Ja mam depresję, on chorobę afektywną dwubiegunową...

Forum poświęcone depresji oraz CHAD. Jeżeli czujesz, że sam/a sobie nie radzisz, nie zwlekaj z napisaniem o tym. A jeżeli depresje masz za sobą - możesz podzielić się wskazówkami.

Ja mam depresję, on chorobę afektywną dwubiegunową...

przez SandraiToffik 29 kwi 2013, 22:25
Witam.

W czerwcu minie rok, odkąd jestem ze swoim chłopakiem. Poznaliśmy się przez czat, lecz, mimo obaw, okazał się wspaniałym facetem. Przez 5 miesięcy czułam się jak w niebie, oboje cieszyliśmy się sobą, nigdy nie pokłóciliśmy się, można powiedzieć, że byliśmy idealnym związkiem. Potem wszystko zepsuło się. Oboje chorujemy - ja na depresję, on prawdopodobnie na chorobę afektywną dwubiegunową. Ja, gdy go poznałam, byłam po hospitalizacji, wyleczyli mnie, czułam się świetnie, byłam innym człowiekiem. Wszystko mnie cieszyło. Nic nie sprawiało mi problemów. Bił ode mnie blask. Promieniowałam. Gdy przypominam to sobie - chce mi się płakać. On wiedział o mojej chorobie od początku, czekał na mnie 2 miesiące, aż wyjdę ze szpitala. Ja o jego dowiedziałam się dopiero po kilku miesiącach. Zawsze mnie wspierał, pocieszał, codziennie rozmawialiśmy przez gg, pisaliśmy sms-y po nocach, poświęcał mi każdą chwilę, wierzył, że wyjdę z depresji. Strasznie poświęcał się dla mnie.
Ale... nagle wróciły mi objawy depresji. Był to właśnie październik (a depresja zawsze wracała mi podczas jesieni i zimy, przechodzę ją aktualnie już trzeci raz). Nie pamiętam, co było przyczyną. Wiem tylko, że gdy wróciła depresja, wszystko zaczęło się psuć. Powoli przestawałam mu mówić o wszystkim, gdyż nie chciałam, by martwił się, również okłamywałam go, zaczęłam pisać z innym chłopakiem, który bardzo mi pomagał. Od swojego chłopaka oczekiwałam pomocy, lecz czułam, że nie umie mi pomóc, jak dawniej, mimo że miał ze mną normalny kontakt, a nie taki jak kiedyś. Okłamywałam go, mówiąc mu, że nie piszę z tym owym chłopakiem, jednak on miał dowody, że jednak to robię. Okropnie bolało go, że zwierzam się tamtemu ze wszystkiego, o wszystkim piszę (tym dobrym, co mnie spotkało i o tym złym), a on nie wie nic. I jeszcze jest okłamywany. Postanowiłam przestać pisać z moim kolegą, mając nadzieję, że to pomoże. Pomogło, lecz po jakimś czasie wróciłam do rozmów - brakowało mi ich, nie miałam wsparcia, nikt mnie nie rozumiał, nawet własny chłopak. Przestawałam pisać i pisałam ponownie. Aktualnie obiecałam sobie, iż kontakt zerwę - zerwałam, lecz pomiędzy nami jest tak samo. Bez zmian. Staram się mu wszystko mówić, ale mam wrażenie, że on tego nie rozumie, gdyż odpisuje: "Rozumiem", "Rób, co chcesz", "Nie mam nic go gadki", "Jak uważasz". Tak jakby było mu to całkowicie obojętne. Lecz on twierdzi, że to nieprawda. Ale gdy ja odpisywałam wg niego dziwnie, to był na mnie zły i miał pretensje (tak odczuwałam, zresztą widziałam po używanych słowach, bo znam go dosyć długo). Teraz pogodził się ze wszystkim - że piszę z jego wrogiem, że nic mu nie mówię, że okłamuję go. A mnie to okropnie boli. Chcę to zmienić, lecz czuję, że za późno. Wiele razy chciałam się poddać, ale czuję, że teraz poddam się naprawdę. Czuję, że wszystko zepsułam. Nie potrafię zapomnieć tego, że kiedyś było wspaniale. Pobytu w szpitalu również, bo czułam się w nim idealnie. I niesamowicie zmieniłam się. Lecz to już było.
Jeżeli chodzi o chłopaka, jest po przejściach. Cztery razy targnął na swoje życie, nie mogę podać przyczyn (obiecałam), lecz były bardzo poważne. Ma zmienne nastroje - raz cieszy się jak wariat, innym razem ma takiego doła, że potrafiłby wyskoczyć z okna. I tak co chwilę. I to nawet bez przyczyny. Nie śpi po nocach, potrafi krzyczeć na innych, mnie czasem napisze coś, co mnie zaboli, zrani, a potem płacze jak dziecko. Ma wyrzuty sumienia, żal do siebie. Sądzi, że lepiej byłoby, gdyby go tu nie było, gdyż jest problemem dla wszystkich. Uważa, że męczę się z nim i powinnam znaleźć sobie innego chłopaka. Mówi, że kiedyś znowu targnie na swoje życie. Będąc ze mną, dwa razy specjalnie przewalił się na skuterze. Gdy jest smutny lub zły - siada na skuter i jeździ jak szalony, a po nocach chodzi po lesie, gdzie popełniono wiele samobójstw, zabójstw, zgwałcono dziewczyny, porwano kogoś. Boję się o niego. Twierdzi, że nie zabije się, bo ma mnie, ale gdyby tak było, nie przewaliłby się na skuterze. Czasem myślałam, czy nie poprosić go, by nie jeździł na nim, lecz to jego pasja. Nie mogę mu jej zabrać. Ona jedyna (no i ja) daje mu szczęście.
Moja siostra jest zdania, że mój chłopak to psychopata. Ona sama tkwiła w związku podobnym, co ja, chłopak zachowywał się tak samo, jak mój, aż powiesił się. Chciała mu pomóc, lecz nie umiała. Zabierał jej wszystkie siły, całą energię. Nie chciał leczyć się. Nie wytrzymała i rzuciła go, bo miała dosyć męczenia się. Zasugerowała, że mogłabym to samo. Ale ja tego nie zrobię. Nigdy w życiu. Nawet jeśli mam cierpieć - będę. Kocham go z całego serca. Chcę mu pomóc. Nie zostawię go, bo nie pozwolę, aby zabił się. On mnie potrzebuje. Bez niego życie nie będzie takie samo. Nie będę umiała żyć bez niego. Zabiję się. Czuję tak. To jest ogromna miłość, niezniszczalna, wielka, prawdziwa. Po kłótniach z nim potrafię płakać całe dnie, potrafię się pociąć i łyknąć tabletki (ale to kiedyś), bo tak mnie to boli. A gdybym z nim zerwała? Samobójstwo. Bez zastanowienia. Jest moim pierwszym chłopakiem i będzie ostatnim. Wiele mu zawdzięczam.
Jak mogę mu pomóc? Sama jestem chora i nie zawsze umiem sobie pomóc. Mam siły, by walczyć, lecz coraz częściej chcę się poddać. Sądzę, że to wszystko nie ma sensu. Że tak będzie już zawsze. Chciałabym się zmienić, ale nie umiem. Każdego ranka wstaję z nadzieją, że jestem kimś innym, ale wciąż to ja. Nie chcę być taka jaka jestem teraz. Chcę być taka jaka byłam kiedyś. Tęsknię za tamtą osobą. Czy ona kiedyś do mnie wróci?
Offline
Posty
3
Dołączył(a)
06 lut 2013, 21:18

