"JĘCZARNIA"-czyli muszę się komuś wyżalić!

Forum poświęcone depresji oraz CHAD. Jeżeli czujesz, że sam/a sobie nie radzisz, nie zwlekaj z napisaniem o tym. A jeżeli depresje masz za sobą - możesz podzielić się wskazówkami.

przez milena 31 paź 2007, 10:34
a.nia zastanów się... pojechałaś do Gdańska po lepsze życie, aby być tam najszczęśliwszą osobą na Ziemi. Chcesz to tak po prostu zmarnować? Chcesz aby dni uciekały ci bezsensu. Każdy dzień jest po to aby go wykorzystać w pełni, jak tylko potrafimy, nie doceniamy tego co nam jest dane. To że nie masz z nimi o czym rozmawiać znaczy że jesteś od nich dojrzalsza i mądrzejsza. Wszyscy byśmy chcieli aby nasze marzenia spełniały się od pstryknięcia palcem, ale w życiu jest tak że musimy na nie poczekać, a czasami długo walczyć. Nie poddawaj się. Weź swoje życie we własne ręce i do przodu.
Powodzenia!
Offline
Posty
36
Dołączył(a)
26 paź 2007, 15:16

Avatar użytkownika
przez luthien 31 paź 2007, 12:22
a było już tak dobrze... ale to wszystko to tylko ułuda, wcale nie było dobrze, to była tylko chwilowa fatamoragana... rano wstałam zadowolona, ale oni musieli to zepsuć... musieli zagonić mnie do moralnego kąta... Boże dlaczego... dlaczego pozwalasz im na to... zabierz mnie już do siebie, tyle razy już o to proszę... wysłuchaj mnie choć raz... nie mam na tyle odwagi, żeby TO zrobić... to jest absurdalne, ale ja nie chcę im narobić przez TO kłopotu... oni wyrządzają mi taką krzywdę, przez nich chcę sobie odebrać życie, a nie mogę bo nie chcę im narobić kłopotu!!!
jest mi źle, bardzo źle...
dziś mogę wreszcie to powiedzieć: patrzę z nadzieją w przyszłość...
Avatar użytkownika
Offline
Posty
506
Dołączył(a)
08 paź 2007, 11:51

Avatar użytkownika
przez pyzia1 31 paź 2007, 12:39
Matthew, luthien, bez takich mi tu!Pewnie, jesteśmy do dupy i zycie jest do dupy ale tak to juz jest i trzeba to wytrzymać. Jeśli nie dla siebie to dla innych. Choćby dla tej "do dupy" Pyzi z forum.
Avatar użytkownika
Offline
Posty
745
Dołączył(a)
15 paź 2007, 10:28

Doradca Nerwica.com

przez Doradca Nerwica.com
Polecam tych psychologów i psychoterapeutów z Twojej okolicy
Doradca Nerwica.com

Avatar użytkownika
przez Mooni 31 paź 2007, 13:05
bardzo mi dziś dokucza pogoda. Jakoś mnie pesymistycznie nastraja. Zatrzęłam się trząść na dodatek, a już dawno tego nie miałam
Jeżeli nie wolno, a bardzo się chce, to można :D
Avatar użytkownika
Offline
Posty
670
Dołączył(a)
24 sie 2007, 09:13

Avatar użytkownika
przez slitzikin 31 paź 2007, 16:58
Ania jakby co ja mam pokój do wynajęcia :). Mam 24 lata, nie wiem więc czy jestem w wieku do rozmowy, ale lubię rozmawiać :) Jest jeden problem, dużo pracuję, wychodzę o 7 z domu, wracam o 18 i wtedy czasem też wychodzę :). Ale jest Samson, mój kot. On by się ucieszył z kogoś kto jest choć troszkę więcej w domu. 300 zł wszystkich opłat, ew. zrzucimy się po 3 dychy jeszcze na net. :) Zapraszam.

Obawiam się tylko, ze również bywam czasem (po kilka dni) smutny i miewam ataki nerwicy lękowej, ale od jakiegoś czasu jest lepiej. Wymarzony współlokator :).

Boję się tylko, że jak już zacznę gadać to ciężko mnie wyłączyć :D.

