Depresja objawy

Forum poświęcone depresji oraz CHAD. Jeżeli czujesz, że sam/a sobie nie radzisz, nie zwlekaj z napisaniem o tym. A jeżeli depresje masz za sobą - możesz podzielić się wskazówkami.

przez phil3010 23 lut 2008, 22:46
Jovita napisał(a):
phil3010 napisał(a):mam cos takiego ze w jednej chwili mam dobry humor jets ok, a doslownie z sekundy na sekunde mam juz,


zupełnie tak jak ja , coz tu wiecej opisywać jestem taka sama jak ty , po przeczytaniu twojego posta stwierdzam ze wszystko co napisales pasuje do mnie znczy ja takze taka jestem. Mozliwe ze to zaburzenia osobowosci ktore tazke mam.. ale nie jestem specjalista , moze udaj sie najpierw do psychologa , byles?


phil3010 napisał(a):czesto patrze tez swiat "z trzeciej osoby" tak jakgym wyszeld z siebie i patrze na to wszystko jak na jakis dziwny film,


hmmm to typowe dla osobowosci zaburzonej i coraz bardziej jestem o tym przekonana(ale to tylko moje slowa), tez tak mam ale najbardziej mialam tak jak moja choroba byla nasilona , to paskudne uczucie bo czlowiek czuje sie jak "nieczlowiek".. do tego mialam gorsze jazdy ale nie bede ci o tym pisac!


phil3010 napisał(a):czesto mnie dopadaja mysli o bezsensie istnienia ludzkiego ze po co to wszystko jest, ze to jest jakies nierealne,


kurcze sory ze tak napisze ale nareszcie ktos taki jak ja .. tez tak mam , dla mnie to wszystko jest takie bezsensu , monotonne itd , sluchaj a czy nie bylo tak ze byles w dziecinstwie rozpieszczony badz ktorys z rodzicow byl nadopiekunczy?? bo widze ze nie chcesz miec dzieci , rodziny zupelnie jak ja..


phil3010 napisał(a):denerwuje mnie bardzo tez ze o byle jakiej rzeczy intensywnaie mysle, nie moge poprostu niewyjasnionej sprawy zostwic ot tak tylko wracam do niej wieeeele razy,


ja takze , sluchaj nie jest tak ze boisz sie zycia? przyszlosci? mysle ze psycholog by ci sie przydal, czy poza tym co napisales dokuczaja ci jakies dolegliwosci psychiczne?


postaram ci sie odpowiedziec na twoje pytania:
u psychologa nie bylem ale wydaje mi sie ze bardzo by mi sie to przydalo bo nikt inny mnie juz nie rozumie....
z ta "trzecia osoba" to naprawde jest czasami przerażające bo mam takie chwile ze naprawde mnie dopada taki bezsens ze chcialbym umiec sie "wyłączyc", ze nie wiem co ja tu robie....
z ta nadopiekunczościa jest tak: gdy mialem pare lat to jeszcze bylem "rodzinny" ale potem juz unikalem jakby kontaktu z rodzicami, przytulania, milosci i takie tam, mam to do tej pory, nie lubie jezdzic na jakies imprezy rodzinne, rzadko rozmawiam z rodzicami, poporstu nie lubie tego, chce byc sam, nie czuje sie rozumiany.. nie wiem czy chce miec w przyszlosci dzieci, rodzine, bo uwazam ze nie bede dobrym ojcem, męzem, poniewaz nie widze w tym sensu.. naprawde unikam rodziny, ale dobrze mi z tym bo jak jestem gdzies z nimi to czuje sie taki obcy, w domu czuje sie jak intruz, ze nie pasuje do nich...
co do przyszlosci to interesuje sie jezykami, chcialbym gdzies wyjechac gdzie bym znalazl przygode, spokoj (znowu to szukanie samotności...), ale z ta przyszlosica to jest tak jak i z ta zmiana nastrojów...
izoluje sie, jednak jak z kims rozmawiam i jest dobry klimat to naprawde umiem sie wygadac i porozmawiac, ale ja drąże wszystko i nie z kadym moge pogadac o wszystkim, caly czas moysle o czym, zastamnawiam sie nad wszystkim.......
Offline
Posty
15
Dołączył(a)
22 lut 2008, 19:17

Avatar użytkownika
przez Jovita 24 lut 2008, 13:47
u psychologa nie bylem ale wydaje mi sie ze bardzo by mi sie to przydalo bo nikt inny mnie juz nie rozumie....

a skad o tym wiesz skoro nawet jeszcze nie byles? Ci ludzie od tego są i stykaja sie na codzien z takimi przypadkami , siedzac w domu liczysz na to ze przejdzie?

