Depresja kontra otyłość...

Forum poświęcone depresji oraz CHAD. Jeżeli czujesz, że sam/a sobie nie radzisz, nie zwlekaj z napisaniem o tym. A jeżeli depresje masz za sobą - możesz podzielić się wskazówkami.

przez Aniesia 22 cze 2007, 18:17
Nie nigdy nie czułam sie kochana!!! Nigdy nikt nie miął dla mnie czasu!!! Wiem ze jestem sama ze sobą tak na dobra sprawe i tylko na siebie moge liczyć. Czasem czuje sie bardzo bezsilna!!! Ale... nic nie moge zrobic mam teraz syna jeśli by go nie było to juz dawno i mnie nie byłoby!! A tak zyje!! Ale co to za życie.
Każdej odpowiedzi szuka sie najpierw w sobie.
Offline
Posty
78
Dołączył(a)
28 paź 2006, 11:29
Lokalizacja
Wrocław

przez neina 22 cze 2007, 19:08
Odpowiedzi szukaj w sobie
życie jest jakie jest ale jest jedno i nnego nie będzie
ja czuje że umieram że czas mój się wkońcu kończy usłyszałam dziś rozmowę na przystanku dwoch kobiet że jak czlowiek się kruszy tzn że bog go chce do siebie oby tak było
...póki co uczę się żyć...
Offline
Posty
104
Dołączył(a)
04 cze 2007, 18:44
Lokalizacja
warszawa

Avatar użytkownika
przez inez3 22 cze 2007, 20:49
neina a tu sie zgadzam w 100% z dżejem. to tylko ludzkie gadaniez ktorego nic nie wynika. nie zastanawiaj sie nad takimi bredniami. gdyby bylo tak jak mowisz to 3/4 z nas po tych wszystkich atakach powinno juz dawno nie byc.
Avatar użytkownika
Offline
Posty
1928
Dołączył(a)
06 cze 2007, 10:31

Doradca Nerwica.com

przez Doradca Nerwica.com
Polecam tych psychologów i psychoterapeutów z Twojej okolicy
Doradca Nerwica.com

przez Pstryk 22 cze 2007, 23:18
Aniesia, przerażające to co piszesz... Ale wiem, że można się tak czuć. Wiem też, że można to zmienić. Napisz coś więcej o Twojej obecnej sytuacji. Czy Twój mąż/rodzina wie co się z Tobą dzieje?

Neina, o nie moja droga tak łatwo Ci się nie pójdzie "na drugą stronę" :D Co znaczy, że się człowiek kruszy?
Pstryk
Offline

przez Pstryk 23 cze 2007, 00:16
(mam nadzieję, że nie ma :D )
Pstryk
Offline

przez Pstryk 23 cze 2007, 00:34
Więc Neina, widzisz, tam po drugiej stronie wcale nie jest lepiej. Po co się tam śpieszyć, gdy tu jeszcze tyle masz do zrobienia! Tyle przed Tobą! Wierz mi Kochanie, przezwyciężymy wszystkie przeciwności, tylko musimy walczyć. Walcz Kochanie! Naprawdę warto!
<tulę>
Pstryk
Offline

