"JĘCZARNIA"-czyli muszę się komuś wyżalić!

Forum poświęcone depresji oraz CHAD. Jeżeli czujesz, że sam/a sobie nie radzisz, nie zwlekaj z napisaniem o tym. A jeżeli depresje masz za sobą - możesz podzielić się wskazówkami.

Re: "JĘCZARNIA"-czyli muszę się komuś wyżalić!

przez takajakaś18 02 mar 2010, 19:58
ahhhhhhh!spać... a musze sie uczyc brr :(( a samopoczucie do niczego .. :roll:
takajakaś18
Offline

Re: "JĘCZARNIA"-czyli muszę się komuś wyżalić!

Avatar użytkownika
przez soulfly89 04 mar 2010, 21:25
Wiesz J4E, ja też się zastanawiam czy moja depresja nie wynika z jakichś zaburzeń hormonalnych a nie z psychiki. Jutro mam iść do psychiatry i chcę z nim o tym porozmawiać. Lek na depresję nie działa oprócz tego, że lepiej śpię. Poza tym cały czas taka sama huśtawka: rozpacz, wściekłość, euforia, obojętność. Nie wiem co myśleć. Boję się. Chyba powinnam pójść na badania poziomu hormonów ale chwilowo nie czuję się na siłach żeby użerać się ze służbą zdrowia. To smutne że bez pieniędzy trzeba się bić z urzędnikami o to do czego mamy prawo...
Avatar użytkownika
Offline
Posty
775
Dołączył(a)
06 lut 2010, 02:23

Re: "JĘCZARNIA"-czyli muszę się komuś wyżalić!

przez czarnamalinaa 05 mar 2010, 12:01
nienawidzę PMSu połączonego z wszechobecną apatią... :evil: :evil: :evil:
Offline
Posty
17
Dołączył(a)
15 lut 2010, 14:51

Doradca Nerwica.com

przez Doradca Nerwica.com
Polecam tych psychologów i psychoterapeutów z Twojej okolicy
Doradca Nerwica.com

Re: "JĘCZARNIA"-czyli muszę się komuś wyżalić!

przez nierealna 05 mar 2010, 23:39
Witam wszystkich.

Jestem tu pierwszy raz, i muszę sie komuś wyżalić. Nie mam przyjaciółki od serca, która by zrozumiała, pocieszyła i nie wygadała dalej. Będzie to raczej długa litania , bo tego jęczenia troszkę się zebrało . Nie wiem nawet od czego zacząć aby nie wyszło chaotycznie i niezrozumiale.

