Jak z tego wyjść? Czy udać się do psychiatry?

Forum poświęcone depresji oraz CHAD. Jeżeli czujesz, że sam/a sobie nie radzisz, nie zwlekaj z napisaniem o tym. A jeżeli depresje masz za sobą - możesz podzielić się wskazówkami.

Jak z tego wyjść? Czy udać się do psychiatry?

przez Duce 27 sty 2014, 23:54
Cześć wszystkim :) Natknęłam się na to forum jakiś czas temu, podczytałam parę ciekawych wątków - jesteście prawdziwą skarbnicą wiedzy. Piszę tutaj, bo chyba najwyższy czas zrobić coś ze sobą, dostać jakiegoś kopa, wskazówkę co robić - jestem zupełnie sama z moimi dolegliwościami, nikt nie może mi doradzić co dalej, zwracam się więc z prośbą do was. Postaram się opisać wszystkie swoje objawy jak najobiektywniej, nie chcę się rozpisywać, wybaczcie więc momentami nieco lakoniczny styl wypowiedzi. Jakby komuś się nie chciało tyle czytać, niech przejdzie od razu do podkreślonego tekstu ;)

Po pierwsze - mam rocznikowo 19 lat, jestem w klasie maturalnej. Żeby dać jakieś tło tej sytuacji, opiszę co się ze mną działo do tego momentu:
-od dzieciaka byłam strasznie wrażliwa i płaczliwa, co skrzętnie wykorzystywały dzieci w szkole podstawowej - wielokrotnie byłam szykanowana i wyśmiewana z powodu najlepszych ocen, gorszej sprawności fizycznej czy figury, potem to trochę się zmieniło ale nadal generalnie nie byłam "swoja" i akceptowana. W wieku 10 lat rozpoczęły się bardzo silne i bardzo złe wspomnienia związane z sytuacją rodzinną, które wywarły na mnie olbrzymi wpływ do dzisiaj - widać to przede wszystkim w tym, że z płynnej i składnej mowy zaczęłam się straszliwie jąkać. W 4,5 klasie podstawówki niemożliwością było wypowiedzenie pełnego zdania, z biegiem lat było coraz lepiej, ale zostało mi to do dziś, przychodzi falami - kiedy czuję się lepiej, jestem w stanie swobodnie rozmawiać(z omijaniem "niebezpiecznych" wyrazów), a kiedy indziej jąkam się średnio co kilka wyrazów. Poza jąkaniem, kiedy miałam 12 lat(w 6 klasie) zaczęłam się intensywnie samookaleczać, wiedziało o tym kilka osób w tym mama, kazała mi przestać i tyle, jakoś udało mi się z tym skończyć kiedy poszłam do gimnazjum. W tym okresie miałam intensywne myśli samobójcze, ostatnio przeżyłam lekki szok gdy zobaczyłam swój pamiętnik z tamtego okresu - kilka listów pożegnalnych, dość mocnych jak na dwunastolatkę.
-potem okres względnego spokoju, zaczęły się pierwsze przygody z alkoholem i innymi używkami, generalnie dość niegroźne, jak to w tym wieku bywa. Zawsze od dziecka byłam ciut grubsza, ale na granicy prawidłowej wagi i nadwagi - taka "mocna budowa". Było to powodem mega kompleksów(patrz - podstawówka), postanowiłam schudnąć w 3 klasie, udało mi się ok 15 kg, przeszłam na lekką niedowagę. Mama wręcz siłą nakazała mi zaprzestać odchudzania. W tym okresie po diecie pojawiły się pierwsze napady jedzenia kompulsywnego, ale występowały one raz na miesiąc. W pozostałe dni byłam pochłonięta manią zdrowego żywienia. Myślałam tylko o jedzeniu, ćwiczeniach i komponowaniu posiłów, nie spotykałam się ze znajomymi, zamykałam się w pokoju i czytałam blogi o gotowaniu by potem starannie odliczać w kuchni co mogę zjeść i ile. Jedyny temat jaki poruszałam z rodzicami czy koleżankami z klasy to jedzenie, aż mi wstyd kiedy ktoś mi o tym teraz przypomni.
Potem wszystko w życiu osobistym się zepsuło, źle w domu, źle w szkole, wszystko fatalnie i zaczęłam żreć. Przytyłam przez ostatni rok prawie 30 kg, czasem wymiotowałam, ale to niewiele pomagało.
I właśnie od średnio roku(od początku 2013) mam straszne problemy ze sobą, gorsze niż kiedykolwiek. Pierwsze pół roku -śpię ile się da, w kryzysowych momentach 15-16h albo i więcej na dobę, a i tak jestem wykończona(kiedy śpię mniej, też jest oczywiście źle). Jestem naprawdę bardzo zmęczona, mam problemy z koncentrację, nie mogę się uczyć, moja pamięć jest bardzo krótkotrwała, zaczęłam wagarować bo nie miałam siły wstać, totalna apatia, utracenie chęci do czegokolwiek, brak mobilizacji do codziennych czynności, całymi dniami siedzę przy kompie i czytam durnowate rzeczy w internecie bo nie mam siły na nic innego. Myślałam, że to przejdzie, że w końcu się ogarnę, ale nastał nowy rok szkolny, matura i nadal czuję się fatalnie - chciałam zdawać na bardzo wymagający kierunek i muszę wysoko napisać matury, naprawdę wysoko, by się dostać - ale nic z tego nie będzie, skoro całymi dniami leżę w łóżku i gram w jakieś gry dla dzieci albo oglądam kreskówki i bawię się maskotkami. Mama mówi, że to lenistwo i tyle, i muszę przeczekać ten ciężki okres i się uczyć(mówiłam jej głównie o zmęczeniu i braku koncentracji). Teraz mam ferie, nie wychodzę wcale z domu, nie myję się przez 3 dni i inne fajne rzeczy. Od ok. 2 miesięcy pojawiły się też straszne lęki w nocy - nie mogę zasnąć, bo się strasznie boję, czuję kołatania serca, wiem, że morderca jest gdzieś za oknem albo duchy w lustrze, jak wstaję siku do łazienki w nocy to idę z zamkniętymi oczami bo wiem, że na lampie od salonu jest ktoś z moich rodziców powieszony, że jak siedzę na tym kiblu to naprzeciwko mnie jest wanna wypełniona krwią z samobójcą, że jakieś ciało leży na podłodze i zaraz się o nie potknę - nie miałam wcześniej czegoś takiego, chyba że jako chwilową schizę po horrorze, a takowych nie oglądałam już całe wieki. Jak rodzice gdzieś wyjdą i nie wracają szybko, to jestem przekonana że mieli wypadek, że nie żyją, czekam na telefon z policji z tymi informacjami, wpisuję w google pytanie - ile zasiłku przysługuje sierotom, zastanawiam sie czy zamieszkać z babcią czy lepiej wynająć coś i pójść do pracy? dodam, że od dziecka mam tzw. zespół niespokojnych nóg, często nawet całymi dniami bez przerwy, i kilka swoich małych natręctw, jak na przykład pisanie liter w powietrzu palcem albo całych wyrazów i zdań, przekładanie czegoś w określonej kolejności, wyrównywanie, dotykanie palcem jednego punktu a potem drugiego itp. Do tego natrętne myśli w danych sytuacjach, np rozmawiam z koleżanką i jednocześnie wyobrażam sobie jak odrąbuje jej głowę, albo zaczynam całować nauczycielkę itp - czyli te rzeczy których bym nigdy nie zrobiła.