Nie czujesz sie rozumiany bo nie rozmawiasz z rodzicami a wiesz ze osobom zdrowym bardzo trudno takie rzeczy pojąć i nie wymagajmy od nich tego.
U mnie takze bylo tak ze nie lubialm jak rodzina przyjezdza czy ja gdzies jechalam , takze wiecznie sama bylam i tak wole , ciezko mi jest wsrod ludzi "normlanych" bo oni nic nie rozumieja , ale pogodzilam sie z tym juz..

To bylo tak ze rodzice nie okazywali ci uczuc? czy ty po prostu od tego stroniles?

Do tego rozmowy sprowadzaja sie pewnie zawsze do slow ze "ty mnie nie rozumiesz" ??? bo u mnie kazda rozmowa sie tak konczy..

jesli chodzi o nadopiekunczosc to jak z tym bylo bo nie chodzi mi o uczucia , chodzi o obowiazki domowe , wszystko wykonuja i wykonywali rodzice (znaczy prawie wszystko , wiadomo o co chodzi..)
A gdy nastaną deszczowe dni , nauczę się przechodzić między kroplami
Avatar użytkownika
Offline
ExModerator
Posty
1577
Dołączył(a)
22 lip 2007, 20:57
Lokalizacja
Radom

przez phil3010 24 lut 2008, 16:16
nie, nadopiekunczy nie byli, mailem tez swoje obowiązki, juz nie gadam z nimi, kiedys probowalem ale nie probuowali mnie zrozumiec i wlasnie rozmowa sie konczy tak jak mowisz...
staram sie juz isc swoimi sciezkami bo i tak nic z tego nie bedzie.
a od uczuc juz stronilem i sie przyzwycziali potem do tego, ze taki mam charakter i na tym koniec, nie lubie tego wszystkiego, uczucia, itp
a co do tego psychologa to mi chodzilo ze nie bylem i ze pewnie by mi sie naprawde przydalo bo kto mnie zrozumie i wyslucha oprócz niego...
Offline
Posty
15
Dołączył(a)
22 lut 2008, 19:17

Doradca Nerwica.com

przez Doradca Nerwica.com
Polecam tych psychologów i psychoterapeutów z Twojej okolicy
Doradca Nerwica.com

Avatar użytkownika
przez Jovita 24 lut 2008, 17:24
phil3010 napisał(a):a od uczuc juz stronilem i sie przyzwycziali potem do tego, ze taki mam charakter i na tym koniec, nie lubie tego wszystkiego, uczucia, itp


no wlasnie ale to od czegos wynika cos musialo miec na to wplyw , tak samo jak i na reszte objawow , ja przechodze to samo co ty wiec sama jakos nie potrafie z tym walczyc bo taka juz jestem mimo ze tak bardzo mnie to meczy to robie zle bo przyzwyczajam sie do tego , ja uwazam ze jest nadzieja jednak mysle ze terapia pomoze.
A gdy nastaną deszczowe dni , nauczę się przechodzić między kroplami
Avatar użytkownika
Offline
ExModerator
Posty
1577
Dołączył(a)
22 lip 2007, 20:57
Lokalizacja
Radom

przez phil3010 24 lut 2008, 17:46
nie wiem ale samo mi jakos to przeszlo, i juz mi ciezko z tym. ja tez juz sie przyzwyczailem i to jest wlasnie złe...
Offline
Posty
15
Dołączył(a)
22 lut 2008, 19:17

Avatar użytkownika
przez Jovita 26 lut 2008, 15:00
dokladnie jest zle , ale sa pewne sprawy i jesli sie do nich nie przyzwyczaisz to beda ci gnoic zycie wiec lepiej przyzwyczaic sie niz panikowac , ale i tak i tak trzeba leczyc nie ma wyjscia , mysle ze do nerwicy czlowiek sie przyzwyczaja , czesto rozmawiam z ludzmi starszymi oczywiscie kiedy jestem u swojego psychiatry i pytam o wszystko jak zyja z ta nerwica chocby (bo depresje da sie wyleczyc) i odpowiadaja ze trzeba sie nauczyc z tym zyc , przywyczaic..
A gdy nastaną deszczowe dni , nauczę się przechodzić między kroplami
Avatar użytkownika
Offline
ExModerator
Posty
1577
Dołączył(a)
22 lip 2007, 20:57
Lokalizacja
Radom

