Problemy od dłuższego czasu

Forum poświęcone depresji oraz CHAD. Jeżeli czujesz, że sam/a sobie nie radzisz, nie zwlekaj z napisaniem o tym. A jeżeli depresje masz za sobą - możesz podzielić się wskazówkami.

Problemy od dłuższego czasu

przez Sialal 25 mar 2013, 19:29
Cześć!
Mam 19 lat i zwracam się z prośbą o pomoc i ewentualne porady.
Od paru.lat 2-3 mam problemy, tzn. jestem wiecznie zmęczony, trudno mi się zabrać do czegokolwiek, najchętniej spałbym cały czas, rano gdy się obudzę nie mam ochoty wstawać, do takiego stopnia, że choćby się waliło i paliło to nie wstanę. Mam problemy z chłodzeniem do szkoły, dużo oopuszczam. Nawet, gdy już wstanę to jadąc autobusem, mówię sobie, że nie idę, że nic się nie stanie, jak jeden dzień sobie odpuszczę, bo po co mam się stresować?
Jedyne co robię to idę do szkoły, przychodzę do domu, jem, siadam na kompa, pooglądam telewizję, plątam się po domu i idę.spać.
Nie raz były bardzo trudne sytuacje, myślałem o samobójstwie, lecz myśląc o bliskich odrzucałem tą myśl.
Około 1-2 lata temu chodziłem na siłownię, lecz już wtedy ciężko mi się ćwiczyło i nie mialem siły, az wkońcu przestałem.
Przez ten czas przytyłem, lecz bardzo mało, bardziej uzbierało mi się tkanki tłuszczowej i chcę coś z tym zrobić.
Jako dzieciak byłem bardzo aktywny fizycznie, dużo ćwiczyłem, jeździłem na różne turnieje, itd.
W 3ciej klasie podstawówki przeprowadziłem się 3-4km dalej. Chodziłem do tej samej szkoły, lecz gdy przyszedł czas na gimnazjum wszystko się zmieniło.
Nie dostałem się tam gdzie chciałem, poszedłem tam gdzie było najbliżej. W nowej szkole nie mialem żadnych znajomych. Przestałem ćwiczyć na wfie, w sumie sam nie wiem czemu. Zawsze byłem bardzo szczupły i to może dlatego. Do tej pory jestem również nieśmiały. Powoli się zaprzyjaźniałem, nie mialem w sumie większych problemów. Od gimnazjum nie ćwiczę na wfie. Zdarzało mi się wtedy opuszczać zajęcia w szkole, lecz rzadko. Nie utrzymuję do tej pory żadnych znajomości z gimnazjum, ani z podstawówki, chociaż bardzo bym chciał. W sumie to tylko z kolegą z gimnazjum jestem cały czas w kontakcie, można powiedzieć, że to mój przyjaciel.
Przyszedł czas na technikum, w którym znowu nikogo nie znałem. Już w pierwszej klasie zaczęły się problemy z opuszczeniem. Nie chodziłem dosyć dużo.
Za namową rodziców poszedłem do psychologa, dużo z nim rozmawiałem. U lekarza dostałem też antydepresanty. Po wielu wizytach u psychologa wkońcu poszedłem do szkoły i automatycznie przestałem chodzić do psychologa, uznałem, że już nie trzeba. Przeszedłem do następnej klasy. W drugiej klasie nie.sądziłem, że się to powtórzy. Znowu nie chodziłem, lecz tym razem się sam z tym uporałem. Opuszczałem dalej, ale już nie tak dużo i przeszedłem do trzeciej klasy. Znowu zaczęło się to samo, lecz teraz jest gorzej. W pierwszym miesiącu mieliśmy praktyki, opuściłem ostatni tydzień praktyk, tym samym ich nie zaliczyłem. Dobrze o tym wiedziałem, że jak nie pójdę to ich nie zaliczę, ale wisiało mi to.
Teraz chodzę w kratkę, raz idę, raz nie idę. Rzadko wstaje na pierwszą lekcje. Jest mi ciężko. Nie wiem co mam robić, dlatego pisze tutaj.
Dodam, że od początku gimnazjum mam problemy ze wzrokiem. Pogarszał się on, lecz od dwóch lat jest na tym samym poziomie. Jeździłem po różnych klinikach, lecz nie wiedzą co mi jest. Jeżdżę w sumie dalej. Jest podejrzenie choroby Stardgardta, ale to nic pewnego.
Sam nie wiem co mogę jeszcze napisać.
Dużo ostatnimi czasy myślę o swoim życiu i chcę wkońcu coś z nim zrobić. Chcę wstawać rano wypoczęty, chodzić do szkoły cały czas, ćwiczyć na siłowni, biegać, itd.
Moim hobby są komputery, lubię rozwiązywać różne problemy z nimi związane, nie tylko od strony naprawiania danych podzespołów, ale także naprawiania błędów w samym systemie.
Często naprawiam telefony, np. brata, taty, czy siostry, lub jakiegoś znajomego. Daje mi to dużo radości i siedzę przy tym dotąd , az nie naprawię.
W szkole uchodzę za spokojnego i nieśmiałego osobnika. W tym roku zaprzyjaźniłem się z paroma osobami i jeżeli chodzi o grono klasowe to jest w porządku. Nauczyciele są również bardzo wyruzumiali.
Chcę gruntownie zmienić swoje zycie, tak aby dawało mi radość.

