Moja depresja.

Forum poświęcone depresji oraz CHAD. Jeżeli czujesz, że sam/a sobie nie radzisz, nie zwlekaj z napisaniem o tym. A jeżeli depresje masz za sobą - możesz podzielić się wskazówkami.

Moja depresja.

Avatar użytkownika
przez Nano 24 cze 2013, 15:26
Hej, mam 25 lat i chciałbym się podzielić tym jak się ostatnio czuję. Byłem na wizycie u psychiatry, od prawie 2 tygodni mam postawioną diagnozę depresji, miewam też czasem różne lęki. Dostałem paroksetynę (Arketis, jeszcze nie zacząłem brać, stwierdziłem, że wezmę jako ostateczność, tyle się naczytałem o efektach ubocznych, odstawieniu, uzależnieniu od leków, że boję się zacząć brać, ale chyba nie będzie aż tak źle i zacznę...), biorę też różne suplementy diety, w tym magnez. Od czego tu zacząć... Nie mam siły żyć. Nie pamiętam już kiedy ostatnio wstałem rano wypoczęty, budzę się zmęczony, niewyspany i zły. Są dni, że głupie umycie zębów, ogarnięcie bałaganu czy nawet zawiązanie butów totalnie mnie przerasta. Coraz rzadziej mam ochotę wychodzić ze znajomymi, boli mnie bardzo wysłuchiwanie co im się ostatnio udało, ile kto dostał premii i jak bardzo fajnie było dzisiaj w pracy. Nudzą mnie tematy, na które rozmawiają (pomijając, że czasem mam wrażenie, że wróciłem poziomem do gimnazjum). Często siedzę i robię dobrą minę do złej gry. Boli mnie jak ludzie wokół opowiadają i pokazują co ostatnio sobie kupili, jakiego za******ego mają iPhona, iPada, nowe buty itp. itd. Nie to, że moja sytuacja finansowa wygląda jakoś tragicznie, nie chodzę głodny, stać mnie na podstawowe rzeczy, bilety, czasem się wyjdzie na koncert czy coś (gdzie bardzo często mnie denerwuje jak ludzie potrafią się dobrze bawić, zazdroszczę im energii i radości). Mam często wrażenie, że wszystkim wokół się dobrze powodzi, rozwijają się, zdobywają wyższe stanowiska, a ja stoję w miejscu przez tę cholerną chorobę (wcześniej jeszcze była nerwica, która zniszczyła mi kawał życia, ale to już temat na osobnego posta). Chodzę na różne rozmowy kwalifikacyjne, dnie próbne itp., ale nigdzie nie jestem w stanie przetrwać... Boję się rzucenia na głęboką wodę, że sobie nie poradzę, że coś zepsuję, albo, że coś mi nie wyjdzie. Nie mam fizycznej siły ciężko pracować po 10-12 godzin, albo do późnych godzin nocnych, jak to często bywa np we wszelakiej gastronomii. nie mam na to siły, chodzę prawie wiecznie zmęczony, mam też podejrzenia niedoczynności tarczycy (obecnie jestem w trakcie badań). Chciałbym znaleźć spokojną, fajną pracę, ale coraz bardziej sobie uświadamiam, jak mało jest to prawdopodobne. Czasem dręczą mnie pesymistyczne myśli, jak będzie wyglądać moja przyszłość, że będę cały czas w tyle za wszystkimi. Nieraz snuję w głowie najgorsze scenariusze. Mam cudowną, kochającą dziewczynę, (która swoją drogą również miała problemy z nerwicą i bardzo ciężki czas), boję się często, że nie wytrzyma ze mną, nie lubię jej się żalić, chociaż czasem mi się zdarza, nie chcę jej dokładać swoich problemów, marudzić cały czas. Boję się jak wychodzi do sklepu i nie ma jej dłużej, od razu pojawiają się myśli, że może coś jej się stało itd. Jak ktoś przy mnie dostaje prezent czy coś w tym stylu, od razu robi mi się smutno, zazdroszczę tej osobie, od razu pojawiają się myśli, że ja nic nie mam, na nic mnie nie stać, nic nie potrafię, mam gorzej, jestem gorszy i czuję coraz większą niechęć do siebie i frustrację. Moi rodzice nie za bardzo rozumieją moich problemów, mój ojciec mało co wie o moim życiu i czasem mam wrażenie, że za mało się mną interesuje. Z moją matką jest znacznie lepiej, ale jak zaczynam mówić, że jest mi źle, smutno, że nie mam na coś siły, to mówi tylko ee tam, nie przesadzaj, trzeba się zmusić do działania, inni to mają gorzej, mają raka, leżą w szpitalu itd. Zdaję sobie sprawę, że inni mają gorzej, jestem wdzięczny Bogu, że nie spotkał mnie taki los, ale co z tego?? Nic mi nie daje ta świadomość, bo i tak wiem jak bardzo źle się czuję i jak bardzo bym chciał, żeby moje życie się zmieniło, żebym częściej budził się rano uśmiechnięty, miał mnóstwo energii i zapału. Tyle jeszcze w życiu chciałbym zrobić, chciałbym mieć fajną, dobrze płatną pracę, założyć rodzinę, patrzeć jak dzieci dorastają, zwiedzić różne miejsca na świecie, może rozpocząć nowe, ciekawe studia... Na chwilę obecną, czuję tyle ograniczeń, świadomość tego, w jakiej sytuacji się znajduję, odbiera mi jeszcze bardziej chęci do wszystkiego... Uogólniając, jest tyle rzeczy, którymi się przejmuję, o które się boję, z powodu których jest mi smutno, że czuję, że moja psychika tego nie wytrzyma. Wszystko mnie czasem totalnie przerasta. Uff, to by było na tyle, mam nadzieję, że nikogo nie zanudziłem, i że ktoś wytrwał żeby to przeczytać do końca. Od razu zaznaczam, że nie czuję się tak cały czas, 24h/dobę, ale bardzo często..., na tyle często, że czuję się zmęczony, mam już tego dość :/ Echhh, pozdrawiam wszystkich "nerwowych".
"At the end of every week each one of us becomes a freak"
Avatar użytkownika
Offline
Posty
19
Dołączył(a)
25 maja 2013, 11:16
Lokalizacja
Trójmiasto

Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 11 gości

Przeskocz do