Związki

Forum poświęcone depresji oraz CHAD. Jeżeli czujesz, że sam/a sobie nie radzisz, nie zwlekaj z napisaniem o tym. A jeżeli depresje masz za sobą - możesz podzielić się wskazówkami.

Związki

Avatar użytkownika
przez zima 01 paź 2013, 22:17
Candy14, na tym forum sie poznaliscie???? :shock:
specjalista ds. fobii społecznej, depresji i nerwicy.
propagator asertinu i trittico.
setralin [high speed resource] 200mg - 100 mg - 0 mg
trazodon [so good to back home] 75mg/ 0 mg
benzo one day dancer
live yourself.
watch, see your chances, live now.
Avatar użytkownika
Offline
Posty
2606
Dołączył(a)
17 mar 2013, 18:30

Związki

Avatar użytkownika
przez Candy14 01 paź 2013, 22:25
zima, nie :) Na tym forum jestesmy gdzies od roku
Nie musze byc najlepsza ze wszystkich. Wystarczy, że będę trochę lepszą sobą, niż byłam wczoraj.

Kazdy współczuje słabym.. na zazdrość trzeba zapracować ;)
Avatar użytkownika
Offline
Vice Miss Najładniejszych Nóg na forum
Posty
20464
Dołączył(a)
09 kwi 2012, 22:26

Związki

Avatar użytkownika
przez Arhol 01 paź 2013, 22:49
Tak się wtrącę z lekkim OT, czy poza madem i slow jeszcze się tu jakieś pary stworzyły,czy nic więcej w świrlandzie naszym tu już się nie wykreowało?
"Whoever fights monsters should see to it that in the process he does not become a monster. And when you look into the abyss, the abyss also looks into you"
Why was it I seeing more beauty in death rather than life?
Avatar użytkownika
Offline
Moderator
Posty
32435
Dołączył(a)
16 lis 2012, 22:09

Doradca Nerwica.com

przez Doradca Nerwica.com
Polecam tych psychologów i psychoterapeutów z Twojej okolicy
Doradca Nerwica.com

Związki

Avatar użytkownika
przez Candy14 01 paź 2013, 22:50
Kestrel, no pewnie :) Znam przynajmniej dwie
Nie musze byc najlepsza ze wszystkich. Wystarczy, że będę trochę lepszą sobą, niż byłam wczoraj.

Kazdy współczuje słabym.. na zazdrość trzeba zapracować ;)
Avatar użytkownika
Offline
Vice Miss Najładniejszych Nóg na forum
Posty
20464
Dołączył(a)
09 kwi 2012, 22:26

