Co ze mną jest nie tak?

Forum poświęcone depresji oraz CHAD. Jeżeli czujesz, że sam/a sobie nie radzisz, nie zwlekaj z napisaniem o tym. A jeżeli depresje masz za sobą - możesz podzielić się wskazówkami.

Co ze mną jest nie tak?

przez Yanusz 04 maja 2014, 10:14
Witam Was.
Jestem nowy więc wybaczcie jeśli napisałem w złym dziale.
Chciałem opisać jak się czuję, co przeżywam można powiedzieć od zawsze. Teraz mam 29 lat i jestem chyba na skraju wyczerpania.
Od małego jakoś wszystko było nie tak jak powinno. Nie miałem praktycznie kolegów, znajomych, czy to w podstawówce czy w kolejnych szkołach. Bałem się odrzucenia, nie czułem fizycznej potrzeby bycia z kimkolwiek. Siedziałem w TV, uczyłem się. Uczyłem się dobrze, zawsze świadectwo z paskiem, ale co z tego skoro to uczenie nie sprawiało mi radości. Ciągle pustka, samotność. Złe samopoczucie w obecności innych. Wybierając szkołę średnią nie wiedziałem czego chcę, powinienem iść do liceum, a wybrałem nie wiedzieć czemu do technikum. Nie czułem się tam dobrze, nie miałem też praktycznie kolegów, większość patrzyła na mnie jak na dziwaka-kujona. Mimo, że nienawidziłem tej szkoły, uczyłem się dobrze, reprezentowałem nawet szkołę w poczcie sztandarowym, ale stres jaki temu towarzyszył był nie do zniesienia.
Zawsze czułem się inny, gorszy, nie miałem o czym gadać z kolegami, poszukiwałem na siłę tematów do rozmów czy też sytuacji, w których mogłem zainteresować sobą innych, często ściągając na siebie kłopoty (np. kiedyś aby się pochwalić przed znajomymi nowymi dzwonkami na komórkę, tapetami itp, zadłużyłem się na ponad 1400zł na rachunku za telefon). Często też próbowałem coś obiecać, czego nie zdołałem zrobić i przez to jeszcze bardziej traciłem wszystkich wokół, bo już nie byłem tylko dziwakiem, ale też kłamcą.
Nie potrafiłem nic zrobić dobrze. Stres jaki temu towarzyszył odbierał mi chęć złapania się czegokolwiek. Prawo jazdy próbowałem robić, ale nie zdałem 3 razy i się zniechęciłem, z resztą instruktor też nie był wyrozumiały i bardziej się naśmiewał ze mnie, co sprawiało, że zacząłem kłamać, odwoływać bez przyczyny kolejne jazdy, żeby tylko odsunąć w czasie kolejny raz.
Szkołę średnią ukończyłem z wyróżnieniem, ale dalej pusty w środku, samotny, nie wiedziałem co mam zrobić ze swoim życiem. Miałem jakaś tam wiedzę, ale nie umiejętnośći bo miałem poczucie, ze czego bym się nie złapał to i tak spieprzę i inni będą się naśmiewali.
Bałem się ryzyka, na studia poszedłem do tego samego miasta, gdzie kończyłem szkołę średnią, w zasadzie tylko dlatego, że kilku znajomych, z którymi miałem najlepszy kontakt ze szkoły średniej - też tam poszło.
I co, dalej to samo. Pustka, nieustające pytania po co ja tam jestem, ale starałem się uczyć dobrze, bo bo przecież zawiodę rodziców.
Największą katorgą dla mnie były zajęcia wymagające bycia w grupie i pokazania czegoś - czyli w-f. Unikałem tego jak ognia, nie byłem dobry w żadnym sporcie, gimnastyce. Czułem ulgę opuszczajac te zajęcia na studiach, przez które to nieobecności zostałem skreślony z listy studentów. Ale udawałem przed wszystkimi, że dalej tam chodzę, bo nie zniósłbym jakby ktoś się dowiedział. Wychodziłem z domu, niby na uczelnię, ale błąkałem się po mieście, po kafejkach internetowych, szukałem ukojenia, szukałem w internecie znajomych.