Najśmieszniejsze, ze od kiedy czuję się tak fatalnie, stałam się prawdziwą duszą towarzystwa, muszę brylować i błyszczeć w każdym towarzystwie itp. Wśród koleżanek i kolegów i tak raczej czuję się dobrze, generalnie moje kontakty nawet się poprawiły z częścią ludzi, ale to ja słucham głównie ich i wcale im się nie zwierzam. Bo co im powiem?

Bardzo dziękuję, że ktoś zadał sobie trud dotarcia aż do tego momentu - i błagam, by ktokolwiek mi cokolwiek odpisał.
Offline
Posty
2
Dołączył(a)
27 sty 2014, 23:08

Jak z tego wyjść? Czy udać się do psychiatry?

przez vifi 28 sty 2014, 00:08
Duce, masz objawy początków nerwicy natręctw i kompulsyjnego jedzenia. Dobrze jak byś się wybrała do psychiatry, a najlepiej na terapię. Jeśli teraz z różnych przyczyn nie możesz sobie na nią pozwolić to możesz na początek porozmawiać np. z psychologiem szkolnym, jeśli jest jakiś ogarnięty. Przydałoby się trochę rozbroić tego terrorystę z przeszłości.
Offline
Posty
1424
Dołączył(a)
20 lis 2011, 21:02
Lokalizacja
Warszawa

Jak z tego wyjść? Czy udać się do psychiatry?

przez Duce 28 sty 2014, 00:24
vifi napisał(a):Duce, masz objawy początków nerwicy natręctw i kompulsyjnego jedzenia. Dobrze jak byś się wybrała do psychiatry, a najlepiej na terapię. Jeśli teraz z różnych przyczyn nie możesz sobie na nią pozwolić to możesz na początek porozmawiać np. z psychologiem szkolnym, jeśli jest jakiś ogarnięty. Przydałoby się trochę rozbroić tego terrorystę z przeszłości.