Związki

przez Bobby18 03 paź 2013, 03:24
Witam

Mam 21 lat, Marta (partnerka, była :() 20 lat, od kilku lat cierpi na depresję, głównym powodem jest śmierć jej matki, gdy miała 12 lat. Ojca nie było, bo odszedł od jej matki, Marta trafiła do babci z którą nie miała za dobrego kontaktu, babcia mało wrażliwa i wychowywała ją raczej by usługiwała.. Byliśmy ze sobą 4 lata, Marta cierpiała na depresję, ale chodziła do szkoły, później do pracy. Wyglądała na szczesliwa, zawsze sama o tym mowila, mowila, ze jest pewna swych uczuc, ze kocha mnie na zawsze i chce wspolnej przyszlosci, oczywiscie odwzajemnialem to jak najbardziej. Marta bierze leki psychtropowe od około 1.5 roku. Nigdy nie mieliśmy rozstań, jakichś wątpliwości, czy tym podobnych. Ona była pewna. Piszę o jej słowach i jej zachowaniach, ponieważ pod koniec sierpnia jeszcze, a także na początku września rzucała mi się na szyję, mówiąc, że kocha i tak dalej. Parę dni później coś się stało. Poprosiła o przerwę, mówiąc, że potrzebuje czasu, bo ma problemy ze zmarła mama, z nieudana matura, z babcia i tak dalej. Od siebie dorzuciłbym niską samoocenę. Zmartwiłem się, nigdy takie zachowania nie miały miejsca, same słowa, że coś by się mogło zepsuć, powodowały, że mówiła, żebym przestał, bo tak nie będzie na pewno nie z jej strony, więc zmartwiłem się i probowalem zrozumiec o co chodzi. Ciągle powtarzala, że potrzebuje czasu, że wszystko wroci. Mowiła mi, że pracuje po 12h w big starze, wydawało się to dziwne, ale uwierzyłem bo NIGDY nie kłamała nawet z małymi bzdurami. Na ten moment wierzyłem. Później przechodziłem kilka razy koło tego sklepu nigdy jej nie widziałem, zaczałem się niepokoic, ale ona sprawiala wrazenie opowiesciami jakby tam pracowała na 100 %, więc sie uspokoiłem. Spotkalismy się po tygodniu, była przybita i smutna, nie chciała mnie do domu zaprosic, tylko bylismy w McDonaldzie 2h. Szliśmy za ręke, dała buzi. Myślałem okej. Depresja działa. Później miną tydzień, dalej utrzymywała, że jest zmęczona taka pracą, żeto, że tamto. Wierzyłem nadal. Spotkaliśmy się tydzien temu w srode. Myślalem, że wroci wszystko do normy nadal nie chciala zaprosic mnie do domu. Znow bylismy w McDonaldzie, poprosilem zeby dluzej zostala zgodzila sie, szlismy za rece, dawała buziaki, śmiała się i opowiadała o byle czym. Myślałem, ze jest lepiej. W piątek poszedłem jednak sprawdzić i zapytać w sklepie czy pracuje tu Marta. Okazało się, że taka osoba tam nigdy nie pracowała. Pojechałem do niej. Chciałem zeby mi to wyjasnila, stwierdziła, że moze pytalem kogos z kim nie pracowala na zmianie.. mowila, ze wszystko się naprawi, że będzie dobrze, dodatkowo nasze wspolne zdjecia zostaly posciagane. Za 2 dni wymyslila, ze jest w szpitalu z powodu krwotoku z okresu, a jej babcia na kardiologii.. to juz było oczywiste, że to klamstwo , dzwonilem po szpitalach zadnych z pań nie było w nich. Pojechalem wieczorem pod jej blok.. oczy wyszły mi z orbit, bo była w domu i wygladala z okna, bo ktoś dzwonił do klatki , wydaje mi sie jakby uciekala ode mnie. Pobiegłem tam, otworzyła babcia mowila, zebym szedl, ze Marta ma problemy, ze ona sie wtracac nie bedzie, a Marta siedziala w swoim pokoju i udawala, ze jej nie ma, poczulem sie bardzo skrzywdzony, ale nadal mialem nadzieje, ze to wszystko przez chorobe.. Nastepnei nie odzywała sie caly kolejny dzien, a ja wieczorem napisalem czy mi to wszystko wyjasni i czy chce końca, czy co, odpisała, że tak, że nie chce byc w zwiazku, ze nic nie czuje, że jest pusta. Od tego momentu jeśli probowalem cos pisac czy nawiazac kontakt, bo odpisuje, ze nic nie czuje, zechce byc sama, ze jest zupełnie pusta w srodku, ze nie kocha, ze nie czuje niczego do wszystkich, pytalem czy czuje do kolezanek cos, do babci, do ukochanej ciotki, do psa, a ona, że nic nie czuje i chce byc sama. I tak w kołko... Chciałbym państwa zapytać, co to wszystko może oznaczać..? Czy depresja nie ma tu nic do rzeczy i po prostu odkochała się i nie miała absolutnie odwagi zakończyć tego w sposób normalny? Czy choroba doprowadziła ją do tego wszystkiego? Dodam, że napisala ze poszla na kurs kasjerski i szuka pracy. Myślalem, ze w tak ciezkiej depresji byloby to niemozliwe..Już nic nie wiem, jestem załamany i zdruzgotany, pomagałem jej samym ,,byciem" przez 4 wspaniale lata, jeszcze miesiac temu nie bylo ZADNYCH oznak, że chcialaby odejść, sama uwiesiła się na szyje, ja z czegos zartowalem, a ona mowila jak ja Cie mocno kocham, powiedzialem pół żartem, ee tam mowisz tak bo się wygłupiam, a ona, że nie, ze kocha, takiego jaki jestem i tak dalej.. to bylo miesiac temu.. wydaje mi sie ze 20 letni ludzie nie odkochuja się w miesiac. Zastanawia mnie czy jej choroba jest w tak poważnym stadium, że odrzuciła mnie, zerwała kontakt, nie chce niczego. Już mi te słowa wryły się w mózg czytajac w kazdym smsie ,,chce być sama, nic nie czuję do wszystkich, jestem pusta, nie bede robic zadnych nadziei, wiem ze chce byc sama, musze pokochac siebie"... Proszę o jakąś analize, poradę, cokolwiek , nie bede nawet pisał , że to miłość mojego zycia i ze to sie po prostu czuje, to nie ma sensu. To oczywiste. Pozdrawiam...
Offline
Posty
7
Dołączył(a)
30 sie 2011, 05:20

Związki

Avatar użytkownika
przez Arhol 03 paź 2013, 11:03
Bobby18, To pewnie mix wszystkiego,choroby,jej może innych motywów dla których kłamała,czasem wydaje ci sie że znasz człowieka jak własną kieszeń,ale właśnie - wydaje się.
I cały misterny plan w pizdu.
Dlaczego tak zrobiła ciężko określić,przyczyn jest wiele,to problem "wielowarstwowy"...
Dziewczynie na pewno przydałaby się też terapia u psychoterapeuty,nie tylko leczenie farmakologiczne.
Co do tego,jak chcesz to rozegrać,jeżeli ci zależy walcz o nią,staraj się,ale może przyjść moment by sobie odpuścić,gdy nadejdzie - daj sobie spokój.