Avatar użytkownika
przez BEHEMOT 26 lut 2008, 15:16
Ja uważam że przyzwyczajenie nie jest wcale takie dobre.Sprawia że nic nie robimy na drodzę do zdrowia albo robimy nie wierząc w efekty.Dopiero w momencie w którym choroba rzeczywiście nam przeszkadza,do tego stopnia że chce nam się wyć jesteśmy w stanie coś zrobić.Wiem że jest to trudne-już nie raz odpuszczałam sobie i myślałam że lepiej mi będzie jak zaakceptuje to że jestem chora,ale przez to trwałam w takim stanie latami.Teraz wiem że trzeba dotknąć dna by wyjść na powierzchnię:)
,,Myte dusze pragną snu..."
Avatar użytkownika
Offline
Posty
181
Dołączył(a)
31 paź 2006, 11:55
Lokalizacja
Bielsko-Biała

Avatar użytkownika
przez Jovita 26 lut 2008, 15:24
BEHEMOT , a popatrz co mam zrobic np z sercem?? ktore codziennie wariuje , to znaczy szybko bije np az nawet puls mam 150 czasem i co mam zrobic leczyc to? przeciez nie bede wiecznie brac prochow , samo przechodzi zreszta mimo ze wywoluje starch , juz sie przyzwyczailam i do pewnych spraw trzeba sie przyzwyczaic , widzisz mam nerwice serca i bardzo dobry kardiolog mi powiedzial ze musze sie do tego przyzwyczaic.

Leczyc mozna objawy depresji i niektore nerwicy ale z niektorymi sparwami jest tak ze trzeba sie z nimi nauczyc zyc.

Teraz te bicia serca wogole nie przeszkadzaja przzwyczailam sie , po co mam truc sie prochami skoro to pewna leciutka "wada serca" ktorej sie nie leczy, z pewnymi objawami tak jest ;)
A gdy nastaną deszczowe dni , nauczę się przechodzić między kroplami
Avatar użytkownika
Offline
ExModerator
Posty
1577
Dołączył(a)
22 lip 2007, 20:57
Lokalizacja
Radom

przez 1507 26 lut 2008, 23:03
Leciutka wada serca? Co ty piszesz, o ile wiem to wszytkie wady serca należy leczyć bo prędzej czy później stół operacyjny lub ...... A skoro masz taki częstoskurcz napadowy to nie masz wypadania płatka? Lekarz nie zapisał ci żadnych blokerów? Taki puls chyba nie bierze się od tak z nikąd lub z nerwicy do której lekarze przesadnie wszystko przypisują, a jak się znajdziesz w szpitalu to cie spytają czemu tak późno. Ja też miałem takie napadowe kołotania z tym że u mnie piuls to był na poziomie 90-105, i leki pomogły, załatwiły sprawę w przeciągu miesiąca, ale dobiły psychę ech...Od 3 lat nie miałem częstoskurczu (odpukać- puk, puk)
1507
Offline

Avatar użytkownika
przez Jovita 27 lut 2008, 13:37
1507 napisał(a):Co ty piszesz, o ile wiem to wszytkie wady serca należy leczyć bo prędzej czy później stół operacyjny lub ......


he he kto ci takich bzdur naopowiadal to nie jest zadna wada serca a napisalam to w cudzyslowiu , tego sie nie leczy ! to jest taka uroda serca , od tego nie ma powiklan, na to nie ma lekow !

1507 napisał(a):Lekarz nie zapisał ci żadnych blokerów?


poczatkowo zapisal propranolol , ale bez sensu jest go brac jesli i tak to nie wyleczy serca to byl lek taki doraznie w razie jak serce bedzie wariowac.

1507 napisał(a):Taki puls chyba nie bierze się od tak z nikąd lub z nerwicy do której lekarze przesadnie wszystko przypisują, a jak się znajdziesz w szpitalu to cie spytają czemu tak późno


na prawde przesadzasz ;) powtarzam to nie jest wada serca , tego sie nie leczy, do tego musze sie nauczyc zyc , bylam u jednego z najlepszych kardiologow i mi wszystko pieknie wyjasnil potem poszlam do jescze jednego bardzo dobrego kardiologa i powiedzial to samo , w sumie bylam u 3 i jak sie okazuje wszyscy mowuia to samo , jestes typowym nerwicowcem nie ma co panikowac , ja sie juz przyzwyczailam , bo tylko to mi pozostalo.
Od tego sie nie umiera!
A gdy nastaną deszczowe dni , nauczę się przechodzić między kroplami
Avatar użytkownika
Offline
ExModerator
Posty
1577
Dołączył(a)
22 lip 2007, 20:57
Lokalizacja
Radom