Poznałem tam dziewczynę, z którą fajnie mi się gadało, ale jak przyszło do spotkania to czar prysł, a mi dalej jakoś na niej zależało. Poszła na studia a ja poszedłem za nią. Na kierunek zupełnie nie związany z tym, czego się uczyłem wcześniej, na zupełnie niemęski kierunek. Czułem się tam źle wśrod samych dziewczyn, ale nie miałem nic innego do zrobienia w życiu, więc tkwiłem tam. Uczyłem się jak zwykle świetnie, byłem jednym z najlepszych.
Nigdy nie potrafiłem nawiązać normalnych relacji z dziewczynami. One pewnie też miały mnie za dziwaka. Zdarzały się jakies znajomości, ale zawsze kończyły się tym samym. Gwałtownym rozstaniem i zerwaniem kontaktów. Chciałem kochać i być kochany. Bardzo szybko się zakochiwałem, potrafiłem pisać dziennie 100 razy wyznania miłości i nawet po roku takiego pisania nie było mi dosyć. Chciałem, aby druga osoba to odwzajemniła. gdy wszystko szło po mojej myśli było szczesliwie, gdy pojawiały się jakies przeszkody coś mnie trafiało, nie umiałem zapanować nad sobą. Krzyk, płacz, użalanie się nad sobą, to była moja broń. A zaraz potem poczucie winy, że wszystko spieprzyłem. Nikt nie mógł ze mną wytrzymać dłużej.
Poznałem jakiś czas temu fajną dziewczynę, która mieszkała daleko ode mnie. Spotkaliśmy się 2 razy, było cudownie, zaraz potem jednak uległem poważnemu wypadkowi drogowemu. Byłem w ciezkim stanie, nie opuściła mnie. Byłem smutny z powodu tego co sie stało, ale też i szczęśliwy, że mam w końcu kogoś. Z nikim nie utrzymywałem kontaktu a ona była pierwszą osobą, której na mnie zalezało.
Powoli dochodziłem do zdrowia, jednak dalej ciągnął się za mną cień przeszłości dodatkowo wzmocniony tym, że nie jestem do końca sprawny. Ale dalej bałem się ludzi, bałem się cokolwiek zrobić. I do pewnego momentu było pięknie, dopóki znowu nie potrafiłem zapanować nad swoją frustracją. Wybuchałem atakiem złosci i paniki, gdy np. miała gorszy humor i nie chciała mnie pocałować, przytulić się, czy pójść do łóżka. Pewnego dnia dostałem ataku szału, spakowałem się i wyjechałem i to był koniec naszego związku, bo choć ciągle ją kochałem, wiedziałem że zrobiłem źle, nie wiedziałem już jak to naprawić, że zawiodłem jej zaufanie i już nigdy nie odzyskam, bo niby jak. A ona mimo, że była blisko, nie wytrzymała z kimś, kto tylko użala się nad sobą, obarcza winą innych, stoi w miejscu zamiast isć do przodu.
Poszedłem do psychiatry, bo chciałem to leczyć, ale nie wiem czy cos to da. Bo myślałem, że ona poczeka na mnie (skoro nie chciała tego przezywać ze mną). Zacząłem brać Asertin 50 rano i Trittico CR na noc. Czuję się fatalnie. Nie wychodzę z domu, tylko siedzę wpatrzony w ekran komputera. Brakuje mi strasznie mojej byłej dziewczyny, ale czuję się jak w potrzasku. Wieczorami czuję się jakby lepiej, ale przychodzi rano 4-5 nad ranem i chce się wyć z samotności, bo nawet nie mam przyjaciela, czy dobrego znajomego.
Nigdy nie próbowałem się zabić, okaleczyć, ani nie miałem takich mysli. Tylko wszechobecny ból od zawsze, samotność, poczucie pustki, myśl że ja nic nie umiem, bo choć pokończyłem dobre studia nie umiałbym zrobić z tych zawodach nic.
Nigdy nie pracowałem poza kilkoma stażami, gdzie bywało róznie, jednego dnia było ok, by drugiego odechciewało się wszystkiego. jednego dnia potrafiłem coś zrobić, by drugiego zachowywać się jakbym nie umiał nawet spuścić wody z klozetu.