Głowa do góry, będzie dobrze. A pracy nigdy nie ma się wymarzonej. Ale szukaj dalej, w końcu znajdziesz coś, co przynajmniej nie będzie Cie męczyć.
Avatar użytkownika
Offline
Posty
258
Dołączył(a)
10 kwi 2007, 00:25
Lokalizacja
Gdańsk

pustka...

Avatar użytkownika
przez maris 31 paź 2007, 17:59
witam...

nie wiem... czuję się pusta... byłam 3 miesiące w Irlandii, sama... codziennie siedziałam w domu po 12 godzin z dzieckiem (byłam au pair), ani gdzie wyjść (bo dziecko miało być w domu, ewentualnie w ogrodzie), ani z kim pogadać po polsku – żadnych ludzi nie mogłam zapraszać (zresztą kogo?), limit na telefon, brak internetu... przy dziecku nie umiałam się nie uśmiechać, ale w środku czułam się pusta... w weekendy czułam się totalnie wykończona psychicznie... nie miałam ochoty nawet przebierać się z pidżamy, a tym bardziej gdziekolwiek wychodzić... i sufitowałam... zero motywacji... wytrzymałam 3 miesiące, mimo, że miałam zostać 6... kolejny nieudany krok, kolejna porażka... wróciłam do domu w sierpniu... do domu?... od progu zamiast powitania usłyszałam stek wymówek, że “po co wróciłam”, że “mam wracać za granicę”, że “kiedy się wyniosę znowu? i oby na dłużej, a najlepiej na zawsze”... mija trzeci miesiąc a ja nie wiem... czuję się pusta, czuję, że przestaję myśleć... zapisałam się do studium informatycznego, aby pobudzić swoje szare komórki do intensywnego myślenia... i nie umiem się zmotywować, aby zacząć się uczyć... pracuję jako serwisant w jedyny z duuuużych sklepów w mieście – serwisant: 4 godziny dziennie, wracam do domu o 11 i dzień mógłby się wówczas skończyć... w moim życiu nic się nie dzieje – nie widzę sensu ani życia, ani sensu czegokolwiek... chodzę do tej roboty bo chodzę, żeby się matka nie czepiała (choć i tak się czepia, że pracuję na pół etatu)... przyjaciele?... zawsze byłam sama, trzech znajomych mam na krzyż, którym i tak do szczęścia nie jestem potrzebna (dwie kumpele właśnie założyły rodziny, jedna z nich lada dzień urodzi potomka, trzecia lawiruje między pracą a studiami – nie ma tam miejsca dla mnie - wielkiej samotnicy...)... siedzę całymi dniami w domu – z kim miałabym iść?... gdzie miałabym pójść?... jak było ciepło chodziłam jeszcze na jakieś spacery, ale teraz?... całymi dniami siedzę przed komputerem, zabijam czas grając w jakieś bzdetne gry... nie mam ochoty sięgać po książki ani szukać w internecie rzeczy, które przydałyby mi się na tę informatykę... nie robię żadnych planów – kiedyś robiłam, wyliczałam, rozważałam – żaden nigdy nie wypalił – mimo wysiłku, jaki wkładałam w ich realizacje, mimo starań... błąd za błędem... po co mi kolejna porażka?... kolejny stres?... kolejne łzy?... kolejne docinki ze strony rodziców?... nie chcę więcej!... nie zniosę więcej!... ostatnio zaczęłam gadać sama do siebie... jakieś bzdury... głównie, że chcę stąd odejść... z tego świata... nie, samobójstwa też nie planuję – i tak taki plan pewnie skończyłby się tak samo jak wszystkie inne... chciałabym po prostu sobie umrzeć i mieć święty spokój... ból głowy, zmęczenie, apatia i ta pustka we mnie... to teraz właśnie czuję... nieudacznik... nawet jak coś mówię, to nikt nie słyszy mojego głosu, nie reaguje na niego... czuję się stłamszona... od kiedy pamiętam... wiem dokładnie kiedy to się zaczęło... miałam wtedy 11 lat... matka stwierdziła wtedy, że jestem stuknięta, bo zamiast spędzać czas z rówieśnikami, wolałam zaszyć się w swoim pokoju z książką...wszystko, co robiłam, robiłam źle – i ona nie omieszkała mi zawsze o tym powiedzieć... nie wiem, dlaczego wciąż z nią mieszkam... może dlatego, że jestem nieudacznikiem... a może zaczęło się to już wcześniej?... jak miałam 8 lat napisałam swoje pierwsze opowiadanie – chciałam przeczytać je matce i babci, stwierdziły, że posłuchają – stanęłam na środku pokoju z otwartym zeszytem i zaczęłam czytać... po chwili zauważyłam, że one zamiast słuchać, zaczęły rozmawiać między sobą... nie były zainteresowane... bardzo to wtedy przeżyłam... nie wiem, po co to tutaj piszę... chyba dlatego, że chciałam to komuś opowiedzieć... wiem, jestem chora... i powinnam iść do psychiatry... do kogo mam mówić? - do siebie samej już mówię... jestem za ścianą, skulona w kącie i nie chcę żyć... nienawidzę siebie, swojej przeszłości, teraźniejszość, przyszłości, która mnie znowu rozczaruje... czuję się pusta... zawsze sama sobie byłam przyjaciółką, psychologiem, księdzem, prawdziwą kochającą matką siebie samej... a teraz jestem sama – te wszystkie “wcielenia” mnie zniknęły... i jestem nikim... jak zwykle... i ta pustka we mnie...
I nikt nie widział, by cyrkowiec odchodził
I tygodnie płynęły
Aż w końcu ruszyli z cyrkiem dalej
Zostawiając jego wóz za sobą...
Avatar użytkownika
Offline
Posty
2
Dołączył(a)
31 paź 2007, 16:25