przez Aniesia 25 cze 2007, 09:46
Jak to jest ze ludzie im bardziej staraja sie tym gorzej na tym wychodzą!!! Staram sie być dobrą matka i żona dbam o dom robie obiady sprzatam zajmuje sie dzieckiem. Poszłam do pracy zeby sobie troszke dorobic miec cos dla "siebie " i nie ciagnać ze wspólnej kasy , pieniedzy na np. koszulke czy coolwiek innego. Nie wydaje wszystkich zarobionytch pieniedzy przeze mnie tylko na mnie!!! A tu nic dowiaduje sie ze jestem beznadziejna ze nie potrafie zajac sie domem ze mysle tylko o pieniadzach ze nie potrafie dziecka wychować!!! Słysze to raz w miesiacu jakby to mój sznowny małżonek miał okres a nie ja!!! Dobrze ze nie wie ze pisze na tej stronie takie rzeczy bo by mnie chyba .... Cięzko mi jest!! Nie wiem co robić!!! PRzetrzymac to??? Terapeutka mówi ze powinnam cos w końcu z tym zrobić ze to własnie ta sytuacja powoduje u mnie lęki i wszelkiego rodzaju objawy somatyczne!!! A ja juz nie mam siły!! Nawet płakać nie moge bo sie dowaiduje ze mam nie udawać!!! Wczorja sie dowiedziłąm ze chodze na balety po to by mnie faceci obmacywali!!! Kur... przeciez ja sobie nigdy w zyciu nie pozowle na to by mnie ktos obmacywał!!!( Tak poza tym to może ze 3 razy w życiu byłam bez niego na imprezie). Mam dosyć codziennie rano wstaje i myśle Boże kocham moje dziecko ale dlaczego mi je dałeś tak łatwo byłoby odejść gdyby nie mój synś!!! Teraz nie jestem w stanie nic zrobić!!! Mam wyrzuty sumienia ze posżłam na weekendy do pracy bo i to mojemu szanownemu małzonkowi przeskadza mówi ze taka matk ze mnieco to dziecko w domu zostawia i idzie!!! Nie moge dosłownie nie moge!!! Tak mnie to boli to co on mówi. Przecież ja nie chce źle dla mojego dzidcka ja poprostu chce tez odpoczac od domu pójść do pracy!!! Wyrwać sie a nie siedzeć cały czas na tyłku nie lubie siedzieć ja lubie jak sie coś cały czas dzieje koło mnie!!! Smutno mi !!!
Każdej odpowiedzi szuka sie najpierw w sobie.
Offline
Posty
78
Dołączył(a)
28 paź 2006, 11:29
Lokalizacja
Wrocław

Avatar użytkownika
przez agapla 25 cze 2007, 17:25
no tak nie ma co jak kochany mężuś to wszystko wyjaśnia ! już teraz rozumiem twoje kłopoty z figurą ,to wszystko jest spowodowanie niedowartościowaniem przez męza ,tragedia! Pamiętaj nie rób nic wbrew sobie! nie daj się stłamsić i wmówic że jestes złą matką!!!!!!!!!,kazdy ma prawo do normalnego życia ,mozesz pracować ,bawic się ,to ze masz dziecko wcale nie oznacza że zycie dla ciebie nie istnieje i musisz każdą chwilę poświęcać dziecku !!!!!!! ,maż powinien cię wspierać a nie dołować
Avatar użytkownika
Offline
Posty
1167
Dołączył(a)
21 mar 2006, 22:31

przez Joanna Katarzyna 29 cze 2007, 11:01
Nie sadze zebys byla gruba jak baleron :) ja mam 170 i waze 72 kg i powiem Ci ze wygladam znacznie lepiej niz wtedy kiedy wazylam kilogramow 60 ....

Super ze chodzisz na terapie , ale skoro Ci waga przeszkadza moze jakis maly sport by sie przydal np plywanie ( ja staram sie plywac ale szybko sie nudze wiec tancze )

Pozdrawiam my sie nie znamy jeszcze Joanna

[ Dodano: Dzisiaj o godz. 9:05 am ]
Czesc ! nie sadze zebys byla gruba czy tez tlusta ..Ja mam 170 wzrostu i 72 kg wagi i wygladam znacznie lepiej niz wtedy gdy wazylam kilogramow 60 na przyklad :)

Super ze xchodzisz na terapie ale moze powinnas jakis sport uprawiac jezeli tak bardzo Ci przeszkadza Twoja waga ? a moze tylko wyrzezbic sylwetke ale ja sie nie znam :)


Pozdrawiam JK
......jestem na zakrecie.....
Posty
14
Dołączył(a)
15 maja 2007, 20:52
Lokalizacja
UK/3city

Za duża waga i zniechęcenie do życia

przez Ti. 29 lip 2007, 13:51
Może zacznę od początku. Jak zaczęła się moja depresja i nerwica.

