"JĘCZARNIA"-czyli muszę się komuś wyżalić!

Forum poświęcone depresji oraz CHAD. Jeżeli czujesz, że sam/a sobie nie radzisz, nie zwlekaj z napisaniem o tym. A jeżeli depresje masz za sobą - możesz podzielić się wskazówkami.

Avatar użytkownika
przez Kamill 05 wrz 2006, 18:44
dzięki za wspaniałomyślne opisanie mojej osoby
Jest nas dwóch***Nirvana**
"amor vincit omnia"
Miłość,cierpliwa jest i łaskawa
Miłość nie zazdriści
nie szuka poklasku
nie unosi sie pychą
nie dopuszcza się bezwstydu
nie szuka swego nie unosi sie gniewem
nie pamieta złego
Avatar użytkownika
Offline
Posty
9
Dołączył(a)
01 wrz 2006, 09:25
Lokalizacja
Wrocław-Zielona Góa

Proszę o poradę

przez Magda111 08 wrz 2006, 11:58
Jestem osobą której temat (można tak powiedzieć)bezpośrednio nie dotyczy, ale jednak dotyczy.Mianowiecie.Jestem z partnerem który ma objawy takie jak tutaj opisujecie.Jestem na waszej stronie ponieważ piszecie niezwykłe rzeczy,historie z życia wzięte.Czytam o waszych objawach i zastanawiam się jak mogę drugiej osobie pomóc.Pomóc jeszcze bardziej.Problemy zaczęły się jakiś czas temu (około 4 miesiace temu).Wszystko zaczęło sie od alko.Jest on osobą strasznie luźną,który nigdy sobie nie odmawiał.Pił dość często i dużo.Pewnego dnia poczuł się "beznadziejnie"...i zaciągnęłam go do szpitala zeby sprawdził to lekarz.Jest z nigo panikarz-to fakt.Ale od tego momentu zaczął strasznie paniować na punkcie swojego zdrowia.Kołatania,przyspieszona akcja bicia serca,zawroty głowy,ból głowy i generalnie ogromna panika przed jutrem.Kiedy się budzi,zadaje sobie pytanie "czy znów mnie dzisiaj to dopadnie".I dopada....Jestem cierpliwa,zawsze staram sie go wysłuchac kiedy jest mu źle,kiedy coś mu doskwiera.Robię mu od czasu do czasu "pranie mózgu" i wówczas jest lepiej.Ale nie na długo.Może Wy macie jakieś porady jak można podnieść jeszcze bardziej na duchu taką osobę.Byłam z nim u lekarza,bo jak sam stwierdził ,ze poprostu nie da sobie rady.Ale naprawde nie wiem co ja jeszcze mogę zrobić,by mu pomóc.
Offline
Posty
6
Dołączył(a)
08 wrz 2006, 08:30

Proszę o pomoc!

