"JĘCZARNIA"-czyli muszę się komuś wyżalić!

Forum poświęcone depresji oraz CHAD. Jeżeli czujesz, że sam/a sobie nie radzisz, nie zwlekaj z napisaniem o tym. A jeżeli depresje masz za sobą - możesz podzielić się wskazówkami.

Avatar użytkownika
przez Jovita 30 lip 2007, 13:19
ojjj a ja pospałam do 12 :D noc była troszki ciężka wiec trzeba było odespać! a dzis pogoda paskudna!!!!!
A gdy nastaną deszczowe dni , nauczę się przechodzić między kroplami
Avatar użytkownika
Offline
ExModerator
Posty
1577
Dołączył(a)
22 lip 2007, 20:57
Lokalizacja
Radom

Avatar użytkownika
przez IceMan 30 lip 2007, 13:59
za to dostałem słoneczne popołudnie... tylko na ironię już nie wychodzę bo nie mam po co - a w deszczu i przy pochmurnej pogodzie latałem po całym mieście :lol: po prostu cuuudownie. Jedyny pozytyw to to że dół już przeszedł :mrgreen:
Avatar użytkownika
Offline
Przyjaciel forum
Posty
4789
Dołączył(a)
30 wrz 2006, 13:49
Lokalizacja
Wroc

przez 5torm 30 lip 2007, 15:47
Ja dziś miałem nad wyraz ciężki dzień.
Dziś ok. 4:30 jak musiałem jechać autobusem do pracy, bo rower mam uszkodzony, miałem strasznie nasilone lęki. Miałem przez nie tiki związane z chodzeniem, do tego w autobusie miałem wrażenie że się na mnie patrza KOSZMAR!!! :(
Jak jeździłem rowerem do pracy miałem wrażenie że lęki zaczynają ustępować.....
Możliwe jest żeby od sytuacji wyżej napisanych lęki mi się jeszcze pogłębiały?? Co Wy o tym Myślicie??
5torm
Offline

Doradca Nerwica.com

przez Doradca Nerwica.com
Polecam tych psychologów i psychoterapeutów z Twojej okolicy
Doradca Nerwica.com

przez Goplaneczka 30 lip 2007, 15:51
5torm napisał(a):Jak jeździłem rowerem do pracy miałem wrażenie że lęki zaczynają ustępować.....

Ruch, świeże powietrze, kontrola nad pokonaną trasą.
Jasne, że to działa terapeutycznie. Prędko naprawiaj rower :mrgreen:
Pozdrowionka
Goplaneczka
Offline

przez rakken 30 lip 2007, 16:03
S.M.U.T.E.K
Offline
Posty
76
Dołączył(a)
12 cze 2007, 09:22

Avatar użytkownika
przez IceMan 30 lip 2007, 17:05
dżejem napisał(a):Ale to chyba ten najważniejszy pozytyw

nio ;) czasem mam doła z niczego a czasem wszystko jest przeciw mnie i nic sobie z tego nie robię :P wywrotowiec ze mnie
Avatar użytkownika
Offline
Przyjaciel forum
Posty
4789
Dołączył(a)
30 wrz 2006, 13:49
Lokalizacja
Wroc

przez 5torm 30 lip 2007, 17:49
Muszę szybko naprawić rower bo inaczej ciężko z dojazdami będzie..
Pozdro...
5torm
Offline

przez Pstryk 30 lip 2007, 19:23
Twiligh napisał(a):w sumie aż mi głupio, bo 1 wiem, że inni mają dużo gorzej, (i to bez kokieterii) a dwa, że ze mną nie jest tak tragicznie, żeby marudzić Wink Ale przytulenie, nawet mentalne bardzo budujące i miłe.

Cóż więcej można zrobić, gdy ma się przed sobą tylko ekran :D I jeszcze jedno - nie porównuję problemów ani stanów, Twoje samopoczucie jest dla mnie równie ważne, jak kogokolwiek innego. Nie umniejszaj więc swoich problemów ;) i inteligencji ;) Całuje

Rakken, a myślałeś o tym, żeby próbować rozmawiać o tym smutku? Gdy się wypiszesz, może będzie lepiej? Mam wrażenie, że smutek rządzi Tobą. Wiesz jak to jest z wrogiem: jeśli nie umiesz go pokonać, przyłącz się do niego. Nie ma to jak poznanie tego, z czym się walczy.
Tulę!


