Już nikogo nie chcę ranić...

Forum poświęcone depresji oraz CHAD. Jeżeli czujesz, że sam/a sobie nie radzisz, nie zwlekaj z napisaniem o tym. A jeżeli depresje masz za sobą - możesz podzielić się wskazówkami.

Już nikogo nie chcę ranić...

przez aviomarin 08 mar 2013, 19:24
Witam, Może zacznę od początku potrzebuję z siebie wyrzucić ten ciężar i ból.
Mam 30 lat, pochodzę z patologicznej rodziny bardzo wcześnie trafiłam do domu dziecka. Moim celem była normalna rodzina i normalne życie. Ale zawaliłam.
TAk w skrócie, moje dorosłe życie wyglądało tak.
Po wyjściu zdomu dziecka dostałam mieszkanie, plan szybko dzieci mąż. Nie patrzyłąm na to że on jest zły myślałam że się zmieni, Jego nałóg alkohol, ja nie piję. Ciąża obiecał się zmienić, zaproponował ślub. Ja wierzyłam że teraz to on się zmieni, kolejna ciąża miała nas zespolić, a tym czasem przestał pracować, co miałam przepijał zaczął mnie bić. Znosiłam wiela dla dzieci, zaproponował zmianę miejsca zamieszkania , zmieni towarzystwo i on się zmieni. Na początku było super kolejne dziecko jakiś czas spokój z z czasem zmieniło się tylko towarzystwo. Powiedział że pół mieszkania jest jego bo jestem jego żoną i odszedł. Rozwód 2008 z jego winy, ciągneła się sprawa o podziła majątku i musiałam go spłacić z połowy w 2010r.
Między czasi poznałam kogoś 2009r, pokochał nie tylko mnie ale i moje dzieci, oboje chcieliśmy być razem. Pamiętam to szczęście że ktoś normalny jest obok mnie. Po roku zaszłam w ciążę tak się cieszył że będzie miał swoje dziecko. Akurat sporzedawałam mieszkanie, przeprowadziliśmy się razem z dziećmi do Radomia z Otwocka w 2010r. Było pięknie dwa lata.
Ze mną zaczeło się coś dziać, nie doceniałam tego co mam, stałam się egoistyczna, wymagająca i natarczywa . To widzę dziś.
Tak bardzo nie nawidziłam matki za to że nas nie chciała i tak skrzywdziła. Nie chciałam być taka jak on myśli tylko o sobie, a właśnie dziś widzę że niczym się od niej nie różnię. Mój brat popełnił samobójstwo 5 lat temu. NIe radził sobie z życiem, z obowiązkami jakie nakłada ono na człowieka a on jest takie zagubiony bez wzorców którymi mógłby się kierować. To samo i ja dziś czuję.
W listopadzie zaszłam w ciążę to już 4 miesiąć, Partner mnie ostrzegał, że coś się ze mną dzieje że jeśli się nie zmienie to odejdzie. Ja widziałm w nim problem i jego winę, proponował psychologa, wszystkie moje wybuchy znosił w milczeniu, czasem nie odzywał się jakiś czas. Dziś wiem że to ja raniłam jego i dzieci.
Nie mam się do kogo się zwrócić naprawdę jestem sama. Nie chcę nikogo już ranić.
Jestem ponad miesiąc sama z dziećmi, nie ma go i nie wróci.
Zczeło się od tego że przez tydzień co dzień mówił że odejdzie i co dzień przepraszał, że tak nie chce że nas kocha tylko żebym odpóściła trochę z tą zawistością i egoizmem. I dała mu czasem chwile ciszy.
W niedzielę w nocy ok 1 nie wiem co mnie obudziła, co mną kierowało, co mi kazało wstałam i go spakowałam, rozpakowałam tak kilka razy Położyłam się i po jakimś czasie wstałam. Usnął w drugim pokoju przy tv. Dałam mu tą torbę. Awantura, NIe pamiętam co mówiłam, co on. Wiem że Bardzo tego żałowałam co zrobiłam, Ja tylko chciałam być obok niego.
Wyszedł w nocy i ostatni raz go widziałam miesiąc temu. Przepraszałam, po kilku dniach zadzwonił żeby przysłać mu resztę rzeczy, prosiłam aby jeszcze nie przekreślał wszystkiego ja się zmienię. Naprawdę wszystko widzę teraz i rozumiem go, wiem też co musiał znosić.
Rozumiem jak bardzo skrzywdziłam go jak i dzieci. Bo był jak ojciec, troszczył się i dbał, miałam to ciepło którego zawsze chciałam dopóki nie zaczełam ranić go psychicznie.
Wczoraj zadzwonił, powiedział, żebym dała już sobie spokój, skoncentrowała na dzieciach, ciąży, jadła i wysypiała się. Ja już się nie zmienie jego rodzina (mieszka u mamy) mówi że jak nie szanowałam to już nie uszanuje. On nie wróci podjął tam pracę, poszedł do szkoły ma plany na życie i już nie wróci. Zebym żyła dalej i nie martwiła się bo już nic nie naprawię. Płakałam i słuchałam go był taki spokojny, poprosiłam o trochę czasu, że zobaczy mnie jaką byłam, bezinteresowną i zaradną. Powiedział że już czas miałam on teraz chce spokojnie żyć. A za jakiś czas będzie chciał zabrać synka, Żeby mi było łatwiej.
Naprawdę bardzo go kocham pragnę normalnej rodziny, chce tych zmian, chcę normalnego domu dla dzieci.
Wiem że on już nie wróci skoro podjął taką decyzję i mówi to taki szczęśliwy tym nowym życiem.
NIe wiem jak go prosić, jak pokazać że nie chcę już nikogo ranić.
Tydzień temu zrobiłam testament, Wczoraj kupiłam pewne proszki i chcę je dziś wszystkie zażyć.
Wiem że w ten sposób wszystko naprawię, nikogo już nie zranię. Tak bardzo pragnę rodziny, której już nie mam. NIe chcę już ranić dzieci, widzę ich ból na twarzach, że go nie ma a je zawiodłam jako matka. Najstarszy syn wolała mieszkać z ojcem jest u niego prawie rok a mnie nie chce znać. Partner woli syna teraz nie widzieć bo mów że tak mnie nienawidzi, że zrobił by mi krzywdę a tego nie chce.
Straciłam wszystko nic już nie mam. NIe mam rodziny, nie mam jego, dzieci mnie nienawidzą.
Ten ból jest nie do wytrzymania. Chciałam iść do psychologa jeszce 2 tygodnie czekania na wizytę, nie radzę sobie wiem że te tabletki to jedyne co mogę zrobić żeby wszystko naprawić i nikogo nie ranić
Offline
Posty
3
Dołączył(a)
08 mar 2013, 15:02