przez Tomasz 08 wrz 2006, 12:56
Witam serdecznie!
Pragnę zwrócić się do Państwa o poradę.
Jakiś czas temu jeden z moich kolegów (16 lat) stał się ofiarą choroby jaką jest depresja. Wahania nastrojów, zamknięcie się w sobie, stany nerwicowe prowadzące do dotkliwych samookaleczeń które skrzętnie ukrywa, myśli samobójcze. Mówi mi o tym, zresztą z tego co widzę nie tylko mnie. Nie powtrafi tego powiedzieć twarzą w twarz, bo to trudne dla niego a i dla mnie taka rozmowa nie była by zapewne łatwą .
Powodem tych jego stanów jest zawód miłosny (jak to w tym wieku bywa) oraz (jak twierdzi) ogólne niepowodzenie w życiu. Wsystko było w miarę dobrze do czasu gdy nie rozpoczął się rok szkolny. Tzn tez miał różne stany załamania, no ale nie takie.
Po prostu poszedł do szkoły, znów spotkał się ze swoim zawodem miłosnym w klasie i zaczęło sie na nowo, choć te jego stany miały miejsce także podczas wakacji. Nie raz widziałem jak się pociął i ukrywał to przede mną, ja nie miałem odwagi o tym porozmawiać, bałem się że mu jeszcze taką rozmową zaszkodzę.
Mam oczywiście kontakt z jego Rodzicami i pytali podczas wakacji, jak radzę sobie z jego stanami emocjonalnymi, odpowiedziałem wprost - "radzę sobie" i tez jakoś nie miałem odwagi powiedzieć że to ewidentnie jest depresja, bo wszelkie objawy ku temu pewnie wskazują.
Z jego rozmów ze mną wynika że jego stan pogarsza się z dnia na dzień, miesiąca na miesiąc, ja staję się powoli bezsilny, nie potrafię pomóc, boję się że jeszcze zaszkodzę. Wiem że trzeba podtrzymywac na duchu itd. choć tez mozna pogorszyć sprawę takim podtrzymywaniem, przynajmniej w jego przypadku mówienie że "wszystko będzie dobrze, musisz skorzystać z pomocy specjalisty" nic może nie dac.
Udało się go nakłonić (tu zasługa rodziców, których jak stwierdził wczoraj "dydaktyczne uwagi mnie wkurzają" do wizyty u psychologa (we wtorek)), tylko bawiam się że on jeszcze bardziej się załamie po tej wizycie i coś sobie zrobi. W każdym bądź razie mam zamiar mu powiedzieć że pierwszy kontakt ze specjalistą nie zawsze musi być udany. Rodziców nieco denerwują jego stany, wtedy robią mu uwagi, denerwują się, no ale trudno, tez czasem mnie to wyprowadza z równowagi, ale staram się tego nie pokazywać. w każdym bądź razie dużo czasem nie brakuje żebym po prostu przy takiej rozmowie wybuchł. Potem zapewne bym żałował.
On twierdzi że nie jest chory i jakoś to przeżyje, ale chyba będzie mu trudno przezyc skoro ta "niechoroba" jest już że tak powiem w takim stadium. (samookaleczenia, stany załamania, wybuchy gniewu prowadzące właśnie do samookaleczeń). Nie mam zamiaru mu wmówić że to jest dpresja, bo on w to nigdy nie uwierzy, psycholog zapewne mu to powie i niewiadomo jaka będzie jego reakcja. Jest bardzo wrażliwy i jeszcze przekonany że niechory. Bardzo mi go szkoda bo jeszcze rok temu był zupełnie innym i fajnym kumplem. Nie twierdzę że taki teraz nie jest, bo przecież ciągle nie ma takiego stanu. Miał jakieś tam problemy, ale takie to tam każdy ma i sobie z nimi radzi, on tez sobie radził. Teraz mam wrażenie że zmienił się. Te jego wybuch "furie" jak to nazywa trochę mnie zaskoczyły, zwłaszcza że byłem ich swiadkiem, prowadzące czasem do płaczu, no i to kaleczenie się. Teraz to już jest prawie co dzień, on twierdzi że z tego wyjdzie, no ale jak wyjdzie skoro mi powiedział że myśli samobójcze są czasem bardzo silne. Czasem mnie to tak przytłacza że już nie wiem co mu powiedzieć. Wiem że psycholog do którego się uda zna się lepiej, tylko jak już mówiłem, on twierdzi że nie jest chory. Powiedziałem coś wczoraj o lekach, to stwierdził że one nic nie dadzą. Mam nadzieję że powie to wszystko psychologowi i nie załamie go to że dowie się że jest chory.
To chyba tyle.
Proszę o wsparcie.
Pozdrawiam - Tomek.
Offline
Posty
5
Dołączył(a)
08 wrz 2006, 12:53

Doradca Nerwica.com

przez Doradca Nerwica.com
Polecam tych psychologów i psychoterapeutów z Twojej okolicy
Doradca Nerwica.com