Co do tematu sypne se przemyśleniami a kto bogatemu zabroni.

Jak ktoś wcześniej powiedział romantyczne gówno,czułe słówka, i inne mdło-tęczowe ścierwo,za to na chleb się nie zarobi :mrgreen: i często jest tyle warte co papier toaletowy w kolorze tęczy - gówno,albo smark.
Patrząc na różne opcje...
A) facet normal kobita "zryta" - w zależności od wyrozumiałości i siły psychiki faceta,"zaawansowania " choróbska...niby ma sens ale wiele takich relacji się rozpiermandoliło na 4 wiatry,bo chłopy nie wyrabiały mając na głowie siebie i 2 stronę,ewentualnie zbyt egoistyczni/nie rozumieli zaburzeń
B) kobita normal facet zryty - Wydaje mi się że opcja totalnie abstrakcyjna,wszak to chłop ma być podporą i niańczyć mnie,nie ja jego(niestety taki schemat jest częsty i cała wielka wyrozumiałość w pizdu :lol:) po prostu nie widzę tego,nie trzyma sie to kupy dzisiejszych schematów,jak i dawnych.
Choć zależy zapewne od stopnia choroby,wyrozumiałości kobity i chooj wie czego jeszcze.
C) obie strony zryte - Tu cóż,zależnie od stopnia zaawansowania choroby stron,wyrozumiałość będzie bo jeśli i kobita i chłop sie męczą ze zrytymi beretkami to przynajmniej wiedzą i na 100% sie rozumieją,ale to oczywiste...

znów wszycho zależne od czynników psychiki i choróbska...

Najważniejsze jednak w tym wszystkim jest to zaufanie zafajdane świadomość że jakby co jest tamta 2 osoba która opierdoli,kopnie w dupe jak bedzie trzeba,poczucie że nie jest się sam. To chyba nie podpada pod mdłe romantyczne gówno tylko zwykłe ludzkie emocje.
No i fakt faktem,zwykle czyny nie słowa decydują o "miłości" aczkolwiek można i czasem co powiedzieć.

koniec herezji,out.
"Whoever fights monsters should see to it that in the process he does not become a monster. And when you look into the abyss, the abyss also looks into you"
Why was it I seeing more beauty in death rather than life?
Avatar użytkownika
Offline
Moderator
Posty
32435
Dołączył(a)
16 lis 2012, 22:09

Związki

Avatar użytkownika
przez lulu.onthebridge 04 paź 2013, 22:51
To ja może napiszę coś optymistycznego.
Jestem z moim ukochanym od pięciu lat. Zawsze był moim przyjacielem. Kiedyś miał zaburzenia lękowe- wyleczył się. Ja mam depresję, ostatnio się nasiliła, a on jest dla mnie najlepszym wsparciem. Rozumie moje problemy, ale jednocześnie motywuje mnie do zmian. I wierzy we mnie bardziej niż ktokolwiek kiedykolwiek. Pomimo że generalnie większość bliskich osób odrzucam (mam też bpd), on się nie dał. I tylko to, że on jest trzyma mnie przy życiu :)
Posty
94
Dołączył(a)
02 wrz 2013, 22:01

Związki

przez Bobby18 04 paź 2013, 22:56
lulu.onthebridge mam pytanie, bywały momenty, w których odrzucałaś swojego partnera, że nie chciałaś z nim być, zatracałaś się w swoim ,,świecie" depresyjnym.. ?
Offline
Posty
7
Dołączył(a)
30 sie 2011, 05:20

Związki

Avatar użytkownika
przez lulu.onthebridge 05 paź 2013, 19:26
Takie momenty bywały, ale nie w związku z depresją, po prostu próbowałam go odrzucić, jak wszystkie bliskie mi osoby, testowałam na różne bezsensowne sposoby, to było strasznie niszczące, ale przetrwaliśmy ten okres, teraz trochę mi minęło. W depresji oczywiście często się zamykam w sobie, ale on zawsze potrafi do mnie jakoś dotrzeć, jakoś rozbić moją skorupę, negatywizm. Przy nim pojawia mi się jakiś cień nadziei, że może będzie kiedyś lepiej, może w końcu z tego wyjdę.
Posty
94
Dołączył(a)
02 wrz 2013, 22:01