Piotrek napisał(a):za to dostałem słoneczne popołudnie... tylko na ironię już nie wychodzę bo nie mam po co

Piotrek, to jak z alkoholem - żeby się napić nie trzeba okazji, z tą różnica, że wychodzenie z domu jest mniej szkodliwe niż alkoholizm.
Piotrek napisał(a):czasem mam doła z niczego a czasem wszystko jest przeciw mnie i nic sobie z tego nie robię Razz wywrotowiec ze mnie

Uważam, że dół nie bierze się z powietrza ;) Siły życzę :D

5torm napisał(a):Możliwe jest żeby od sytuacji wyżej napisanych lęki mi się jeszcze pogłębiały??

Hm, jazda na rowerze rzecz oczywista oszczędza Ci przebywania wśród ludzi, dlatego to wrażenie, że lęki ustępują. Ciężko mi powiedzieć, jaki rodzaj "terapii" byłby najbardziej skuteczny w Twoim przypadku: terapia unikowa (unikanie ludzi) czy szokowa (na mus do ludu). A Ty jak myślisz? Co jak co uważam, że ta sytuacja pokazała, jak naprawdę jest z tym ustępowaniem lęków w Twoim przypadku :?

Polina napisał(a):normalnie mam własnie czwarty zawał.... Crying or Very sad

Cóż Kochanie, rzeczywiście niefatrowny moment :? Nie wiem co powiedzieć: czekam na info w sprawie pieska i trzymam kciuki (za Ciebie i pieska) :P

Chwała, że moja kicia jest zdrowa jak ryba :roll:

Eh, a ja mam coraz większego doła. Już parę razy zbierało mi się na płacz. Nie wiem co jest przyczyną: fakt, że w środę wracam do pracy po urlopie czy to, że jutro mam wizytę u psychiatry :cry: Sama nie wiem co gorsze :roll:
Ostatnio edytowano 30 lip 2007, 19:25 przez Pstryk, łącznie edytowano 1 raz
Pstryk
Offline

przez yeti 30 lip 2007, 19:24
Polina napisał(a):Własnie zadzwonił do mnie mój weterynarz :( mój starszy piesek ma w najlepszym razie hemofilię, w najgorszym raka :( :( 2 lata pies właśnie się szykowałam na wystawę ... .... :( szok... normalnie mam własnie czwarty zawał.... :cry:


Ja straciłam w ten weekend mojego 9-cio letniego psiaka, zginął śmiercią tragiczną pod kołami jakiegoś samochodu:/ smutno, bo był z nami tak długo...
Offline
Posty
166
Dołączył(a)
05 kwi 2007, 21:57

Avatar użytkownika
przez Twilight 31 lip 2007, 06:20
Bethi napisał(a):Nie wiem co jest przyczyną: fakt, że w środę wracam do pracy po urlopie czy to, że jutro mam wizytę u psychiatry Crying or Very sad Sama nie wiem co gorsze


"Nu, nu, nu!" Żadnych takich, zobacz pozytywy - o korzyściach z wizyt u psychiatry to nawet chyba pisać nie muszę, (żadnego kombinowania! :D) a praca, no wiadomo jak to jest, ale raz, działasz kreatywnie :D Dwa wychodzisz do ludzi, trzy robisz coś i nie przyzwyczajasz się do lenistwa ;)

Bethi napisał(a):Cóż więcej można zrobić, gdy ma się przed sobą tylko ekran Very Happy


Przytulić monitor? Jeśli ktoś nam akurat zrobi zdjęcie, to i pożytek - będzie na co popatrzeć, dy nastrój zły ;)

Pozdrawiam
Avatar użytkownika
Offline
PersonaNonGrata
Posty
935
Dołączył(a)
19 lip 2007, 01:47
Lokalizacja
Rivendell

przez Pstryk 31 lip 2007, 20:47
Twilight napisał(a):"Nu, nu, nu!" Żadnych takich, zobacz pozytywy - o korzyściach z wizyt u psychiatry to nawet chyba pisać nie muszę,

Tak, jedyną korzyścią, jaką widzę po wizycie: wiem, dlaczego tak się jej bałam. Znowu się cofam - czuję to od dłuższego czasu, a psychiatra tylko to potwierdził.
Nie wiem, czy chce już walczyć. Właściwie, co w tym złego, że mam zły system myślenia, że mam wypaczony charakter, że mam zmienne nastroje i często jest mi przytłaczająco smutno. Wyleczyłam się z tego, co mi najbardziej przeszkadzało: anoreksji. Z objawami nerwicy nauczyłam sie żyć, a nerwica natręctw nie daje mi aż tak w dupę. Ptsd - czasem wraca, ale tak samo jak samo przychodzi tak i samo odchodzi. Nie wiem, czy chcę się zmieniać :? Może najwyższy czas pogodzić się ze sobą?
Pstryk
Offline