przez Magda111 08 wrz 2006, 13:48
Cześć Tomek!
To miło ze się interesujesz swoim kumplem i martwisz się o jego stan.Ale wydaje mi się ze powinien bezwzględnie udać się do specjalisty.Wiem ze są lekarze i "lekarze".Ale nie oznacza to że akurat ten lekarz nie pomoze.Znam to na przykładzie mojej przyjaciółki.Miała totalne załamanie.Wszystkie niepowodzenia skumulowały się do kupy.Nastąpił punkt kulminacyjny i dupa.Twierdziła ze nic jej nie jest ,ze to minie.Ale kiedy doszło do sytuacji kiedy tylko spała,nic nie jadła i patrzyła w sufit stwierdziłam że niestety nikt tu nie pomoze jak tylko dobry psychiatra.Nie chciała o nim słyszeć,stwierdziła ze to ja jestem nienormalna i to ja powinnam się leczyć a nie ona.Wszystko i wszyscy ją wkurzali.Najlepiej gdyby nikt do niej nie przychodził,nic nie mówił,nie dzwonił.Ja ją też denerwowałam.Wiem o tym.Ale byłam cierpliwa i często gęsto gryzłam się w język zeby coś głupiego nie powiedzieć.Ale.Pewnego dnia poprostu umówiłam wizytę u lekarza i ją tam siłą zaciągnęłam - oczywiście "pod pretekstem".Było ciężko,nie powiem.Ale udało się.Poszła,oczywiście płakała kiedy opowiadała co jest przyczyną.Bo jest chyba baaaardzo trudno otworzyć się przed drugą osobą i to w dodatku obcą i opowiadać o swoich stanach emocjonalnych.Ale przepisała jej lek.Trafiła za drugim razem.Podziałał.Stanęła na nogi.A po dwóch dniach brania leku poprostu odzyła.Życzę Ci powodzenia.Naprawde,musisz uzbroić się w cierpliwość i zaciągnąć go choćby na siłę.Pozdrawiam.Magda
Offline
Posty
6
Dołączył(a)
08 wrz 2006, 08:30

przez Tomasz 08 wrz 2006, 14:10
Dziekuję bardzo za odpowiedź Magdo!
Zrobię wszystko co w mojej mocy żeby tez stanął na nogi. Czasem jest to tak trudne że mnie to przerasta. Szczególnie teraz gdy sie to nasiliło Trochę poczytałem na leczdepresjepl., co mogą poradzić osoby pomagające ludziom którzy mają depresję. Trochę niby to pomogło, no ale każdy jest inny i trzeba jakoś dostosowac sytuację do osoby Poczekam do wtorku jak się sprawa z nim wyjaśni. Chodzi o tą wizytę u psychologa. Dziś będę z tym kolega rozmawiał. Postaram się uzbroić w cierpliwość.
Pozdrawiam - Tomek.
Offline
Posty
5
Dołączył(a)
08 wrz 2006, 12:53

przez Magda111 08 wrz 2006, 14:13
Cierpliwośc w Twoim przypadku jest najważniejsza.Musisz być też silny i mocno zacisnąc zęby.Pozdrawiam i życzę powodzenia.Magda
Offline
Posty
6
Dołączył(a)
08 wrz 2006, 08:30

przez Grażyna Połóg 09 wrz 2006, 00:27
Witaj!
Magda ma rację. Twój kolega jest chory. Życzę wytrwałości, dużo wytrwałości. Jesteś dobrym przyjacielem.
Czasem jestem toksyczna!
Posty
71
Dołączył(a)
25 lut 2006, 20:31
Lokalizacja
Lisiowólka

przez Grażyna Połóg 09 wrz 2006, 00:37
Witaj!
A co lekarz powiedział?
Co Twój partner lubi robić? Może spróbuj odciągnąć jego myśli od tej przypadłości. Problem ppolega na tym, żejak nas coś boli, to widzimy tylko siebie i nasze cierpienie. A życie jest wokół nas a nie w nas, tak mi się wydaje. Może jakieś nowe hobby, np. sport to jeszcze nigdy nikomu nie zaszkodziło.
Czasem jestem toksyczna!
Posty
71
Dołączył(a)
25 lut 2006, 20:31
Lokalizacja
Lisiowólka

przez janeczka84 11 wrz 2006, 13:12
powiem tak - postaraj sie go czyms zajac i nie dawaj mu ciagle opowiadac o tym co mu jest- wtedy on sie nakreca ( ja tak robie i juz wiem ze to zle). Ja widze ze jak sie czym zajme zainteresuje to objawy "cudownie" znikaja i to chyba najlepszy sposob.A tak na marginesie to uwazam sie twoj partner ma niesamowite szczescie ze ma obok siebie taka osobe jak ty!
Offline
Posty
70
Dołączył(a)
11 wrz 2006, 12:33