Avatar użytkownika
przez groskova 31 paź 2007, 18:00
Polina dobrze, wykrzycz sie porzadnie <tule>

i cos jeszcze dla ciebie:
Nie masz wystarczających uprawnień, aby zobaczyć pliki załączone do tego postu.
Avatar użytkownika
Offline
Posty
205
Dołączył(a)
13 sie 2007, 21:57
Lokalizacja
Wroclaw

przez Goplaneczka 31 paź 2007, 18:14
Maris, witaj pośród nas.
Pisz, pisz, to rodzaj terapii.
Twoje opowiadanie o wspomnieniu z dzieciństwa przypomina mi moje. Brak zrozumienia i wsparcia ze strony najbliższych boli najbardziej. W ogóle mogłabym się podpisać obiema rękoma pod Twoją historią, moja jest bardzo podobna.
Twoje życie wcale nie jest porażką-po prostu w tej chwili nie masz siły walczyć i wszystko widzisz w czarnych barwach. Ale to nie Twoja wina- masz prawdopodobnie depresję. Ja i tak podziwiam, że pracujesz-mnie z domu nie mogą wygonić od przeszło pół roku.
Maszeruj do psychiatry, psychologa albo choćby do internisty po poradę.
Kombinuj, jak się wyprowadzić z domu, jak odzyskać energię.
Jeśli lubisz samotność-to nic złego. Lecz jeśli dotkliwie odczuwasz brak przyjaciół-poszukaj ich tutaj.
Pozdrawiam cieplutko
Goplaneczka
Offline

Avatar użytkownika
przez maris 31 paź 2007, 18:45
dziękuję... przeglądam właśnie forum... tyle objawów podobnych do moich... mój Boże...
I nikt nie widział, by cyrkowiec odchodził
I tygodnie płynęły
Aż w końcu ruszyli z cyrkiem dalej
Zostawiając jego wóz za sobą...
Avatar użytkownika
Offline
Posty
2
Dołączył(a)
31 paź 2007, 16:25

przez Goplaneczka 31 paź 2007, 18:51
Tak niestety...
Ale w tym nasza siła, że się rozumiemy, wspieramy, trzymamy w kupie :mrgreen:
Goplaneczka
Offline

Avatar użytkownika
przez a.nia 31 paź 2007, 19:54
dziękuję wam wszystkim za odpowiedzi!!