Czy jest jakiś ratunek dla mnie? Nie chcę tak dalej żyć, chcę być potrzebny, chcę kochać i być kochanym, staram się, ale nie potrafię bo w końcu zrobię coś, przez co stracę w oczach innych i dalej wycofam się w swoją pustkę i samotność.. :(
Offline
Posty
3
Dołączył(a)
04 maja 2014, 09:25

Co ze mną jest nie tak?

Avatar użytkownika
przez 000ewa 04 maja 2014, 13:41
:D hej Yanusz

myśląc ciągle o dręczącej pustce, samotności, nieudanym związku niepotrzebnie zadręczasz się i zasilasz cierpienie. Po co zadręczasz się przeszłością, puść to? rób coś co lubisz, zacznij po prostu żyć chwilą obecną, masz jakieś hobby, pasję ?

-- 04 maja 2014, 14:11 --

https://www.youtube.com/watch?v=HNkMTwFGTpA
Avatar użytkownika
Offline
Posty
45
Dołączył(a)
03 maja 2014, 19:46

Co ze mną jest nie tak?

przez Yanusz 04 maja 2014, 14:21
Nie mam i nigdy nie miałem. Łatwo jest mówić, trudniej zrobić. Jeśli żyło się z czymś praktycznie całe życie, to jak w 1 dzień to zmienić.
Właściwie nie wiem co zmienić, bo nie wiem co mi jest. Widzę w sobie depresję, osobowość zależną, trochę borderline, trochę unikajacej, aż strach pomysleć co jeszcze i czy te leki mi jakoś pomogą :(
Offline
Posty
3
Dołączył(a)
04 maja 2014, 09:25

Doradca Nerwica.com

przez Doradca Nerwica.com
Polecam tych psychologów i psychoterapeutów z Twojej okolicy
Doradca Nerwica.com

Co ze mną jest nie tak?

Avatar użytkownika
przez 000ewa 04 maja 2014, 14:36
Co do lekarstw brak wiedzy z tej strony. Może inni się wypowiedzą.
Avatar użytkownika
Offline
Posty
45
Dołączył(a)
03 maja 2014, 19:46

Co ze mną jest nie tak?

przez J-23 04 maja 2014, 14:42
najpierw to zaakceptuj i pokochaj siebie takim jakim jesteś, poukładaj (psychoterapia?) swoje życie rozchwiane - nawet jak nie znajdziesz drugiej osoby, to przynajmniej będziesz mógł wytrzymać z samym sobą. niestety, czujesz się tak, jak postrzegasz siebie czyli źle. Jeżeli od razu zakładasz, że wszystko będzie do dupy to tak będzie. 000ewa ma 100% racji - po co żyjesz przeszłością, możesz cofnąć czas?
wybierz się do psychologa.
J-23
Offline

Co ze mną jest nie tak?

przez Pani Landers 09 maja 2014, 22:45
Yanusz nie grzeb sam w swojej osobowości, etykietujesz sie (tu depresja, tam borderline). Może powinien zrobić to jakiś specjalista? Wiem, co to znaczy zabiegać o akceptację, tak robiłam w gimnazjum, nie mogli mi się narażać, bo dawałam prace domowe :D , ale nie lubili mnie (przynajmniej cześć). Miotasz się jak ryba w sieci, wszystko urasta do rangi tragedii, każde niepowodzenie przeżywasz wielokrotnie mocniej niż powinieneś.To też znam z przeszlości. Trzeba z psychologiem dokopać się do źródła takich poglądów i przekonań. Bo są fałszywe i krzywdzisz siebie. Ale racja, w jeden dzień się nie zmienisz. Zmiana jednak jest możliwa i musisz poszukać fachowej pomocy. Masz wsparcie w bliskich?
Offline
Posty
9
Dołączył(a)
07 maja 2014, 21:59

Co ze mną jest nie tak?