Avatar użytkownika
przez anette 27 lut 2008, 14:00
wiec....długo nie pisałam. bardzo długo. teraz jednak postanowiłam sie tu zjawic. długo się za to zabierałam, ale w końcu się odważyłam. moze powinnam to napisac w innym dziale, ale ten jest mi niezwykle bliski. jeśli jednak popełniłam błąd- dajcie znac :)

dużo się zmieniło od mojej ostatniej 'wizyty' tutaj. zrobiłam coś czego chyba nigdy bym się zrobic nie odważyła. zerwałam kontakt z osobą, która najbardziej mnie raniła, a która ciagle powtarzała, że jest moja przyjaciółką. już wcześniej czułam, ze coś jest nie tak. że gdy mam problemy jestem z nimi sama, a gdy ona potrzebuje pomocy ja mobilizuję wszystkie siły tylko po to by ona poczuła się lepiej. podporządkowałam swoje życie jej osobie, sprawom, powtarzałam, ze nie jest głupia, ze jest zdolna, piękna, ze da sobie w życiu radę. pomagałam w problemach sercowych, w szkole, z rodziną. doradzałam, odradzałam, byłam pod telefonem. kiedy zrozumiałam, ze nie moge oczekiwac tego samego w naszej przyjaźni? gdy pewnej nocy zalałam się łzami. płakałam, ogarnął mnie lęk i nie potrafiłam sie uspokoic. łyknęłam coś na uspokojenie, ale nic to nie dało. a moje przyjaciółka? po 21-22 nie dobiera telefonów. przyjaźń czynna od 11 do 21. doszłam do wniosku, ze tak już nie będzie. zaczęłam unikac z nia kontaktu i...wywołałam tym burzę. ciagłe przepraszanie, smsy, pretensje, ze nie wie co się ze mną dzieje etc. byłam jednak twarda. nie chciałam kolejnych pustych obietnic, które potem znikały, bo ona była ważniejsza. zerwałam z nią kontakt. zmieniłam numer telefonu. przestałam pisac. prawie. nagle stwierdziła, ze byłam jej toksycznym otoczeniem, że jestem gówno warta, beznadziejna, tandetna i emo-coś tam. nie przejęłabym się, ale....to bolało. to mówiła osoba, która przez ponad dwa lata mówila, ze jest moją przyjaciółką.... byłam tandetna, bo nie poszłam na studniówkę, choc ona znała moją sytuację i (wtedy przynajmniej) ją skceptowała, byłam tandetna bo nie kochałam jej ulubionego zespołu.
nie dałam się sprowokowac. grzecznie życzyłam jej powodzenia w życiu, zdania matury, powodzenia z chlopakiem, do którego nie ma nawet odwagi zagadac. byłam miła i to ją chyba drażniło.
odsyłam listy i kartki, które mi przysłała. nie chcę pamiatek, bo tylko trzymają mnie w stanie pustki, w której tkwiłam. czy dobrze robię? nie wiem....

co sie zmieniło? wiele. założyłam konto w banku, złapałam dorywczą pracę, zaczęłam znów pisac i...mam plany. Boze! ile ja mam planów:) w tym roku chciałabym znaleśc coś stałego. muszę nazbierac fundusze na lipcowy wyjazd z koleżankami w góry. chciałam nauczyc się hiszpańskiego, a pod koniec roku moze wyjechac do Anglii i tam zrobic jakiś licencjat. a potem....ech, tak daleko jeszcze nie planuję. wszystko małymi kroczkami. powoli. nie chcę spłoszyc samej siebie.

byłoby pięknie, gdyby ona jednak wciąż nie raniła. bo ciagle jest problem. od pół roku trzyma mój zeszyt w wierszami. ponad setki... to wiele miesięcy mojej pracy, a ona traktuje to jak kośc przetargową, jak coś co jeszcze ma nas niby łączyc. mówiła, ze sądziła iż to wszystko jeszcze rozejdzie się po kosciach, ale ja nie chcę.
wiecie...jest mi dobrze bez niej. naprawdę. uśmiecham się, mam plany... Nie planuję jeszcze studiów, bo nie jestem na to gotowa, ale moze kiedys. ona jednak ciagle potrafi mnie zranic...bardzo.

