Czy czujecie wsparcie kogokolwiek?

Forum poświęcone depresji oraz CHAD. Jeżeli czujesz, że sam/a sobie nie radzisz, nie zwlekaj z napisaniem o tym. A jeżeli depresje masz za sobą - możesz podzielić się wskazówkami.

Czy czujecie wsparcie kogokolwiek?

Avatar użytkownika
przez black swan 03 mar 2013, 20:19
Ja nie zazdroszczę - jako wierząca byłabym ograniczona szeregiem jakichś zasad i blokad, a w tej chwili kieruję się tylko tym co wydaje MI się słuszne.

-- 03 mar 2013, 19:26 --

Bo jak już w coś wierzyć i się do jakiejś wiary przypisywać, to też przestrzegać zasad tej wiary w 100%, a nie tylko tego co się podoba. Kompletnie nie rozumiem ludzi, którzy np są ochrzczeni, są katolikami, bo taka u nich w rodzinie tradycja, ale do kościoła nie chodzą. Ślub biorą tylko cywilny, a swoje dziecko chrzczą - bo tak. A takich ludzi jest dużo.
No risk - no fun, no pain - no gain.
Avatar użytkownika
Offline
Posty
1493
Dołączył(a)
25 gru 2012, 23:05
Lokalizacja
północ

Czy czujecie wsparcie kogokolwiek?

Avatar użytkownika
przez bittersweet 03 mar 2013, 20:34
Dla mnie to, że koty nie wymagają chodzenia na spacery to duża zaleta miałam w domu dwa koty, jeden był mój ukochany. Niestety, zginął w wakacje przejechany przez samochód. Miał 15 lat i dobrze się trzymał. Właściwie to jego śmierć wywołała u mnie ostrą depresję. I nie tylko u mnie - drugi kot po śmierci pierwszego też popadł w depresję, przestał jeść cokolwiek, do tego był już chory i też umarł... niestety obecnie nie mogę wziąć kota, choć bym bardzo chciała. Nie pozwala mi współlokatorka...
O nie, jaka okropna historia :hide: sama mam 2 koty, są nieocenioną pomocą. A co do depresyjnego przyjaciela - no własnie staram się nim interesować, dopytuję się, co u niego, chociaż zawsze słyszę to samo... ale frustruje mnie, ze narzeka ciągle na te same rzeczy, a jednocześnie nic nie robi, żeby je zmienić. Wszystko na NIE - to sie nie uda, to nie ma sensu, na to już za późno. Chyba typowe myślenie dla deprechy.
kto walczy, czasami przegrywa - kto sie poddaje, przegrywa zawsze
Avatar użytkownika
Offline
Posty
5143
Dołączył(a)
21 lut 2012, 21:03

Czy czujecie wsparcie kogokolwiek?

Avatar użytkownika
przez black swan 03 mar 2013, 20:42
Jakie jest rozwinięcie skrótu TŻ? :P
No risk - no fun, no pain - no gain.
Avatar użytkownika
Offline
Posty
1493
Dołączył(a)
25 gru 2012, 23:05
Lokalizacja
północ

Doradca Nerwica.com

przez Doradca Nerwica.com
Polecam tych psychologów i psychoterapeutów z Twojej okolicy
Doradca Nerwica.com

Czy czujecie wsparcie kogokolwiek?

Avatar użytkownika
przez enfren 03 mar 2013, 20:45
black swan napisał(a):Ja nie zazdroszczę - jako wierząca byłabym ograniczona szeregiem jakichś zasad i blokad, a w tej chwili kieruję się tylko tym co wydaje MI się słuszne.

-- 03 mar 2013, 19:26 --

Bo jak już w coś wierzyć i się do jakiejś wiary przypisywać, to też przestrzegać zasad tej wiary w 100%, a nie tylko tego co się podoba. Kompletnie nie rozumiem ludzi, którzy np są ochrzczeni, są katolikami, bo taka u nich w rodzinie tradycja, ale do kościoła nie chodzą. Ślub biorą tylko cywilny, a swoje dziecko chrzczą - bo tak. A takich ludzi jest dużo.

