Borderline - zaburzenie osobowości

Forum poświęcone depresji oraz CHAD. Jeżeli czujesz, że sam/a sobie nie radzisz, nie zwlekaj z napisaniem o tym. A jeżeli depresje masz za sobą - możesz podzielić się wskazówkami.

przez justynak26 10 mar 2007, 22:10
Nikoreta, nie traktuj tego w kategoriach choroby, ja przynajmniej staram się tak robić. Taka już jestem i koniec, to moja osobowość, to mój osobisty urok, a jeżeli ktoś tego nie akceptuje? Trudno się mówi, nie zasługuje widocznie na moją znajomość, przychylność itd. To prawda, nie jesteś sama, takich jak my wokół są setki a może i tysiące, ale nie każdy potrafi powiedzieć: Tak, mam depresje, nerwicę, zaburzenia osobowości, tak mam je i nie wstydzę się tego. Wiele razy płakałam bo raniły mnie słowa innych, ale już się nauczyłam, że trzeba być twardym. Więc bądź twarda i nie poddawaj się.
Offline
Posty
68
Dołączył(a)
10 lut 2007, 21:40
Lokalizacja
Ostróda

borderline

przez Nikoreta 11 mar 2007, 11:38
...tak,ale to nie takie proste...zawsze uwazalam sie za gorsza....bo przeciez majac ok 8 i dorastajac w trybie natychmiastowym,nie moglam czuc sie inaczej...molestowanie...modne slowo...ukarac-kazdy krzyczy,ale kare ponosi dziecko...ja nikomu nie powiedzialam,trwalo to ok 8 lat,w kazde wakacje...dwa miesiace...ale wiesz,najgorsze bylo uswiadomic sobie,ze "pozwalalam" na to,bo czulam ze ktos mnie kocha,interesuje sie...bylam dla kogos wazna...okropne,jak kazdy nawet z najgorszej sytuacji wyciaga cos pozytywnego dla siebie...to zmienilo mnie...cicha,spokojna,jakajaca sie,czytajaca,bezproblemowa...tak-super dziecko...potem przelom-ladna nastolatka...ladna kobieta...i mezczyzni...wiesz co lubie?...lubie patrzec jak chca...jak nigdy nie dostana...prowokuje,czasem swiadomie,czasem nie...ale nienawidze tego...nie wiem czy zrozumiesz,ale mozna nienawidziec siebie...maz , dzieci...a ja bym to zostawila...dusze sie...dusze sie ze soba...ale kocham ich,bardzo...i dusze sie...
...cień...on przysłania nawet mój oddech...
Offline
Posty
4
Dołączył(a)
10 mar 2007, 10:47

przez justynak26 11 mar 2007, 14:37
Nikoreta, musisz walczyć, nie można się poddawać, zostawiłam Ci PW
Offline
Posty
68
Dołączył(a)
10 lut 2007, 21:40
Lokalizacja
Ostróda

Doradca Nerwica.com

przez Doradca Nerwica.com
Polecam tych psychologów i psychoterapeutów z Twojej okolicy
Doradca Nerwica.com

borderline

przez Nikoreta 11 mar 2007, 15:04
...dziekuje...
...cień...on przysłania nawet mój oddech...
Offline
Posty
4
Dołączył(a)
10 mar 2007, 10:47

Borderline czy pierdolec?