Związki

przez Bobby18 05 paź 2013, 21:38
Moja partnerka uciekła.. znalazłem bloga, którego zaczęła pisać 10 dni temu, są tam 3 wpisy. Wygląda na to, że boi się ludzi, boi się ich skrzywdzić, uciekła, nie jestem pewien, być może jest to dystymia. Oczywiście nie wiem nic na 100 %. Zastanawiam się co mam robić, nie odzywam się, ona też nie, dlatego to robię, bo ona nie chce, ale także nie chcę jej stracić nigdy. Jedyną metodą to czekać, ale ona uciekła, powiedziała, że to koniec i tak dalej, ale miesiąc wcześniej jak pisałem w dużym poście, wyznawała mi miłość. Nie wierzę, ze nagle wygasło uczucie, jeśli cokolwiek w niej wygasło to chyba cały system emocjonalny, czy jak to nazwać. Nie wiem co robić, jestem ciekaw ile taki stan może trwać nim wróci do stanu naturalnego obniżonego nastroju, który był trudny, ale potrafiła się śmiać, cieszyć, kochać i tak dalej.. Przemawia przeze mnie egoizm i miłość w jednym, bo na pewno chcę, żeby jej stan się unormował jakkolwiek długo to ma trwać, a z drugiej strony jak pisałem nigdy nie chcę jej stracić i siedzę każdego dnia minutę po minucię z nadzieją, że gdy jej się poprawi, zechce znów czuć wsparcie i miłość jedynego człowieka, którego miała przy sobie... Nie jestem cudotwórcą, ale starałem się każdego dnia, żeby była szczęśliwa nawet jeśli jej choroba zżerała ją od środka... :(
Offline
Posty
7
Dołączył(a)
30 sie 2011, 05:20

Związki

Avatar użytkownika
przez sleepwalker 06 paź 2013, 17:45
lulu.onthebridge, Bobby18, zazdroszczę. lulu.onthebridge, że Twój partner cały czas mimo trudności z Tobą jest i że masz w nim oparcie. Bobby18, że chcesz próbować i starać się, życzę cierpliwości bo jeszcze będzie dobrze tylko nie rezygnuj i nie poddawaj się.
Saying all I know is I gotta get away from me.
Avatar użytkownika
Offline
Posty
896
Dołączył(a)
27 sie 2012, 22:13
Lokalizacja
How did I end up here?

Związki

przez grsec 06 paź 2013, 19:19
Ja to niby bym kogoś chciał mieć ale mam obawy, że ją zawiodę.. bo czym tu się pochwalić przed koleżankami - zmulonym i zagubionym TŻ :( Chyba lepiej się najpierw ogarnąć psychicznie i ustabilizować emocje bo jak się zderzą kobiece wahania i depresyjne faceta..
grsec
Offline

Związki

przez Bobby18 09 paź 2013, 01:02
Póki co nie mogę nic zrobić .. jest bardzo źle i nie mogę zrobić dosłownie niczego.. nawet nie wiem co robi, bo nie chce mieć z nikim kontaktu.. Napisałem smsa, czy ona czuje, że jest kimś inny oraz czy wierzy w poprawę za powiedzmy kilka miesięcy dostałem odpowiedź, że ona nie wie co będzie z nią za tydzień, a ja pytam o miesiące oraz ,,nic Ci nie mogę obiecać dobranoc".. tyle mam kontaktu.. szkoda, że szukam i staram się dowiedzieć najwięcej wtedy gdy już straciłem wszystko, ale nigdy nie miała takiej ,,ucieczki" , czy możecie mi powiedzieć jak bardzo zmienia się postrzeganie chorego na depresję w dodatku w hmm.. ,,ostrym ataku? epizodzie?" ? Jak odbierany jest świat? Otoczenie? Partner? Co musiałoby się wydarzyć, by ta brzydko mówiąc i niefachowo ,,olewka" poszła chwilowo w kąt ? Mam wrażenie, że chyba tylko meteoryt :( . Wracając do pytania, jak zmienia się to postrzeganie, odczuwanie, podejmowanie decyzji? I jeszcze jedno pytanie, które mnie nurtuje, czy po takim silnym epizodzie jakkolwiek długo by trwał, chory wraca do odczuć i wszystkiego co było wcześniej, czy jego obraz zmienia się na tyle, że zaczyna się zmieniać osobowościowo?
Offline
Posty
7
Dołączył(a)
30 sie 2011, 05:20

Związki

przez MartaKa 13 paź 2013, 23:04
lulu.onthebridge . A czy miałaś momenty i wrażenie, że nie kochasz swojego partnera? Że patrząc na niego, czułaś obojętność? Ja mam nerwicę, nie depresję, jednak myślę, że jakieś punkty wspólne się znajdą. Męczy mnie to uczucie.
Offline
Posty
1
Dołączył(a)
13 paź 2013, 22:26

Sortuj wg

Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 10 gości

Przeskocz do