"JĘCZARNIA"-czyli muszę się komuś wyżalić!

Forum poświęcone depresji oraz CHAD. Jeżeli czujesz, że sam/a sobie nie radzisz, nie zwlekaj z napisaniem o tym. A jeżeli depresje masz za sobą - możesz podzielić się wskazówkami.

"JĘCZARNIA"-czyli muszę się komuś wyżalić!

przez omakk 10 gru 2015, 13:15
Morphine90 ma rację. Gdy człowiek czuje się dobrze to nie ma nawet ochoty tutaj wchodzić i się udzielać. Gdy mi się polepszyło i było już ze mną ok to usunąłem tutaj konto i nie wchodziłem przez kilka miesięcy. Niestety ponownie wróciłem bo obecnie jestem w dołku ale tylko na chwilę, niedługo stąd spieprzam. Mam nadzieję, że do nowego roku się ogarnę, tak aby 2016 rok zacząć pozytywnie. :P
omakk
Offline

"JĘCZARNIA"-czyli muszę się komuś wyżalić!

Avatar użytkownika
przez Bluepb 10 gru 2015, 19:48
Nie ma ucieczki, nie ma odwrotu . :smile:
Sertralina 200mg
Polecam farmakoterapie! :!:
Avatar użytkownika
Offline
Posty
460
Dołączył(a)
06 gru 2015, 22:01

"JĘCZARNIA"-czyli muszę się komuś wyżalić!

Avatar użytkownika
przez ( Dean )^2 10 gru 2015, 20:36
Skończyła się moja passa dobrego nastroju i checi do życia.
Najgorszy jest wiatr.
Avatar użytkownika
Offline
Posty
1515
Dołączył(a)
03 kwi 2011, 20:06

Doradca Nerwica.com

przez Doradca Nerwica.com
Polecam tych psychologów i psychoterapeutów z Twojej okolicy
Doradca Nerwica.com

"JĘCZARNIA"-czyli muszę się komuś wyżalić!

Avatar użytkownika
przez Follow_ 10 gru 2015, 20:38
jestem od kilku dni bardzo zmęczona....
Poddaję się nie mam siły na walkę...
Zazdroszczę ludziom szczęścia.
Avatar użytkownika
Offline
Posty
1723
Dołączył(a)
11 lip 2014, 20:07
Lokalizacja
Tricity

"JĘCZARNIA"-czyli muszę się komuś wyżalić!

przez Misia94 10 gru 2015, 23:11
Muszę się wyżalić.
UWAGA: Będzie długo.

Pochodzę z patologicznej rodziny. Mój ojciec jest alkoholikiem, moja mama chorowała na schizofrenię, łatwego dzieciństwa nie miałam. Gdy miałam 12 lat, moja mama zmarła na raka. Kończyłam wtedy szkołę podstawową. Po jej śmierci moje starsze rodzeństwo zdecydowało się zabrać mnie do siebie, żebym mogła mieć lepszy "start " w życiu.
Ten okres był jednym z gorszych okresów w moim życiu. Brak akceptacji, zrozumienia, chęci zwrócenia na mnie uwagi sprawiły, że majac 13 lat,próbowałam popełnić samobójstwo. Wtedy pierwszy raz od swojej siostry usłyszałam, że jestem tchórzem. Stwierdziła, że osoby,które targają się na swoje życie, uciekają od problemów. A ja byłam po prostu zmęczona tym wszystkim. Podczas swojego "pobytu" u rodzeństwa, mieszkałam w internacie. Codzienne wracanie ze szkoły do pustego pokoju, gdzie nie masz się do kogo oddawać sprawiało, że czulam się jeszcze bardziej samotna. Mialam problemy ze snem, nie jadlam, nie uczylam sie. Wizyty u psychologa i psychiatry srednio pomogly, przez leki bylam bardziej obojetna. Kończąc drugą klasę gimnazjum, moje rodzeństwo postanowiło mnie spowrotem wysłać do domu. Pomimo ojca alkoholika, cieszyłam się, bo on jako jedyny dawał mi zainteresowanie, którego potrzebowałam w tamtym czasie. Szybko się to zmieniło, gdy poznał kobietę o wiele lat młodszą od siebie. Jakoś do końca gimnazjum dotrwałam. Poszlam do dobrego liceum, ale to nie był koniec problemów. Przez tę kobietę, ojciec się bardziej rozpił. Zaczęły się w domu libacje, u mnie problemy w nauce (kiedy Ci muzyka bardzo głośno nawala przez pół wieczora, to nie możesz się skupić). Doszło nawet do tego,że mogłam nie zdac do następnej klasy, co było dla mnie szokiem, chociażby dlatego, że gimnazjum udało mi się skończyć z dobrą średnią.
W poszukiwaniu pomocy, dzwoniłam do swojego rodzeństwa. Nie oczekiwałam od nich za wiele, chociaż dobrego słowa, propozycji przyjazdu na weekend. Jednak gdy zrobiło się bardzo źle, zadzwoniłam do żony swojego brata i usłyszałam, że ja też muszę sobie radzić, bo oni (moje rodzeństwo) przez to przeszli, więc ja też powinnam. Nie miałam po tych słowach siły już prosić ich o jakąkolwiek pomoc.
Ostatecznie z pomocą wyszedł moj były chłopak. Zabrał mnie do siebie, pomógł skończyć liceum, dzięki niemu i pomocy jego rodziców, dostalam się na studia.
Wiecie co mnie najbardziej boli? To, że z pomocą wyszły do mnie obce osoby, nie własna rodzina. Z jednej strony kocham ich, ale z drugiej mam ochotę im wykrzyczec, że są najgorsi.
Nie byłam w tamtym okresie (i nie jestem) idealna. Ale czy to znaczy, zeby odwrócić się od 17 letniej(tyle mialam lat gdy wyjechalam z domu) dziewczyny? Zostawić ją na pastwę losu?
Do teraz mam problemy ze zrozumieniem tej sytuacji.
Offline
Posty
3
Dołączył(a)
10 gru 2015, 22:27

