Depresja objawy

Forum poświęcone depresji oraz CHAD. Jeżeli czujesz, że sam/a sobie nie radzisz, nie zwlekaj z napisaniem o tym. A jeżeli depresje masz za sobą - możesz podzielić się wskazówkami.

przez 3db 12 sty 2008, 16:58
poproś o skierowanie do psychologa/psychiatry taki ktoś trafniej oceni twój stan i ewentualie pomoże predzej niz lekarz medycyny pracy, jesli to depresja, to tym bardziej coś z tym rób i sie do lekarza wybierz choc moze byc ci trudno
3db
Offline
Posty
4
Dołączył(a)
10 sty 2008, 18:11

przez Asaji 12 sty 2008, 22:26
Witam,
Mam problem, w sumie to nie chodzi o mnie (chociaż nigdy nic nie wiadomo :? ), tylko o mojego kolegę. Po skończeniu liceum zaczął od czerwca pracować w trybie zmianowym, od października dodatkowo studia zaoczne (z resztą wygląda na to, że chybione) także nie ma za dużo wolnego czasu, kiedy nadchodzą weekendy i jego znajomi idą na imprezy, on albo wraca z pracy zmęczony, albo idzie do pracy, albo jedzie na studia, albo tak jak na sylwester po prostu nie miał ochoty iść wolałby siedzieć i oglądac telewizję. Wczoraj rozmawiałam z nim, w pewnym momencie powiedział, że ma depresję (nie był u lekarza, sam doszedł do takich wniosków). Moja reakcja była jednoznaczna: Co ty za głupoty opowiadasz? Dlaczego miałbyś mieć depresji? Zaczął tłumaczyć, że nic go nie cieszy, popada w rutynę, wszystko jest jednakowe, nie ma sensu. Traci poczucie własnej wartości - umie jeździć na nartach, snowbordzie, pływać, a powiedział, że "w fatalnym stylu, także się nie liczy". Dodatkowo stwierdził, że ma 19 lat i na wszystko co by go interesowalo jest za późno, np taniec (rozpoczął kurs tańca, ale nie wiem czy przypadkiem nie przyjdzie mu do głowy zrezygnować :( ). Na moje pytanie o to co go tak na prawde interesuje w życiu, odpowiedział po zastanowienu "Najgorsze jest to to, że mnie nic nie interesuje". Nie wiem skąd ta zmiana w nim, zawsze był duszą towarzystwa, zadowowlony, uśmiechnięty, bez problemu zawierał nowe znajomości. Teraz popada w jakiś stan apatii,zniechęcenia do świata, życia. Najbardziej zaniepokoiło mnie gdy powiedział, że rozumie ludzi, którzy popełnili samobójstwo ("bo to jest czasem jedyne wyjście" - jak stwierdził). Nie wiem co mam robić, sugerowałam, że powinien poszukać pomocy u lekarza, ale mnie wyśmiał, także nie bedzie chciał pewnie iść.
Proszę, powiedzcie jak mam do niego trafić, jak pomóc, naprawdę boję się o niego.
Offline
Posty
1
Dołączył(a)
12 sty 2008, 21:21

Avatar użytkownika
przez emgie 13 sty 2008, 23:02
hej, w oparciu o własne doświadczenia mogę tylko powiedzieć - bądź w pobliżu - nic na siłę, ale nie rezygnuj. w końcu zrozumie, że taka pomoc może być mu potrzebna. dobrze mieć kogoś kto to dostrzega i chce pomóc.
gdyby przy mnie "wtedy" był ktoś, kto chociaż podsunąłby mi taki pomysł być może byłoby łatwiej. a tak - męczyłam się sama przez ponad pół roku. chociaz sama pewnie i tak niczego bym nie zrobiła...
Avatar użytkownika
Offline
Posty
6
Dołączył(a)
13 sty 2008, 13:19
Lokalizacja
z niebieskiego pokoju

Doradca Nerwica.com

przez Doradca Nerwica.com
Polecam tych psychologów i psychoterapeutów z Twojej okolicy
Doradca Nerwica.com

przez radian 15 sty 2008, 22:37
Witam

Przez ostatni rok bardzo się zmieniłem, z resztą tak jak moje całe życie.


