"JĘCZARNIA"-czyli muszę się komuś wyżalić!

Forum poświęcone depresji oraz CHAD. Jeżeli czujesz, że sam/a sobie nie radzisz, nie zwlekaj z napisaniem o tym. A jeżeli depresje masz za sobą - możesz podzielić się wskazówkami.

Avatar użytkownika
przez laven 22 maja 2007, 18:57
Nic się nie dzieje to ja zacznę jak zwykle zrzędzić. Ale ja już na to wszystko nie mam siły. Znowu robię się agresywniejsza. Czasem tak mam. O różnych porach. Najczęściej porannych zaczynam się denerwować. Na przemian ze spokojnym smutkiem i cierpieniem, rozpaczliwie się wściekam. Może to przez leki. Bo wcześniej tak nie miałam. Może to jest ta zwiększona aktywność? Ja już nie mam na to wszystko siły. Rany boskie. Powtarzam to cały czas. Ile można? Innym mówię by nie tracili nadziei, wierzyli że będzie dobrze, czekali. Ale chyba do mnie to już nie dociera. Z depresji nie da się wyjść. Ona mnie zabiła kompletnie. 2 lata mnie męczy i nie chce zostawić. Ile psychotropów mój organizm pochłonął. Ile jeszcze? Ile mam czekać? Przestaje wierzyć. Tracę nadzieję. Prawie się poddałam. Nawet nie wiem o co mam walczyć. Boję się powrotu do normalnego życia. Boję się trwania w tym piekle. Boję się, że nie odzyskam z powrotem siebie i tego co osiągnęłam. Zostałam cieniem człowieka. Choć jestem jeszcze młoda, jednak się boję przyszłości. Boję się nawrotów. Jest bardzo duże prawdopodobieństwo. Z racji, że cierpię na depresję endogenną, oraz dlatego, że przeżywam jej nawrót. Boję się, że nie poradzę sobie w zyciu. Boję się, że nie będę w stanie siebie utrzymać. Boję się, że już nigdy nie zaznam szczęścia. Nie wiem po co to wszystko. Padam. Ja już nie chcę tak. Nie mogę. Zaczynam się poddawać. Nie dam rady. :cry:
Avatar użytkownika
Offline
Posty
219
Dołączył(a)
05 maja 2007, 23:18

przez Pstryk 24 maja 2007, 20:36
Cześć drużyno!
Laven, Kochanie, ciągła walka wyczerpuje. Musisz raz za kiedy zrobić sobie wolne. Nerwica i depresja nie zając - nie uciekną (niestety) ;) Tak więc jęcz ile wlezie. To pomaga. :D A poza tym rób to, co sprawia Ci przyjemność! Dużo przyjemności! To też pomaga.
W każdym razie warto próbować. Ja próbuję od paru dni. Jak mi przejdzie to powiem... :roll:
Pstryk
Offline

Avatar użytkownika
przez korres1 24 maja 2007, 21:48
czesc. Buuuu jak mi źle. Jestem pusta jak wydmuszka.
A moja terapełtka dziś nie przyszła na spotkanie i przez następny miesiąc nie może. Buuuuuuuuuuuuuuuuuuuu
Ale kto będzie trzymał straż nad strażnikami?
Avatar użytkownika
Offline
Posty
691
Dołączył(a)
28 wrz 2006, 00:34

Doradca Nerwica.com

przez Doradca Nerwica.com
Polecam tych psychologów i psychoterapeutów z Twojej okolicy
Doradca Nerwica.com

Avatar użytkownika
przez ashley 25 maja 2007, 22:41
Kongres trzymaj się mocno, sama też możesz dużo osiągnąć przez ten miesiąc, będzie ok tylko się nie zamarwiaj, ściskam
Avatar użytkownika
Offline
Posty
786
Dołączył(a)
06 lut 2007, 18:04