Mojego meża poznałam 5 lat temu. Zwykły facet, grzeczny, kulturalny, miły. Po pół roku znajomości zaręczyny, potem wspólny wyjazd za granicę. Wspólne mieszkanie, kłopoty, życie codzienne. I żałuje że wtedy zbagatelizowałam pierwszy objaw tego jaki on jest naprawde. Ale miłość jest naprawde czasem slepa. Tak sie opił , tak mnie brzydko zwyzywał , ze oddałam mu pierścionek. Wtedy on podniusł na mnie ręke ale nie uderzył. Rano przepraszałm na kolanach. WyBACZYŁAM.
Jakis czas potem wyszedł rano i wrócił dopiero póżno w nocy i znowu mnie zwyzywał od najgorszych . Az wstyd było by powtarzać. Po pijanemu rzuca sie też do bicia innych, przez co znajomi nie chcieli zapraszać nas do siebie na imprezy. A do moich znajomych nie chciałam chodzic aby widzieli jakiego mam partnera. Nie zdarzało sie to często w skali roku. Bo może z 4 razy. Ale te razy za kazdym razem zapadały cieżko w pamieci. Potem była poprawa, nasz ślub ( chyba na całe szczeście tylko cywilny) , potem dziecko i ciagły pobyt za granicą. Ja nie pracowałam bo dla kobiet tam gdzie bylismy nie było pracy , a potem jak było dziecko to nie miałam go z kim zostawic . Tak wiec 5 lat przesiedziałam w domu. Ale wróćmy jeszcze wstecz. Jak był juz nasz synek na swiecie to mój mąz mało mi przy nim pomagał. Słyszałam tylko zebym go zabrała bo on sie musi wyspac do roboty i ze ja musze sie zająć domem bo siedze w domu i nie pracuje. W nocy do małego tez nie wstawał, tak wiec sama musiałam dawac sobie rade ze wszystkim. Potrafi być dobrym ojcem , bo nasz synek swiata po za nim nie widzi.
Od jakiegos roku jest coraz gorzej. Mąż po trzeżwemu bardzo brzydko sie do mnie odzywa. Traktuje mnie jak służącą, jest tylko wtedy miły kiedy ma ochote na .... , a kiedy ja mu odmawiam znowu jest chamski. Siadła mi juz psychika. Rodzina mówi gdzie jest dawna dziewczyna , ta szalona i wiecznie usmiechnieta. Hmmm.... Oni nie wiedzą ze juz dawno temu mój mąż juz zabil psychicznie. Raz dostałam ataku na tle nerwowym. Jak przyjechało pogotowie bo moja mama je wezwała, to powiedział do lekarzy że ja to głupia jestem i ze pewnie teraz wariatkom zostane. Ale prosze was , jaka ze mnie wariatka. Mój mąż mnie doprowadził do tego stanu. Moja mama weszła do pokoju bo ponoc bardzo krzyczałam , a ja waliłam głową w ściane i rwałam włosy z głowy. A jak mama mnie złapała to upadłam na podłoge i dostałam drgawek jak przy padaczce. Ja nic z tego nie pamietam. A mój mąż uważa ze ja zrobiłam to celowo. I na nic zdały sie mu tłumaczenia lekarza żę to było nieswiadome i ze potrzebuje troszke spokoju. Jak pogotowie pojechało i mama poszła do swojego pokoju to znowu wyzywał na mnie i mówił do dziecka ze mamusia jest wariatka. Raz jak mojem mamy tez nie było , i był pijany to tak na mnie wyzywał ze ludzie wezwali policje. Ja nie wiedziałam jak mam rano wyjść do sklepu, i ciagle myślałam co ja powiem mojej mamie. Bo moja mama o niczym nie wie. ja ciagle robie dobrą mine do złej gry. I ciągle cos kłamie na jego temat aby tylko nie przestała go lubić . A dzis znowu od rana wyzywał na mnie tymi swoimi epitetami, same brzydkie hasełka pod moim adresem, potem wyszedł i przyszedł po 20. Wyzywał jeszcze głośniej , a potem wyszedł , trzasnął drzwiami zarówno od domu jak i od klatki. A potem pod blokiem darł sie ze Tu mieszka c**a. Nie wiem jak ja jutro spojrze ludziom w oczy.
Przez niego mam juz 30 lat i zero stażu pracy. Nikt mnie nie chce zatrudnic bo brak mi jakiego kolwiek doświadczenia i do tego mam dwuletnie dziecko. Wszystko mi sie wali, nie wiem co robic. Kocham męza, ale on staje sie coraz gorszy. A tak bardzo zawsze pragnęłam miec normalna rodzine.

Mam do was pytanie .
Czy wizyta u psychologa cos daje ? Bardzo bym chciała z kims porozmawiac o sobie, o moich problemach. Bo wiem ze każdy z was sie zastanawia , czy ona jest normalna ze jeszcze z nim jest. Ale on nie jest taki 24h na dobe.

hmmm... Wiecie nawet co, przypomniało mi sie teraz , że ja za kazdym razem jak widze takie reportaże w tv, to zawsze mówie ze ja to bym takiego zostawiła. A co robie ? Sama ciągne to , co mnie tak bardzo niszczy.

Przepraszam ze tak długo , ale i tak streściłam sie zwięźlej niz myślałam . Dużo rzeczy pominęłam , nawet na forum lepiej tego nie opisywać ....

życze wszystkim dobrej nocy
Offline
Posty
2
Dołączył(a)
05 mar 2010, 22:14

Re: "JĘCZARNIA"-czyli muszę się komuś wyżalić!

Avatar użytkownika
przez acerbica 08 mar 2010, 01:16
Witam. Miało być krótko i węzłowato, ale, jak widać, nie jest: Najprawdopodobniej od pół roku mam depresję.

Zeby nie było za dobrze, jest też coś czego nie mam - mianowicie kogoś z kim mogłabym o tym porozmawiać. (Standardowy tekst mamuśki: jakbyś miała dzieciaka małego i długów pełno, to byś więcej niż koniec nosa widziała. Wtedy i czasu na żadne depresje nie ma)Stąd też pomysł napisania czegoś tutaj - minimalna szkodliwość społeczna, nikomu dnia szczególnie nie zepsuję, ani czasu nie zajmę (bo też i czytać żaden mus). No więc, studiuję na 4 roku na politechnice, do tej pory szło mi dobrze, żeby nie powiedzieć plus dobrze. Już nie idzie. Ale, od początku. Zawsze byłam typem Kłapouchego, znajomych kilkoro i to tylko wtedy, gdy potrzebna im była przysługa, przyjaciółek w liczbie 1.0. Niezbyt przyjemny charakter, typ chorowity, melancholijny (cytuję: "lebioda w cieniu") antysocjalny, sarkastyczny, talent zrażania do siebie ludzi, pesymizm.

