ni w grupie, ani nawet czasem w związku..Po prostu gdynbym miał plany, marzenia, zacisnąłbym zęby i przynajmniej może skonczył normalnie studia-a tak- przyszłość mnie przeraża, bo nie widzę gdzie jest w moim życiu SENS i do czego jestem tak naprawdę powołany.Co robic?Szukać na oślep?czekać na cud?
Posty
28
Dołączył(a)
08 maja 2007, 20:30
Lokalizacja
Kraków

Avatar użytkownika
przez Estreva 09 maja 2007, 01:20
Witaj :) Wiesz z twoich opowiesci wynika ze napewno masz depresje :( Jak najbardziej Cie rozumiem,ja rowniez jak wielu ludzi z tego forum nie wiem co w zyciu mam robic,nie mam zadnego celu,gdzies nagle stanelam i nie wiem co dalej...Ty tez pewnie kiedys myslales ze sa rzeczy w ktorych jestes dobry..Ale ten sposob myslenia nagle zanikl...Rowniez najchetniej czekalabym na cud najlepiej siedzac,zeby rok poprostu przeplynal jakby kolo mnie ......Nie wiem co mam Ci poradzic..Moze jakas wizyta u lekarza?Jesli jestes silny psychicznie w koncu znajdziesz odpowiedz na wlasne watpliwosci,jesli nie ktos musi Ci pomoc inaczej bedziesz poprostu czekal przygniatany przez narastajaca pustke w umysle :( Jesli chodzi o edukacje to nawet sie nie udzielam bo sama pewnie zawale ten rok nauki :? :(
Postaraj w jakis sposob odnalezc sie w rzeczach ktore kiedys nie sprawialy Ci zadnego problemu ;)
Chodźcie do mnie chmury...
Wstańcie jako złowrogi sztorm by rozedrzeć ich na strzępy
Niech osłona nocy zrodzi świadków i zniszczy tych
którzy się oprą, by mnie nie skrzywdzili...
Pozwól krwi, we mnie wezbrać
zapewniając wieczne piękno.
Avatar użytkownika
Offline
Posty
105
Dołączył(a)
11 kwi 2007, 18:37
Lokalizacja
z Farbryki Uszkodzonych Ludzi

Avatar użytkownika
przez pięłkny pasztet 09 maja 2007, 09:47
Starałem się streszczać, co i tak nie wyszło za bardzo, bo oczywiście trochę uogólniłem.Na przykład mam pewne plany- np.otworzyc jakiś biznes związany z turystyką-bo szczerze mówiąc patrząc na warunki pracy niektórych osób, które znam-to wolałbym ledwo wiązać koniec z koncem,ale być "na swoim", niż być zdanym na czyjąś łaske i niełaskę.(Znam osoby , które latami nie miały urlopu, bo u nich w pracy urlop jest tylko na papierze)Najgorsze jest to ze widzę,ze w moim otoczeniu tak naprawdę nikt mnie nie wspiera.Byłbym pierwszą osobą w rodzinie, która by miała własną firmę.Więc rodzice patrzą na mnie trochę z przymrużeniem oka, a reszta na zasadzie-"chcesz? to rób"A tu tzreba decyzji, działan, nawet sam nie wiem za co się wziąc, jak to wszystko zrobić, potzrebuję zeby ktoś mi powiedział-"to super pomysł", albo "znam cię dobrze, i raczej nie pakuj się w to".Jedyny plus,ze mama moglaby mi prowadzić księgowość;-)No ale to są na razie tylko takie moje mrzonki..To samo jest z pójciem do lekarza- nie wiem jak gdzie, z kasą tez ciezko, kazdy mowi co innego..Jak to się mowi, trzeba miec zdrowie zeby chodzic po lekarzach.No i tak czas leci, a ja nie leczony dalej.Komu sie zwierzę to każdy mowi"Jak potrzebujesz-to idz"I tyle.Z jednej strony ZUS-y Srusy,a z drugiej biurokracje , rejonizacje i NFZety i sam nie wiem, czy sie moge leczyc w Krakowie czy nie-pamietam ze kiedys poszedlem z grypą do przychodni studenckiej, to pani mi powiedziała,ze mimo ze to to samo województwo(nie pochodzę z Krakowa), to sie musze wypisac u siebie i wpisac do nich, bo inaczej mnie nie przyjmie zaden lekarz.Ale moze cos sie zmnielo od tego czasu, bo to było pare lat temu, wiem,że były zmiany.Wiec leczę się (w sensie np. grypy)u siebie, bo mam niedaleko, ale jesli chodzi o pomoc psychologiczną itp to u mnie jest bardzo słabo, bo znam z opowieści.Więc moze ktoś wie, jak to teraz jest ?Czy jest dalej rygorystycznie przestrzegane, gdzie sie jest zameldowanym, ubezpieczonym i w ogole?Czy ja, oficjalnie osoba z poza Krakowa, moge isc do lekarza w krakowskiej przychodni?Sorry za te pytania,ale to dla mnie czarna magia.
"Me english?Nicht verstehen-let's speak dance!"
Posty
28
Dołączył(a)
08 maja 2007, 20:30
Lokalizacja
Kraków