Avatar użytkownika
przez 11 mar 2007, 17:53
Bry!
"Znamy się mało... więc może ja bym powiedział(a) parę słów o sobie - najpierw..." ;)
Od dwóch lat 'nie wiem, co się ze mną dzieje.' Są dwie 'ja': jedna, taka 'wyjściowa', to (pal licho nieskromność) odwieczna dusza towarzystwa, roześmiana, z tabunami pomysłów galopującymi przez głowę. Lubię ludzi i wiem, jak ich oczarować, jak zjednać sobie sympatię, wyciągać ich za uszy z melancholii. Myślę, że nie zbywa mi też na inteligencji. ;) Jestem oczytana, mam naprawdę rozległą wiedzę w dziedzinach, które mnie interesują. Nie chcę absolutnie, żeby ktoś pomyślał, że się tu przechwalam, popisuję, czy podnoszę prymitywnie samoocenę. Chcę tylko powiedzieć, że przez otoczenie odbierana jestem jako osoba, której wszystko się udaje 'po prostu' i którą można postawić za wzór. Takoż zresztą było zawsze w podstawówce i liceum: nauka sprawiała mi satysfakcję, nauczyciele wychwalali, a żadne przedstawienie czy inna akcja 'ku czci' nie mogła się obyć beze mnie. Typ aktywistki, ale nigdy nie narzekałam na brak przyjaciół, bo unikałam kujońskich i lizusowskich zachowań. :] I tak jest do dziś.
Ale jest też druga "ja". Skrzętnie skrywana, o której chcę powiedzieć właśnie tutaj. I Wy i ja anonimowi - dlatego pewnie łatwiej, ale i dlatego, że po prostu mam już dość. Że sobie nie radzę i chcę to zmienić... Więc druga "ja" - w pozycji horyzontalnej na kanapie, śmiertelnie smutna, znudzona, wypalona. Wewnętrzna pustka. Niemożność przejścia od planów do czynów. Wiedziałam, że to nie depresja, bo ten stan mijał, a ja rzucałam się pełna wigoru w czytanie, granie na gitarze, spotkania z ludźmi, przenosiłam góry i zwyczajnie cieszyłam się życiem. Do następnego takiego napadu. Niestabilny obraz siebie i tego, co chcę robić. A więc zmiany studiów, szybkie zniechęcenie, uporczywa myśl, ze może tak naprawdę jestem guzik warta, a z drugiej strony określone pasje i pragnienia i akceptacja i zwyczajnie lubienie samej siebie. Agresja. Niekontrolowane wybuchy zupełnie absurdalnego gniewu z śmiesznych powodów. Potrafię wybaczać innym, bo wiem, ze ja też nieraz się potykam i szczerze wierzę, że każdy jest z natury dobry i tylko czasem coś mu się myli. I tak przechodzę do porządku nad historiami sporego kalibru, ale wyolbrzymiam bzdury. A wtedy potrafię krzyczeć, przeklinać, nienawidzić i zadawać precyzyjnie ból. Po prostu wiem, gdzie i w co uderzać - oczywiście werbalnie - żeby najbardziej bolało... I najgorsze jest to, że ja w rzeczywistości wiem, że moje zachowanie jest absurdalne, że robię źle, ale n i e p o t r a f i ę tego kontrolować. Ja - dobra mówi 'zamknij dziób', a ja - zła może się wykłócać do upadłego. Cierpią na tym moi bliscy, a szczególnie mój mężczyzna (i tu kolejna 'perełka' - oczywiście nie jestem w sztampowym związku, ale akurat z tym nie ma problemu, bom zwyczajnie szczęśliwa i niezmiennie zakochana :]). Bywa, że jestem piekielnie zaborcza. Nie cały czas, ale mam napady lęku, że odejdzie, a ja sobie z tym nie poradzę. Nie mam powodów, by się tego obawiać, ale boję się rozstań, nawet na chwilę, bo wydaje mi się, że on mnie wtedy przestanie kochać. Ot tak. Oczywiście wiem, że to jest tak niedorzeczne, że aż śmieszne. Że właśnie takie zachowanie może być zabójcze, że to bezsensie etc... i co? I nic.
Do tego całego obrazka dołożyć muszę totalny brak kontroli nad finansami. Pieniążki mi się rozpełzają na wszystkie strony, samoistnie, a najgorsze, że to nie przynosi mi satysfakcji. Nie jestem materialistką, ale poczynione zakupy mnie nie cieszą, wręcz przeciwnie. Mam poczucie winy. Jestem ryzykantką i lubię szokować, lubię iść pod prąd i bulwersować. Powtarzam sobie, że "co ludzie myślą, to nieistotne" i akurat te cechy traktuję jako mój urok i już. Ale to wszystko poskładane razem tworzy naprawdę żałosną całość, którą zakopuję gdzieś głęboko. Ona jednak jest, płycej niż mi się wydaje.
I jest mi z tym bardzo źle. Z obsesyjnością, z rozedrganiem. Kryzys bywa chwilowy, ale jego skutki - długofalowe. Ciężko mi się zmobilizować do działania, choć wiem, że powinnam, że będzie mi wtedy lepiej. Ciężko strzelić w łeb tą drugą siebie i kazać się jej zamknąć.
Nie wiedziałam, co się dzieje. To było najgorsze, bo nie umiałam przewidzieć z której strony mnie samej przyjdzie cios. Informacja o borderline była jak katharsis. Łzy i jednocześnie wielka ulga. już wiem, czego się trzymać... Łykam magnez i środki 'dopieszczające' mój hipokamp - działa. :] Nie myślę o sobie źle. Podzieliłam się z Rodzicami i Onym swoim problemem. Wiedzą, że trzeba mi czasem zakładać kaftanik samokochający. ;]
Wydaje mi się, że to jest to. Więc proszę o Waszą obiektywną ocenę, z boku. Czy dobrze kombinuję? I... potrzebuję zwyczajnie wsparcia. :) Świadomości, żem nie sama, a wespół w zespół będzie nam łatwiej, prawda?
Kocham życie i jestem zafascynowana światem. Mam wiele marzeń i planów i wiarę, że nie ma rzeczy niemożliwych, jeśli tylko tego chcemy. Nie chcę się nad sobą użalać. Lecz jednocześnie boję się tej drugiej 'ja'. Muszę ją oswoić. Muszę nauczyć się z nią żyć i nie dać się zniszczyć. Oczywiście, że się uda... :) Oczywiście - nie będzie łatwo. Ale łatwo jest dla cieniaków, nie dla mnie, da?! :)