No takie małe ludzkie zakłamanko :mrgreen: Ale i tak zazdroszczę tym, którzy idą do kościoła pogadać sobie z Bogiem i faktycznie wierzą w to, że on tam jest i ich kocha i się nimi opiekuje. Więc czują zawsze jakieś dodatkowe wsparcie. Jak dla mnie to wszystko wynika z wewnątrz, czyli jak ktoś to wsparcie od Boga czuje, to tak naprawdę pogadał ze sobą i znalazł w sobie wsparcie. Właściwie to chyba jeden z większych celów wiary - tłumaczenie sobie różnych wypadków życiowych tym, że Bóg nas "próbuje" i przekonanie, że ktoś zawsze nas kocha, nawet jak rodzina i wszyscy inni nas olali. A tak naprawdę to środek do znalezienia siły w sobie. Chciałabym mieć coś takiego, niestety ciężko mi cokolwiek wmówić.
black swan napisał(a):Jakie jest rozwinięcie skrótu TŻ?

Towarzysz życiowy ;)
Avatar użytkownika
Offline
Posty
65
Dołączył(a)
10 lut 2013, 15:52

Czy czujecie wsparcie kogokolwiek?

Avatar użytkownika
przez znudzona-ona 03 mar 2013, 20:49
ja jestem ateistką, więc w tym temacie nie mam problemów. Do kompletu z psami mam trzy koty, ale psy bardziej lgną do człowieka niż koty. Ja niestety mam problem z proszeniem o pomoc więc nawet nie myślę, że mogłabym kogoś obciążać problemem mojego zdrowia
Małgorzata. Pomagam w angielskim.
Avatar użytkownika
Offline
Posty
688
Dołączył(a)
15 maja 2012, 18:33
Lokalizacja
podkarpackie

Czy czujecie wsparcie kogokolwiek?

Avatar użytkownika
przez enfren 03 mar 2013, 20:53
bittersweet napisał(a):O nie, jaka okropna historia :hide: sama mam 2 koty, są nieocenioną pomocą. A co do depresyjnego przyjaciela - no własnie staram się nim interesować, dopytuję się, co u niego, chociaż zawsze słyszę to samo... ale frustruje mnie, ze narzeka ciągle na te same rzeczy, a jednocześnie nic nie robi, żeby je zmienić. Wszystko na NIE - to sie nie uda, to nie ma sensu, na to już za późno. Chyba typowe myślenie dla deprechy.

No historia okropna :( najbardziej boli mnie sposób, w jaki zginął, że strasznie cierpiał i że mimo że miał 15 lat to był jeszcze zdrowy i mógł trochę pożyć :( to był bardzo mądry, duży i silny kot. A drugi kot, mimo że młodszy był już schorowany ale autentycznie popadł w depresję i zanim się obejrzeliśmy, zagłodził się praktycznie na śmierć... trzeba było uśpić :(

A czy przyjaciel bierze leki? Myślenie i nastawienie "wszystko na nie" zmienia się po lekach i wtedy dopiero można komuś konstruktywnie pomóc. Wcześniej to lepiej ograniczyć się z radami bo do wprowadzania zmian w życiu i nastawieniu do świata nie ma się siły ani ochoty.
Avatar użytkownika
Offline
Posty
65
Dołączył(a)
10 lut 2013, 15:52

Czy czujecie wsparcie kogokolwiek?

przez Mikro. 03 mar 2013, 21:16
Bo jak już w coś wierzyć i się do jakiejś wiary przypisywać, to też przestrzegać zasad tej wiary w 100%, a nie tylko tego co się podoba.

Ale dlaczego? :smile: Panuje wolność przekonań i poglądów, więc dopóki nikt nikogo nie krzywdzi, co w tym złego? Nie rozumiem, dlaczego niektórych drażni to, że ktoś może się określać jako chrześcijanin i nie chodzić do kościoła- a może wielu postrzega kościół jako skorumpowaną instytucję, która wypaczyła zasady pisane w Biblii? Każdy postrzega te sprawy w indywidualny sposób, a to, co wykłada np. Kościół też jest naznaczone CZYIMŚ światopoglądem i subiektywną interpretacją- wiec co, ten, kto umie myśleć samodzielnie, jest wg. Ciebie hipokrytą? ;) A te sprawy są akurat bardzo subiektywne.