Avatar użytkownika
przez Jagienka 31 lip 2007, 20:47
Witam wszystkich.
Jestem kolejną osobą, która zjawia się tu po to, żeby pomarudzić, zrzucić ciężar z serducha.
Szczerze powiedziawszy, ciężko mi napisać cokolwiek na tym forum, ale z dwojga złego wolę to niż duszenie całego żalu w sobie.
Nigdy nie byłam u psychologa, a co do przyjaciół, owszem mam kilkuosobową sprawdzoną paczkę zaufanych osób, ale mam już dosyć zadręczania ich moimi problemami. Przecież nie mogę codziennie wypłakiwać się przyjaciółce w ramię i opowiadać jej o tym jak mi źle.
Mam 20 lat. Mieszkam z rodzicami, bratem i babcią. W małym mieszkanku jest nas pięcioro, a jednak z całą odpowiedzialnością mogę napisać, że jestem na tym świecie sama. Moja mama choruje na schizofrenię, ojciec zjawia się w domu czasem, żeby przespać noc między jednym dniem w pracy a drugim. Brat, odzywa się do mnie tylko wtedy kiedy musi, lub czegoś potrzebuję. Babcia...od lat żyje w konflikcie z resztą domowników, stale robiąc awantury, z zacięciem planując kolejne sposoby robienia nam na złość. Nie będę wdawała się w szczegóły, bo musiałabym chyba napisać potężnych rozmiarów autobiografię, żeby wszystko opowiedzieć jak należy.
W domu stale są awantury. Ojciec jest strasznym furiatem. Kiedy już pojawi się w domu nie potrafi odzywać się do innych po ludzku. Kłóci się babcią. Później do tego wtrąca się brat nerwus i finalnie wszyscy drą się na siebie..oprócz mamy, która większość czasu przesiaduje w pokoju na kanapie patrząc się w sufit. Ja wtedy uciekam z domu i szwendam się po osiedlu bo nie chce brać strony żadnego z nich. A z drugiej strony..jeśli coś się stanie, wolałabym być daleko od domu.
Najgorsza w tym wszystkim jest chyba mimo wszystko babcia. Stale wywołuje awantury twierdząc, że np. kradniemy jej coś z pokoju, wypominając, że to jej mieszkanie i zrobiła nam łaskę wpuszczając nas pod swój dach. Naopowiadała sąsiadom niestworzonych rzeczy na mój temat. Sąsiadki nie odpowiadają mi nawet na zwykłe "dzień dobry" myśląc, że tyranizuję własną babkę.
W tamtym roku zaczęłam studia. Na niczym tak bardzo mi nie zależało, jak na dostaniu się na wymarzony kierunek. Na drugi rok dostałam się z trudem. Z trudem przeszłam egzaminy. Uczyłam się zawsze w czytelni, bo w domu nigdy nie ma spokoju i moje studia raczej nikogo nie interesują. Mam chyba w sobie taką potrzebę udowodnienia światu, że mimo tego, że nie jestem z bogatej rodziny, że zawsze stałam na uboczu, a moja mama jest taka a nie inna; mogę coś osiągnąć. Wszystkim tym, którzy w podstawówce śmiali się z dziewczyny co ma mamę wariatkę i chodzi w dziurawych butach chciałabym pokazać, że jednak jestem coś warta. Dlatego tak bardzo mi zależało. Uczyłam się po nocach, często w ogóle nie sypiałam kilka dni pod rząd. Kiedy przyszło do egzaminów stres zrobił swoje. Ledwo co zdałam. Zawiodłam się na studiach i na sobie przede wszystkim. Zaczęłam się zastanawiać po co to wszystko. Wydawało mi się, że wykładowcy widząc w indeksie moje stopnie myśleli, że lekceważę to wszystko, że jestem głupia, że się nie uczę, że mnie to nie interesuję. Zdałam sobie sprawę, że studia nie są dla mnie. Nie jestem w stanie korzystać z wykładów, uczyć się do egzaminów, bo cała moja uwaga skupia się na awanturach w domu i na tym jakie życie jest beznadziejne.
Co do przyjaźni. Niedawno doszłam do wniosku, że lepiej będzie, jak przestanę kontaktować się ze znajomymi. Jest mi ciężko samej ze sobą... nie chcę dodatkowo zadręczać innych swoimi problemami i w ogóle swoją obecnością. Nie potrafię już rozmawiać z ludźmi.
Podczas przerw w studiach. .np. teraz kiedy są wakacje… właściwie nie robie nic. Nie wychodzę z domu. Całymi dniami przesiaduję przed komputerem w piżamie albo leżę w łóżku, oglądam telewizję. Nie raz tylko kiedy nie mogę wytrzymać w domu wychodzę na dwór, idę między blokami na kładkę nad trasą szybkiego ruchu i zastanawiam się czy nie skoczyć i nie skończyć tego wszystkiego. Jestem ateistką i świadomość tego, że po śmierci czeka mnie pustka, że to definitywny koniec tak mnie przeraża, że nie mam odwagi umrzeć z własnej woli.
Wiem, że się rozpisałam. Mogłabym pisać tak w nieskończoność, ale zabrakło mi chusteczek higienicznych i pomyślałam, że to najlepszy moment, żeby urwać ten post.
Pozdrawiam wszystkich, którzy dotrwali do końca i przeczytali przynajmniej połowę.
Jagienka
Avatar użytkownika
Offline
Posty
13
Dołączył(a)
31 lip 2007, 18:59