A więc, od urodzenia miałam problem z nadwagą. Zawsze byłam gruba, a przez to odrzucana przez rówieśników. Potem udało mi się schudnąć. Moja waga się unormowała, byłam zadowolona z siebie, nie miałam problemów. Ale potem znów się zaczęło. Poszłam do pracy do supermarketu i naturalnie chcąc utrzymać wagę, jadłam bardzo mało. W tymże czasie nabawiłam sie anemii, ale nie o tym miałam pisać. Z czasem jednak traciłam siły... byłam słaba, wiec zaczęłam jeść więcej, coraz więcej, zeby mieć siłę do pracy i jej nie stracić. Przez to zaczęłam tyć. Wróciły mi kilogramy, a co za tym idzie powróciły doły. Tylko że te doły jakiś czas temu zmieniły się w silną depresję. Bo jak inaczej można nazwać stany, w których ciągle chce mi się płakać, nie mam ochoty nigdzie wyjść, mam myśli samobójcze i wszystko związane jest z moim wyglądem. Nie, nie jestem przeraźliwie gruba. Moja waga utrzymuje się w granicach normy, ale wciąż mam przeświadczenie, że jestem za gruba i muszę schudnąc. Przez to mam ciągłe doły, odechciało mi się już żyć. W tej chwili siedzę i ryczę pisząc tego posta. Nie potrafię inaczej. W ogóle myślę nad zrezygnowaniem z pracy, bo dłużej tak nie wytrzymam. Ilekroć próbuję sie odchudzić, przychodzi potworne zmęczenie, powodowane zmniejszeniem ilości jedzenia. Nie mam siły do pracy, co za tym idzie znów zaczynam jeść i znów tyję... wraca to udało mi sie stracić z takim trudem... błędne koło. Nie wiem, co mam robić. A do tego wpadam w skrajności i nie umiem tego zmienić. Albo jem bardzo malutko, bo wydaje mi sie, ze inaczej nie schudnę. Albo jem strasznie dużo, aż do upadłego... nie umiem tego wypośrodkować, żeby jeść normalnie, nie za mało i nie za dużo. Stąd też biorą się moje ciągłe doły. Nie mogę już na siebie patrzeć, ani też patrzeć na innych ludzi. Praca w supermarkecie wymaga kontaktu z ludźmi. Gdy widzę piękne wypindrowane laski, które kupują słodycze, to coś mnie trafia. Zazdroszczę im na maxa, że ja tak nie mogę, że jestem za gruba i nie mogę sobie na to pozwolić bez wyrzutów sumienia. Nikt mnie nei rozumie. Moja mama wmawia mi że mam siebie zaakceptować. Kiedy ja nie potrafię. Pragnę osiągnąć taką wagę, żeby była poniżej normy, wtedy będę zadowolona. Póki tak sie nie stanie, moja depresja będzie się pogłębiać. Może mnie w końcu zabije. Zabije się sama takim myśleniem. Odechciało mi się żyć, gdziekolwiek wychodzić, cokolwiek robić... siedzę tylko przed kompem albo chodzę na długie spacery nad rzeką, gdzie mnie nikt nie widzi i myślę o tym jakby to było gdybym była piękna, chuda i w ogóle. I wtedy znów wraca dół, bo nie mogę taka być. Mama nie rozumie, że albo będę pracować i tyć i mieć ciągłe doły, albo nie będę pracować i wtedy schudnę, bo nie będę się musiała przejmować czy mam siłę do pracy czy też nie. Gdy będę chciała położę się, odpocznę i nie będę musiała jeść, żeby mieć wiecej sił do roboty. Wiem, w tej chwili wpędzam sie w inną chorobę, zwaną anoreksją. Bo potrafię naprawdę długo i extremalnie się głodzić i chudnąć z dnia na dzień. Ale potrafię też objadać się i przytyć to wszystko, szczególnie teraz gdy pracuję... jak już wyżej napisałam - błędne koło. Nie wiem już jak z tym walczyć. Zwątpiłam, że coś mi pomoże. Ogólnie rzecz biorąc odechciało mi sie żyć! I to sie nie zmieni póki nie osiągnę celu.

Inna sprawa to nerwica natręctw. Sprawdzanie kilka razy czy niczego nie zapomniałam do pracy, czy wyłączyłam komputer, czy nie spadnie mi z biurka podczas gdy ja wyjdę z domu, czy mam idealny makijaż itp... denerwujące to jest, to mnie dobija. A wszystko zaczęło się od mojej (malutkiej) nadwagi. Wiele razy przez to spóźniam się do pracy.

