"JĘCZARNIA"-czyli muszę się komuś wyżalić!

Forum poświęcone depresji oraz CHAD. Jeżeli czujesz, że sam/a sobie nie radzisz, nie zwlekaj z napisaniem o tym. A jeżeli depresje masz za sobą - możesz podzielić się wskazówkami.

Avatar użytkownika
przez Jaśkowa 08 lut 2008, 00:46
pfompfel to się ciesz a rodzince powiedz aby sie odp...... mamusia chyba już brała ślub więc miała okazję wykazać się inwencją twórczą więc niech teraz pozwoli Tobie zaplanować i urządzić go tak jak Ty/Wy macie na to ochotę to Wasz dzień a nie mamusi :roll: jak słyszę takie historie to mnie krew zalewa grunt to przenoszenie swoich nie zaspokojonych ambicji i nie spełnionych marzeń na dzieci a to, że one cierpią i wcale nie są szczęśliwe to już mało ważne, nie daj się i postaw na swoim bo do końca życia będziesz żałowała, że to nie był Twój dzień tylko mamusi.....
Jest taka cierpień granica za którą uśmiech pogodny się zaczyna
Avatar użytkownika
Offline
Przyjaciel forum
Posty
1157
Dołączył(a)
14 mar 2007, 23:13
Lokalizacja
stolyca&ząbki

Avatar użytkownika
przez niqqa 08 lut 2008, 00:54
Naprawde nie wiem co sie ze mna dzieje. Zaraz zaczyna mi sie sesja. Praktycznie jestem nie przygotowana.

Jak pisałam wczesniej, wkrótce rozpoczynam prace.
Juz dostałam pierwsze zadanie od mojej przyszlej szefowej. A mnie co?? Zamiast to zmobilizowac to przeszywa mnie strach. Czy podołam? I zaraz wewnetrzny glosik- "Napewno nie! Jestem kretynka".

Praca dobra, pendsa swietna. I tak cud, ze sie mna zainteresowali. Byłam bardzo aktywna dopoki mi nie zaproponowali roboty. Kiedy zaproponowali byla radosc a pozniej narastajacy strach. Taki strach, ze czuje, jak pulsuje mi krew w zylach a na dodatek mnie mdli niesamowicie.

I tak jest za kazdym razem. Boje sie pracy. A jednoczesnie wiem, ze juz dosc siedzenia w domu i trzeba sie w koncu usamodzielnic. Przeciez rodzice mnie nie bede utrzymywac non stop....

Czuje sie jak dziecko. Takie bezradne, zagubione. Napewno nie czuje sie jak kobieta, ktora powinna juz myslec o przyszlosci. Chociaz za taka mnie wlasnie ludzie uwazaja. Ale to tylko dlatego, ze nauczylam sie juz udawac....

Wiem, ze nie moge zrezygnowac, nie moge wiecznie uciekac...chociaz to tak bardzo kusi....

Wiem, wczoraj zrobilam cos glupiego..Zrobilam to po raz pierwszy w swoim zyciu. Nawet nie sadzilam, ze jestem do tego zdolna....
Po kapieli wzielam nozyczki i pocielam sobie skore wokól kostki lewej nogi. Tak, zeby nikt nie widzial..
Naprawde nie wiem czemu to zrobilam. Wiem tylko jedno- cos sie w tym momencie nie myslalam. Nie myslalam o niczym. Tylko o tym, ze to dobre miejsce bo nikt nie zauwazy..( w sumie tu mialam na mysli moja mame).
Niebo jest na wyciągnięcie ręki,tylko ciągle nie wiemy jak tam dojść....
Avatar użytkownika
Offline
Posty
77
Dołączył(a)
17 sty 2006, 22:32

Avatar użytkownika
przez pfompfel 08 lut 2008, 12:43
julie napisał(a):Hey pfrompfel:

Przykro słyszeć, że Twoja rodzina to ludzie toksyczni, nic gorszego niż wojny czy niesnaski w familii (wiem coś o tym )
Miło jednak słyszeć, że jesteś na dobrej drodze do stworzenia własnej i szczęśliwej rodziny z ukochanym facetem
Wybacz, ale nie mogę zrozumieć, jak Twoja rodzina może mieć do Ciebie pretensje co do formy ślubu ("postaw się a zastaw się") -> w końcu ślub będzie świętem Twoim i Twoj 2nd połówki, więc to jak ma wyglądać powinien zależeć tylko od Was, bo to wasze święto...


