Depresja objawy

Forum poświęcone depresji oraz CHAD. Jeżeli czujesz, że sam/a sobie nie radzisz, nie zwlekaj z napisaniem o tym. A jeżeli depresje masz za sobą - możesz podzielić się wskazówkami.

przez hoyka 06 paź 2007, 13:20
hmm moim zdaniem lepiej dmuchać na zimne.. być moze to jakies wstepne objawy.. w chwilach gdy czujesz sie zle staraj sie wyrwac z tego amoku.. i zajac czyms co sprawia Ci przyjemnosc.. trzymaj sie.. mam nadzieje, ze wszystko sie ustabilizuje ;)
póki śmiech tłumi łzy, cieszą nas zwykle dni... warto żyć :)
Offline
Posty
79
Dołączył(a)
28 wrz 2007, 22:55
Lokalizacja
Śląsk

przez Goplaneczka 06 paź 2007, 14:35
Peyton-może to przemęczenie? Idź na początku do lekarza pierwszego kontaktu, być może to wynik złej diety, niezdrowego trybu życia, anemii lub innego paskudztwa.
Zresztą do psychologa potrzebne jest skierowanie, chyba, że pójdziesz prywatnie.
Goplaneczka
Offline

przez Peyton 06 paź 2007, 20:58
Dzieki za odp;)

Sama nie wiem co mi dolega. Czy to zmeczenie czy cos innego.
Ostatnio mam pewne problemy z chłopakiem i może to przez taki stan mam? Po prostu czuję, że jak taki stan będzi się utrzymywał dłużej to sobie nie poradzę.
Miałam już myśli samobójcze (ale nie wiem czy mogę to tak dosłownie nazwać).

P.S Ale nawet gdyby, czy to możliwe, żebym w wieku 17lat miała jakiś stan depresyjny? Nie jestem za to za młoda?
Offline
Posty
2
Dołączył(a)
06 paź 2007, 12:49

Doradca Nerwica.com

przez Doradca Nerwica.com
Polecam tych psychologów i psychoterapeutów z Twojej okolicy
Doradca Nerwica.com

przez pamelcia123dance 07 paź 2007, 14:49
Dzięki wielkie za odpowiedź nawet nie wiesz jak mi pomogłaś :) przemyśle to wszystko sobie i zastosuje Twoje rady ;] pozdrawiam cieplutko ;*[/url]
Posty
2
Dołączył(a)
04 paź 2007, 20:35

przez Goplaneczka 07 paź 2007, 16:23
Peyton-wiek w tej kwestii nie ma żadnego znaczenia.
Powinnaś głeboko przemyśleć swoje relacje z chłopakiem, zastanowić się, czy wszystko jest ok, jeśli chcesz przez niego sobie coś zrobić. Oceń prawdopodobieństwo skuteczności tych myśli i według tego kryterium podjąć działanie.
Goplaneczka
Offline

przez Michael 17 paź 2007, 11:52
Cześć, jestem tu nowy, zdecydowałem się podzielić się z Wami swoimi swoimi problemami i licze na pomoc, szukam odpowiedzi na pytanie co się ze mna dzieje. A dzieje się coś dziwnego. Wypełniając testy wychodzi na to że mam depresję. Jestem wciąż zmęczony, bardzo zestresowany, życie często jest dla mnie po prostu męczące. Jednak zdarzają się momenty kiedy bywam szczęsliwy, np spotkanie ze stara sprawdzoną grupą przyjaciół. Czasem bez powodu mam lepszy dzień. Staram się funkcjonować w miarę normalnie, 3 tygodnie temu rozpocząłem studia. Mam jednak dwa poważne problemy, jeden jest niezależny ode mnie(choroba w rodzinie), z drugim zaś po prostu nie wierzę że mogę sobie poradzić a strasznie mnie męczy. Najgorsze i najdziwniejsze jest to że ja sam pogorszam swój nastrój. Gdy myśle o tych problemach, wpadam w głeboki dół, płacze, włączam zamulasta muzykę i wcale nie chce się z tego dołu wydostać. Wtedy nie jestem zdolny do jakiegokolwiek działania, to mnie paraliżuje. Dopóki te problemy istnieją to ja jakby nie chce, nie potrafie byś szczęsliwy. Wole płakać. Taki dół zdarza sie prawie codziennie. Do tego dochodzi wiele innych spraw i coraz częście mam wrażenie że moje życie nie ma sensu. Nie wiem czy to depresja czy nie. Miałem już problemy ze sobą zazwyczaj po jakimś czasie mijały. Teraz ten dziwny stan trwa już ponad pół roku. Co o tym sądzicie? Pozdrawiam
Offline
Posty
3
Dołączył(a)
17 paź 2007, 11:19