Ale to nie jest temat o religiach.

Wracając do tematu, odniosę się do kwestii wiary w odniesieniu do depresji. Jako ateistka i osoba z depresją zmieszaną z fobią społeczną, widzę to tak, że wiary bardzo mi brakuje. Uważam, że dla mnie to naprawdę byłoby pocieszające- myśl, że życie się nie kończy, że może po śmierci jest jakiś nowy, lepszy świat, w którym mogłabym doświadczyć wszystkiego tego, czego nie będzie mi dane doświadczyć w życiu doczesnym.. Ale niestety, uważam, że to bajki :( zazdroszczę ludziom wierzącym, bo to jest po prostu bardziej optymistyczna wersja. Ja jednak nie umiałabym się oszukiwać, że "coś" tam jest, bo uważam niestety, że nie ma :(

Też mam psa, ale racją jest, że na dłuższą metę to wcale tak wiele w życiu nie zmienia, a nawet wprowadza element jednostajności i regularności- właśnie te osławione spacery z psem, które są wymieniane jednym tchem zaraz po psychologu, przyjaźni, prozacu... jako remedium na depresję. Spacer to tylko spacer i nie widzę w tym nic ekscytującego, nawet, jeśli dla urozmaicenia "pójdę sobie inną dróżką niż zazwyczaj"... Piesek owszem, cudowny, kochany i oddany kompan- ale to zupełnie inna sprawa niż inny człowiek, który porozmawia, doradzi, zrozumie.
Offline
Posty
63
Dołączył(a)
28 lut 2013, 19:45

Czy czujecie wsparcie kogokolwiek?

Avatar użytkownika
przez black swan 03 mar 2013, 21:41
Ale dlaczego? Panuje wolność przekonań i poglądów, więc dopóki nikt nikogo nie krzywdzi, co w tym złego? Nie rozumiem, dlaczego niektórych drażni to, że ktoś może się określać jako chrześcijanin i nie chodzić do kościoła- a może wielu postrzega kościół jako skorumpowaną instytucję, która wypaczyła zasady pisane w Biblii? Każdy postrzega te sprawy w indywidualny sposób, a to, co wykłada np. Kościół też jest naznaczone CZYIMŚ światopoglądem i subiektywną interpretacją- wiec co, ten, kto umie myśleć samodzielnie, jest wg. Ciebie hipokrytą?

Po to instytucja kościoła ma swoje zasady, aby ludzie do niej wstępujący ich przestrzegali. Prawdziwi katolicy chcieliby wywalić ze statystyk wszystkich wierzących-niepraktykujących, aby ich nie zaburzali. Wierzący-niepraktykujący członkowie parafii to hipokryci. :P Wierzący i nie identyfikujący się z kościołem to już nie hipokryci, choć najlepiej jakby się wypisali. Wtedy oficjalnie nie byliby już związani z instytucją kościoła.

-- 03 mar 2013, 20:45 --

Niech sobie każdy myśli co chce i interpretuje jak chce, ale jak wstępuje się do jakiegoś ugrupowania o jasnych, określonych zasadach, to po to się wstępuje, aby tych zasad przestrzegać. Nie po zgłasza się do np wojska, aby robić tylko wybrane ćwiczenia...
No risk - no fun, no pain - no gain.
Avatar użytkownika
Offline
Posty
1493
Dołączył(a)
25 gru 2012, 23:05
Lokalizacja
północ

Czy czujecie wsparcie kogokolwiek?

Avatar użytkownika
przez jaga70 03 mar 2013, 22:06
black swan napisał(a):
Ale dlaczego? Panuje wolność przekonań i poglądów, więc dopóki nikt nikogo nie krzywdzi, co w tym złego? Nie rozumiem, dlaczego niektórych drażni to, że ktoś może się określać jako chrześcijanin i nie chodzić do kościoła- a może wielu postrzega kościół jako skorumpowaną instytucję, która wypaczyła zasady pisane w Biblii? Każdy postrzega te sprawy w indywidualny sposób, a to, co wykłada np. Kościół też jest naznaczone CZYIMŚ światopoglądem i subiektywną interpretacją- wiec co, ten, kto umie myśleć samodzielnie, jest wg. Ciebie hipokrytą?