przez Tomasz 12 wrz 2006, 19:40
Dziękuję Wam bardzo!
Dziś pierwsza wizyta u specjalisty. Przyznam że odbywa się obecnie. siedzę trochę jak na szpilkach, bo nie wiem jaka będzie jego reakcja. Pojechał z mamą, wczesniej pytał mnie dlaczego musi jechać z mamą, to wytłumaczyłem, że psychiatra musi także porozmawiać z opiekunem. Na szczęście to zrozumiał, ale na tym rozmowa się skończyła. No nic, nie rozgaduję się póki co. Czekam na wynik wizyty. Dzięki Bogu i Waszemu wsparciu staram się być dobrej myśli.

[ Dodano: Sro Wrz 13, 2006 12:00 am ]
Jest po. I teraz czy dobrą jest jego reakcja: "jest fajnie, no nic wizyta, droga, no zdrowy jestem". Specjalista do bani? Fakt że ma ostatnio dobre dni, rozpromieniony szczęśliwy, tylko boję się że gdy go to dopadnie to będzie źle. Chyba że po prostu nie chce powiedzieć jak było podczas wizyty, bo nie powiedział, a ja nie nalegałem. Mam skontaktować się z rodzicami czy jak? A może ten jego stan to w związku z kontaktem z psychiatrą?
Jak to jest?, bo zaczynam sie bać o kolejny atak jego depresji :(
Nic juz nie wiem.
Offline
Posty
5
Dołączył(a)
08 wrz 2006, 12:53

Avatar użytkownika
przez Wypalony 13 wrz 2006, 18:15
Jesli lekarz wiedzac o wszystkich opisanych przez Ciebie objawach orzekl ze Twoj kolega jest zdrowy, to powinno mu sie odebrac prawo do leczenia ludzi... Ale niewykluczone ze zatajono przed nim przynajmniej czesc z tych objawow...Ja porozmaiwalbym najpierw z rodzicami kolegi. I albo doradzalbym ponowna wizyte(moze bardziej szczera dla odmiany), albo zmiane lekarza na kogos kto tych objawow nie zbagatelizuje.
A tak na marginesie, to jestem pod wrazeniem. Moim zdaniem prawdziwych przyjaciol ludzie nigdy nie maja zbyt wielu. Twoj kolega ma prawdziwe szczescie ze ma Ciebie. Gdyby wiecej ludzi mialo taka postawe jak Ty ten swiat bylby zdecydowanie przyjemniejszym miejscem do zycia...
"Moja pieśń życia jeszcze dla mnie nie zamilkła
Niejedna przestrzeń jeszcze mój usłyszy głos"
Jacek Kaczmarski "Obława III"
Avatar użytkownika
Offline
Posty
175
Dołączył(a)
23 sie 2006, 15:59
Lokalizacja
Katowice

jak mam sobie pomoc????

przez nika20lodz 14 wrz 2006, 12:48
Witam mam 20 lat,obecnie ide na 2 rok dziennych studiów. Zaczęło się rok temu dusznościami, potem gdy zaczelam sobie z nimi radzic, doszedl lek ze moge zemdlec jak mi jest duszno a wczesnije obawialam sie ze sie udusze oczywiscie.Potem dostawalam zawroty glowy jak sie denerwowalam, czasem po nerwowym dniu dostawalam drgawki, wszystkich tych objawow boje sie i odczuwam lek gdy sie pojawiaja chos niekiedy daje sobie z nimji rade.chodze do psychologa i bardzzo dobrze zdaje sobie sprawe co powinnam robic a czego nie, itp. Biore jeden pramolan na noc, ale na poczatku czulam jego pomoc a obecnie nie zauwazam. Czasem biore cos ziolowego np.kalms. OStatnio mam strasznie podly nastroj, i ogrania mnie od czasu do czasu przygnebienie, ktore jak sie pojawi niekiedy mnie przeraza i nie widze co bedzie dalej i zwatpiam wtedy w wswoje sily i nie wiem co dalej robic mimo ze wiem ze tak nie powinnam myslec. Boje sie ze wkonuc zwariuje albo mnie zamkna w psychiatryku i co wtedy?przeraza mnie to ze moge sobie z tym nie dac rady, bo zawsze bylam silna, a teraz to nie wiem co z tym zrobic, bardzo bym chciala z tego wyjsc bo mnie to strasznie meczy i utrudnia zycie.Sa Chwile ze mysle bardzo optymistycznie a sa takie ze jest zupelnie na odwrot.Gdybym mogla prosic kogos o porade np.Z gory ogromne dzieki:)))
Offline
Posty
1
Dołączył(a)
10 wrz 2006, 14:26