przez edzia 22 paź 2007, 08:55
Ja też takie objawy miałam na początku depresji.Nie wiedziałam co się ze mną dzieje,ciągle płakałamz byle powodu.Potem było już tylko gorzej;duszności ,kołatanie serca,uczucie umierania.Następnie pojawił się lęk i inne objawypsychiczne.NIE ZWLEKAJ,idz do lekarza już dziś unikniesz największego koszmaru w swoim życiu jakim jest depresja.Pozdrawiam i czymam kciuki.

[ Dodano: Dzisiaj o godz. 9:47 am ]
Oczywiście trzymam kciuki :oops:
Offline
Posty
86
Dołączył(a)
19 paź 2007, 23:43

przez Naikuna 22 paź 2007, 22:26
Witam wszystkich,
Jestem tu nowa i myślę, że potrzebuję waszej pomoc. W sumie to nawet dla mnie jest to trochę skomplikowane i nie do końca potrafię to ogarnąć ale spróbuję Wam jednak jakoś przedstawić ten dziwny stan mojego umysłu, a w sumie to chyba nawet duszy. Zacznę od początku...
Od kiedy pamiętam byłam osobą zamkniętą w sobie i nieśmiałą. mimo to jednak byłam pełna życia, miałam mnóstwo różnych pasji i byłam osobą raczej lubianą, nawet jeśli nie do końca zdawałam sobie z tego sprawę.
Kiedyś ktoś bardzo mnie zranił i straciłam zaufanie do ludzi. Wszystkich. Można powiedzieć, że boję się ich. Od tego czasu nie miałam żadnych przyjaciół, przynajmniej ludzkich.
Mimo to żyłam normalnie, dawałam sobie radę w szkole, miałam energię i chęć do życia. Kiedy przeglądam moje pamiętniki z tamtego czasu to dochodzę nawet do wniosku, że robiłam życiu na przekór. Byłam pełna woli walki.
Mniej więcej w lutym tego roku zaczęło dziać się coś dziwnego. Zaczęłam tracić chęci do życia. Każdy malutki problem dawał mi w kość. Potrafiłam zamykać się łazience i przepłakiwać całe godziny. Codziennie rano nie miałam na nic siły. Cała trzęsłam się ze strachu, że czegoś nie umiem, że znów coś nie wyjdzie, że znów coś zawale. Było mi niedobrze z tego wszystkiego.
W szkole uśmiech i udawanie, że wszystko jest w porządku. Keep on smiling. Tymczasem w środku mnie rozrywało, raz byłam wściekła na cały świat, raz traciłam siły do wszystkiego. Taka psychiczna wegetacja. Odliczanie godzin do końca lekcji, do powrotu do domu.
Kiedy lekcje się kończyły nie wiedziałam jednak po co tam wracam. Brzmi absurdalnie, ale jednak tak było. Szłam powolnym krokiem zadręczając się swoimi problemami.
W domu nie czułam się lepiej. Chciałam się uczyć, bo jestem ambitna. Chciałam mieć czerwony pasek. Przeklętą średnią 4.9 ale paradoksalnie im dłużej siedziałam nad książką tym gorzej mi szło. Gubiłam myśli, słowa, sens zdań i całych rozdziałów, choć zawsze chwytałam wszystko w lot. Traciłam chęci do nauki, mówiłam sobie spróbuję za godzinę, za dwie, wieczorem. Ślęczałam po nocach. Zresztą i tak nie mogłam spać.
