nie chcę dalej żyć

Forum poświęcone depresji oraz CHAD. Jeżeli czujesz, że sam/a sobie nie radzisz, nie zwlekaj z napisaniem o tym. A jeżeli depresje masz za sobą - możesz podzielić się wskazówkami.

nie chcę dalej żyć

przez maximegonalons 04 wrz 2013, 22:39
Witam. Być może będzie to długa wypowiedź, być może żenująca. W tej chwili to nieważne... Z góry także chciałbym przeprosić za tę wypowiedź, prawdopodobnie chaotyczną. W każdym razie nie zabraknie tu szczerości.

Od czego zacząć... Przede wszystkim powinienem napisać, że mam 19lat, mieszkam w małym miasteczku, stan mojego konta jest praktycznie zerowy, samochód też mam marny, nie wyróżniam się inteligencją, a wręcz przeciwnie, wydaję mi się, że z inteligencją u mnie na bakier. Na dzień dzisiejszy jestem też prawiczkiem, nigdy nie miałem długo dziewczyny(więcej o tym będzie za chwilę). Bywałem u kilku psychologów, mam stwierdzone BPD. cierpię też na nerwicę żołądkową, skoki ciśnienia, właśnie staram się oderwać od nałogu alkoholowego(nie piłem od 4dni).

Może zaczną od dzieciństwa. Pamiętam siebie jako schowanego za podwójną gardą dzieciaka, nie mający zbyt wielu kolegów, a zwłaszcza koleżanek. Moim jedynym zainteresowanie była piłka nożna, starałem się kopać w każdej wolnej chwili. W domu pamiętam ciągłw kłótnie rodziców, awantury, spory i pamiętne lekcje matematyki z moim ojcem. Za kazdym razem, kiedy przerabialiśmy określony materiał, bił mnie, uderzał z całej siły w stół, krzyczał na mnie, wyzywał od najgorszych, a ja miałem przecież 11-12 lat i niewiele potrafiłem. Owy okres zapamiętam także przez pryzmat pewnej gry(była to graw stylu Call od duty), uparcie patrzyłem jak mój tato zabija tam serie ludzi, sam zbierając żniwa tej gry nocą, godzinami nie mogąc usnąć, ale nie mogłem po prostu przestać patrzeć jak zabija się tam ludzi, za bardzo mnie wciągnęło. W pewnym momencie, mając 13-14lat zaczynałem zauważać, że coś ze mną jest nie w porządku, byłem bardziej nieśmiały, wycofany, nie rozmawiałem z dziewczynami, i do tego wątku chciałbym teraz przejść.

Pierwsza dziewczyna?(chyba tak to można nazwać) miałem w wieku 14 lat. Wakacje, sanatorium, słońce i Ona. To było dziwne, zabawna, pewnie dziecinne i nie miało żadnego sensu. Dopóki byliśmyw tym sanatorium wszystko mogło jakoś trwać, ale później to było całkowicie bezsensu(mieszkała ode mnie 90KM), parę razy pojechałem do Niej, ale to przecież nie mogło mieć sensu. Pierwsze rozczarowanie, do tego dowiedziałem się, że zdradzała mnie z dwoma innymi kolesiami... cóż.
Później długo, długo nic, koniec I LO, poznałem wówczas fantastyczną dziewczynę(tak mi się wydawało), była z mojego miasta, ale dużo częściej pisaliśmy. Dogadywaliśmy się bardzo dobrze, rozumieliśmy się, etc. Nie trzeba było Nam wiele czasu, żeby stwierdzić, że chcemy być parą. Od tego czasu jednak wszystko się zmieniło. W prawdzie nie trwało to długo, bo zaledwie miesiąc, ale przez ten czas non-stop mnie oszukiwała, zbywała, ignorowała. To była moja pierwsza prawdziwa miłość... zakochałem się na maksa. Po tym okazało się, że była ze mną tylko ze względu na zakład z kimś, kto kiedyś mnie bardzo oszukał... Nie wytrzymałem tego wszystkiego, postanowiłem skończyć ze sobą. Łyknąłem wielką garść leków i połóżyłem się spać z nadzieję, że nigdy więcej się nie obudzę. Niestety po dość długiej walce w szpitalu uratowali mnie, a ja zostałem z wielkim urazem psychicznym. Nie wychodziłem z domu, nie rozmawiałem z nikim, nie jadłem, albo jadłem i wymiotowałem. Po miesiącu postanowiłem wraz z mamą udać się do psychologa, a On po dość intensywnej terpaii oprócz jakiegoś rodzaju depresji(nie potrafię teraz stwierdzić jakiej) stwierdził również BPD. I żyłem w ciągłym bólu, smutku, samotności, w ciągłym rozczarowaniu. To był naprawdę koszmarny okres w moim życiu. To wciąż we mnie jest, ale coś to zmieniło(napiszę o tym za chwilę).
Po ponad roku była trzecia dziewczyna, nie znaczyła wiele dla mnie, nie potrafiłem Jej pokochać, nie potrafiłem do Niej nic poczuć. Czułem się całkowicie wypalony z uczuć, do tego mój ojciec opuścił mnie, wyprowadził się w raz ze swoją nową partnerką do innego mieszkania.