ale jest dobrze, prawda? :)
JEŚLI KTOŚ NAPOTKA KOGOŚ, KTO BUSZUJE W ZBOŻU...
ZOSTAŃ, ZAPLĄTAŁAM SKRZYDŁA W ŚPIEW
ZOSTAŃ, BRZEGIEM DŹWIĘKU TAŃCZYĆ CHCĘ...
Avatar użytkownika
Offline
Posty
38
Dołączył(a)
26 mar 2007, 09:21

przez 1507 27 lut 2008, 15:22
Jovita napisał(a):
1507 napisał(a):Co ty piszesz, o ile wiem to wszytkie wady serca należy leczyć bo prędzej czy później stół operacyjny lub ......


he he kto ci takich bzdur naopowiadal to nie jest zadna wada serca a napisalam to w cudzyslowiu , tego sie nie leczy ! to jest taka uroda serca , od tego nie ma powiklan, na to nie ma lekow !

1507 napisał(a):Lekarz nie zapisał ci żadnych blokerów?


poczatkowo zapisal propranolol , ale bez sensu jest go brac jesli i tak to nie wyleczy serca to byl lek taki doraznie w razie jak serce bedzie wariowac.

1507 napisał(a):Taki puls chyba nie bierze się od tak z nikąd lub z nerwicy do której lekarze przesadnie wszystko przypisują, a jak się znajdziesz w szpitalu to cie spytają czemu tak późno


na prawde przesadzasz ;) powtarzam to nie jest wada serca , tego sie nie leczy, do tego musze sie nauczyc zyc , bylam u jednego z najlepszych kardiologow i mi wszystko pieknie wyjasnil potem poszlam do jescze jednego bardzo dobrego kardiologa i powiedzial to samo , w sumie bylam u 3 i jak sie okazuje wszyscy mowuia to samo , jestes typowym nerwicowcem nie ma co panikowac , ja sie juz przyzwyczailam , bo tylko to mi pozostalo.
Od tego sie nie umiera!


no popatrz a mnie serce uspokojono lekami, nie będe sie wymądrzał znam osoby z wadami serca i wszystkie biorą leki, ale skoro 3 kardiologów twierdzi ze taka twoja uroda i puls 150 nie zagraża ci to ok, nie wnikam w to, oni wiedzą lepiej
1507
Offline

Avatar użytkownika
przez Jovita 27 lut 2008, 16:39
ten puls 150 bywal na poczatku czesto , teraz jest rzadko po prostu jak wsluchiwalam sie w serce kiedy szybciej bilo to zaczynala sie moja panika i serce walilo jeszcze mocniej , dobry lekarz powie ci to ze nie ma co tego leczyc bo to rzadna wada , kazali mi tylko wybrac sie do psychiatry i jak okazalo sie wina lezy gdzie indziej nie w sercu.
Tez dostalam lek ale tylko doraznie i bardzo dobrze teraz nie zalamuje mnie puls 100 czy 120 bo wiem ze za chwile on spadnie i nawet nie biore nic bo wiem ze samo przejdzie i przechodzi, czsaem tylko biore jak dlugo to trwa badz pojawia sie lęki.
lekarze czesto daja leki po to zeby zarobic , lekarz mi powiedzial ze on moze dac mi leki ale to bedzie strata pieniedzy i zdrowia, polecil psychiatre i udalo sie.

[ Dodano: Dzisiaj o godz. 4:42 pm ]
wypadanie platka zastawki mitralnej nie jest wada serca to taka uroda serca u kazdego dlatego zazwyczaj sie tego nie leczy , a jesli ktos ma slaba psychike i nie daje sobie z tym rady wtedy lekarz przepisuje regularnie leki , ale ja wolalm sie z tym uporac sama zeby nie bylo tak ze za jakis czas znow sie to pojawi i ja znow bede musiala to prze;eczyc i bede panikowac z kazdym szybkim biciem serca , wtedy wskazane jet branie uspokajajcych lekow.
A gdy nastaną deszczowe dni , nauczę się przechodzić między kroplami
Avatar użytkownika
Offline
ExModerator
Posty
1577
Dołączył(a)
22 lip 2007, 20:57
Lokalizacja
Radom

przez 1507 28 lut 2008, 11:39
"po co mam truc sie prochami skoro to pewna leciutka "wada serca"" sama nazywasz coś wadą u siebie ale nie wiem w takim razie w jakim sensie, a co do leków to ja nie biore już uspokajaczy i mam puls 55-73 po siłowni 80, normalnie ksiązkowy
1507
Offline

Sortuj wg

Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 7 gości

Przeskocz do