Avatar użytkownika
przez Wypalony 14 wrz 2006, 17:54
Witaj! Wg. mnie przyplatala Ci sie na dokladke do nerwicy depresja. Ja ze swojego doswiadczenia polecalbym Ci poszukanie jakiejs psychoterapii, to moze i dlugotrwala ale raczej skuteczna metoda. Poza tym moga pomoc takze antydepresanty, ale tu juz wybor czy brac zalezy od Ciebie, a przepisac je powinien lekarz specjalista, bo lekarze pierwszego kontaktu czasem przepisuja leki albo malo skuteczne, albo ze spora iloscia skutkow ubocznych(ale to pewnie tez zalezy od lekarza).
A co poza tym? Przede wszystkim staraj sie nie byc ze swoja depresja sam na sam. Wiem ze jak sie ma depresje to czlowiek sie automatycznie izoluje od otoczenia, ale to zamiast pomagac tylko pogarsza sytuacje(tak przynajmniej jest u mnie). Mozesz tez sprobowac tez znalesc sobie jakies nowe hobby, po prostu cos czego jeszcze nie robilas, a co mogloby zajac Cie jakos i odciagnac mysli. Mi zawsze pomagalo po prostu wyzalenie sie zaufanej osobie i skupienie sie w okresach prawdziwego dolka na czymkolwiek co by mnie odprezalo i absorbowalo. Najgorzej jest zawsze kiedy czlowiek popadnie w apatie, podda sie depresji calkowicie. Jesli masz czas i energie to polecam takze uprawianie jakiegos sportu, swietnie sie tu sprawdza na przyklad plywanie. Ale tym najlepiej sie zajac kiedy ma sie niezly nastroj, latwiej go wtedy utrzymac.
Jednak wg. mnie praca z psychologiem (psychoterapia) i wcielanie w zycie wnioskow jakie z niej wynikna to podstawa jesli chce sie pokonac depresje, a nie tylko na jakis czas ja opanowac. Pozdrawiam i zycze powodzenia!
"Moja pieśń życia jeszcze dla mnie nie zamilkła
Niejedna przestrzeń jeszcze mój usłyszy głos"
Jacek Kaczmarski "Obława III"
Avatar użytkownika
Offline
Posty
175
Dołączył(a)
23 sie 2006, 15:59
Lokalizacja
Katowice

Mam potrzebę napisać co mi jest, bo nie wiem,co mam robić...