Nigdy mnie nic specjalnie nie cieszyło ani nie zajmowało, entuzjazmu we mnie tyle, co i nic, ale lubiłam mieć wszystko zrobione poprawnie i na czas, zawsze jakaś satysfakcja z tego była. Jakby to ująć, I wasn't happy, but occasionally, I was content. I to właśnie uczucie zadowolenia, występujące od czasu do czasu, wrażenie że jestem potrzebna, że coś potrafię i wiem, to było wszystko, co mnie trzymało przy życiu. Do czasu. Pierwszy raz miałam depresję (?) po nieudanym starcie na matematykę na UJ. Rzuciłam, zajęłam się pracą w domu. Przeszło na jakiś czas.
Teraz, od ponad pól roku nasilają się objawy, które sprawiają, że nawet i to uczucie zadowolenia zanikło. Zniechęcenie, znudzenie, zmęczenie bez powodu, ciągłe bóle głowy i duszność, chęć ucieczki przed rzeczywistością - to było najpierw. Skutki: zaniedbywanie obowiązków na studiach, narastające poczucie winy z tym związane.
Potem już tylko gorzej: Ojciec miał udar. Ogromny stres, no więc znów ucieczka (w książki, w internet), i znów poczucie winy. Potem bezpodstawne lęki, wręcz przerażenie, olbrzymie poczucie winy, bezsensu, bóle głowy, kłucie w sercu i klatce piersiowej, niechęć do działania, nawet do wstania z łóżka. Najbardziej dręczy mnie to właśnie ciągłe poczucie winy i beznadziei, spadek koncentracji - stąd też nawarstwiające się problemy na studiach, które (surprise, surprise) pogłębiają poczucie winy i rozpacz. Całość obiektywnie nie ma żadnego sensu, to co czuję (samotność, bezsens, wina, przerażenie, rozpacz) jest niewspółmierne do rzeczywistych problemów (studia, zdrowie ojca).
Są godziny, i dni w które czuję się lepiej (obojętność, zepchnięcie problemów na dalszy plan) ale to niczego nie rozwiązuje. Nie umiem niczego zacząć, brak mi systematyczności, nic nie daje zadowolenia. Mama chyba nie rozumie w czym problem, uważa że leki niczego nie rozwiążą, że to ja muszę się "zebrać w sobie" ma dość słuchania (próbowałam ze 3 razy mówić, co czuję) dziwi się niepowodzeniami. Siostra sama miała depresję, ale bała się leczyć, po jakimś czasie trochę przeszło. Więc przestałam o tym mówić, udaję że jest jak dawniej. Ale nie jest, chwilami wręcz chce mi się wyć. Zyć natomiast, chce mi się coraz mniej. Trzyma mnie poczucie obowiązku, fakt, że rodzice, jakby to ująć, zainwestowali we mnie, i należałoby się jakoś odwdzięczyć.
Być może to nie jest dobre miejsce żeby o tym wspominać, nawet nie wiem, czemu miałoby to służyć, ale nie mam już siły dusić w sobie tego wszystkiego. Nie bardzo wiem, co robić, nie bardzo mam siłę, żeby robić cokolwiek. No więc siedzę, czując absurdalną rozpacz, i słucham jak rzeczywistość skrzeczy.;] Jakieś sugestie?
A cynic is not merely one who reads bitter lessons from the past, he is one who is prematurely disappointed in the future.//let's make it clear:I happen to be a cynic.
Avatar użytkownika
Offline
Posty
2
Dołączył(a)
07 mar 2010, 23:46
Lokalizacja
Kraków/wiocha

Re: "JĘCZARNIA"-czyli muszę się komuś wyżalić!

przez VasqueS 08 mar 2010, 04:22
acerbica, Polecam Ci wybranie się do lekarza po leki, jak sama widzisz twoje samopoczucie nie jest współmierne z rzeczywistością.
Rozumiem co przeżywasz, ja mam nerwicę i depresję w przypadku depresji leki powinny załatwić sprawę.
Masz objawy trochę podchodzące pod nerwicę, musisz się leczyć, życie na Ciebie czeka, piękne studia na politechnice.
Ukończ je!
Pozdrawiam

Krzysiek
[ Vasques ]
VasqueS
Offline

Re: "JĘCZARNIA"-czyli muszę się komuś wyżalić!