Po to instytucja kościoła ma swoje zasady, aby ludzie do niej wstępujący ich przestrzegali. Prawdziwi katolicy chcieliby wywalić ze statystyk wszystkich wierzących-niepraktykujących, aby ich nie zaburzali. Wierzący-niepraktykujący członkowie parafii to hipokryci. :P Wierzący i nie identyfikujący się z kościołem to już nie hipokryci, choć najlepiej jakby się wypisali. Wtedy oficjalnie nie byliby już związani z instytucją kościoła.

-- 03 mar 2013, 20:45 --

Niech sobie każdy myśli co chce i interpretuje jak chce, ale jak wstępuje się do jakiegoś ugrupowania o jasnych, określonych zasadach, to po to się wstępuje, aby tych zasad przestrzegać. Nie po zgłasza się do np wojska, aby robić tylko wybrane ćwiczenia...

Zgadzam się z Tobą. Jeśli ktoś uważa się za katolika, ale np. stosuje środki antykoncepcyjne, albo chodzi do kościoła na wielkanoc i boże narodzenie, to dla mnie taki "wygodnicki wierzący", Wybiera sobie co mu odpowiada w religii a co nie. Dlatego chociaż jestem wychowana w tradycji KK i mam wiele sakramentów, nie utożsamiam się z tą wiarą.

-- 03 mar 2013, 21:07 --

black swan napisał(a):Ja nie zazdroszczę - jako wierząca byłabym ograniczona szeregiem jakichś zasad i blokad, a w tej chwili kieruję się tylko tym co wydaje MI się słuszne.

-- 03 mar 2013, 19:26 --

Bo jak już w coś wierzyć i się do jakiejś wiary przypisywać, to też przestrzegać zasad tej wiary w 100%, a nie tylko tego co się podoba. Kompletnie nie rozumiem ludzi, którzy np są ochrzczeni, są katolikami, bo taka u nich w rodzinie tradycja, ale do kościoła nie chodzą. Ślub biorą tylko cywilny, a swoje dziecko chrzczą - bo tak. A takich ludzi jest dużo.

Takich pseudokatolików są całe stada.

Odnośnie wątku, chciałabym dodać, że także przekonałam się niednokrtonie, gdy człowiek jest w formie i wypełnia swoje obowiązki wobec innych, to jest super, póki coś znaczy, coś może. Dopiero kiedy poważnie zachorowałam, okaząło się , że mogę iczyć jedynie na mamę, na siebie... Cóż, do chorego na depresję, zdrowy boi się chyba cokolwiek powioedzięc, pewnie taki chory trochę wkurza zdrowego. Zdrowy także go nie rozumie, a co nieznane przeraża najczęściej;)
Zagłuszanie bólu na jakiś czas sprawia, że powraca ze zdwojoną siłą.Joanne Kathleen Rowling
Avatar użytkownika
Offline
Posty
396
Dołączył(a)
04 gru 2010, 15:17
Lokalizacja
Gdańsk (Gdański)

Czy czujecie wsparcie kogokolwiek?

przez Mikro. 03 mar 2013, 22:37
Wierzący-niepraktykujący członkowie parafii to hipokryci. :P Wierzący i nie identyfikujący się z kościołem to już nie hipokryci

To zupełnie dwie różne rzeczy i inny poziom ;)

Nie mówiąc już o tym, że nie zapisujemy się do kościoła z własnej inicjatywy, prawda? A potem, jak ktoś jest niepraktykujący, ale nie wycofał papierów to jego sprawa i nikomu nic do tego. Tak Cię to razi? Może papiery go w ogóle nie obchodzą, wystarczy, ze nie przyjmuje księdza i nie chodzi do kościoła, może przeżywa kryzys wiary i nie chce się kategorycznie odcinać od kościoła- powodów mogą być setki, ale przecież najłatwiej jest od razu wszystkich wrzucić do jednego obszernego wora z pieczątką "hipokryta"- wojujący z kościołem zarzucają mu głównie jego radykalizm, a sami są niemniej radykalni :D

Jak dla mnie największą hipokryzją jest bycie "wierzącym praktykującym" dulszczakiem, ale swoją drogą bycie "niewierzącym niepraktykującym" i zainteresowanie sprawami katolików czy ogolnie chrześcijan/ wyznawców czegoś tam/ i klasyfikowaniem ich "hipokryta" czy "nie hipokryta" też jest wg mnie hmmm... specyficznym zajęciem :) no ale ok, nie wnikam.
Offline
Posty
63
Dołączył(a)
28 lut 2013, 19:45

Czy czujecie wsparcie kogokolwiek?