Avatar użytkownika
przez tahela 09 maja 2014, 23:39
Nie wiem co to jest ta pustka bo ja nawet w depresji nie miałam pustki tylko cierpienie straszne, próbuje to sobie wyobrazić i wydaje mnie się ,ze to stan przerażający, kiedy człowiek ją łapie, jest sam jeden w kosmosie i nie ma nic więcej, boi się przeraźliwie. Bardzo wtedy potrzebuje drugiej osoby,żeby czuł obecność kogoś bliskiego i jakąś nic wiążącą go ze światem ,że wróci z tego stanu przerażającego.Wiem ,ze jak łapie się pustkę to wiąże się to z ogromnym cierpieniem , które niemal przechodzi na otoczenia jak ktoś jest empatyczny to czuje niemal to cierpienie tak samo mocno ,chociaż nie czuje pustki tylko coś co wychodzi z tej drugiej osoby.Z tych stanów trudno jest wyjść , trzeba próbować je niwelować.
Ale jak przychodzą to chyba nie można nic na to poradzić , obawiam się,ze to jakaś dysfunkcja mózgu, która funduje komuś takiemu cierpienie wielkie , człowiek jako gatunek o mózgu wie mało jeszcze , czy na dzisiejszy stan wiedzy da się to naprawić, osobiście wątpię, ale uważam ,ze nóż widelec tonący brzytwy się chwyta jak to się mówi.
Warto mieć jednak kogoś bliskiego w takich stanach myślę, ale wrażliwego żeby rozumiał i był wsparciem a nie mówił co Ty za głupoty gadasz bo wtedy i tak się jest samemu , wiec bez sensu , to musi być osoba wrażliwa chociaż sama tez ma przez tę wrażliwość trudno w takiej sytuacji.
Ja często po prostu dotykałam gdzieś np.za rękę albo głaskałam po głowie, żeby tylko ktoś poczuł, ze powróci, z tej pustki i ,ze jest coś co go przyciąga w stronę świata.Nawet jak to denerwujące to w kształcie całej sytuacji warto, żeby ktoś mógł szybciej z tego stanu powrócić i nie był tak przerażająco sam w tym danym momencie.
Kto utraci raz będzie zawsze czekać
Zatrzymujesz czas i zaglądasz w przepaść
Zostaje smutek i tylko smutek
Ostry jak nagły serca głód
Wiatr co zwala z nóg
Smutek i ty
Avatar użytkownika
Offline
Posty
10969
Dołączył(a)
09 sty 2011, 23:22

Co ze mną jest nie tak?

przez Pani Landers 09 maja 2014, 23:57
To fakt, potrzebny jest ktoś wrażliwy, empatyczny, wiele można zrobić ze sobą dzięki temu.Ale to może być. pułapka, bo nie chodzi o to,żeby się uczepić innej osoby i uczucia do niej jak ostatniej deski ratunku. To prowadzi do toksycznych relacji. Trzeba pracować nad siłą w sobie.
Offline
Posty
9
Dołączył(a)
07 maja 2014, 21:59

Co ze mną jest nie tak?