Całe życie marzyłem o tym, żeby iść na studia (dzienne), przez całe liceum ciężko pracowałem, aby się tam dostać. Jednak pod końcówkę liceum dowiedziałem się, że nie mam szans studiować dziennie ze względów finansowych, tak więc zaraz po szkole musiałem iść do pracy,a jedyną możliwą formą studiowania stały się studia zaoczne. I tak się też stało zaczęłem pracować i studiować,



Z pozoru wszystko jest ok,ale tak na prawdę przestaje sobie rodzić z tym wszystkim, nic mi się nie chce, jestem ciągle zmęczony, mógłbym spać godzinami, mam roblemy z koncentracją, pamięcią, nie potrafię się już uczyć - siadam do książek i nic nie potrafię się skupić. Mam pracę, której nie lubie (a pracuje, bo muszę zarobić na studia), wytrzymanie w niej 8 godzin to dla mnie koszmar, szkołę po której oprócz tytułu nic nie bede miał, czyli zero perspektyw na przyszłość. A nie wyobrażam sobie, zebym musiał do końca życia robic to co teraz robię... Straciłem wszystkich znajomych przyjaciół, mimo iż mam bardzo dobrą rodzinę czuje się samotny, nie mam z kim porozmawiać, wiadomo z rodzicami o niektórych sprawach się nie rozmawia. Tak na prawdę to straciłem potrzebę przebywania z ludzmi,chodziaż jestem, a raczej byłem osobą bardzo towarzyską. Straciłem też zainteresowania, często chodzę po domu i desperacko szukam czegoś do zrobienia. a na towszystko bóle głowy, oka, nóg !

Czy to może być depresja ? Bo czasami wydaje mi się, że próbuje sobie wmówić tą chorobę !
Offline
Posty
1
Dołączył(a)
15 sty 2008, 21:56

Czy mam depresję...?

przez blingbling 16 sty 2008, 03:36
Witam serdecznie bardzo, bardzo!

Mam 17 lat. Za kilkanaście dni.
Wszystko zaczęło się, gdy poszłam do gimnazjum. Miałam fatalną klasę, szkolni koledzy nie lepsi. Przez jakiś czas byłam gnębiona przez jedną ze starszych dziewczyn. Na korytarzu też nasłuchałam sie różnych ciekawych rzeczy - nie mam pojęcia dlaczego mnie zaczepiali. W każdym razie poczucie własnej wartości runęło kompletnie. I tak to trwało trzy lata.
Trafiłam do rewelacyjnego liceum, z naprawdę świetnymi ludźmi.
Na myśl, ze mogłabym z którymś z nich pogadać - trzęsą mi sie ręce i odczuwam niesamowity lęk przed osmieszeniem, upokorzeniem, jednocześnie wiedząc, ze nie są to ludzie, którzy mogliby mnie skrzywdzić. Na przerwach siedzę skulona w kącie, unikam kontaktu z kimkolwiek, uciekam od rozmowy - boję się, że się ośmieszę. W czasie apelu, albo gdy mnie ktoś jakimś cudem wyciągnie i zaprowadzi, zeby usiąść na ławce - mam wrażenie, ze wszyscy sie na mnie patrzą i niekoniecznie obgadują - ale czuja litość, że jestem taka beznadziejna.
Moja szkoła jest mała i chodzi do niej skromna ilość uczniów - wszyscy sie tam znają. Mam wrażenie - zresztą tak jest, ze jestem odludkiem i czuje sie gorsza. Na imprezy, dyskoteki nie chodzę, bo wiem, że podpierałabym ściany.
Bez przerwy - idąc chodnikiem, przez korytarz w szkole, w sklepie - czuję sie zaszczuta i odczuwam ten nieznośny lęk.
Coraz więcej jest takich dni kiedy moje przygnębienie jest "ponadnormowe" - smutek, rezygnacja jest po prostu nie do opisania. Maksymalnie sięgam dna wszystkiego, mogłabym leżeć na podłodze, a jak wyjdę na spacer - położyć się na środku drogi - bardzo by mi to pasowało. To poczucie beznadziei jest naprawdę niesamowite - jak zuepłnie można czuć sie nikim i w czarno-czarnych barwach widzieć swoją przyszłość. I nie mogę płakać - nie starcza mi już na to sił.
Nie potrafię odczuwać radości, wszystko mi zobojętniało. A nawet jak wiem, ze może mnie spotkać coś miłego - "ale musisz isć gdzieś, po coś, zobaczyć sie z kimś" - to już dziękuję, nie chcę widzieć się z ludźmi. Nienawidzę siebie, swojego ciała - niszczenie sobie zdrowia sprawia mi przyjemnosć. Sam ból nie - ale świadomość, że coś krwawi, jest uszkodzone, nie działą jak powinno - owszem.
Sens życia - co to jest?!