"JĘCZARNIA"-czyli muszę się komuś wyżalić!

Avatar użytkownika
przez tendou 11 gru 2015, 02:23
ciekawa historia z tego wzgledu, ze to Twoj byly chlopak Ci bardzo pomogl. Z doswiadczenia wiem, ze obcy ludzie zazwyczaj przechodza obojetnie, bo maja wieksze problemy (typu: "którą bluzkę wybrac...). Oczywiscie nie wszyscy tacy sa a Ty mialas ogromne szczescie, ze Ci sie taki "byly" chlopak trafil. Nic tylko pozazdroscic, ze wgl ktos Ci przyszedl z pomoca. Przypuszczam, ze jestescie razem i mam nadzieje, ze sie Wam dobrze uklada :)
Z rodzinami to juz niestety tak jest, ze jak przychodzi co do czego to czesto Ci wypominaja ile to Ci juz na[pomagali itp, z powinnas sama zaczac sobie radzic, albo po prostu nie zwracaja uwagi, bo uwazaja, ze dopoki nikt z zewnatrz nie zauwaza problemu to takowy nie istnieje. Nasza szara rzweczywistosc...
Pozdrawiam i zycze powodznia :)



Pochodzę z patologicznej rodziny. Mój ojciec jest alkoholikiem, moja mama chorowała na schizofrenię, łatwego dzieciństwa nie miałam. Gdy miałam 12 lat, moja mama zmarła na raka. Kończyłam wtedy szkołę podstawową. Po jej śmierci moje starsze rodzeństwo zdecydowało się zabrać mnie do siebie, żebym mogła mieć lepszy "start " w życiu.
Ten okres był jednym z gorszych okresów w moim życiu. Brak akceptacji, zrozumienia, chęci zwrócenia na mnie uwagi sprawiły, że majac 13 lat,próbowałam popełnić samobójstwo. Wtedy pierwszy raz od swojej siostry usłyszałam, że jestem tchórzem. Stwierdziła, że osoby,które targają się na swoje życie, uciekają od problemów. A ja byłam po prostu zmęczona tym wszystkim. Podczas swojego "pobytu" u rodzeństwa, mieszkałam w internacie. Codzienne wracanie ze szkoły do pustego pokoju, gdzie nie masz się do kogo oddawać sprawiało, że czulam się jeszcze bardziej samotna. Mialam problemy ze snem, nie jadlam, nie uczylam sie. Wizyty u psychologa i psychiatry srednio pomogly, przez leki bylam bardziej obojetna. Kończąc drugą klasę gimnazjum, moje rodzeństwo postanowiło mnie spowrotem wysłać do domu. Pomimo ojca alkoholika, cieszyłam się, bo on jako jedyny dawał mi zainteresowanie, którego potrzebowałam w tamtym czasie. Szybko się to zmieniło, gdy poznał kobietę o wiele lat młodszą od siebie. Jakoś do końca gimnazjum dotrwałam. Poszlam do dobrego liceum, ale to nie był koniec problemów. Przez tę kobietę, ojciec się bardziej rozpił. Zaczęły się w domu libacje, u mnie problemy w nauce (kiedy Ci muzyka bardzo głośno nawala przez pół wieczora, to nie możesz się skupić). Doszło nawet do tego,że mogłam nie zdac do następnej klasy, co było dla mnie szokiem, chociażby dlatego, że gimnazjum udało mi się skończyć z dobrą średnią.