Avatar użytkownika
przez laven 25 maja 2007, 23:06
Dzięki bethi. Ach.. Ja już sama nie wiem czy walczę. Bo wciąż pozostaję bierna. Choć chcę się tego bałaganu pozbyć. Chciałabym zająć się czymś miłym, ale nie wiem czym. Od dawna nie umiem odczuwać przyjemności. :( Nie wiem co robić. Gdzie się podziać. Samo wszystko się nie rozwiąże.
Avatar użytkownika
Offline
Posty
219
Dołączył(a)
05 maja 2007, 23:18

przez Pstryk 26 maja 2007, 18:03
Laven Słoneczko, nie zastanawiaj się co Ci sprawi przyjemność, bo w stanie, w którym się znajdujesz, każda rzecz wyda Ci się bez sensu. Po prostu to zrób. Od błahostek (kąpiel? dobra komedia? spacer? ulubiona muzyka? rysowanie?....) po poważne rzeczy (na bajkę do kina? e, to nie jest poważne, ale poważnie pomaga, szczególnie gdy wkoło siedzą same maluchy z rodzicami :D , basen? rower? muzeum? teatr? ....)
Do dzieła babeczko!
Korres1, to strata psycholoszki! Pokaż jej, że bez niej też dasz rady! :D
Pstryk
Offline

Avatar użytkownika
przez laven 26 maja 2007, 19:10
Dziękuję bethi. Zacznę próbować wszystkiego po kolei. :)
Avatar użytkownika
Offline
Posty
219
Dołączył(a)
05 maja 2007, 23:18

Życie w "obcym" ciele...

przez Durnedziecko 26 maja 2007, 20:34
Witam, nie wiem po co to piszę, może żeby się wyżalić, nie wiem... Nikt mnie nie rozumie może tu będzie inaczej... To tak... Nienawidzę kiedy muszę patrzeć w lustro, widzę tam coś czego nigdy widzieć nie chciałam, kogoś kogo nienawidzę. Rano się budzę i znowu muszę wstać, choć chętnie zostałabym w łóżku do końca życia. Nienawidzę siebie zewnątrz ale także wewnątrz. Ciągle słyszę docinki na mój temat: "po co żyjesz i tak nikt cie nie potrzebuje", "i tak ci się w życiu nic nie uda", "ty i kariera? śnisz", czuję się niechciana, jakbym była kimś obcym. Wracając do ciała, nie mam szacunku do siebie, wielokrotnie się kaleczyłam, na rękach musiałam przestać bo rodzice zauważyli i zrobili awanturę, ale mam jeszcze całe ciało, a i tak chodzę ciagle w "długich" rękawach i spodniach. Po szkole w której kompletnie nie uważam, przychodzę do domu, puszczam muzykę (metal) na full, zasłaniam okna i kładę się spać, bo przynajmniej w śnie jest jak w moich marzeniach. Trzymie mnie juz tak 2 lata, wiem że to może nie aż taki wielki problem, ale i tak... Przynajmniej się trochę tu można wyżalić x(
Offline
Posty
4
Dołączył(a)
24 maja 2007, 18:50

przez Pstryk 26 maja 2007, 22:07
DurneDziecko martwi mnie Twój stan. Czy byłaś z tym u lekarza? Dwa lata to kupa czasu. Najwyższy czas wziąć się za to.
Kto mówi Ci takie okrutne rzeczy???
Durnedziecko napisał(a):Ciągle słyszę docinki na mój temat: "po co żyjesz i tak nikt cie nie potrzebuje", "i tak ci się w życiu nic nie uda", "ty i kariera? śnisz"
Pstryk
Offline

przez Durnedziecko 26 maja 2007, 22:21
Nie byłam u lekarza, nie stać mnie na niego... Praktycznie wszedzie słyszę docinki, w szkole szczególnie, w domu raz się zdarzyło, na ulicy w miejscach publicznych głównie, mówią to najczęsciej osoby które mnie nie znają...
Offline
Posty
4
Dołączył(a)
24 maja 2007, 18:50