Avatar użytkownika
przez bomba21 03 mar 2013, 23:05
nie chciałem od nikogo pomocy, nigdy nikomu o moich problemach nie powiedziałem, mój problem, i sam musze sobie z nim poradzić, pomysł z psem albo kotem bardzo dobry. :yeah:
Będzie dobrze!
Avatar użytkownika
Offline
Posty
58
Dołączył(a)
23 gru 2011, 00:22

Czy czujecie wsparcie kogokolwiek?

Avatar użytkownika
przez black swan 04 mar 2013, 00:31
Mikro., nie zapisujemy się z własnej jeszcze. Kiedyś w końcu to się zmieni, wszystko ku temu dąży.

A potem, jak ktoś jest niepraktykujący, ale nie wycofał papierów to jego sprawa i nikomu nic do tego. Tak Cię to razi?

Nie razi mnie to, przecież napisałam, że jak ktoś się nie identyfikuje z kościołem, to najlepiej jakby się wypisał, lecz to jego sprawa. A jak nie jest pewien, to co innego - wtedy niech się upewni. Dopisujesz sobie w głowie jakąś dodatkową treść do moich słów. Chyba chcesz widzieć coś co ci nie odpowiada tam gdzie tego nie ma, aby koniecznie mieć o co się dogadywać. ;)

bycie "niewierzącym niepraktykującym" i zainteresowanie sprawami katolików czy ogolnie chrześcijan/ wyznawców czegoś tam/ i klasyfikowaniem ich "hipokryta" czy "nie hipokryta" też jest wg mnie hmmm... specyficznym zajęciem :) no ale ok, nie wnikam.

Gdzieś wstecz była wypowiedź o wynoszeniu wiary z domu. Opisałam jak to było u mnie trochę przy okazji pisania w tym wątku o czym innym. Potem ciągnąc pogawędkę pisałam, że nie zazdroszczę ludziom wierzącym. Jednak po chwili postanowiłam to uzasadnić, aby było jasne czemu im nie zazdroszczę. I stąd ta dyskusja - z mojej opinii uzasadniającej czemu im nie zazdroszczę, podczas gdy inni zazdroszczą. Nie obchodzą mnie sprawy katolików, wyrażam tylko swoje opinie w odniesieniu do zupełnie innych rzeczy. :?

-- 03 mar 2013, 23:34 --

A od tamtej mojej opinii piszę o tym tylko i wyłącznie dlatego, że ciągniesz temat (w temacie nie na temat). :?
No risk - no fun, no pain - no gain.
Avatar użytkownika
Offline
Posty
1493
Dołączył(a)
25 gru 2012, 23:05
Lokalizacja
północ

Czy czujecie wsparcie kogokolwiek?

Avatar użytkownika
przez Candy14 04 mar 2013, 03:43
Wszyscy życzyli mi dobrze, ale poza życzeniami nic więcej nie zrobili.

mysle, ze nie mieli pojecia co zrobic...a TY czego oczekiwalas? Bo w depresji z jednej strony nie chcemy byc z tym sami a z drugiej nie chcemy nikogo widziec. Ja zamknelam sie w domu, nie odbieralam telefonow, nie odpisywalam na smsy pomimo, ze czulam sie bardzo samotnie to nie chcialam miec z nikim kontaktu. Nie mialam na to sily.
Jakże często miałam myśli, że gdybym się zabiła to gniłabym pewnie w swoim pokoju przez parę tygodni, bo nikt by się nie zorientował, że mnie nie ma.