„Już od dawna wiedziałem, że łatwo można oszaleć. Nietrudno. Nie myślałem jednak, że tak straszliwie łatwo. Z czasem zacząłem coraz lepiej się na tym znać. Tak, że teraz mogę postawić zagadkę: jaka jest najłatwiejsza rzecz na świecie? Oszaleć! I druga zagadka: jaka jest najtrudniejsza rzecz na świecie? Nie oszaleć!" (Edward Stachura)

POMOŻECIE??? :]
.'..wyjść z obłędu, to wyjść z labiryntu, bez żadnej nici Ariadny w ręku..'.
Avatar użytkownika
Offline
Posty
19
Dołączył(a)
10 mar 2007, 22:22

Avatar użytkownika
przez Margaret 11 mar 2007, 17:58
Nie wydaje mi się, aby to było zaburzenie typu Borderline. Może zwyczajnie sie wypalasz?
Odcięli aniołom skrzydła, bo dawały wolność.
Odarli ich z szat, gdyż były za piękne.
Obrzucili je błotem, bo białą skórę miały
Teraz stoją ranne, nagie, brudne
Lecz nadal doskonałe...
Avatar użytkownika
Offline
ExModerator
Posty
255
Dołączył(a)
01 lut 2007, 13:41

Avatar użytkownika
przez 11 mar 2007, 18:01
W wieku 20 lat?
.'..wyjść z obłędu, to wyjść z labiryntu, bez żadnej nici Ariadny w ręku..'.
Avatar użytkownika
Offline
Posty
19
Dołączył(a)
10 mar 2007, 22:22

Avatar użytkownika
przez IceMan 11 mar 2007, 18:13
Iś napisał(a):Czy dobrze kombinuję?

Iś napisał(a):Muszę ją oswoić. Muszę nauczyć się z nią żyć i nie dać się zniszczyć.

Co do borderline nie piszę nic, bo się zupełnie nie znam :P ale poza tym dobrze kombinujesz. Przez chwilę miałem mgnienie, czy ten post znalazł się we właściwym subforum. Bo z taką dawką wiary, optymizmu, samozaparcia i chęci pracy nad sobą nadajesz się do "Kroków do wolności". Nie no... jesteś wielka i nie muszę pisać, że mam nadzieję, że sobie poradzisz. Ty na pewno sobie poradzisz!
Avatar użytkownika
Offline
Przyjaciel forum
Posty
4789
Dołączył(a)
30 wrz 2006, 13:49
Lokalizacja
Wroc

przez Yantar 11 mar 2007, 19:11
Iś o zaburzeniu borderline moze wydac diagnoze tylko biegly psychiatra.
Pewne cechy tego zaburzenia posiadasz ale jak to z psychika bywa granice zaburzen sa dosc plyne. Nie ma sobie co dobierac do glowy.
Jesli czujesz sie z tym wszystkim zle zacznij spokojnie od kontaktu z psychologiem.
Offline
Posty
77
Dołączył(a)
15 sty 2007, 05:36