Aż mi się łezka zakręciła że komuś się chciało...;)
w ramach odpowiedzi to chyba nie mam hobby właśnie z powodu braku czasu...Kiedyś jeździłam konną. Naprawdę jestem wzruszona, dziękuję za te piękne słowa, też się zgadzam że każda dusza się liczy, wiem że moja też ale nie potrafię dawać innym tyle co kiedyś, teraz potrzebuję kogoś kto mnie zrozumie i będzie cierpliwy.. Tak myślałam że tą osobą będzie moja kuzynka, ale zawiodłam się i moje wyobrażenia padły w gruzach. Próbuję się podnieść przez modlitwę, lecz nie wychodzi mi jak na razie.
Znalazłam pracę w kawiarni, myślę że może być fajnie ale jest na drugim końcu Gdańska i długo dojazd czasu by zajmował hmm. Najgorzej że to chyba moja wina że nie mogę znaleźć wspólnego języka z lokatorami..poprostu jestem zazdrosna że moja ukochana kuzynka, teraz woli kogoś innego...a mnie olewa. Cóż takie życie.
Co do atrakcyjności, to nie chodziło mi o fizyczność, bo to mnie nie obchodzi za bardzo, ale o to że czuje się nudna denna jako człowiek...Wolę słuchać niż mówić, jestem mało ciekawa...Ale to skomplikowane. Tylko nie wiem dlaczego muszę mieć takiego pecha w życiu, a może za dużo oczekuję...Wiem że Bóg podobno daje nam tyle ile jesteśmy w stanie unieść, ale chyba mnie przecenił. Dziękuję za ofertę mieszkaniową:)) a w jakiej dzielnicy?? tak taki wiek mi odpowiada heh Czuję się z tym okropnie, wiem że nie powinnam oceniać ludzi po wieku!
Avatar użytkownika
Offline
Posty
28
Dołączył(a)
06 paź 2007, 18:36
Lokalizacja
honolulu ;)

Re: pustka...

Avatar użytkownika
przez luthien 31 paź 2007, 20:13
maris witaj na forum.
Tak, to prawda, nie tylko ciebie spotkało coś takiego, wiele osób tutaj ma podobne przeżycia m.in ja.

maris napisał(a): kolejny nieudany krok, kolejna porażka...


To nie twoja porażka, to po prostu zbieg okoliczności, takie jest życie. Ale wiem, że osoby takie jak ja czy ty takie sytuacje odbierają jako porażkę, bo po prostu czują się gorsze. To zachowanie naszych bliskich przez całe nasze życie, wpajanie nam że jesteśmy do niczego sprawia, że my tak siebie postrzegamy, że jesteśmy mniej wartościowi. U mnie to ojciec całe życie mówił mi, że jestem do niczego i dlatego ja teraz czuję się gorsza od innych ludzi, a swoje potknięcia strasznie wyolbrzymiam. Z tobą chyba jest podobnie. Najgorsze, że nie potrafimy czasem podnieść się z takich porażek.

maris napisał(a): zapisałam się do studium informatycznego, aby pobudzić swoje szare komórki do intensywnego myślenia...


I bardzo dobrze, zajmij się czymś, to pomaga. Wiem to np. z dzisiejszego doświadczenia. Rano miałam kryzys, zajęłam się robieniem stroików na groby moich dziadków, niby bzdura, ale zajęłam czymś myśli i przeszło mi.
Ale nie zmuszaj się też do niczego, znajdź coś co lubisz, co cię pasjonuje.

maris napisał(a):ostatnio zaczęłam gadać sama do siebie... jakieś bzdury... głównie, że chcę stąd odejść... z tego świata...
chciałabym po prostu sobie umrzeć i mieć święty spokój...