Tez myslalam, ze jak umre to psy mnie obgryza zanim mnie ktos znajdzie.
Co więcej, ja sama też nigdy za bardzo nikomu takiej pomocy nie udzielałam, nie widziałam żeby ktokolwiek mnie o coś takiego prosił.

Ty tez nie prosilas...liczylas na to, ze sie domysla ze chcesz zaopiekowania a to tak nie dziala.
Mnie sie wydaje, ze jedni mieli mnie gdzies ( glownie moja rodzina) a drudzy uszanowali to ze nie chce nikogo widziec bo wyraznie dawalam to do zrozumienia. POkrecone to i kto nie przezyl nie ma pojecia jak pomoc, czego sie od niego oczekuje, co zrobic . Dlatego nie mam pretensji do otoczenia. W koncu wszystko sie jakos ulozylo.
Nie musze byc najlepsza ze wszystkich. Wystarczy, że będę trochę lepszą sobą, niż byłam wczoraj.

Kazdy współczuje słabym.. na zazdrość trzeba zapracować ;)
Avatar użytkownika
Offline
Vice Miss Najładniejszych Nóg na forum
Posty
20464
Dołączył(a)
09 kwi 2012, 22:26

Czy czujecie wsparcie kogokolwiek?

Avatar użytkownika
przez enfren 04 mar 2013, 13:36
Candy14 napisał(a): mysle, ze nie mieli pojecia co zrobic...a TY czego oczekiwalas? Bo w depresji z jednej strony nie chcemy byc z tym sami a z drugiej nie chcemy nikogo widziec. Ja zamknelam sie w domu, nie odbieralam telefonow, nie odpisywalam na smsy pomimo, ze czulam sie bardzo samotnie to nie chcialam miec z nikim kontaktu. Nie mialam na to sily.

Ty tez nie prosilas...liczylas na to, ze sie domysla ze chcesz zaopiekowania a to tak nie dziala.
Mnie sie wydaje, ze jedni mieli mnie gdzies ( glownie moja rodzina) a drudzy uszanowali to ze nie chce nikogo widziec bo wyraznie dawalam to do zrozumienia. POkrecone to i kto nie przezyl nie ma pojecia jak pomoc, czego sie od niego oczekuje, co zrobic . Dlatego nie mam pretensji do otoczenia. W koncu wszystko sie jakos ulozylo.

To nie do końca tak było u mnie. Niestety u mnie depresja przejawiała się też w znaaacznym pogłębieniu moich narcystycznych skłonności. Chciałam być ważna i szukałam w pewnym stopniu kontaktu z ludźmi którym ufałam. Oczekiwałam głównie tego, że ktoś się mną zainteresuje, że zapyta jak się czuję, czy coś jadłam, czy nie chcę gdzieś wyjść, czy nie potrzebuję czegoś. Chyba tak, jak traktuje się chorych po prostu? Trójkę najbliższych sobie przyjaciół poinformowałam o tym, jak się czuję, że mam myśli samobójcze, że potrzebuje, żeby ktoś mi pokazał, że jeszcze coś znaczę, że sobie nie radzę, że boję się wyjść z domu. Paru innym osobom powiedziałam, że mam depresję bez proszenia o pomoc. Tylko jeden przyjaciel mi faktycznie pomógł, choć niestety przez to, że był to on jeden, spadła na niego cała odpowiedzialność, której nie mógł czasowo udźwignąć, przez co też wiele razy się czułam, że mnie olewa. Pozostałe dwie osoby nie zareagowały, a najbardziej mnie zawiodła moja współlokatorka, która przecież widziała dobrze co się ze mną dzieje ale widać nie chciało jej się tym zainteresować. Odpisywałam na smsy i maile od nich ale najbardziej drażniło mnie to jak dostawałam odpowiedź po paru dniach. Wtedy widziałam, że nie biorą mnie na poważnie i dla nich to nic nie znaczy. Nikt nie zapytał, czy by nie przyjść, pogadać. Generalnie do dupy z takimi przyjaciółmi...
Ostatnio edytowano 04 mar 2013, 13:39 przez enfren, łącznie edytowano 1 raz
Avatar użytkownika
Offline
Posty
65
Dołączył(a)
10 lut 2013, 15:52

Sortuj wg

Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 16 gości

Przeskocz do