przez smutna48 31 lip 2007, 21:22
cięzka masz sytuację to prawda w 5 osob w małym mieszkanku coś o tym wiem co prawda ja nie w malym ale od miesiaca mieszkam w domu z siosra jej rodziną i mamą. działamy sobie na nerwy. Ale nie ważne. Nie powinnas sie zamykać na świat i ludzi nie uciekaj od znajomych ja niestety nikogo takiego bliskiego nie mam przeszłam ogromne załamanie nerwowe lekow nie biore nie chodze do zadnych lekarzy jakos sie bujam przez to zycie choć sa chwile ciezkie .... bywa ze sie chce poddać i skonczyć ten koszmar idejsć czasami mysle ze jak bym odeszla i tak nikt by za mną nie płakał bo jestem samotna i sama niby w środ ludzi rodziny ale z taką rodzina to na zdjeciach sie wychodzi najlepiej ... wspołczuje Ci bardzo i naprawde nie zamykaj sie na znajomych. Ja załuje ze nie mam nikogo takiego juz bo pewnie bylo by mi latwiej...
"Myśl to energia. Możesz stworzyć bądź zniszczyć swój świat swoimi myślami."
Susan Taylor
Offline
Posty
1540
Dołączył(a)
16 kwi 2007, 14:22

przez Goplaneczka 31 lip 2007, 21:40
Jagienka napisał(a):Uczyłam się po nocach, często w ogóle nie sypiałam kilka dni pod rząd. Kiedy przyszło do egzaminów stres zrobił swoje. Ledwo co zdałam. Zawiodłam się na studiach i na sobie przede wszystkim. Zaczęłam się zastanawiać po co to wszystko. Wydawało mi się, że wykładowcy widząc w indeksie moje stopnie myśleli, że lekceważę to wszystko, że jestem głupia, że się nie uczę, że mnie to nie interesuję. Zdałam sobie sprawę, że studia nie są dla mnie.

Po pierwszym roku studiów? Ale dlaczego tak uważasz, jeśli kierunek Cię interesuje- nawet nie myśl o rezygnacji. Z trudem zaliczona pierwsza sesja może być dramatem, ale potrzebujesz czasu, by się zaaklimatyzować, studia to nie szkoła średnia, na uczelni jest się anonimem, wchodzisz -zdajesz-żegnam. Jeśli masz problemy ze stresem- trudno Ci zdawać je bezproblemowo, ale z czasem, z każdym kolejnym egzaminem, oswoisz się z tym coraz bardziej. A akurat myśli wykładowców można sobie darować. Nie one są tu ważne, lecz cel, dla jakiego studiujesz. Robisz to dla siebie!

Jagienka napisał(a):Niedawno doszłam do wniosku, że lepiej będzie, jak przestanę kontaktować się ze znajomymi. Jest mi ciężko samej ze sobą... nie chcę dodatkowo zadręczać innych swoimi problemami i w ogóle swoją obecnością. Nie potrafię już rozmawiać z ludźmi.

Jeśli uważasz, że są sprawdzeni jak piszesz, nie rób tego. Zniechęcenie i wstręt do siebie utrudniają komunikację, sprawiają, że nie masz ochoty lub uważasz, że nie jesteś dość "wartościowa", by ktoś chciał dobrowolnie z Tobą rozmawiać. To jest objaw, który trzeba zwalczać. Otwórz się na nich, nie pozwól sobie ich stracić.

Jagienka napisał(a):Pozdrawiam wszystkich, którzy dotrwali do końca i przeczytali przynajmniej połowę.

Przeczytałam Twój post cały i to dwa razy :mrgreen:
Witaj na forum, 3mam za Ciebie kciuki, przytulam mocno i mówię:Nie rezygnuj.
Goplaneczka
Offline

Sortuj wg

Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 7 gości

Przeskocz do