Avatar użytkownika
przez dalilah 11 mar 2007, 20:18
Iś....jestem bardzo podobna do Ciebie jesli chodzi o symptomy (zeby nie powiedziec ze mam takie same) ale jestem wlasnie w fazie "dolka", niestety u mnie sytuacja jest bardziej skomplikowana bo oprocz elementow borderline mam jeszcze stwierdzona nerwice lękową, dobrze jednak bylo przeczytac Twojego posta bo przypomnial mi o tym ze znow zaswieci slonce
Secret Garden "Nocturne" - opowiesc o mnie
Avatar użytkownika
Offline
Posty
164
Dołączył(a)
27 lut 2006, 14:58
Lokalizacja
zachodniopomorskie

Avatar użytkownika
przez Margaret 11 mar 2007, 20:21
Dziewczyny byłam przekonana, że to zaburzenie również mnie dotyczy, ale tutaj potrzeba wiele sesji u doświadczonego psychologa czy psychiatry aby stwierdził pograniczne zaburzenie osobowości. Mi objawy zgadzały się w 99% a nie mam borderline. Nie warto wyszukiwać sobie zaburzeń. Każdy z nas ma dwie twarze. Kochana na pewno sobie poradzisz drzemie w Tobie taki zapał do zycia, że nie jedną górę jeszcze przeniesiesz. Powodzenia! ;)
Odcięli aniołom skrzydła, bo dawały wolność.
Odarli ich z szat, gdyż były za piękne.
Obrzucili je błotem, bo białą skórę miały
Teraz stoją ranne, nagie, brudne
Lecz nadal doskonałe...
Avatar użytkownika
Offline
ExModerator
Posty
255
Dołączył(a)
01 lut 2007, 13:41

Avatar użytkownika
przez BEHEMOT 12 mar 2007, 11:36
Witajcie mam pytanie?Mam Bordeline więc dotykają mnie te wszystkie objawy,łącznie z zachowaniami destrukcyjnymi i próbami samobójczymi:( Nie potrafię sobie radzić sama ze sobą a najgorsze jest to że ranie i sprawiam ból tym którzy są dla mnie bliscy.Proszę napiszcie jak radzicie sobie z napadami irracjonalnej złości,zmiennymi nastrojami i czepianiem się wszystkiego?Jak powstrzymać te paskudne stany?
,,Myte dusze pragną snu..."
Avatar użytkownika
Offline
Posty
181
Dołączył(a)
31 paź 2006, 11:55
Lokalizacja
Bielsko-Biała

przez Pstryk 12 mar 2007, 12:33
Podobno trzeba znaleźć przyczynę danego zachowania, potem nauczyć się nad nim panować, następnie pracować nad jego wyeliminowaniem. Podobno, bo tak piszą w wielu mądrych książkach, których się naczytałam, niestety bez skutku dla mojej osoby:)(
Zawsze jest jeszcze chemia. Zastanawiam się nad regulatorami nastroju. Ale trochę się tego obawiam. Czy ktoś ma w tej dziedzinie doświadczenie???
Pstryk
Offline

przez natalia-czerwona 12 mar 2007, 16:02
ja biorę stabilizatory nastroju. zero skutków ubocznych. mi na poczatku pomagały i z tego najcięższego doła mnie wyciągnęły, ale to niestety wraca [mam jeszcze cięzką depresję]. osobiście bardziej wierzę w leki niż psychoterapię, zresztą moja psycholog nie chce się podjąć prowadzenia mojej terapii. tak więc jestem zdana tylko na tabletki.
nie odradzam barania leków, bo to jedna z dróg wyzdrowienia. w połączeniu z psychoterapią może dać świetne efekty. najlepiej porozmawiać z psychiatrą i wspólnie zastanowić się nad lekami.
"Z popiołu
Wstanę płomiennowłosa
By połknąć mężczyzn jak powietrze."
Posty
36
Dołączył(a)
16 gru 2006, 00:59

Sortuj wg

Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 5 gości

Przeskocz do