Wygadać się, dawno tego nie było.

Forum poświęcone depresji oraz CHAD. Jeżeli czujesz, że sam/a sobie nie radzisz, nie zwlekaj z napisaniem o tym. A jeżeli depresje masz za sobą - możesz podzielić się wskazówkami.

Wygadać się, dawno tego nie było.

przez Keji 08 maja 2014, 03:01
Piszę to, by po prostu się wygadać i może usłyszeć jakąś błyskotliwą wskazówkę czy konkluzję. Nie w celu uzyskania ofert psychiatrycznych albo terapeutycznych; doskonale wiem, kiedy przychodzi na to pora.

Utknęłam. Czasem myślę, że nie mogę już bardziej znieść swojego umysłowego ograniczenia; bywam jeden krok przed wszystkimi, a zarazem jestem trzy kilometry do tyłu. Tak, czuję się jakoś cholernie upośledzona. Nie mogę osiągać sukcesów, ani spieprzyć czegoś jak normalny człowiek. Wciąż nie mogę zrozumieć, jak mogę wiedzieć pewne rzeczy i umieć pewne rzeczy o wiele lepiej, niż inni, a jednocześnie być tak wolną i ograniczoną w innych dziedzinach, że nikt nie może uwierzyć, że pomimo starań poszło mi tak tragicznie. Nie chodzi tylko o to, że pomimo szczególnych osiągnięć, obok ośmiu najwyższych możliwych wyników na nieistniejącym świadectwie, mam także naganę i niedopuszczający, ale to dobry, choć dziecinnie banalny, przykład. Nie zdałam i okazuje się, że naprawdę nie posiadam innego życia poza obowiązkami, które wypełniałam straszliwie. Od trzech tygodni śpię po dwadzieścia godzin, a przez resztę marudzę i wyżywam się na innych. Moje kontakty z rodzicielami były zaskakująco dobre przez ostatnie pół roku i nawet pomimo tego, że nie obeszła ich jakoś dramatycznie moja sytuacja (Na szczęście), wiem, że będę traktowana tolerancyjnie tylko wtedy, gdy będę zachowywała się po ich myśli, a od września pójdę do pracy i dołożę się do opłat za mieszkanie, w przeciwnym wypadku zaczniemy skakać sobie do gardeł. Chyba nawet uraziło mnie trochę, że z taką nonszalancją podeszli do faktu, że nie udało mi się. A moje matury z gwizdem przelatują mi koło nosa. Nie do końca tak to sobie wyobrażałam, że zostanę na kolejny rok, do przyszłych, uziemiona tutaj. Miało pójść szybko: szkoła średnia, praca czy staż, początek realizowania planu wyprowadzki na swoje. Studia z psychologii sądowej były zawsze czymś odległym, bo to długa, ukwiecona nieosiągalnymi finansami, droga. Tak czy siak, jestem gdzieś w tyle za wszystkimi. W tyle za przeciętnymi, na równi z leniwymi albo półgłówkami.

Jestem na tym forum już kilka dobrych lat i jako taką siłą pokonałam wiele rzeczy, które napadły mnie w bardzo wczesnym okresie; od depresji, poprzez nerwice, ataki paniki, załamania czy epizody maniakalne. Rok temu wszyscy dawali sobie rękę uciąć, że - jak raz wpadłam w wariacki tok życia i na tor do jego spieprzenia- nigdy się z niego nie wyciągnę. Spisali mnie na straty, a jednak cholernie szybko uczę się na błędach i naprawiłam wszystko w niecałe osiem miesięcy. Zostały tylko wyrzuty sumienia. A mimo to, że przechodzę przez doświadczenia jak burza, odnoszę wrażenie, iż za każdym razem, kiedy zatrzymuję się i patrzę na zmiany, które się dokonały, zawsze jest źle i nie tak, jakby mnie to satysfakcjonowało. Moje życie jest trochę jak dziki survival, choć to szalone, bo nic nie zagraża mojemu życiu z racjonalnego punktu widzenia. Chyba nauczona od małego postawy dzikiego zwierzątka zapędzonego w kąt przez złych ludzi, nigdy do końca nie będę w stanie z niej wyjść. Chce mi się płakać na każdą wersję siebie.