Już nikogo nie chcę ranić...

przez Saraid 08 mar 2013, 19:56
aviomarin, Witaj rozumiem,że Ci ciężko że miałaś trudne dzieciństwo ,znam temat
i potem trafiłaś na oprawce.rozumiem,że pragnęłas mieć rodzine ,ale sie w tym pogubiłaś nie Ty pierwsza nie ostatnia ,najlepsze co możesz dla siebie zrobić będąc osobą odpowiedzialną majacą dzieci które ZAWSZE będą potrzebowały matki to leczyć się zrobić to dla siebie i dla nich.Ty zasługujesz na szczęscie życie Cię doswiadczyło
chcesz się poddać?mając dla kogo zyc?o co walczyć?o siebie a to przeloży się pózniej na realcje z innymi.Leki psychoterapia zawalcz o siebie skoro tyle czasu dawałaś radę nie poddawaj sie teraz jesteś silna,chociaz akurat tak sie nie czujesz,ale mając takie zycie widac że jesteś więc teraz nie wolno Ci sie poddać nie niszcz to co już masz bo wszystko może się zmienić jesli Ty sie zmienisz i to zalezy tylko od Ciebie samej a ja wierzę ,ze Ci się uda.Jesteś w ciaży i także jestes odpowiedzialna za dziecko które ma się narodzic pamietaj o tym?jest niewinne
a nie wiem czy ktoś byłby szczęsliwy gdybyś skrzywdziła dwoje ludzi poza tym nie zawsze wszytko wychodzi tak jak planujemy pamietaj o tym?nie pogarszaj swojej sytuacji ,tylko walcz masz o co.
Saraid
Offline

Już nikogo nie chcę ranić...