Dzięki za szybką odpowiedź!
U psychologa byłam, ale nie pomogła mi za wiele. Wyglądała, jakby zupełnie nie wiedziała co mi odpowiedzieć, a mówiłam tylko jej że jestem ciągle zmęczona i zestresowana - doradziła mi pozytywne myślenie i nieprzejmowanie się. Tylko że ja nie mam siły nawet na to, by się pozytywnie nastawić.. O myślach samobójczych i ogólnym rozbiciu już jej nie mówiłam, nie wydała mi się jakoś na tyle godna zaufania.

Czyli wieczne zmęczenie, otępienie, płaczliwość, bóle głowy, brzucha, mdłości, apatia i niechęć do życia - to wszystko spowodowane przez te natręctwa?
Offline
Posty
2
Dołączył(a)
27 sty 2014, 23:08

Doradca Nerwica.com

przez Doradca Nerwica.com
Polecam tych psychologów i psychoterapeutów z Twojej okolicy
Doradca Nerwica.com

Jak z tego wyjść? Czy udać się do psychiatry?

przez vifi 28 sty 2014, 00:43
Duce, w takim razie pozostaje psychiatra. Z psychoterapią jest problem, bo albo trzeba chodzić prywatnie, albo trzeba mieć skierowanie (np. od psychiatry). Terapia to jest coś więcej niż rozmowa z psychologiem. Psychiatra zasadniczo przypisze leki które zmniejszą objawy.
Czyli wieczne zmęczenie, otępienie, płaczliwość, bóle głowy, brzucha, mdłości, apatia i niechęć do życia - to wszystko spowodowane przez te natręctwa?
Niekoniecznie. Niestety nie potrafię Ci na to odpowiedzieć. Natręctwa mogą pociągać za sobą stany depresyjne, może też być tak że depresja jest pierwsza i jeszcze wiele innych możliwości.
Poleciłbym iść do lekarza i jednak starać się mimo wszystko chodzić na zajęcia i uczyć się mimo braku koncentracji. Jedzenie, nadmierna senność, apatia mogą być ucieczką przed problemami, mogą też być następstwem tłumionego gniewu i innych uczuć. Prawie zawsze są też problemy z rodzicami.
Teraz nie masz (chyba) wrogów w postaci szyderców klasowych i pewnie jeszcze innych rzeczy tylko wszystkie ślady i teraźniejsze problemy dają o sobie znać. Nie idź za myślami które wyprowadzają Cię w dół i bierz z powrotem życie w swoje ręce. Nie od razu się uda, ale myślę że przesiadywanie w domu nie jest wskazane.
Leki potrzebują trochę czasu zanim zaczną działać, dlatego może dobrze zacząć je brać właśnie podczas ferii?
Offline
Posty
1424
Dołączył(a)
20 lis 2011, 21:02
Lokalizacja
Warszawa

Jak z tego wyjść? Czy udać się do psychiatry?

Avatar użytkownika
przez Znachor 28 sty 2014, 23:22
Duce, wydaje mi się, że wizyta u psychiatry i to jak najszybciej jest bardzo wskazana. Przez internet trudno postawić diagnozę, ale takich objawów jak myśli samobójcze czy problemy z jedzeniem, nie należy ignorować - tym trzeba się zająć.
Warto też porozmawiać z psychiatrą na temat psychoterapii (poza oczywiście włączeniem jakichś leków). Rozmowa z psychologiem ok. , ale wydaje mi się, że skoro Twoje problemy trwają już tak długo, bez psychoterapii ciężko będzie coś zmienić...
Gdyby ludzie realizowali swoje marzenia, szpitale psychiatryczne byłyby puste...
Czekając na cud frustrujemy się staniem w miejscu...
Avatar użytkownika
Offline
Posty
262
Dołączył(a)
25 sty 2014, 22:47
Lokalizacja
Opole

Sortuj wg

Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Yahoo [Bot] i 9 gości

Przeskocz do