greets


Jaśkowa napisał(a):pfompfel to się ciesz a rodzince powiedz aby sie odp...... mamusia chyba już brała ślub więc miała okazję wykazać się inwencją twórczą więc niech teraz pozwoli Tobie zaplanować i urządzić go tak jak Ty/Wy macie na to ochotę to Wasz dzień a nie mamusi jak słyszę takie historie to mnie krew zalewa grunt to przenoszenie swoich nie zaspokojonych ambicji i nie spełnionych marzeń na dzieci a to, że one cierpią i wcale nie są szczęśliwe to już mało ważne, nie daj się i postaw na swoim bo do końca życia będziesz żałowała, że to nie był Twój dzień tylko mamusi.....


Dziękuje wam za dobrą rade i zrozumienie...

Staramy się jak możemy by ślub był NASZYM spełnieniem marzeń... Owocuje to kłótniami i przy okazji moim powolnym zobojętnieniem... Czasem patrze się na to wszystko z boku i nie moge uwierzyć, że własna matka nie potrafi do końca zaakceptować...
Od momentu gdy powiedzieliśmy im o zaręczynach, matka przy każdej okazji udowadnia, że jestem jeszcze dzieckiem, smarkaczem 20-letnim.

Martwi mnie to, że przez moją toskyczna rodzine, cierpi i narzeczony. Strasznie to go boli, jak traktuje mnie rodzina tzw mamusia, siostra i szwagier... 3 osoby których zrozumieć nie potrafię. I gdybym nie próbowała ich zrozumieć, postawić się na ich miejscu, jakoś spróbować się z nimi do gadać, to mogłabym sobie pluć w twarz... tymczasem serce mi pęka bo nie jest to "problem" już tylko mojej rodziny ale osób całkiem mi odległych, znajomych siostry, powierników jej myśli......... szkoda, że dotyczą one NAS.

Pozdrawiam
"boże na wysokości...może to pierwsza i ostatnia modlitwa,w ciemności niewypowiedzianego słowa,braku wiary. Niech się dzieje co się ma dziać i oto właśnie się modlę, skoro nie ja tworzę swój dzień i noc..."
A.Czekanowicz
Avatar użytkownika
Offline
Posty
74
Dołączył(a)
30 kwi 2007, 00:20
Lokalizacja
Opole // śląsk

Doradca Nerwica.com

przez Doradca Nerwica.com
Polecam tych psychologów i psychoterapeutów z Twojej okolicy
Doradca Nerwica.com

Avatar użytkownika
przez depresyjny86 08 lut 2008, 15:30
a czlowiek samotny nie moze czuc sie szczesliwy nawet jesli tego chce ...
nawet jesli mowie ze jest ok tak nie jest, siedze calymi dniami sama w pokoju i albo czytam albo sie ucze a tak naprawde tesknie za towarzystwem....

Kurcze nawet nie wiesz jak bardzo Cię rozumiem :( ,nigdy nie miałem przyjaciól i znajomych,ehhhh a tak chce towarzystwa :cry:
I z tym że człowiek samotny nie może sie czuć szczęśliwy to też prawda :( ,mam nadzieje ze kiedyś nie będziemy samotni.
:)
Avatar użytkownika
Offline
Posty
6839
Dołączył(a)
12 wrz 2006, 15:58
Lokalizacja
Gdańsk