Opisałam to zupełnie w skrócie a i tak wyszło dużo...
Przepraszam za taki długi tekst.

I mam pytanie - czy jestem chora, czy sobie coś wmawiam? Szukam sposobu, aby żyć jakoś normalnie, bo czuję, ze życie przecieka mi między palcami. A z drugiej strony nie wierzę, zupełnie nie wyobrażam sobie siebie bez tych lęków i wiecznego przygnębienia.

Przez całę życie słyszałam, że wmawiam sobie choroby - z czym się nie zgadzam - stąd moje wątpliwości.

Powiedziałam mamie - ze mam depresję - ona odpowiedziała, że w tym wieku nie można jej mieć.
Jakkolwiek zwać, mam naprawdę dosyć takiej egzystencji.
Wziąść sie w garsć, wybrać do lekarza?

Pozdrawiam i bardzo dziekuję za odpowiedzi - Gabi.
Offline
Posty
4
Dołączył(a)
16 sty 2008, 02:37

przez celineczka3 16 sty 2008, 09:08
Też miałam depresje i uważam że powinnaś wybrac sie do lekarza.Twoje objawy są na pewno niepokojące.Uważam też że wcale sobie nieczego nie wmawiasz.Najgorsze jest że Twój chorobliwy lęk utrudnia Ci w znacznym stopniu kontakty z ludzmi.Może przydałaby się jakaś psychoterapia, albo przynajmniej wizyta u psychologa??Myślałaś o tym??
celineczka3
Offline

przez blingbling 16 sty 2008, 14:49
Myślałam o tym nieraz, bo jak mówiłam, te lęki poważnie utrudniają mi funkcjonowanie, a przygnębienie bardzo uprzykrza życie.
Najgorsze, że moja mama mówi, że "cuduję" i "wydziwiam".
Offline
Posty
4
Dołączył(a)
16 sty 2008, 02:37

Avatar użytkownika
przez Brunhilda 16 sty 2008, 15:43
blingbling napisał(a):Najgorsze, że moja mama mówi, że "cuduję" i "wydziwiam".


Zdrowi ludzie często tak reagują, nie rozumieją, że to jest choroba, a nie jakieś lenistwo i wmawianie sobie różnych rzeczy. W sumie nie można im tego mieć za złe...Tez myślę, że powinnaś odwiedzić psychologa. Samemu bardzo trudno się wygrzebać z takich stanów, a specjalista pomoże :) Wiesz co, jak czytam o tym twoim lęku przed ośmieszeniem, to jakbym czytała o sobie. miałam dokładnie to samo: w gimnazjum mi dokuczali, bo "nie pasowałam", w liceum wszyscy byli super, a mój lęk mimo to nie minął. Ale teraz jest już OK. Tobie tez się uda na pewno!
Jest nieźle, wreszcie! :D
Avatar użytkownika
Offline
Posty
143
Dołączył(a)
19 gru 2007, 18:33
Lokalizacja
Warszawa

przez blingbling 16 sty 2008, 18:30
Wiem, że sama sobie z tym nie poradzę, czuje to.
To przygnębienie we mnie wrosło, zawsze mi towarzyszy i naprawdę cieżko mi jest sobie wyobrazić siebie jako uśmiechniętą, towarzyską, zadowoloną z życia dziewczynę z radością czekajacą na następny dzień.
Trudny jest ten pierwszy krok, żeby coś zrobić...

Bardzo dziękuję za wsparcie, jestem Wam naprawdę wdzieczna. :)

EDIT:
PS. Dzisiejsza rozmowa z mamą -
1) "każdy człowiek ma swoje problemy i smutki i nie musi z nimi chodzić do lekarza. Ty też musisz sobie jakoś z nimi poradzić, nie jesteś wjątkiem."
2) "całe miasto będzie wiedziało, ze sie leczysz psychiatrycznie". Mieszkam w zakisłym zadupcewie, gdzie widać, pójście do specjalisty jest wstydem. Poza tym moja mama pracuje w służbie zdrowia i "co by ludzie powiedzieli, jakby córka oddziałowej chodziła do psychiatry/psychologa". Szkoda, ze nie jestem córką nauczycielki albo sekretarki, może wtedy ludzie "by nie mówili".