Avatar użytkownika
przez tahela 09 maja 2014, 23:58
Yanusz, ,,Tylko wszechobecny ból od zawsze, samotność, poczucie pustki, myśl że ja nic nie umiem' chyba to Twoje zdanie mowi o tym,ze dobrze wyczułam o co chodzi z tę pustką

-- 09 maja 2014, 23:08 --

Pani Landers,
a czy napisąłm ,ze nie trzeba, nawet napisałam ,ze tonący brzytwy sie trzyma bo byłam swiadkiem łapania takiej brzytwy przysłowiowej a powiedziec komus w takiej sytuacji weź sie w garśc to jest rzeź po prostu , praca nad soba moze cos dac jak to sa zwykłe niedociagniecia,
jak to jest dysfunkcja ogromna , to to jest pusty frazes, próbować trzeba, to co mowisz to raczej z punktu widzenia osoby, która nie ma pojecia o czym mowi bo nigdy nie była blisko czegos takiego, ludziom w depresji tez mozna mowic weź sie w garsc tylko to jest choroba i takie gadanie nic nie da, depresje sie leczy a jak ktos ma dysfunkcje w mózgu, jaks inna niz wiekszosc, która wywołuje stan cierpienia i ludzkosc nie umie tego leczyc , to gadanie pracuj nad soba wychodx sobie z domu to Ci to minie mozna miedzy bajki włożyć, trzeb a próbowac do minimalizowac,ale pisze ktos wyraźnie ,ze ma to od dziecka i zpenoscia nie takie chop siup to jest, myslisz ,ze ludzie nie próbuja z tego wyjsc, próbuja i walcża a jednak to za nimi idzie całe zycie, kiedys to forum było pełne zrozumienia czym wiecej ludzi tutaj tym wiecej frazesów i czytaj dokładnie co napisałm bo słowa tonący brzytwy sie trzyma sa wołaniem do walki , chocby własnie ostatecznej i moze bez wyjscia,lae walki, czasem trzeba umiec czytac miedzy wierszami i rozumieć przenosnię, brzytwa jest wtedy jak juz wszystko niemal zostało wypróbowane i nic nie pomogło a jednak ktos ja łapie bo che wyjsc z tego za wszelka cenę

-- 09 maja 2014, 23:13 --

Pani Landers,
a czy napisąłam ,ze nie trzeba, nawet napisałam ,ze tonący brzytwy sie trzyma bo byłam swiadkiem łapania takiej brzytwy przysłowiowej a powiedziec komus w takiej sytuacji weź sie w garśc to jest rzeź po prostu , praca nad soba moze cos dac jak to sa zwykłe niedociagniecia,
jak to jest dysfunkcja ogromna , to to jest pusty frazes, próbować trzeba, to co mowisz to raczej z punktu widzenia osoby, która nie ma pojecia o czym mowi bo nigdy nie była blisko czegos takiego, ludziom w depresji tez mozna mowic weź sie w garsc tylko to jest choroba i takie gadanie nic nie da, depresje sie leczy,
a jak ktos ma dysfunkcje w mózgu, jaks inna niz wiekszosc, która wywołuje stan cierpienia i ludzkosc nie umie tego leczyc , to gadanie pracuj nad soba wychodź sobie z domu to Ci to minie mozna miedzy bajki włożyć, trzeba próbowac to minimalizowac,
ale pisze ktos wyraźnie ,ze ma to od dziecka i z pewnoscia nie takie chop siup to jest, myslisz ,ze ludzie nie próbuja z tego wyjsc, próbuja i walcża a jednak to za nimi idzie całe zycie, kiedys to forum było pełne zrozumienia czym wiecej ludzi tutaj tym wiecej frazesów i czytaj dokładnie co napisałam bo słowa tonący brzytwy sie trzyma sa wołaniem do walki , chocby własnie ostatecznej i moze bez wyjscia,ale walki, czasem trzeba umiec czytac miedzy wierszami i rozumieć przenosnię, brzytwa jest wtedy jak juz wszystko niemal zostało wypróbowane i nic nie pomogło a jednak ktos ja łapie bo che wyjsc z tego za wszelka cenę
Kto utraci raz będzie zawsze czekać
Zatrzymujesz czas i zaglądasz w przepaść
Zostaje smutek i tylko smutek
Ostry jak nagły serca głód
Wiatr co zwala z nóg
Smutek i ty
Avatar użytkownika
Offline
Posty
10969
Dołączył(a)
09 sty 2011, 23:22

