"JĘCZARNIA"-czyli muszę się komuś wyżalić!

Forum poświęcone depresji oraz CHAD. Jeżeli czujesz, że sam/a sobie nie radzisz, nie zwlekaj z napisaniem o tym. A jeżeli depresje masz za sobą - możesz podzielić się wskazówkami.

"JĘCZARNIA"-czyli muszę się komuś wyżalić!

przez L:) 08 sty 2012, 03:45
Sorrow napisał(a):Obcy wrogowie ideologiczni. Wstręt. Lęk, że powiedzą coś obcego. Od ochydy obcego wybaw nas Panie.

Wyjedź do "swojego" ustroju.
L:)
Offline

"JĘCZARNIA"-czyli muszę się komuś wyżalić!

Avatar użytkownika
przez Sorrow 08 sty 2012, 04:03
Nie ma takiego na Ziemii :P .
Avatar użytkownika
Offline
Posty
3353
Dołączył(a)
08 cze 2006, 15:38

"JĘCZARNIA"-czyli muszę się komuś wyżalić!

przez L:) 08 sty 2012, 04:06
Ja też nie mam libertariańskiego kraju na świecie, ale bliższe do niego są.
L:)
Offline

Doradca Nerwica.com

przez Doradca Nerwica.com
Polecam tych psychologów i psychoterapeutów z Twojej okolicy
Doradca Nerwica.com

"JĘCZARNIA"-czyli muszę się komuś wyżalić!

Avatar użytkownika
przez Sorrow 08 sty 2012, 04:10
Zresztą tamci obcy wrogowie są za granicą.
Avatar użytkownika
Offline
Posty
3353
Dołączył(a)
08 cze 2006, 15:38

"JĘCZARNIA"-czyli muszę się komuś wyżalić!

Avatar użytkownika
przez dogomaniaczka 08 sty 2012, 20:12
staczam się...chce się wtulić w P. i wyć ...chce być szczęśliwa..
Avatar użytkownika
Offline
Posty
6074
Dołączył(a)
21 maja 2011, 13:42

"JĘCZARNIA"-czyli muszę się komuś wyżalić!

przez nextMatii 08 sty 2012, 22:13
dominika92, a kto nie chce?na tym forum wszyscy...
nextMatii
Offline

"JĘCZARNIA"-czyli muszę się komuś wyżalić!

przez paradoksy 08 sty 2012, 22:14
nextMatii napisał(a):dominika92, a kto nie chce?na tym forum wszyscy...


Dan: Everybody wants to be happy.
Larry: Depressives don't. They want to be unhappy to confirm they're depressed. If they were happy they couldn't be depressed anymore. They'd have to go out into the world and live, which can be depressing.
paradoksy
Offline

"JĘCZARNIA"-czyli muszę się komuś wyżalić!

Avatar użytkownika
przez Kiya 08 sty 2012, 22:19
paradoksy, patrz niżej ;)
"Jestem toksycznym produktem odpadowym aktu stworzenia."
Avatar użytkownika
Offline
Posty
7416
Dołączył(a)
07 lip 2011, 13:10
Lokalizacja
Never Never Land

"JĘCZARNIA"-czyli muszę się komuś wyżalić!

przez paradoksy 08 sty 2012, 22:21
Kiya, wiem, już dawno rozgryzłam Twój podpis
jeden z moich ulubionych filmów ;)
paradoksy
Offline

"JĘCZARNIA"-czyli muszę się komuś wyżalić!

Avatar użytkownika
przez Kiya 08 sty 2012, 22:23
paradoksy, film, do którego raczej nigdy nie wrócę, zbyt bliski, zbyt znaczący... :?

-- 08 sty 2012, 22:24 --

Chociaż przyznam się, że ostatnio nabieram ochoty... Chociażby po to, żeby sprawdzić, czy znów będzie działał na mnie tak, jak wtedy...
"Jestem toksycznym produktem odpadowym aktu stworzenia."
Avatar użytkownika
Offline
Posty
7416
Dołączył(a)
07 lip 2011, 13:10
Lokalizacja
Never Never Land

"JĘCZARNIA"-czyli muszę się komuś wyżalić!