Jak na dziewiętnastolatkę, mój zmysł krytycyzmu i poziom zgorzkniałości sięga zenitu. Nie tylko stoję z batem nad samą sobą, ale i nad innymi. Przebywanie wśród ludzi jest dla mnie jak wpadnięcie w mrowisko; nieznośne. Jedyna radość, jaka z tego płynie, to gdy uda mi się osiągnąć dominację i być ponad nimi. Przykładam do tego jeszcze większą uwagę o tyle, że pewne wydarzenia z mojego życia zadziały się tylko dlatego, iż pozwoliłam sobie tępo ulec wobec innych. Bywam perfidna, oschła, stawiam na ostrzu noża ludzkie uczucia, jeżę się, ponawiam próby udowodnienia, że ja wiem więcej, lepiej i bardziej. Wywalczam sobie swoją przestrzeń zbyt intensywnie. Raz cię sprowokuję, raz spowoduję, że krzykniesz, bym zamknęła mordę, a za innym będziesz dozgonnie mi dziękować. Oczywiście nie usłyszałam nigdy niczego dobrego na swój temat, jedyne co mi się zdarzylo, to "Tak bardzo mnie wkurwiasz, ale cię lubię". Nie uważam tego za komplement. Prawda jest taka, że sama na każdym kroku czuję się osaczona i sprowokowana. Wyobraźcie sobie jeszcze, jaki chaos zaczyna panować, gdy przychodzi do osoby, do której coś czuję. Nikt z trzech osób, które w życiu kochałam, nie odwzajemnił tego i były to dosyć intensywne porażki po odsapnięciu od całej historii odrzucenia przez innych. Nie zależy mi na przyjaźni, nie muszę mieć mnóstwa znajomych, ale jeśli przychodzi do miłości, wywraca wszystko do góry nogami i cierpię katusze. W zasadzie, krzywdziłam tych, których kochałam. Bywałam fajna i super, ale ze świadomością, że nic z tego nie będzie (Nie bałam się o tym mówić), raniłam owe osoby swoim smutkiem, złością i frustracją. Ostatnią chyba najbardziej, bo nie dość, że była to miłość jednostronna, zostałam zupełnie odsunięta na rzecz innej osoby, plus był to sam w sobie człowiek paskudny charakterem inaczej, a zarazem tak samo jak ja. Dla dobra swojego i tego człowieka, zdecydowałam się zrezygnować z kontaktu, ale jest mi cholernie ciężko. W zasadzie jedyne, co życie do tej pory mi udowodniło, to to, że niewiele umiem, nie jestem dobra i na niewiele zasługuję. Nie wiem, dokąd zajdę z takim bagażem.
Keji
Offline

Wygadać się, dawno tego nie było.

Avatar użytkownika
przez Znachor 08 maja 2014, 08:32
Piszesz, że chcesz się wygadać, a ja myślę, że chcesz, żeby ktoś Ciebie pożałował i stwierdził jaka jesteś biedna...nic z tego...wydaje mi się, że jesteś wredna, ale sama dla siebie i to od Ciebie wiele tu zależy m.in. to jakie masz relacje z ludźmi i jak traktujesz sama siebie...
Gdyby ludzie realizowali swoje marzenia, szpitale psychiatryczne byłyby puste...
Czekając na cud frustrujemy się staniem w miejscu...
Avatar użytkownika
Offline
Posty
262
Dołączył(a)
25 sty 2014, 22:47
Lokalizacja
Opole

Wygadać się, dawno tego nie było.

Avatar użytkownika
przez monk.2000 08 maja 2014, 09:53
Fajnie, masz swój wątek. Ja już swoich nie piszę, bo nawet jakoś nie liczę, że czyjaś rada mi pomoże.
No ale przynajmniej się wygadałaś. Ładnie i składnie napisane.
Od tego forum jestem jak ziewający psychiatra z innego tematu, nie ruszają mnie już te historie.
Zdechł mi kot i też się nie przejąłem. Może śmierć bliskiej osoby by mnie poruszyła. Też wątpliwe.

Sorry, że nic nie poradzę. Ostatnio moja medytacyjna filozofia powoduje, że często nie mam nic do powiedzenia.
Awatar to skarb Atlantydy: starożytny Scion.

:( F.20
:smile: Solian 600mg
8) Akineton
Avatar użytkownika
Offline
Posty
8369
Dołączył(a)
26 lis 2011, 14:49
Lokalizacja
mój pokój

Doradca Nerwica.com

przez Doradca Nerwica.com
Polecam tych psychologów i psychoterapeutów z Twojej okolicy
Doradca Nerwica.com

Wygadać się, dawno tego nie było.

Avatar użytkownika
przez marimorena 08 maja 2014, 10:22
czemu ranisz innych jeśli jesteś tak świadoma do czego to prowadzi?
Avatar użytkownika
Offline
Posty
722
Dołączył(a)
30 cze 2013, 22:16
Lokalizacja
Kraków

Sortuj wg

Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 13 gości

Przeskocz do