Co ze mną jest nie tak?

przez Pani Landers 10 maja 2014, 01:04
Coż, tu się różnimy w poglądach. Przynajmniej częściowo. Ja wiem o czym mówię, bo byłam takim zagubionym, zawstydzonym dzieciakiem, bałam się wszystkiego, zawsze czułam się gorsza,dziwna. I tak byłam odbierana, co potęgowało moją alienację. Znalazłam przyjaciela, osobę cierpliwą, też pokiereszowaną przez życie. I również dzięki tej przyjaźni, gdzie czułam się akceptowana, taka jaka byłam, gdzie czułam się doceniana i kochana, udało mi się zmienić moje zachowania. Trochę oswoić świat. Nadal nie jest super,ale jest lepiej. I nie twierdzę,że to gładko poszło. Ale nie wierzę, że za problemami w komunikacji, w nawiązywaniu relacji z ludźmi stoi jakaś tajemnicza,złowroga dysfunkcja mózgu. Prędzej błędy w wychowaniu,nawarstwiające się latami złe nawyki. Masz rację,ze potrzeba przyjaciela,bliskiej osoby. Tak to jest niezbędne! Pewnie potrzeba też leków, pomocy psychologa itp. Skad przekonanie,że ja chcę komuś wmówić, że mu nie wiem pomogą spacer i oglądanie komedii? Pewnie, że nie. Twój fatalistyczny pogląd (tak go odbieram, jeśli się mylę popraw mnie) trochę mnie przeraża. I nie zarzucaj mi, że mówię frazesy i nie oceniaj mnie ani tego co przeszłam. A próbować trzeba. Nawet przyłączenie się do tego forum to jest próba walki o siebie.
Offline
Posty
9
Dołączył(a)
07 maja 2014, 21:59

Co ze mną jest nie tak?

Avatar użytkownika
przez tahela 10 maja 2014, 13:17
Yanusz odezwij sie moze miałabym do Ciebie kilak pytań w zwiazku z tym co napisaleś,.

-- 10 maja 2014, 12:25 --

"Coż, tu się różnimy w poglądach. Przynajmniej częściowo. Ja wiem o czym mówię, bo byłam takim zagubionym, zawstydzonym dzieciakiem, bałam się wszystkiego, zawsze czułam się gorsza,dziwna.,,

dziewczyno mowisz zupełnie o czym innym, tu nie chodzi o zadne zawstydzenie, ani o poczucie sie gorszym, tu chodzi o stan katatoniczny czy jakis inny, który wiaze sie z duzym cierpieniem jak dopada, to nie ma nic wspólnego z tym co piszesz, to poczucie pustki przerazajacej, które przychodzi i budzi przerazenie tak wielkie,ze cżlowiek chce sie zabic nawet,,to o czym piszesz to zupelnie inne rzeczy i nad nimi da sie pracowac z psychologie, ktos moze byc niesmiały, miec problemy z nawiazywaniem kontaktów, ale ciagle czuje sie mocno osadzowny w swiecie i nigdy nie czuje przerazajacej pustki w sobie , nie rozumiesz o czym pisze , ja pisze o czym innym i to zupełnie o czym innym