Ale dwa miesiące temu nadszedł przełom(tak mi się wydawało). Na pewnym portalu poznałem dziewczynę, wizualnie była ideałem, wszystko czego oczekiwałem w dziewczynie znazłem w Jej osobie. Początkowo zaczęliśmy pisać, na początku krótko, z dnia na dzień coraz dłużej, aż zaczęliśmy rozmawiać i to rozmawiać godzinami. Okazała się też idealna z charakteru i właśnie w Jej charkterze się zakochałem, jak nigdy. Zaczęliśmy planować spotakania, wspólną przyszłość, czułem się świetnie. Pierwsze spotkanie, nie wypaliło, drugie tak samo, ale po prostu sam Jej napisałem, żeby pojechała na wakacje, żeby pojechała do mamy. Zaplanowaliśmy trzecie spotkanie i znowu nie wyszło. Dzień przed wyjazdem przestała odbierać telefon, załamałem się... Odezwała się po trzech dniach, że jest w szpitalu, że muszą Jej przytoczyć krew(ma tak co jakiść czas), postanowiłem Ją wspierać. Kolejny raz nie wypaliło tydzień później, miałem przyjechać do Niej do szpitala, ale napisała, że za 3-4 dni wyjdzie. Okej, nie stanowiło to dla mnie problemu. Ponownie umówiliśmy się, że przyjadę za 4 dni, ale po raz kolejnyn dzień przed wyjazdem przestała się odzywać. Napisała mi dopiero dzień później. I ta wiadomość okazała się dramtyczna. Wyrok-rak. Jednakże, nie mogłem Jej zostawić, napisałem Jej, że będę Ją wspierać, nie opusczę jej, że za bardzo Ją kocham. Posłuchała mnie, zaakceptowała, rozmawialiśmy jak gdyby nigdy nic. I znowu umówiliśmy się, ten ostatni raz(zapomniałbym napisać, że mieszka prawie 200KM ode mnie). Mieliśmy się zobaczyć dokładnie jutro, zaplanowałem wszystko dokładnie, od kumpli pożyczyłem pieniądze, specjalnie kupiłem Jej drobny upominek, zaplanowałem dokłanie dzień, starannie przygotowałem strój i to co chcę Jej powiedzieć. Ale szok, dzisiaj około godzinie 20:50 napisała mi, że nie możemy się spotkać, że Ona nie może dalej walczyć, że rokowania są złe i że powinienem o Niej zapomnieć. Ale ja nie umiem, nie potrafię, nie chcę. Każda czynność kojarzy mi się z Nią. Całe życie podporządkowałem Jej, zmieniałem się, zacząłem dbać o siebie, ćwiczyć, dla Niej przestałem pić, zacząłem czytać o wiele więcej książek, zacząłem żyć pełnią życia. A tu taki cios... Koszmar.


Nie mam sensu już dalej żyć, nie mam siły walczyć z tym wszystkim, nie potrafię o Niej zapomnieć, najchętniej napiłbym się alkoholu... Co chwilę nachodzą mnie myśli, żeby się zabić, czuję się jak śmieć, znowu dałem się oszukać... To koniec, chcę ze sobą skończyć.
Offline
Posty
3
Dołączył(a)
27 sie 2013, 17:55

nie chcę dalej żyć

przez kolekcjoner snów 05 wrz 2013, 00:01
Moim zdaniem powinieneś mimo wszystko do niej pojechać, bo widać iż już wiarę traci. Jak Ci zależy to walcz o nią i wspieraj jak możesz. Myślę, że jak tam sie pojawisz to może jej wiele dać...
Po prostu jedź.
kolekcjoner snów
Offline

nie chcę dalej żyć

przez Flea 05 wrz 2013, 18:17
Moim zdaniem to powinieneś własnie siedzieć w pociągu/ busie na rowerze... Na co czekasz?
Offline
Posty
334
Dołączył(a)
15 lut 2012, 19:15

Doradca Nerwica.com

przez Doradca Nerwica.com
Polecam tych psychologów i psychoterapeutów z Twojej okolicy
Doradca Nerwica.com

nie chcę dalej żyć

przez maximegonalons 05 wrz 2013, 18:40
Nie znam Jej adresu. Znam tylko miejscowość w której mieszka. :c
Offline
Posty
3
Dołączył(a)
27 sie 2013, 17:55

nie chcę dalej żyć

przez pan26xyz 05 wrz 2013, 19:04
Ile ty masz lat?
A skoro ona wygaduje takie głupoty to miej ją w dupie. Mnie wiele razy kobiety zawiodły i nie mam zamiaru nad nimi się litować.
Skoro jej nie zależy na spotkaniu i ciągle odwołuje to olej to. Bo jest jeszcze wiele przed Tobą i jeszcze nie jedna zawróci Ci w głowie. A ta historia jest idiotyczna i niczym z filmu.
pan26xyz
Offline

nie chcę dalej żyć

przez HansKlosz 05 wrz 2013, 21:14
maximegonalons z doświadczenia wiem co przeżywasz, takie wydarzenia z dużym ładunkiem emocjonalnym szczególnie bolą osoby z niskim poczuciem własnej wartości. Aby czuć się szczęśliwym w związku trzeba najpierw poukładać swoje wewnętrzne JA, rozprawić się z przeszłością, swoimi demonami i pójść do przodu. W tej chwili strasznie to przeżywasz, znalazłeś to czego nie dostałeś w dzieciństwie czyli akceptację, ciepło, miłość, stałeś się potrzebny i co? I to straciłeś. Jest coś w tym pozytywnego - zacząłeś się zmieniać, przestałeś pić i tego się trzymaj. Ale nie rób tego dla drugiej osoby, rób to dla siebie, bo aby pomóc innej osobie, najpierw pomóż sobie.
HansKlosz
Offline

Sortuj wg

Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: inesita, Majestic-12 [Bot] i 13 gości

Przeskocz do