Avatar użytkownika
przez jowita 08 lut 2008, 17:06
kiedys przeczytalam na forum ze narwica wraca jak bumerang :roll: jednak nie wiedziałam o co chodzi bo ciagle byłam na prochach i nie było poprawy :( w zeszłe lato gdy całkowice sama na własna reke odstawiłam leki czułam sie swietnie,całkowice uzdrowiona,nie mogłam uwierzyc ze to dzieje sie naprawde,chcialo mi zie znowu zyc,wychodzic,szalec i robic zeczy których nie robiłam przez ostatnie 7 lat leczenia :lol:
passa sie skonczyła :cry: nerwiac wucila jak bumerang i to z dnia na dzien,dopadła mnie miedzy ludzmi ona juz wie jak czlowieka zbic z nóg :cry: i tak od grudnia znowu jestem do niczego,siedze i patrze w nic,nic mnie nie interesuje,nic nie cieszy,znowu boje sie wychodzic,unikam ludzi,spotkan towarzyskich,mysle tylko o tym czy nie zemdleje,czy nie poczuje sie słabo,od lekarza slysze ze wszystko zalerzy od pracy nad soba :twisted: przeciesz pracowałam! :!: !starałam sie!!! :!: co mam jeszcze zrobic zeby zyc bez lęku i strachu?? :?:
Może zawsze trzeba najpierw przejsc przez piekło......by zrozumiec czym naprawde szczeście jest.....
Avatar użytkownika
Offline
Posty
286
Dołączył(a)
24 maja 2006, 09:35
Lokalizacja
Gdańsk

Avatar użytkownika
przez julie 08 lut 2008, 19:16
pfompfel napisał(a):Od momentu gdy powiedzieliśmy im o zaręczynach, matka przy każdej okazji udowadnia, że jestem jeszcze dzieckiem, smarkaczem 20-letnim.


Młody wiek to żadna przeszkoda na drodze do ślubu-gwarantem tego jak układa się w małżeństwie/związku jest dojrzałość i otwarcie na drugiego partnera ;)
Moja koleżanka, również 20-tka wyszła parę miescięcy temu za mąż, ale fakt-zaróno ona jak i jej facet są dojrzali, zdyscyplinowani i odpowiedzialni ;) Może Twoja mama nie pogodziła się z faktem, że dorosłaś i jesteś gotowa wyfrunąć z gniazda for good...
Powodzenia, trzymam kciuki w Twojej słusznej sprawie;
greets
Can as well die if cannot fly
Avatar użytkownika
Offline
Posty
348
Dołączył(a)
25 sty 2008, 22:37

Avatar użytkownika
przez Zahn 08 lut 2008, 21:02
jowita napisał(a): narwica wraca jak bumerang

Również tego doświadczyłem... i nadal nie rozumiem dlaczego... tyle, że tym razem jestem starszy i trudniej odnaleźć w sobie siły by zmierzyć się z rzeczywistością... już zbyt wiele czasu straciłem przez to "choróbstwo". Co zrobić? próbować, starać się... szukać pomocy wśród bliskich, przyjaciół. Samemu trudno się podnieść.
"Śpiewać... Cieszyć się majem... Niektórzy to mogą..."
Avatar użytkownika
Offline
Posty
180
Dołączył(a)
02 gru 2007, 23:22

Avatar użytkownika
przez Jovita 08 lut 2008, 22:38
kiedys przeczytalam na forum ze narwica wraca jak bumerang


wiadomo przeciez to proste czemu wraca , nie rozumiem ludzi ktorzy jescze o to pytaja leczac sie kilka lat..
A gdy nastaną deszczowe dni , nauczę się przechodzić między kroplami
Avatar użytkownika
Offline
ExModerator
Posty
1577
Dołączył(a)
22 lip 2007, 20:57
Lokalizacja
Radom

Avatar użytkownika
przez Jaśkowa 09 lut 2008, 01:43
Jovita napisał(a):
kiedys przeczytalam na forum ze narwica wraca jak bumerang


wiadomo przeciez to proste czemu wraca , nie rozumiem ludzi ktorzy jescze o to pytaja leczac sie kilka lat..


Jovita to wcale nie jest proste za każdym razem gdy odchodzi masz nadzieję, że ona nie wróci, wiem bo przerabiałam to trzykrotnie ;) i za każdym razem dziwisz się czemu wróciła przecież starałam się żyć normalnie być szczęśliwa nie przejmować niepowodzeniami, problemami........myślę, że pytanie Jowity nie wynika z barku wiedzy na temat mechanizmów nerwicy co raczej zwątpienia w sens starań walki z nią ;)
Jest taka cierpień granica za którą uśmiech pogodny się zaczyna
Avatar użytkownika
Offline
Przyjaciel forum
Posty
1157
Dołączył(a)
14 mar 2007, 23:13
Lokalizacja
stolyca&ząbki

przez Asiczek 09 lut 2008, 10:58
hmm...czy ja tez moge cos napisac?