Avatar użytkownika
przez Zośka 27 maja 2007, 18:31
Witam wszystkich, jestem tutaj po raz pierwszy i odczuwam potrzebę wyżalenia się. Może dzięki temu poczuję się nieco lepiej;) Moja historia moze zostac opisana mianem "jak z telenowel". Od dwóch miesięcy czuję się okropnie - typowe objawy depresji : apatia, niska samoocena, a wręcz nienawidzę własnej osoby, nie potrafię się z niczego cieszyć, jestem nadpobudliwa, moi bliscy nie potrafią się ze mną porozumieć, a to ich wsparcia teraz potrzebuję, a najgorsze jest to że czuję się wykorzystana i nikt nigdy się mną tak nie bawił jak on. Trzeba przyznać, że manipulowanie ludźmi i wywoływanie w nich uczuć jakich oczekuje opanował do perfekcji... Wszystko zaczęło się zimą. Na początku niewinne spotkania, nic nie wskazywało na zmianę charakteru znajomości. Lecz podczas jednego takiego spotkania, zamiast herbatki polał się alkohol, na który niestety nie można zwalić całej winy i wydarzenia tego wieczoru niestety następnego dnia wywołały ogromne wyżuty sumienia. Bo przecież to nie mogło się wydarzyć! Nie miało prawa do tego dojść! Jednak mimo obietnic i ustaleń 2 dni później powtórka. ( na szczęście nie poszłam z nim do łóżka, jak można to zrozumieć ) . Nasz romans był naszą, tylko naszą tajemnicą. Trwał 1,5 miesiąca i to o te 1,5 miesiąca za długo... Przez spotkania zaczęły się kłamstwa, poszukiwania odpowiedniego alibi na dany dzień. Zaniedbałam naukę , ponieważ czas rezerwowałam dla niego. Nikt nie mógł się o nas dowiedzieć, powiedziałam jedynie najbliższej przyjaciółce, bo skrywając to przed nią chyba bym oszalała. Gdyby doweidział się o tym ktoś inny, ja miałabym zepsutą reputację w mieście, a on i tak by wyjechał i po jakimś czasie wszyscy by o nim zapomnieli. Należy tu dodać, że co jest istotne w tej historii, jest on księdzem... i instytucja kościoła postarałaby się aby to uciszyć. Po 1,5 miesiąca postanowiłam to zakończyć. Już nie miałam sił wciąż kłamać i "wkręcać" coraz nowe historyjki. Męczyła mnie ta cała konspiracja. I jestem dziś dumna ze swej decyzji. Jednak skutki tego romansu odczuwam do dziś, a to juz 2,5 miesiąca. Nie mogę sobie wybaczyć, że byłam tak naiwna, wierząc mu w te wszystkie zapewnienia o uczuciach do mnie. Czy go kochałam? Nie, nie kochałam go. Kochałam jego wyobrażenie które sobie sama stworzyłam. Dopiero teraz po upływie tego czasu uświadomiłam sobie jak bardzo mną manipulował, a ja mu ślepo ufałam. Teraz alienuje się od społeczeństwa, "wyżywam" się na znajomych, podziwiam ich za cierpliwość. Czuję się strasznie samotna, nie potrafię się na niczym skupić. Zbliża się koniec roku szkolnego, a mimo poświęconych kilku dobrych godzin na naukę, nic mi nie wychodzi. Uwierzyłam w to , że jestem totalną porażka, chciałabym się odciąć od tego miasta i środowiska, ale jak narazie to niemożliwe. Najgorsze jest to że muszę go spotykać na szkolnych korytarzach o raz na lekcjach... A na dodatek przez niego moja wiara zupełnie podupadła. a samą jego osobę znienawidziłam. Może się wydawać, że po prostu mam doła po nieszcęśliwej miłości, ale to był tylko impuls do stanu w którym jestem. Oj nawet nie wiecie jak mi lepiej, że wyrzuciłam to wszystko z siebie.. Nareszcie
Avatar użytkownika
Offline
Posty
81
Dołączył(a)
27 maja 2007, 17:32
Lokalizacja
z Nibylandii

I znowu...