przez paradoksy 08 mar 2010, 08:12
Droga acerbico, ( poza tym, że Twojego posta czytało się z przyjemnością, to ) imo masz deprechę.
Ale hmmm, jakby Ci to powiedzieć. Myślę, że problem nie tkwi w Tobie, tylko w Twoim otoczeniu. Rozumiem chorobę ojca, to może dobijać, stresować, w dodatku jest to sytuacja, gdy naprawdę mało możesz zrobić (nic od Ciebie nie zależy..).
Myślę, że problem tkwi trochę w Twojej mamie, a mianowicie: ta jej postawa, zachowanie - nie działa na Ciebie dobrze.
Podczas, gdy z Tobą serio coś jest nie tak, ona dobija Cię tymi tekstami. I wiem, że te teksty bolą bardziej, niż każde inne.
Studiujesz, a więc rozumiem, że jesteś dorosła/pełnoletnia. Z mojej strony mogę Ci doradzić, żebyś jednak umówiła się na wizytę u psychiatry (najlepiej na NFZ, poczekasz trochę w kolejce <w zależności, gdzie mieszkasz>, ale warto). Myślę, że by Ci pomogła również terapia. Leki także, ale niekoniecznie (o tym już zadecyduje psychiatra).
Powiem Ci tak: ja żałuję, że się wcześniej na leczenie nie wybrałam. Teraz mam tabletki na swojego "lenia" i jest o niebo lepiej, chociaż sytuację miałam trochę inną. Ale mniejsza o to, ważne jest to, jak się w tej chwili czujesz.

Aha, i wiesz co? Najgorsze co może być, to dusić te uczucia w sobie. Napisałaś tu posta, więc pewnie minimalnie chociaż Ci ulżyło, ale dłuższe zatrzymywanie i niewyrażanie takich emocji ma raczej skutki destrukcyjne..

Poza tym pozdrawiam i witam na forum :)
paradoksy
Offline

Re: "JĘCZARNIA"-czyli muszę się komuś wyżalić!

Avatar użytkownika
przez acerbica 08 mar 2010, 23:06
Dziękuję za opowiedzi i rady.Miłe zaskoczenie - może i nie ma kto słuchać, ale ktoś jednak czyta. Fakt, że nieskładne posty o domniemanej depresji "czyta się z przyjemnością' nawet lekko mnie rozbawił ;]
Co do mojej mamy, nie rozumie tego czegoś, co mnie od jakiegoś czasu gnębi - nic dziwnego, ja taż nie rozumiem. trochę ją to martwi, trochę złości. Uwagi w stylu jak wyżej w niczym nie pomagają, to fakt. Ale gdyby nie ona i teksty o obowiązkach, samodzielnym rozwiązywaniu problemów i niepotrzebnym rozczulaniu sie nad sobą może juz dawno bym z łóżka nie wstawała. Tak to wstaję - bo mi wstyd.

Pomyślę nad wizytą u psychiatry, chociaż trudno mi powiedzieć, czy mój problem nie jest jeszcze zbyt błachy.
(No, bo czy psychiatrze można powiedzieć po prostu:od miesięcy nie chce mi się żyć, nic mnie nie cieszy, nie mogę się skoncentrować, z byle powodu wpadam w rozpacz, przerastają mnie sprawy najprostsze, poproszę o receptę?)
Generalnie nie lubię chodzić do lekarzy, ale przynajmniej zwykle wiem, co powiedzieć.

Trochę też obawiam sie leków - mój wuj chorował przez pewien czas na ciężką depresję (ale też i alkoholizm, chorobę wrzodową, wątrobę - niewiele pamiętam, byłam dzieckiem), po tym jak zaczął zażywać leki zmienił się jedynie z warzywa zamkniętego w sobie (i zamkniętego w domu) na dwa spusty, w warzywo ospałe i obojętne. Po prostu przestało mu zależeć czy drzwi są zamknięte, nawet chyba nie był świadom istnienia drzwi, jeśli idzie o ścisłość. To zapewne kwestia źle dobranych leków, ale jednak pewna awersja została.