W poszukiwaniu pomocy, dzwoniłam do swojego rodzeństwa. Nie oczekiwałam od nich za wiele, chociaż dobrego słowa, propozycji przyjazdu na weekend. Jednak gdy zrobiło się bardzo źle, zadzwoniłam do żony swojego brata i usłyszałam, że ja też muszę sobie radzić, bo oni (moje rodzeństwo) przez to przeszli, więc ja też powinnam. Nie miałam po tych słowach siły już prosić ich o jakąkolwiek pomoc.
Ostatecznie z pomocą wyszedł moj były chłopak. Zabrał mnie do siebie, pomógł skończyć liceum, dzięki niemu i pomocy jego rodziców, dostalam się na studia.
Wiecie co mnie najbardziej boli? To, że z pomocą wyszły do mnie obce osoby, nie własna rodzina. Z jednej strony kocham ich, ale z drugiej mam ochotę im wykrzyczec, że są najgorsi.
Nie byłam w tamtym okresie (i nie jestem) idealna. Ale czy to znaczy, zeby odwrócić się od 17 letniej(tyle mialam lat gdy wyjechalam z domu) dziewczyny? Zostawić ją na pastwę losu?
Do teraz mam problemy ze zrozumieniem tej sytuacji.[/quote]
Avatar użytkownika
Offline
Posty
44
Dołączył(a)
01 gru 2015, 07:43
Lokalizacja
sznur na końcu lasu...

"JĘCZARNIA"-czyli muszę się komuś wyżalić!

przez Disaster123 11 gru 2015, 13:18
Strasznie się boję, że skończę pod mostem..nawet jeśli zacznę studia i te skończę.. Boję się, że nigdy nie znajdę pracy, nie będę umiała na siebie zarobić, że nigdy nie będę samodzielna i niezależna..A do tego boję się, że dwie najbliższe mi osoby umrą a ja zostanę całkiem sama.. bo poza nimi nie mam nikogo. Boję się życia
Offline
Posty
93
Dołączył(a)
27 paź 2015, 13:28

"JĘCZARNIA"-czyli muszę się komuś wyżalić!

Avatar użytkownika
przez filip133 11 gru 2015, 13:26
Misia94, nie bardzo wiem co Ci poradzić, powiedzieć, ale chciałbym pogratulować, że przynajmniej tak dobrze trafiłaś że były chłopak ze swoją rodziną Ci pomogli...
"Co się ze mną dzieje? - Powiedz mi. Co za demon we mnie drzemie? - Powiedz mi. Nie wiem, nie wiem, nie wiem..."
Avatar użytkownika
Offline
Posty
1808
Dołączył(a)
09 sie 2015, 19:22
Lokalizacja
Cygany / Tarnobrzeg

"JĘCZARNIA"-czyli muszę się komuś wyżalić!

Avatar użytkownika
przez Morphine90 11 gru 2015, 15:10
Misia94 napisał(a):Muszę się wyżalić.
UWAGA: Będzie długo.