Ja mam depresję, on chorobę afektywną dwubiegunową...

Avatar użytkownika
przez Candy14 29 kwi 2013, 22:35
Nawet jeśli mam cierpieć - będę. Kocham go z całego serca. Chcę mu pomóc. Nie zostawię go, bo nie pozwolę, aby zabił się. On mnie potrzebuje. Bez niego życie nie będzie takie samo. Nie będę umiała żyć bez niego. Zabiję się. Czuję tak. To jest ogromna miłość, niezniszczalna, wielka, prawdziwa. Po kłótniach z nim potrafię płakać całe dnie, potrafię się pociąć i łyknąć tabletki (ale to kiedyś), bo tak mnie to boli. A gdybym z nim zerwała? Samobójstwo. Bez zastanowienia. Jest moim pierwszym chłopakiem i będzie ostatnim. Wiele mu zawdzięczam.

straszny melodramat
Nie musze byc najlepsza ze wszystkich. Wystarczy, że będę trochę lepszą sobą, niż byłam wczoraj.

Kazdy współczuje słabym.. na zazdrość trzeba zapracować ;)
Avatar użytkownika
Offline
Vice Miss Najładniejszych Nóg na forum
Posty
20464
Dołączył(a)
09 kwi 2012, 22:26

Sortuj wg

Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 7 gości

Przeskocz do