Jakieś sugestie na temat: co mówi baba jak już przyjdzie do lekarza?Co mówi lekarz do owej baby? NIe mam pojęcia jak wygląda taka wizyta - jakieś testy, jak w Mensie;]?
Dziękuję za wszystkie odpowiedzi, pozdrawiam forumowiczów. (neologizm chyba, ale się przyjęło, więc czemu by nie używać).
A cynic is not merely one who reads bitter lessons from the past, he is one who is prematurely disappointed in the future.//let's make it clear:I happen to be a cynic.
Avatar użytkownika
Offline
Posty
2
Dołączył(a)
07 mar 2010, 23:46
Lokalizacja
Kraków/wiocha

Re: "JĘCZARNIA"-czyli muszę się komuś wyżalić!

przez VasqueS 09 mar 2010, 10:06
Witam!
Nie wytrzymałem psychicznie, i znowu się pociołem, mam teraz na nodze ogromne ilości krwi, ponieważ zrobiłem te nacięcie na cały piszczel. :(
VasqueS
Offline

Re: "JĘCZARNIA"-czyli muszę się komuś wyżalić!

przez takajakaś18 09 mar 2010, 17:28
ehh wspolczuje,ja na szczescie tylkop wyrywam wlosy i obgryzam paznokcie jesli chodzi o odreagowanie na sobie.
głowa mnie boli.:((zawalilam wazny sprawdzian .:(
CZUJE SIE PUSTA! :x
takajakaś18
Offline

Re: "JĘCZARNIA"-czyli muszę się komuś wyżalić!

przez VasqueS 09 mar 2010, 20:53
takajakaś18, Współczuję, wiem jak to jest.
VasqueS
Offline

Re: "JĘCZARNIA"-czyli muszę się komuś wyżalić!

Avatar użytkownika
przez iryss 09 mar 2010, 23:34
Beznadziejny ten dzień!! Mojej przyjaciółki tata zmarł, a ja nie wiem jak jej pomóc!!!! Strasznie chciałabym powiedzieć jej coś co choć przez chwile sprawi że zapomni, ale nie wiem co..
Nienawidzę wtorków!!!
Czasami dopiero sekcja zwłok pokazuje że ktoś miał skrzydła...
Avatar użytkownika
Offline
Posty
425
Dołączył(a)
27 wrz 2009, 21:47

Re: "JĘCZARNIA"-czyli muszę się komuś wyżalić!

przez miki74 09 mar 2010, 23:36
nierealna, witaj na forum. Trochę niefortunnie wybrałaś wątek na umieszczenie swej historii. Trzeba było założyć osobny, wtedy zostałby zauważony. Może moderatorzy zdecydowaliby założyć osobny wątek z tą historią? :smile:

No, ale do rzeczy. Wydaje mi się, że powinnaś swoją mamę wtajemniczyć w Twe kłopoty. Dlatego, że są one poważne i dlatego, że nie masz się komu wyżalić. A w końcu matka to jedna z najbliższych osób.

Wydaje mi się, że Twój mąż ma jakieś kłopoty ze sobą. Możliwe, że jest alkoholikiem. Nic więcej nie potrafię powiedzieć na jego temat. No może jeszcze to, że zachowuje się ohydnie w stosunku do Ciebie. Ohydnie. Nie dość, że sam się zachowuje beznadziejnie wobec Ciebie, to jeszcze próbuje ośmieszyć Cię przed dzieckiem. Ohyda. :evil:

Jeśli chodzi o Ciebie, to namawiam Cię na szukanie pomocy u specjalistów. Może to być poradnia zdrowia psychicznego, a w niej psycholog. Może to być też jakaś fundacja zajmująca się przemocą w rodzinie. Bardzo dobrym miejscem jest następująca fundacja zajmująca się przemocą w rodzinie, do której link załączam: http://www.niebieskalinia.pl/index.php . Ma ona też telefon zaufania. Polecam! W każdym bądź razie - RÓB coś. Nie czekaj, nie zwlekaj, szukaj pomocy. I to szybko. Bo będziesz się czuła coraz gorzej. Sytuacja w Twej rodzinie będzie się prawdopodobnie pogarszać, jeśli nie zaczniesz DZIAŁAĆ.

No i korzystaj z tego forum. Znajdziesz tu historie podobne do Twoich. I ludzi, gotowych Ci skrobnąć parę słów otuchy czy też posłużyć jakąś radą. Wszystkiego dobrego!
miki74
Offline

Re: "JĘCZARNIA"-czyli muszę się komuś wyżalić!

przez paradoksy 10 mar 2010, 12:04
iryss napisał(a):Beznadziejny ten dzień!! Mojej przyjaciółki tata zmarł, a ja nie wiem jak jej pomóc!!!! Strasznie chciałabym powiedzieć jej coś co choć przez chwile sprawi że zapomni, ale nie wiem co..
Nienawidzę wtorków!!!

nie ma rzeczy, której byś jej powiedziała, a która poprawiła by jej nastrój, nie ma po prostu
bądź z nią, tego potrzebuje.
paradoksy
Offline

Sortuj wg

Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 6 gości

Przeskocz do