-- 10 maja 2014, 12:44 --

ja pisze o czym innym i to zupełnie o czym innym i w sumie te stany katatoniczne i pustki doprowadzaja do trudnosci w nazwiazywaniu kontaktów i do tego,ze cżłowiek je sam ogranicza i potrzebuje w duzej mierze trwac odrebnie od innych a jakby te stany go nie łapały to funkcjonował by całkiem ok tawarzysko, nawet jak jest troche niesmiały czy wrazliwy i ktos chce te stany wyeliminowac róznymi sposobami ,ale nie wychodzi, a chce je wyeliminowac zeby poczuc sie normalnie w końcu i moc odczuwać chociaz troche szczescia w zyciu z błachych rzeczy,
a ciagnie sie to za kims całe zycie od dziecinstwa a z wiekiem sie nasila i te stany odjechania w przerazenie sa silniejsze, i ktos jest przerazony tym co sie dzieje i nie moze z tego wyjsc a próbuje wszystkiego medytacji, uczulenia na zywnosc, ze może to jedzenie powoduje, spotkania z zielarzami, szamanami, mnichami z róznych religii,ziół, swego czasu także psychotropów i czasem cos pomaga na, krótka chwile, może to nawet bardziej nakrecenie psychiczne ,ze tym razem bedzie inaczej i zawsze powrót w końcu do stanu wyjsciowego czy nawet ,
to troche jak powiedziec cżlowiekowi z dysleksja ,ze czemu robi błedy jest leniwy a to nie tak, albo mi dlaczego ide zawsze w druga strone niz rtrzeba ja mam po prostu lateralizację krzyzową i moj mozg sobie lusterkowo przestawia wszystko, pracuje nad tym i po pewnym czasie jest lepiej, ale zawsze jak gdzies ide to pierwsza mysl jest taka ze mam isc odwrotnie niz trzeba, i nawet nie chodzi o orientacje przestrzenną bo ją mam dobrą tylko o przestawienie w mozgu odwrotnie obrazu, jak odbicia w lustrze, ma nadzieje ,ze wyjaśniłam w miare dobrze o co chodzi
Kto utraci raz będzie zawsze czekać
Zatrzymujesz czas i zaglądasz w przepaść
Zostaje smutek i tylko smutek
Ostry jak nagły serca głód
Wiatr co zwala z nóg
Smutek i ty
Avatar użytkownika
Offline
Posty
10969
Dołączył(a)
09 sty 2011, 23:22

Co ze mną jest nie tak?

przez Pani Landers 10 maja 2014, 18:55
Ok, już rozumiem, o co Ci chodzi, ale nadal nie jestem pewna, czy założyciel tematu cierpi faktycznie na to, co opisujesz. Najlepiej,jakby sam się odezwał.
Offline
Posty
9
Dołączył(a)
07 maja 2014, 21:59

Co ze mną jest nie tak?

Avatar użytkownika
przez tahela 10 maja 2014, 20:57
Pani Landers,
napisąłm juz wczesniej do niego PW zeby mi troche wyjasnił, ale na razie nie wchodzi na forum chyba
Kto utraci raz będzie zawsze czekać
Zatrzymujesz czas i zaglądasz w przepaść
Zostaje smutek i tylko smutek
Ostry jak nagły serca głód
Wiatr co zwala z nóg
Smutek i ty
Avatar użytkownika
Offline
Posty
10969
Dołączył(a)
09 sty 2011, 23:22

Co ze mną jest nie tak?

przez butterfly_may 14 maja 2014, 00:28
Nie poddawaj się ;) zaakceptuj swoją inność .. ja wychodzę z założenia, że powinniśmy być sobą, nie udawać nikogo, jeżeli ktoś nie akceptuje tego jacy jesteśmy to jego problem .. powinieneś czuć się dobrze sam ze sobą, pokochać siebie .. a dopiero wtedy będziesz w stanie się przed kimś otworzyć, pokochać .. jesteś tylko człowiekiem który błądzi i szuka swojego miejsca w życiu ..jeżeli będziesz chciał pogadać pisz śmiało ;)
.. i żeby nie wiem co .. ale .. nigdy się nie poddawaj ..
Offline
Posty
42
Dołączył(a)
27 kwi 2014, 11:08

Sortuj wg

Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: MSNbot Media i 14 gości

Przeskocz do