Znalazlam te forum, bo juz nie wiem jak sobie radzic. Mam takie nastroje, ze nie potrafie nad nimi panowac - wczoraj wrocilam z egzaminu i nakrzyczalam na moja mame, ktora jest dla mnie najlepsza na swiecie.

Siedzialam wczoraj i plakalam. Wszystko w sumie jest ok - studiuje 2 kierunki, zdaje egzaminy, mam przyjaciol, rodzine. Zawsze bylam wielka optymistka, mialam duzo entuzjazmu - a z wszyscy mowili, zeby go miec troche mniej - bo przeciez czasem cos sie nie udaje, bo przeciez nie jest tak kolorowo ...

No i prosze, teraz entuzjazm mi sie skonczyl. Poznalam chlopaka - tak wiem kolejna historia w stylu on zlamal mi serce. Ale spokojnie, bo ja nie o tym. To chlopak moze troche po przejsciach ale teraz wzorowy uczen dobry kolega i pracownik miesiaca;] itd. Tylko w nic nie wierzy. W zadna milosc, przyjazn i cokolwiek - zyje sobie sam dla siebie. I ja sobie tak z nim zylam 1,5 roku - najpierw z nim bylam, pozniej zerwalam i probowalam sie z nim "przyjaznic?"-->i on mi nawmawial ze nie ma uczuc, ze wszystko sie kiedys konczy, mowil mi ciagle - nie badz taka dobra dla mnie, nie glaszcz mnie, przestan byc taka ciepla klucha, mowil ze to robie zle tamto. Ale jak ze mna rozmawial nie bylo tak zle - gorzej bylo jak np. spotkalam go na imprezie - a on specjalnie jak dzieciak na moich oczach calowal jakas dziewuche, a pozniej mnie tydzien za to przepraszal i mowil ze jestem najwazniejsza. Nastepnie wydzwanial do mnie pol wakacji - a bedac juz na nich ze mna nie odzywal sie do mnie i wszystko robil sam - jakbym nie istniala - sam jadl, sam spal - pozniej przytulal mowil ze teskni i ze jestem najwazniejsza - a pozniej szedl spac z moja kolezanka, przyjezdzal zeby zabrac mnie nad jezioro, z pozniej gdy powiedzialam ze troche mi zimno - wysadzal pod domem i mowil, ze nici z jeziora bo powiedzialam ze nie chce. Psychoza. a to tylko przyklady. Poza tym - spal ze wszystkimi - a mi powiedzial, ze ze mna nie bedzie, bo to dla mnie zbyt wazne, a dla niego to jak zrobienie kanapki. i on musi sie bzykac(bo nie kochac bo to przeciez od slowa kocham...) bo on ma potrzeby seksualne. Po czym ja taka durna - wszystko mu wybaczalam, on byl dla mnie dobry, smialismy sie, chodzilismy do kina bylo fajnie tydzien - a pozniej on sie do mnie ne odzywal, byl niemily, nie pytal i nie interesowal sie mna, a za tydzien znow byl kochany (jak w ogole mozna uzyc takego slowa do niego). Czuje sie koszmarnie - brzydka przez niego - ciagle chce mu cos udowodnic. Chcialam mu pokazac ze swiat jest piekny - ale on zniszczyl moj caly entuzjazm - mowi, ze wszystko jest niedobre, glupie, a jak ja mu mowilam jakas prawde o zyciu on na to - skoncz z tym patosem.

I tak stalam sie jakas taka szara. Nagle zobaczylam troche prawdy w tym co mowi - ja naprawde nie widze sesnu w niczym. Moje przyjaciolki sa takie - ze mowia chodz na impreze odstresujemy sie, chodz na kawe - ale one chca spedzic czas z Asia ktora jest mila i kochana. a nie z taka ktora placze, ma lzy w oczach. Jestem ciagle zdenerwowana, mam obgryzione paznokcie i wciagam tone czekolady:DKoszmar jakis... I tak widze jak wszystko jest jakies nie takie - ciagle cos- moja siostra przykladowo ciagle cos przekreca i klamie, ma 2 facetow na raz od roku i wmawia im - jak cos jej sie nie uda i wpadnie- ze ktos wszystko przekreca - np. ja;>. I jak tu komus ufac?