Avatar użytkownika
przez WERCIA 09 maja 2007, 09:54
witaj.
ja tez utknelam w martwym punkcie.mialam plany,marzenia,chcialam miec fajna kochajaca sia rodzine a co mam?pustke.facet z ktorym planowalam zycie stwierdza ze nie jest gotowy do zalozenia rodziny [mimo ze byl zonaty,ale to inna bajka].zabral mi marzenia,szczescie i chec do zycia.mam takiego dola ze od 7 tygodni ciagne zwolnienie lekarskie,nie mam checi patrzec na ludzi.wierze ze masz wiecej silnej woli i checi do zycia niz ja i ze uda ci sie wyjsc z tego.moze sproboj terapii mi pomogla kiedys przetrwc bardzo ciezki okres,terapie mialam 3 lata temu i po niej bylo naprawde dobrze.
pozdrawiam i zycze powodzenia
Avatar użytkownika
Offline
Posty
78
Dołączył(a)
07 maja 2007, 16:05
Lokalizacja
SZCZECIN

Avatar użytkownika
przez Róża 09 maja 2007, 09:55
Kuba może tu coś znajdziesz http://www.forum.nerwica.com/viewtopic.php?t=532

[ Dodano: Dzisiaj o godz. 8:56 am ]
Albo tu http://www.forum.nerwica.com/viewtopic.php?t=7491
Bez ludzkiej pamięci przeszłość nie istnieje.
Pech nigdy nie zawiedzie:
przyjdzie w samą porę:)))
Avatar użytkownika
Offline
Przyjaciel forum
Posty
1197
Dołączył(a)
02 gru 2006, 22:18
Lokalizacja
z ogrodu

Avatar użytkownika
przez 331ania 09 maja 2007, 13:03
pięłkny pasztet-nie czekaj tylko idz do lekarza.Lekarz pomoże Ci się pozbierać i podpowie co zrobić ze swoim życiem.Na to nie trzeba kasy ;) bo możesz skorzystać z psychiatry w przychodni-albo z psychologa.Kiedy jesteśmy zagubieni nie bardzo wiemy jak pokierować swoim życiem,ale właśnie od tego mamy psychologa by nam pomógł to zrozumieć.Zacznij od tego a będzie dobrze ;)
Ostatnio edytowano 09 maja 2007, 17:53 przez 331ania, łącznie edytowano 2 razy
Avatar użytkownika
Offline
ExModerator
Posty
610
Dołączył(a)
29 lis 2006, 22:38

Avatar użytkownika
przez pięłkny pasztet 09 maja 2007, 17:15
WERCIA, dzieki za miłe słowa, i zycze Ci tego samego.Kurcze, z tego co widzę jednak to nie my siebie niszczymy, tylko niszczą nas inni.Czasem wystarczy jedna taka osoba-ja to widze na studiach , gdzie jedno potknięcie moze zawalić wszystko; wykładowca poczuje ze ma władze na tobą i jedzie po tobie równo :( A przeciez tu jest ważna nie tylko władza,ale i ODPOWIEDZIALNOŚĆ ,za innych tez i za swoje czyny.Lekką ręką można komus powiedziec "nie",a nie mysląc o tym,co dla dla kogoś znaczy i jakie mogą być konsekwencje.
"Me english?Nicht verstehen-let's speak dance!"
Posty
28
Dołączył(a)
08 maja 2007, 20:30
Lokalizacja
Kraków

Avatar użytkownika
przez October 10 maja 2007, 15:22
"Podstawą sukcesu jest planowanie, jest to połowa sukcesu, kto planuje osiąga sukces". Słowa profesora z mojej uczelni. Wypowiedziane kilka lat temu, jednak utkwiły mi w pamięci. Wiadomo, że mając depresje ciężko cokolwiek planować, jednak warto czasem pomyśleć o przyszłości. Może wyznaczenie sobie celu bądź pewnego planu jest sposobem na wyjście z depresji? Kurcze, jak łatwo to wszystko wygląda w teorii, z praktyka różnie ;-)
A Fine Day To Exit...
Avatar użytkownika
Offline
Posty
25
Dołączył(a)
04 maja 2007, 13:47
Lokalizacja
Pomerania

Sortuj wg

Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 13 gości

Przeskocz do