Pochodzę z patologicznej rodziny. Mój ojciec jest alkoholikiem, moja mama chorowała na schizofrenię, łatwego dzieciństwa nie miałam. Gdy miałam 12 lat, moja mama zmarła na raka. Kończyłam wtedy szkołę podstawową. Po jej śmierci moje starsze rodzeństwo zdecydowało się zabrać mnie do siebie, żebym mogła mieć lepszy "start " w życiu.
Ten okres był jednym z gorszych okresów w moim życiu. Brak akceptacji, zrozumienia, chęci zwrócenia na mnie uwagi sprawiły, że majac 13 lat,próbowałam popełnić samobójstwo. Wtedy pierwszy raz od swojej siostry usłyszałam, że jestem tchórzem. Stwierdziła, że osoby,które targają się na swoje życie, uciekają od problemów. A ja byłam po prostu zmęczona tym wszystkim. Podczas swojego "pobytu" u rodzeństwa, mieszkałam w internacie. Codzienne wracanie ze szkoły do pustego pokoju, gdzie nie masz się do kogo oddawać sprawiało, że czulam się jeszcze bardziej samotna. Mialam problemy ze snem, nie jadlam, nie uczylam sie. Wizyty u psychologa i psychiatry srednio pomogly, przez leki bylam bardziej obojetna. Kończąc drugą klasę gimnazjum, moje rodzeństwo postanowiło mnie spowrotem wysłać do domu. Pomimo ojca alkoholika, cieszyłam się, bo on jako jedyny dawał mi zainteresowanie, którego potrzebowałam w tamtym czasie. Szybko się to zmieniło, gdy poznał kobietę o wiele lat młodszą od siebie. Jakoś do końca gimnazjum dotrwałam. Poszlam do dobrego liceum, ale to nie był koniec problemów. Przez tę kobietę, ojciec się bardziej rozpił. Zaczęły się w domu libacje, u mnie problemy w nauce (kiedy Ci muzyka bardzo głośno nawala przez pół wieczora, to nie możesz się skupić). Doszło nawet do tego,że mogłam nie zdac do następnej klasy, co było dla mnie szokiem, chociażby dlatego, że gimnazjum udało mi się skończyć z dobrą średnią.
W poszukiwaniu pomocy, dzwoniłam do swojego rodzeństwa. Nie oczekiwałam od nich za wiele, chociaż dobrego słowa, propozycji przyjazdu na weekend. Jednak gdy zrobiło się bardzo źle, zadzwoniłam do żony swojego brata i usłyszałam, że ja też muszę sobie radzić, bo oni (moje rodzeństwo) przez to przeszli, więc ja też powinnam. Nie miałam po tych słowach siły już prosić ich o jakąkolwiek pomoc.
Ostatecznie z pomocą wyszedł moj były chłopak. Zabrał mnie do siebie, pomógł skończyć liceum, dzięki niemu i pomocy jego rodziców, dostalam się na studia.
Wiecie co mnie najbardziej boli? To, że z pomocą wyszły do mnie obce osoby, nie własna rodzina. Z jednej strony kocham ich, ale z drugiej mam ochotę im wykrzyczec, że są najgorsi.
Nie byłam w tamtym okresie (i nie jestem) idealna. Ale czy to znaczy, zeby odwrócić się od 17 letniej(tyle mialam lat gdy wyjechalam z domu) dziewczyny? Zostawić ją na pastwę losu?
Do teraz mam problemy ze zrozumieniem tej sytuacji.


Współczuję, bo moja młodość wyglądała bardzo podobnie :( Mnie brat nawet nie myślał wziąć do siebie (wyprowadził się dwa lata po śmierci mojej mamy, a wcześniej właściwie i tak wracał tylko na noce do domu). I wtedy nawet tak mnie to nie bolało. Dopiero po kilu latach, kiedy spojrzałam na to z boku, to mi się zrobiło k*wsko przykro, że on po prostu uciekł od tej sytuacji - bo mógł, bo był dorosły i nawet nie obejrzał się za siebie, że mnie zostawia samą z ojcem. Z drugiej strony dobrze dla niego, wymknął się zanim było naprawdę źle.
Taki żal potrafi nieźle utruć życie, to fakt. Masz prawo być wk*wiona, zła, wściekła. Jeśli nie masz odwagi powiedzieć im tego w twarz (wtedy mogłabyś jednak zapytać o to, dlaczego, co z pewnością Cię nurtuje) spróbuj czegoś zastępczego: ja na terapii "odgrywałam scenkę", tzn. wyobrażałam sobie, że terapeutka to mój brat i wylałam z siebie to wszystko. Że jak mógł mnie zostawić, nie próbować mi pomóc, zabrać mnie stamtąd. Pomogło. Czasu nie cofniesz, nie zmienisz cudzej decyzji, nie nauczysz kogoś dojrzałości czy empatii, ale możesz zminimalizować złe skutki dla siebie.
Avatar użytkownika
Offline
Posty
794
Dołączył(a)
25 sie 2015, 15:59
Lokalizacja
Poznań miasto doznań

"JĘCZARNIA"-czyli muszę się komuś wyżalić!

przez Misia94 11 gru 2015, 16:51
Dziękuję Wam. Bardzo mi Wasze słowa pomogły.
Co do mojego byłego chłopaka: nie, nie jesteśmy razem. To co działo się u niego w domu to temat na osobną historię. Jednak mimo tego, co się wydarzyło, nadal im jestem wdzięczna za pomoc.