przez aviomarin 14 mar 2013, 15:16
Witam, nie wiem czemu piszę, ale czuję się taką nie moc. Tak bardzo bym chciała wszystko naprawić. A nie wiem jak mu to powiedzieć by chciał mi uwierzyć.
Wczoraj wyszłam ze szpitala, połknełam ta pieprz... tabletki, czuję że nic już nie mogę, krzywdzę wszystkich obok.
Tak bardzo potrzebuję tej szansy, tak bardzo mnie boli to jaka byłam,tak szczerze i tak strasznie żałuję że nie potrafię sobie poradzić z tym bólem jaki odczówam w środku. Jak człowiek może być zdesperowany by chcieć się zabić, bo czuje że nic już nie może zmienic, a to jedyne czego pragnie. Pokazać że jest, że potrafi być innym.
Ciężko mi się pozbierać, pamiętam twarze dzieci gdy nie wiedziały co się dzieje, ten ból jaki im sprawiłam ostatnim wydarzeniem. Wiem że tylko je mam a tak je krzywdzę, tak bardzo chcę by Klaudisz zobaczył że potrafię i chcę się zmienić, że tak bardzo go kocham i potrzebuję. Ta jego obecność sprawia że żyję, a ja to wszystko potrafiłam zepsuć.
Jestem w 4 miesiącu ciąży wiem że mogłam zaszkodzić dziecku, sama z 3 dzieci, nie radzę sobie psychicznie, czuję tylko ten straszny ból w środku. Ja go tak prosiam by dał mi trochę czasu i małymi krokami jeśli zobaczy że jestem jaka byłam odbuduje się nasz związek, nic na siłe. On mi powieział, żebym dała mu spokój i już nic się nie zmieni.
Ja naprawdę niczego więcej nie chcę jak tylko tej szansy byśmy znów byli rodziną. wiem że to ja muszę coś zrobić by to wszysstko odbudować nie wiem co i jak. Proszę pomóżcie mi, Tak bardzo bym chciała mu coś powiedzieć ale zawsze jak zadzwoni lub napisze potrafię powiedzieć tylko. Tak bardzo cię przepraszam, proszę cię, tak bardzo proszę wróć.
Nigdy nie sądziłam że mogę tak bardzo kogoś skrzywdzić, że potrafię tak kochać a jednocześnie tak bardzo zranić, swoim zachowaniem wobec niego. Nie zdradziałam, po prostu byłam pełna pychy, egoizmu, pazerna i źle się do niego odnosiłam.
Proszę nie zostawiajcie mnie samej, proszę was o pomoc. Na jutro mam wizytę u psychologa, wiem że muszę jakoś inaczej żyć niż teraz nie wiem jak to zrobić, a jednocześnie odbudować to co zniszczyłam, liczę że sam dostrzeżę zmianę i mam nadzieję że nie pozbawie dzieci rodziny pełnej.
Offline
Posty
3
Dołączył(a)
08 mar 2013, 15:02

Doradca Nerwica.com

przez Doradca Nerwica.com
Polecam tych psychologów i psychoterapeutów z Twojej okolicy
Doradca Nerwica.com

Już nikogo nie chcę ranić...

przez JOSE 2 15 mar 2013, 14:20
Jak Cię pocieszyć? Ja nie wiem. Nie żyjemy w średniowieczu, są środki antykoncepcyjne. Jeżeli nie miałaś środków na utrzymanie rodziny itp. to możesz mieć żal tylko do siebie zakładając ją z przygodnymi - ojcami.
Podobno każdy kowalem swego losu. Żal mi Cię.
Dawniej Rambo.
Offline
Posty
233
Dołączył(a)
13 lis 2011, 00:03

Już nikogo nie chcę ranić...

przez aviomarin 15 mar 2013, 14:59
Nie proszę o pieniądzę, mam środki na życie, Nie mam problemu z dziećmi.
Problem mój to jestem ja, że mogłam popsuć życie, nie tylko sobie.
I ojcowie nie są przygodni proszę nie sugerować że jestem kimś takim.
Poprosiłam o pomoc jak mogę naprawić życie mojej rodziny.
Offline
Posty
3
Dołączył(a)
08 mar 2013, 15:02

Sortuj wg

Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 23 gości

Przeskocz do