Zapomniałem napisać o najważniejszym, a mianowicie o Bogu.
Rzadko się modliłem, lecz gdy były te trudne chwilę w pierwszej klasie technikum, to modliłem się codziennie, co było dużą zmianą. Zawdzięczam Bogu, że wtedy mi się udało. Potem przestałem się modlić i rzadko mi się teraz zdarza uklęknąć. Do kościoła nie chodzę praktycznie w ogóle, do bierzmowania nie przystąpiłem do tej pory. Chcę, aby Bóg dawał mi siły, lecz nie potrafię o to prosić, jest mi strasznie ciężko.

Opisałem się dosyć dużo, przepraszam za wszelkie błędy w pisowni, lecz piszę na tablecie.
Proszę o jakieś porady, co mam robić i jak zacząć zmieniać swoje zycie.
Dziękuję z góry wszystkim za porady i chęci udzielenia pomocy.
Pozdrawiam!

-- 30 mar 2013, 09:26 --

Odświeżam!
Offline
Posty
1
Dołączył(a)
25 mar 2013, 18:23

Problemy od dłuższego czasu

przez NadziejaWBeznadzieji 31 mar 2013, 02:06
Witam,

Dlaczego nie zarejestrujesz się przykładowo na jakimś forum komputerowym na którym ludzie często opisują swoje problemy z systemem/podzespołami, skoro sprawia Ci to taką przyjemność?
Jeżeli przy swoim hobby potrafisz, jak powiedziałeś, siedzieć wiele czasu i pracować nad rozwiązaniem problemu, każdy taki nierozwiązany jeszcze problemy mógłby być napędem do tego żeby wstać rano z łóżka i rozwiązywać go dalej. Może w przyszłości powinieneś otworzyć jakiś serwis komputerowy? Pomyśl teraz co mogłoby pomóc w spełnieniu tego celu? Szkoła jest TYLKO JEDNYM Z PUNKTÓW, której ukończenie może być przydatne w przyszłości(gdy już będziesz miał serwis), może pomóc Ci posiąść wykształcenie, które skolei pomoże Ci w kolejnym punkcie - znalezieniem pracy = (pkt3.) środków pozwalających na otwarcie serwisu. To tylko przykład, najważniejsze by Twoim celem było coś, co pozwoli Ci się spełnić w tym co najbardziej lubisz robić, a wszystkie inne rzeczy, do których podchodzisz z niechęcią jak szkoła, były tylko pewnym odcinkiem ścieżki którą musisz przejść aby osiągnąć cel, A NIE SAMYM CELEM. Łatwiej wchodzić na górę widząc jej szczyt - wówczas niezwracamy uwagi na małe pagórki przez które musimy przeprawić się aby na niego wejść bo nasz wzrok wbity jest tylko w ten jeden punkt, trudniej natomiast wchodzić pod kolejne podejścia, za którymi są następne i następe - niewidząc szczytu, sensu, i nadzieji na to że którymkolwiek z nich(podejść) go ujrzymy. Pamiętaj, szkoła to tylko ten mały pagórek który przejdziesz bez problemu jeżeli widzisz cel - dopóki go nieokreślisz będziesz męczył się z każdym kolejnym podejściem traktując go jako szczyt - niestety, to złudne, za nim będą tylko następne wzniesienia.

Tak, modlitwa to zawsze dobry pomysł, Bóg nigdy w Ciebie zwątpił ani nie zwątpi, smutne że Ty zwątpiłeś w niego i niechce Ci się z nim rozmawiać nawet mając w świadomości to, że kiedyś przecież Ci już pomógł - Jezus jest Twoim przyjacielem, a o przyjaźń powinno się dbać i nie tylko wtedy, gdy ma się jakiś problem. Jezus jest jednak wyjątkowym przyjacielem, można mieć cały czas jakiś problem, on zawsze nam pomoże, najważniejsze jest żeby poprostu z nim ROZMAWIAĆ, nawet jeżeli miałoby się to opierać na samych prośbach. Niemyśl, że pragnę Cię teraz pouczać, nie jestem święty i często sam niestosuje się do tego co napisałem(na szczęście coraz rzadziej), ale pragnę Cię tylko zmotywować do modlitwy. Zresztą, nic niestoi na przeszkodzie żebym sam się za Ciebie pomodlił ;)

A teraz, nie trać czasu, do roboty!

Pozdrawiam.
Posty
79
Dołączył(a)
21 sty 2013, 19:09

Sortuj wg

Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 10 gości

Przeskocz do