Miedzy czasie zawiodl mnie ojciec - powymawial mi wszystkie pieniadze swiata, w bardzo bardzo niemily sposob- wyzywajac mnie przy tym. Pozniej przez tydzien probowal to naprawic. Ale to chyba powtorka z rozrywki.

jestem strasznie zmeczona. i mam wszystko gdzies. W zyciu bym wczesniej nie napisala na interencie takiego postu ale nie wiem co mam zrobic - potrafie rozryczec sie na ulicy. Osttanio napadl na mnie w aucie facet- zaczal wyrywac mi drzwi itd - a moj boski ex powiedzial na to wariat. czy jakby mnie nie bylo on i inni tez by powiedzieli -trudno...
Offline
Posty
1
Dołączył(a)
09 lut 2008, 00:48

Avatar użytkownika
przez Jovita 09 lut 2008, 13:44
ja nie watpie w sesns walki wrecz przeciwnie , a chodzilo mi o to ze ludzie najczesciej opieraja sie tylko na lekach i tak na prawde nie chca w sobie nic zmienic.
A gdy nastaną deszczowe dni , nauczę się przechodzić między kroplami
Avatar użytkownika
Offline
ExModerator
Posty
1577
Dołączył(a)
22 lip 2007, 20:57
Lokalizacja
Radom

Avatar użytkownika
przez Jaśkowa 09 lut 2008, 13:47
Jovita napisał(a):ja nie watpie w sesns walki wrecz przeciwnie , a chodzilo mi o to ze ludzie najczesciej opieraja sie tylko na lekach i tak na prawde nie chca w sobie nic zmienic.


to fakt wiara w cudowną tabletkę jest bezgraniczna a nie tędy droga zapominamy, że to tylko jeden ze środków i to pobocznych w walce z nią a nie antidotum na wszystko, łykając tabletkę nie zniknie całe zamieszanie, które gromadziło się w naszej głowie latami.........
Jest taka cierpień granica za którą uśmiech pogodny się zaczyna
Avatar użytkownika
Offline
Przyjaciel forum
Posty
1157
Dołączył(a)
14 mar 2007, 23:13
Lokalizacja
stolyca&ząbki

Avatar użytkownika
przez Jovita 09 lut 2008, 13:50
to fakt wiara w cudowną tabletkę jest bezgraniczna a nie tędy droga zapominamy, że to tylko jeden ze środków i to pobocznych w walce z nią a nie antidotum na wszystko, łykając tabletkę nie zniknie całe zamieszanie, które gromadziło się w naszej głowie latami.........


i tylko o to mi chodzilo ;)
A gdy nastaną deszczowe dni , nauczę się przechodzić między kroplami
Avatar użytkownika
Offline
ExModerator
Posty
1577
Dołączył(a)
22 lip 2007, 20:57
Lokalizacja
Radom

przez mintchocolate 09 lut 2008, 14:26
Asiczek, smutne to co piszesz
trafiłas na gościa, który ma poważne problemy ze sobą; napisałaś, że jest po przejściach, ale że teraz jest już w porządku; po tym co przeczytałam wnioskuję, że wcale nie jest, tylko że najgorsze jest, że to Ty na tym ucierpiałaś, nie on
ale wiesz co mi się wydaje, że Twój entuzjazm powróci, może dobrze byłoby pójść do psychologa i pogadać o tym, podejrzewam, że kilka spotkań wystarczy, wyrzuciłabyś z siebie wszystko i napewno poczułabyś ulgę
nie pozwól aby przez jedną osobę (Twój związek z nim nie trwał znowu tak długo) zmieniło sie Twoje życie i sposób patrzenia na świat, tym bardziej że jesteś jeszcze młoda
Offline
Posty
17
Dołączył(a)
05 lut 2008, 16:06

Sortuj wg

Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 10 gości

Przeskocz do