Mam spieprzony dzień. Idę poczytać sobie ulubioną książkę, albo film obejrzeć. Nigdy nie pomaga, ale może nie będę o tym myślała.

Gabi
Ostatnio edytowano 16 sty 2008, 21:16 przez blingbling, łącznie edytowano 1 raz
Offline
Posty
4
Dołączył(a)
16 sty 2008, 02:37

przez smutna48 16 sty 2008, 19:55
blingbling

Tak to napewno nie jest normlane odczucie takich uczuć zdrowy zadowolony z zycia czlowiek nie ma... albo przynajmniej nie tak długo. Nie dziwiwe Ci się ze unikasz ludzi skoro zaznałas od nich tyle krzywdy, zrozumiałąe jest że masz obawy boisz sie odzucenia i ośmieszenia. Ale te wszystkie lęki są w Twojej głowie one Cię przytłaczają i moja rada jest taka przejść się do psychologa napewno Ci ulzy pomoze Ci zebrać wszystko do kupy i będzie dobrze. Pomalu nic nie dzieje się na juz ale naprawdę tak będzie. Nie martw się i nie słuchaj mamy bo Ona nie ma racji ojjj a dowodem na to jest to forum i cała masa ludzi na nim ktorzy mają takie same lub podobne problemy. Pozdrawiam Cie cieplutko trzymaj się i bądz dzielna będzie dobrze. ;)
"Myśl to energia. Możesz stworzyć bądź zniszczyć swój świat swoimi myślami."
Susan Taylor
Offline
Posty
1540
Dołączył(a)
16 kwi 2007, 14:22

Avatar użytkownika
przez Brunhilda 16 sty 2008, 20:49
EDIT:
PS. Dzisiejsza rozmowa z mamą -
1) "każdy człowiek ma swoje problemy i smutki i nie musi z nimi chodzić do lekarza. Ty też musisz sobie jakoś z nimi poradzić, nie jesteś wjątkiem."
2) "całe miasto będzie wiedziało, ze sie leczysz psychiatrycznie". Mieszkam w zakisłym zadupcewie, gdzie widać, pójście do specjalisty jest wstydem. Poza tym moja mama pracuje w służbie zdrowia i "co by ludzie powiedzieli, jakby córka oddziałowej chodziła do psychiatry/psychologa". Szkoda, ze nie jestem córką nauczycielki albo sekretarki, może wtedy ludzie "by nie mówili".


To nie wstyd iść do specjalisty. Boli Cię ucho, idziesz do laryngologa, boli psychika, idziesz do psychiatry, kiedy ludzie zrozumieją, że to normalne? Wiesz co, gadającymi ludźmi nie przejmuj się w ogóle, to oni powinni się wstydzić swojego zacofania!
Czy jesteś w takiej sytuacji, że mam musi Ci załatwić wizytę, czy może możesz sama tym się zająć?
Jest nieźle, wreszcie! :D
Avatar użytkownika
Offline
Posty
143
Dołączył(a)
19 gru 2007, 18:33
Lokalizacja
Warszawa

Avatar użytkownika
przez Jovita 17 sty 2008, 18:31
tak a moja babcia mowi zebym zaczela sie smiac bo sie nie usmiecham i ze to jest przyczyna mojego "smutku" :shock: wybaczam ci babciu bo cie kocham.
A gdy nastaną deszczowe dni , nauczę się przechodzić między kroplami
Avatar użytkownika
Offline
ExModerator
Posty
1577
Dołączył(a)
22 lip 2007, 20:57
Lokalizacja
Radom

przez Pstryk 17 sty 2008, 20:10
Moja mama z kolei jest nadopiekuńcza w tej kwestii :?
Pstryk
Offline

Avatar użytkownika
przez inez3 06 lut 2008, 13:31
"oj przesadzasz", "przestan sobie wmawiac", "pomysl o czyms innym".. standardowe teksty przy jakichkolwiek zaburzeniach i najsmieszniejsze, ze zazwyczaj wlasnie rodzina tak kwituje
Avatar użytkownika
Offline
Posty
1928
Dołączył(a)
06 cze 2007, 10:31

Sortuj wg

Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Baidu [Spider] i 8 gości

Przeskocz do