Avatar użytkownika
przez Neśka 17 wrz 2006, 16:09
Witam... potrzebuje się wygadać. Postaram się, by było krótko i treściwie, choć to wszystko jest tak zagmatwane...
Zaczęło się jakieś 3 lata temu, ale chyba ma podłoże jeszcze dawniej. Obecnie mam 20 lat. Nigdy nie byłam typem samotnika, bo wychowałam się w miejscu, pełnym rówieśników. Zawsze jednak różniłam się trochę-przynajmniej tak mi się wydaje. Miałam niezrozumiała dziś dla mnie samodyscyplinę...Od dziecka bardzo dobrze się uczyłam, podobno byłam uzdolnionym dzieckiem...aczkolwiek nie miałam możliwości, by się rozwijać. W podstawówce zawsze byłam w centrum zainteresowania, co nie przysparzało mi pewności siebie, bo co dziwne byłam bardzo nieśmiała. Zawsze prymuska, poukładana, grzeczna...ale mimo wszystko byłam osobą lubianą, bo wszystko od dziecka robiłam tylko dla siebie- nikt mnie do niczego nie zmuszał. W gimnazjum poznałam swojego chłopaka, starszego o 3 lata – ja miałam wtedy 13. Pamiętam, że wtedy miałam kłopoty z własną samooceną, bo jemu podobał się inny typ urody, niż mój (wiecie jak głupio gadają nastolatki). Wtedy też zaczęłam krytycznie patrzeć na siebie. Rozstaliśmy się po 3 latach z wielkim hukiem, bo mnie oszukiwał. Kolejne 3 lata spędziłam w związku z kolegą z klasy. I wtedy wszystko się zaczęło... Zawsze byłam indywidualistką... interesowały mnie wzniosłe idee, chciałam pomagać innym ludziom. On był inny – przyziemny, materialista. Zrozumiałam to wcześnie, ale nie potrafiłam się uwolnić. Udało mi się po 3 latach...
Przez ten okres straciłam wszystko...przyjaciół, bo jego nie akceptowali, a potem się porozjeżdżali, poczucie własnej wartości, bo zawsze wmawiał mi, że za dużo od siebie wymagam, szantażował mnie psychicznie. Rok temu poszłam na studia i wydawało mi się, że sobie poradzę, bo sprzeciwiłam się mu i zrobiłam to co chciałam ja... Ale ten rok skończył się tragicznie...

Przypieczętowałam swoja samotność, bo nie potrafiłam odnaleźć się w nowej rzeczywistości. Nie potrafiłam się dogadać z ludźmi, zaczęły się u mnie kłopoty z pamięcią, koncentracją. Początkowo wkuwałam, chciałam się uczyć, ale nie było rezultatów, bo zapominałam wszystko, choć na naukę poświęcałam 20 godzin dziennie. I poszło jak po sznurku...niezadowolenie z siebie, strach, lęk i całkowita bezradność. Nie potrafiłam się pogodzić z tym, że nie mogę. Uzależniłam się od jedzenia, bo nim zajadałam problemy.
I te głupie uczelniane sytuacje, kiedy nawet w zwykłej rozmowie denerwowałam się, jak przez pójściem na egzekucję. Zaczęłam analizować swojej ruchy, kontrolować i poczułam, że szaleję. Rzuciłam studia, a moje życie polegało już tylko na spaniu. Były małe zrywy aktywności, ale wygasały i potem pojawiała się pustka...tak jest do teraz.
Całe wakacje przespałam, przejadłam... nawet mycie zębów jest problemem. Nie musze pisać, co się ze mną dzieje, bo są to wszystkie typowe objawy depresji.

Moim problemem największym było to, że przez cały poprzedni rok prosiłam by mój (dzisiaj już) „były” mi pomógł... prosiłam, by coś ze mną zrobił, mówiłam, że potrzebuje lekarza.. Nie byłam i nie jestem w stanie nic sama zrobić. Mówił, że za dużo się uczę, bo nie mógł mi uwierzyć, że ja tylko spię.... Szukałam pomocy na siłę – u rodziców, u niego, ale oni tego nie rozumieją....

Ostatnio zaczęło mnie kłuć serce. Boli wszystko – ciało i dusza. Mam wyrzuty sumienia nawet, gdy mówię o tym, co czuje. Próbowałam sama z tym walczyć, ale mam słabą wole, bo nie wierzę, że może być lepiej. Nie wiem, gdzie mam się udać, jak mam przede wszystkim poprosić o pomoc. Boję się, że jak pójdę do psychologa każe mi gadać, a ja wtedy czuję się tak sztucznie i czuję, że kogoś zamęczam, ale dla mnie to uczucie nie do zniesienia.
Jak sobie z tym poradzić? Ja chcę żyć, jak dawniej i uwierzyć, że mogę żyć jak dawniej. Najgorsze są dla mnie objawy fizyczne, bo to one powoduję, że tak strasznie nic mi się nie chcę. Psychika siada, gdy nie mogę ich pokonać lub gdy coś przypomina mi o mojej bezradności...

Proszę o wsparcie...
Avatar użytkownika
Offline
Posty
157
Dołączył(a)
16 wrz 2006, 20:51

Sortuj wg

Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 7 gości

Przeskocz do