Kolejna sprawa. Dobijają mnie ludzie, a dokładniej ich zachowanie ich wygląd i głupie gadanie. Często w supermarkecie, gdy siedzę na kasie i jakiś towar nie chce się nabić, bo coś jest nie tak z kodem kreskowym, klient zarzuci tekstem "To jest za darmo" coś mnie wtedy trafia. Nie, no najpierw to mi sie wydawało śmieszne, ale słysząc taki tekst z ust któregoś tam z kolei klienta, robi sie to denerwujące. Mam ochotę wyjśc z kasy i wtłuc gościowi, ledwie nad tym panuję. To nie jest wcale śmieszne. A to tylko jeden z wielu przykładów... W ogóle nie chcę pracować z ludźmi. Nie mogę na ludzi patrzeć, słuchać ich durnych gadek itp.

Mama mnie nie rozumie, nikt nie rozumie tego co przechodzę. Mama powtarza, że mam se znaleźć faceta, to mi przejdzie. I tu następna sprawa, następny problem, bo ja jak już bym se znalazła faceta, to nie dałabym mu się dotknąć. Jakaś taka niechęć przed dotykiem, bariera powodowana moimi kilogramami. Ogólnie nie nadawałabym sie do żadnego związku. Facet by sie ze mną tylko męczył, a ja meczyłabym się z nim. W ogóle nie chcę faceta. Już w ogóle przez tą depresję i zniechęcenie nie mam ochoty z nikim być, nikogo poznać, nie chcę w ogóle z nikim kontaktu, nie mam ochoty na to, na co mają ochotę normalni ludzie - na sex. Nie mam na to najmniejszej ochoty. I znów wszystko przez kilogramy, których pragnę sie pozbyć.

Najchętniej zamknęłabym się w pokoju i nie wyszłabym do ludzi. Marzę o tym żeby cały świat znikł i mnie zostawił w spokoju. Dobijam się sama, po prostu. Wiem, ze na takie schorzenie nie dostanę renty, wiec muszę pracować, bo jak nie mama mnie zatłucze... a że praca jest problemem, bo nijak nie umiem pogodzić odchudzania z pracą, powstają takie a nie inne problemy... nie wiem już co mam robić. Nie jestem zdolna do pracy, do tego, aby pracować w pełni funkcjonalnie. Każde wyjście do pracy to dla mnie wyzwanie, ciężka próba przetrwania. Każde wyjście do ludzi, także jest dla mnie wyzwaniem. Muszę się do tego nieźle zmusić, bo wciąż mi się wydaje, że wszyscy na mnie patrzą z politowaniem, albo z obrzydzeniem. Że na mnie już patrzeć nie można, bo jestem tak szpetna, że nie idzie... że jestem najbrzydszą osobą na swiecie i nikogo brzydszego ode mnie nie ma. Chciałabym umrzeć w końcu, ale nie potrafię sama się zabić, bo... bo po prostu nie potrafię. Boję się... Czasem idąc do pracy specjalnie nie uważam na ulicy, kilkakrotnie mało nie wpadłam pod samochód. Niestety kierowcy za każdym razem w ostatniej chwili wymijali mnie lub zatrzymywali się. Ech, szkoda gadać. Jeden wielki chaos panuje w mojej głowie i w moim marnym życiu. No i do tego jestem strasznie słaba, ciągle zmęczona, chce mi sie spać, nogi się pode mną uginają, nie wiem co się w ogóle dzieje. Mam trudności z oddychaniem, trzęsą mi sie ręce, nie mogę się na niczym skupić, myśleć, już nie mam siły się nawet uczyć. Powinnam iśc do szkoły, zdać maturę, ale nie jestem w stanie się uczyć :/. Nie mówię o tym nikomu, bo nie wytrzymuję, od razu ryczę, a nie chcę żeby ktoś widział jak płaczę. Nie chcę tego...
Ti.
Offline
Posty
6
Dołączył(a)
29 lip 2007, 13:06