Znam to uczucie bardzo dobrze. Zawsze gdy mam kryzys proszę Boga, żeby mnie już zabrał do siebie. Bo sama nie dałabym rady odebrać sobie życia, ponieważ boję się bólu i co jest absurdalne, nie chciałabym narobić kłopotu rodzicom, a to w głównej mierze ich zasługa, że o tym myślę.
Samobójstwo to nie jest wyjście, to przegrana, wygrasz jeżeli stawisz czoło problemom. Wiem, że łatwo tak mówić, ale ciężko zrobić, ale próbuj. Ja próbuję, czasem mi się udaje czasem nie. Ale mogę powiedzieć, że na pewno mój stan jest o wiele lepszy niż np. 3 lata temu. Kryzysy czasem jeszcze mam, ale zdarzają mi się coraz rzadziej i trwają coraz krócej.

maris napisał(a): nieudacznik... nawet jak coś mówię, to nikt nie słyszy mojego głosu, nie reaguje na niego... czuję się stłamszona... od kiedy pamiętam... wiem dokładnie kiedy to się zaczęło... miałam wtedy 11 lat... matka stwierdziła wtedy, że jestem stuknięta, bo zamiast spędzać czas z rówieśnikami, wolałam zaszyć się w swoim pokoju z książką...wszystko, co robiłam, robiłam źle – i ona nie omieszkała mi zawsze o tym powiedzieć... nie wiem, dlaczego wciąż z nią mieszkam... może dlatego, że jestem nieudacznikiem... a może zaczęło się to już wcześniej?... jak miałam 8 lat napisałam swoje pierwsze opowiadanie – chciałam przeczytać je matce i babci, stwierdziły, że posłuchają – stanęłam na środku pokoju z otwartym zeszytem i zaczęłam czytać... po chwili zauważyłam, że one zamiast słuchać, zaczęły rozmawiać między sobą... nie były zainteresowane... bardzo to wtedy przeżyłam...


Tak jak pisałam. Takie właśnie zachowanie bliskich powoduje, że my czujemy się nieudacznikami. Dziecko chce żeby je ktoś kochał, przytulał, a tu tylko odtrącenie. Wiem jak bardzo to boli, a zwłaszcza dziecko... dziecko przeżywa to sto razy mocniej. Ale oni tego nie rozumieją i mówią, że to tylko fanaberie, bo w końcu "dzieci i ryby głosu nie mają".
Dzięki takiemu traktowaniu w dzieciństwie człowiek nie czuje się wartościowy, tylko zawsze gorszy. Ja próbuje się uczyć swojej wartości. Jest ciężko, ale chyba lepiej.
I pamiętaj NIE JESTEŚ NIEUDACZNIKIEM!!!

maris napisał(a):nie wiem, po co to tutaj piszę... chyba dlatego, że chciałam to komuś opowiedzieć... wiem, jestem chora... i powinnam iść do psychiatry...


Piszesz po to, żeby komuś o tym opowiedzieć, komuś kto cię zrozumie, bo jest w takiej samej sytuacji. Jeżeli ci to pomaga, pisz. My cię zawsze wysłuchamy, bo jest tu nas spora gromadka życzliwych ci osób. Co do psychiatry, może pomoże, na pewno nie zaszkodzi się wybrać.

Jeszcze raz witaj. Możesz na nas liczyć. Tutaj znajdziesz zrozumienie.
dziś mogę wreszcie to powiedzieć: patrzę z nadzieją w przyszłość...
Avatar użytkownika
Offline
Posty
506
Dołączył(a)
08 paź 2007, 11:51

przez .Tomek 31 paź 2007, 21:12
Skąd w ogóle pomysł, że życie do dupy trzeba wytrzymywać. Trzeba się wyleczyć i będzie po problemie ;) Polinka tulę :) trzymaj się ciepło :)
...to tylko kolejne rozwiązanie.
Offline
ExModerator
Posty
1118
Dołączył(a)
09 sie 2007, 17:16
Lokalizacja
Daleko :)

Avatar użytkownika
przez depresyjny86 01 lis 2007, 01:34
Życie jednak jest do d...,ciekawe co by się musialo stać żebym wreszcie nie był taki jaki jestem....bo już kurde próbuje wszystkiego i nadal niczego nie potrafie,nie potrafie gadać z ludżmi,boje się wszystkich...mam tego dooooośśśśścććććććććć!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!
W dodatku jeszcze 1 Listopada!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!<nie lubie tego miesiąca...wręcz nienawidze :twisted: >
:)
Avatar użytkownika
Offline
Posty
6839
Dołączył(a)
12 wrz 2006, 15:58
Lokalizacja
Gdańsk

Sortuj wg

Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 9 gości

Przeskocz do