W te święta będę widzieć się z siostrą. Postaram się wtedy na spokojnie jej zapytać, dlaczego to zrobiła, za bardzo mnie to po prostu męczy.
Naprawdę dziękuje! :)
Offline
Posty
3
Dołączył(a)
10 gru 2015, 22:27

"JĘCZARNIA"-czyli muszę się komuś wyżalić!

Avatar użytkownika
przez black swan 11 gru 2015, 19:04
Mam dość tego pierdolonego, jebanego w dupę świata. :evil: Dziękuję za uwagę.
No risk - no fun, no pain - no gain.
Avatar użytkownika
Offline
Posty
1493
Dołączył(a)
25 gru 2012, 23:05
Lokalizacja
północ

"JĘCZARNIA"-czyli muszę się komuś wyżalić!

Avatar użytkownika
przez Bluepb 11 gru 2015, 20:52
Dziękuję za uwagę.

Nie ma sprawy. :smile:
Sertralina 200mg
Polecam farmakoterapie! :!:
Avatar użytkownika
Offline
Posty
460
Dołączył(a)
06 gru 2015, 22:01

"JĘCZARNIA"-czyli muszę się komuś wyżalić!

przez TailsDoll 11 gru 2015, 21:09
Też mam dosć tego zasyfiałego świata.
1. Kierowniczka która wręcz przymusza do nadgodzin, nieważne czy można czy nie, na szczęście będzie akord na którym lepiej wyjdę, więc się opłaci.
2. Wracam do tego pustego pokoju, znowu siedzę sam, znowu to samo i jak zwykle nie ma do kogo mordy otworzyć.
3. Nikt mnie nie kocha- jeszcze nie tak dawno sobie z tym radziłem, twierdziłem, ze "zostawię to dla losu, inni nic nie robili i się im udało to mi tak pewnie też pójdzie"- 2 lata takiego myślenia i nic, więc stąd coraz gorsze samopoczucie mimo walki z tym i szukaniem różnych metod na poprawę humoru.
4. Wypalenie zawodowe- kiedyś chciałem być informatykiem, zajmować się komputerami- dziś mi się tego coraz bardziej odechciewa- e ludzie mnie postrzegają jako tzw "komputerowca" (czyt. jako nudziarza), wiąże się to też z zachowaniem w stosunku do mnie (dzwonią jak im się komputer psuje, ale nauczyłem się odpowiednio wcześniej kasować je za naprawy- za uśmiech i chwilę spędzonego razem czasu nie naprawiam z wyłączeniem przyjaciół, których mam bardzo mało).
5. Moja "szanowna mamusia" się do mnie na facebooku odezwała, oczywiście ja nie widzę sensu z nią rozmowy, wyrzuciła mnie z domu, powiedziała "zabieraj pieniądze i wy%%%%%aj" więc koniec dyskusji. Po za tym po trzech latach od wywalenia to jak nic ma interes, bo "przepraszam" to powiedzieć nie umie i ja się domyślam o co chodzi- jej "ukochana córeczka" do Niemiec jedzie i pewnie będzie kombinowanie by mnie ściągnąć do "domu", po czym jak najwięcej ze mnie wydrenować, by "mamusia" miała na kolejne imprezy, a lodówka dalej pusta- o nie, nie ze mną te numery, atmosfery krzyku, awantur, momentów kiedy zamykano przede mną drzwi i wyłączano prąd w pokoju nie przejdą- wolę to co mam i mieć spokój.

Na szczęścia święta i sylwester dość obiecująco się zapowiadają. W sylwestra nawet jak zostanę w domu to i tak nie będę się nudzić- przeprowadziłem się w miejsce, gdzie mieszkają pozytywni ludzie co robią sylwestra i zapraszają również lokatorów (4 osoby w domu+ domyślam się sporo gości) :)
Offline
Posty
33
Dołączył(a)
21 paź 2015, 19:41

"JĘCZARNIA"-czyli muszę się komuś wyżalić!

przez dobras4 11 gru 2015, 22:37
Jest strasznie. Samotność doskwiera, to boli, jednocześnie czuje się jakiś zblokowany na ludzi...
Spadnijmy w dół
Objęci w pół
Otuleni liściem
poprośmy wiatr
o ciszę zimą...
Offline
II Mister Forum
Posty
121
Dołączył(a)
10 lut 2015, 19:27

Sortuj wg

Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 16 gości

Przeskocz do