przez Goplaneczka 29 lip 2007, 14:29
Lekarz... Potrzebujesz go.
Jakbym czytała o sobie... Też mam problemy ze swoim wyglądem- czuję się brzydka, gruba i nieatrakcyjna, choć ponoć niby wszystko jest w normie. Dziś przykładowo zaczęłam sobie wkręcać, że mam dłonie jak łopaty... Takie wielkie, potężne, nieproporcjonalne... Od kilku godzin sobie tłumaczę, że to tylko moja wyobraźnia.
Obrzydzenie do siebie i samokrytyka to moje ulubione rozrywki... I staram się z tym walczyć, ale średnio wychodzi.
Goplaneczka
Offline

przez Ti. 29 lip 2007, 15:08
No właśnie, lekarz. Ale ja mam także dziwne przeswiadczenie, ze lekarz zamiats pomóc mnie wyśmieje i oleje i nie pomoże tylko wręcz zaszkodzi. Kiedyś byłam u lekarza, u psychologa, jak byłam mała, no i zadawał mi takie pytania jakbym była ograniczona umysłowo. Np.

"Na jakim swietle przechodzi się przez ulicę?"

Takie pytanie zadać 12 letniemu dziecku??? Przecież nie byłam aż taka głupia, żeby tego nie wiedzieć... takei rzeczy wie już dziecko 5-cioletnie.

Potem gdy poszłam bo czułam kłucie w okolicach serca. Lekarz wyśmiał mnie do mojej mamy, mówiąc że ja się zachowuje jak "Rozkapryszona ksieżniczka"... a ja sie serio wystraszyłam tych bóli, które zresztą mam do dziś i już do nich przywykłam, ale wtedy miałam je po raz pierwszy i miałam prawo się przestraszyć.

Dlatego teraz mam jakąs blokadę przed lekarzami i ich nie lubię :/.
Ti.
Offline
Posty
6
Dołączył(a)
29 lip 2007, 13:06

przez vegge 29 lip 2007, 15:11
zeby schudnac trzeba czesto jesc ale i cwiczyc zarazem
musisz zjesc owoce/warzywa co 2h zeby bylo 6 posilkow na dobe, ale zdrowych i malo obfitych, a do tego codziennie po powrocie z pracy cwiczyc minimum pol godziny

najlepeij to zmien te prace bo sie do niej poporstu nie nadajesz, sama widzisz co sie z toba dzieje

moglabys zostac kurierem, jezdzilabyc rowerem po miescie, zarobilabys 3 razy tyle co na tej kasie i wyrobila przy okazji super kondycje i moglabys jesc jak smok a i tak bys wszystko spalila w pracy

drazliwosc i brak ochoty na sex to oczywiscie objawy anoreksji, wszystko minie jak uporzadkujesz sobie zycie

ps
i bez wymowek, masz dzialac a nie znajdowac 100 powodow by zostac na tej kasie w sklepie
zesraj sie a nie daj sie
Offline
Posty
149
Dołączył(a)
05 cze 2007, 21:08
Lokalizacja
warszawa

przez Ti. 29 lip 2007, 15:21
Żeby to było takie proste... prace musze zmienić koniecznie, ale na moim zadupiu nie ma za wiele ofert... najlepiej taką w której pracowałabym krócej. Mogę nawet mniej zarabiać, byle nie siedzieć w robocie 8 godzin, bo naprawdę w tej chwili nie jestem w stanie tyle siedzieć. Moze to śmieszne, ale ja się nie nadaję do takiej długiej pracy... taka praca mnie wykończy psychicznie, już mnie wykańcza.
Wiem, żałosne, ale taka prawda nic nie poradzę. Kiedyś mogłam pracować długo i wydajnie. Dziś już tego nie potrafię. Ponadto nawet jak jem sporo jestem słaba, strasznie kręci mi się w głowie i nie wiem, co się w ogóle dzieje :|... a jak sie próbuję odchudzać jest jeszcze gorzej. Nie no, przez to mi psychika siada, przez to że czuję się jak w klatce uwięziona i słaba. Uzależniona od samopoczucia. Chcę wiele zdziałać, ale zawsze ta słabość, te zawroty głowy mnie ograniczają.
Ti.
Offline
Posty
6
Dołączył(a)
29 lip 2007, 13:06

Sortuj wg

Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 17 gości

Przeskocz do