przez Durnedziecko 27 maja 2007, 19:46
Muszę się wyżalić, bo tylko tu mogę, gdyby znajomi dowiedzieli się o tym to by ze mną nie gadali, bo obiecałam, a potrzebuję ich... 3 razy się dzisiaj cięłam, i tylko przez widoki w lustrze... Ah ta samoocena, niszczy mi życie... Nie umiem przestać, próbowłam to po 3 miesiącach znowu zaczęłam. Blizny na całych nogach, nie umiem na to patrzeć, ale jaka różnica, jak na nogi i tak nie chcę i nie potrafie patrzeć.. Czy to kiedykolwiek sie skończy? Czy kiedykolwiek ktoś mnie z tego wyciągnie? Czuję że dzisiaj jeszcze raz poleje się krew, zawiązuje to już bandarzami, nic nie daje, przecieka... Trudno... I tak jestem samotna, nikogo to nie obchodzi x(
Offline
Posty
4
Dołączył(a)
24 maja 2007, 18:50

Avatar użytkownika
przez merkia 27 maja 2007, 21:00
Witam,

Ja też mam dosyć. Moim problemem są kontakty z ludźmi, coś sobie uroiłam i nie mogę z tym wygrać. Walczę, ale czuję, że jestem na straconej pozycji.
Wszystko jest w porządku kiedy gdy sama, nie mam obok mnie ludzi.
Kiedy zaczynam z kimś rozmawiać, czuję taką...nicość. Ze to co mówię jest bzdurne, że nie jestem tam gdzie powinnam być.
O, przykład:
Siostra cioteczna miała dzisiaj komunię. Było 40 gości => za dużo jak na mnie. Czułam się co najmniej dziwnie...kiedy ktoś coś do mnie mówił, nie mogłam się skupić, analizowałam swoje wypowiedzi. O i ujmę to tak : nie jestem pewna czy to co mówię jest równe temu co myślę.
A sądziłam, iż wyszłam z okresu : moja egzystencja na świecie. (mam 17lat)
Co jest ze mną nie tak, że nie mogę się cieszyć ? Co sobie pomyślę, że nie Marta, walcz, to później nadchodzi zwątpienie i jest klapa. Wszyscy wokół mnie byli dzisiaj tacy konkretni.
O, i roztargniona jestem jak jasny gwint. 2 razy poszłam do męskiej ubikacji i nie zrobiły na mnie wrażenia pisuary. Dopiero brat mi uświadomił. Trzy razy wylałam napoje. Ogólnie to jest do duszy...
Chce mi się jęczeć.
I ta szkoła...przecież tam są ludzie. Brakuje mi siebie w tym wszystkim.
Idę do psychologa w tym tygodniu, nie ma bata.
A najbardziej dobitnym sygnałem stał się zaniżony poziom poczucia humoru...shi
Avatar użytkownika
Offline
Posty
65
Dołączył(a)
13 maja 2007, 20:13
Lokalizacja
Poznań

przez Pstryk 27 maja 2007, 21:04
Durnedziecko, to co się z Tobą dzieje nie jest Twoją winą. Skoro nie chcesz być szczera wobec swoich znajomych i rodziny to chyba nie fer wobec nich i krzywdzisz siebie sama. Czy na prawdę ich potrzebujesz? Do czego? Być może dlatego nienawidzisz siebie samą? Twój 'wybawiciel" na pewno jest już od dawna w Twoim otoczeniu ale nie chcesz go dostrzec. Martwię się o Ciebie.
Zośka, rzeczywiście przybijająca historia. Nie dziwię się, że masz doła. Czujesz się wykorzystana ale zupełnie niepotrzebnie. Zamiast rozpamiętywać swój błąd i pogrążać się w rozpaczy i karać się za niego wyciągnij z niego wnioski i idź dalej w przyszłość bogata w doświadczenia. Jeszcze wiele razy zdarzy Ci się popełnić błędy. Jak każdemu z nas. Pozwól sobie na nie. Masz do nich prawo.
Pstryk
Offline

Sortuj wg

Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 4 gości

Przeskocz do