przez phi 08 sty 2012, 23:30
Witam wszystkich,
no właśnie muszę się wyżalić bo może nie jest ze mną aż tak źle? Tzn czuję, że może powinnam iść do psychologa (kiedyś chodziłam, ale wtedy miałam powód wiecie taki namacalny i nie podważalny - rozwód rodziców. W końcu rzadko, które dziecko sobie z tym radzi, więc jest to wytłumaczalne, a teraz pójdę i co powiem? Czuje, że mam depresję? Dlatego zacznę może od was i wy mi doradzicie? Od jakiegoś czasu, w sumie zaczęło się to chyba kiedy odeszłam z ostatniej pracy, to było jakoś w październiku...Nagle z natłoku zajęć jaki dotąd miałam, z masą ludzi z którą miałam do tej pory do czynienia, zostałam sama...Cisza, ja, ja i ja...Próbowałam oczywiście wyrywać się z domu i nie siedzieć w nim, ale znajomych ubyło...Dlaczego? Otóz w lipcu większość z nas, a właściwie cała grupa poobraniała się na studiach (w tym ja) i prawie codziennie gdzieś się spotykali. Niestety były to pory dość wczesne, koło 12,11 a ja byłam wtedy w pracy. Na początku pisali, dzwonili, a ja po pracy (choć bywało to często koło 22) wpadałam do nich, a raczej do garstki z nich, którzy od tej 11 mieli jeszcze siłę...W końcu przestali pisać i dzwonić. I nie dziwcie się proszę godzinami mojej pracy, bo to był gorący okres. W końcu udało mi sie znaleźć nową pracę i od grudnia myślałam, że wszystko minie. Niestety...Praca, która na początku mnie cieszyła teraz stała się dość nudnym obowiązkiem. W ten weekend odnowiłam nawet kontakt ze znajomą z liceum, ale wierzcie mi, że poszłam tam na siłę i w sumie ona przyprowadziła swojego faceta (mojego kumpla, którego lubię, ale wolałam pogadać z nią a nie dzielić się z kimś innym...Więc musiałam radośnie się uśmiechać kiedy tylko oni się do sieie kleili i pytali co z moimi sercowymi sprawami...A z nimi kiepsko, bo od ostatniego toksycznego związku stronie od facetów jak mogę. Aaaaa...do tego naprawdę potrzebuję kontaktów z ludźmi bo oni dodają mi siły, chęci do życia, jakiś kolorów...a jak siedzę w domu np przez cały weekend to później mam natrętne myśli w stylu co będzie po śmierci i że kiedyś umrę. No cud, miód i orzeszki. Miałam również przyjaciółkę, która mieszka teraz dość daleko i nasze kontakty są dość ograniczone, a nasze ostatnie spotakania na żywo to mój szereg pytań co u niej, ona rzadko pyta co u mnie...Mam nawet wrażenie, że gdybym nie rzpoczynała nowych tematów to byłaby martwa cisza..co zresztą już doświadczyłam podczas spotkań z nią. Ostatnio też kumpela X chciała się spotakać ze mną i kumpelą Y. Wszystkie 3 się znamy. Przy okazji ta X chciała się spotkać z Y i wysłuchać jej rad, jako że Y jest od nas starsza...(chociaż moim zdaniem wiem nie ma wpływu na doświadczenie, ale X może tak uważać) Miałam nas umówić we 3,. Y rzadko ma czas, więc jako motywator powiedziałam jej, że X chce się jej poradzić. Miałyśmy gdzieś wyskoczyć w piątek. A tu po południu Y mi pisze, że X wpadnie do niej na herbatę pogadać, bo ona po południu musi iść na urodziny jakieś, a X też gdzieś wybywa...Ejjj poczułam się strasznie. Jakaś ominięta, nie brana pod uwagę, oczywiście przyjęłam do wiadomości ale się nie odezwałam. Brak aserytywności to mój problem. Zapisałam się w zeszłym tyg do szkoły tańca i chodzę tam prawie codziennie. Na początku było super, ale zauważyłam że każdy przychodzi tam ze znajomym, a ja sama jak ten palec...Ale chodzę coż mam zrobić. Wszystko mnie dobija, sama nie wiem za co się zbrać, nie widzę żadnego sensu w tym co robię i po robię. Do tego dochodzi jeszcze jedna paranoja, że jak gdzieś wyjdę z domu na dłużej to moja mama (bo mieszkam z mamą) będzie sama i będzie jej smutno. Choć wielokrotnie mówiła mi, że nie będzie jej przykro...Ale ja przecież wiem lepiej...Czy jestem bardzo pokręcona? Pozdrawiam forumowiczów
phi
Offline
Posty
1
Dołączył(a)
08 sty 2012, 23:05

"JĘCZARNIA"-czyli muszę się komuś wyżalić!

Avatar użytkownika
przez Vilgefortz 09 sty 2012, 01:03
właśnie skończyłem 2 strony magisterki w 3 dni - w pierwszy się zbierałem, w drugi przygotowałem materiały a w 3 pisałem. Prędkość godna podziwu. Jestem na siebie zły i mam ochotę walnąć wszystko w kąt a jutro do pracy na 8 godzin - i gdzieś tą wściekłość trzeba będzie wyładować - mam ochotę się wyrzygać...
Avatar użytkownika
Offline
Posty
303
Dołączył(a)
01 sty 2012, 19:47

"JĘCZARNIA"-czyli muszę się komuś wyżalić!

przez Stylow 09 sty 2012, 01:35
phi, popierwsze radzę założyć własny wątek. Uwaga będzie skierowana na Ciebie. A po drugie idź do psychologa i tak - powiedz, że sądzisz iż masz depresje. Nie wyśmieje Cię, obiecuje..
Stylow
Offline

"JĘCZARNIA"-czyli muszę się komuś wyżalić!

przez ewa3700 09 sty 2012, 16:05
Mam żal do siebie, że nadal jestem niwyleczona. Mam żal, że leki znowu nie działają. Mam żal, że jestem trudnym przypadkiem-lekoopornym. Mam żal do własnego ojca, przez którego najprawdopodobnie wpadłam w depresję i lęki, bo spaskudził mi dzieciństwo. Mam żal ,że tak żle toleruję leki. Mam żal, że męczę się już 10 lat z chorobą. Jestem wściekła, że to ona ma nade mną kontrolę, a nie ja nad nią. Mam w końcu żal do boga, że nie sprawi cudu dla mnie. Bo chyba odpokutowałam wszystkie grzeszki...tu na ziemi. W każdym bądż razie nikt przeze mnie nie płakał. Nie mam żalu do mojego psychiatry, bo dosłownie robi wszystko, by mi pomóc. Szkoda, że...nie jest cudotwórcą. Niedługo czeka mnie wizyta psychiatryczna, a co ten mój lekarz teraz zastosuje. Nie wiem. Znowu branie, czekanie...i może kolejne rozczarowanie. Błędne koło, a czas płynie nieubłaganie. W końcu kiedyś znajdę się pod ścianą...bez wyjścia. Ponura perspektywa.
Offline
Posty
194
Dołączył(a)
28 paź 2011, 14:47

Sortuj wg

Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 18 gości

Przeskocz do