W pewnym momencie nie potrafiłam się uczyć nawet po nocach. Siedziałam do 4 rana słuchając muzyki i zapłakując się. Nic nie miało sensu. Wszystko padało na łeb na szyję. Myślałam o sobie, o swoich problemach i o samotności. Powtarzałam sobie, że jestem daremna, że jestem idiotką, że za dużo sobie wyobrażam, że nie potrafię już nic. Aż wreszcie usypiałam, chyba z wyczerpania... na jakieś dwie godzinki... znów to samo... błędne koło.
Co chwile chorował ktoś z moich bliskich i lądował w szpitalu. A ja modliłam się żeby Bóg ich nie zabierał. Modliłam się też o coś innego... żeby Bóg zabrał mnie.
W sumie ciężko mi powiedzieć kiedy pojawiły sie myśli samobójcze... wiem, że za bardzo się bałam żeby spróbować. Potem przeklinałam samą siebie za to tchórzostwo.
próbowałam za to się ciąć. Nie po to żeby się zabić. Ale po to żeby zadać sobie ból. Ból fizyczny zabijał ból psychiczny. A ten drugi odczuwałam wyjątkowo mocno. Nigdy nie zrobiłam jednak sobie krzywdy i nikt nie zauważył nawet, że się cięłam. Czasami się modliłam, żeby zauważyli to rodzice. Żeby coś zrobili. Ja nie czułam się na siłach.
Wszystko traciło sens. Zawalałam wszystko co mogłam pomimo tego, że wciąż usiłowałam walczyć z tym stanem wszechogarniającej niemocy. Przegrywałam z samą sobą.
Kiedy rozmawiałam z rodzicami myślałam sobie "Boże jak oni mało o mnie wiedzą". To była tylko moja wina. Nie potrafiłam rozmawiać o swoich problemach. Zresztą dalej nie potrafię. Wszystko duszę w sobie.
Potem straciłam mojego jedynego przyjaciela, który rozumiał mnie bez słów, wiedział kiedy potrzebowałam pociechy i kiedy potrzebowałam jego obecności. Po prostu pomagał mi instynktownie. Był wolnym, ale lojalnym i oddanym przyjacielem. I był... psem. W tej chwili pewnie pomyślicie, że jestem ostro poryta. Ale to prawda. Tak właśnie czuję i choćby mieliby mnie zamknąć w psychiatryku nie wyprę się tego. Co prawda nie mógł mi radzić i z pewnością nie potrafił wszystkiego ogarnąć swoim umysłem. Ale jednak był. Do czasu. Straciłam go. I wciąż nie potrafię do końca się z tym pogodzić.
Od tamtej pory to był już tylko odliczanie do wakacji. Żeby już nie musieć katować się w szkole. I modlitwy o śmierć. Coraz częstsze.
Coraz częstsze były też kłótnie, po których płakałam i cięłam się. Teraz za karę, że sprawiam ból swoim najbliższym. Poza tym wegetacja. Nie miałam siły na nic.
Po drodze udało mi się nieszczęśliwie zakochać i czułam się ignorowana przez mamę, która wyjeżdżała do pracy do Niemiec. Na początku to rozumiałam. Ale miarka się przebrała kiedy wyjechała na Wielkanoc. Nie potrafiłam zrozumieć jej systemu wartości. Nie rozumiałam dlaczego nas zostawiła na święta. Wiedziałam, że w życiu jej nie opowiem o swoich emocjach i uczuciach. A już na pewno nie o tym co przeżywałam od ostatnich 4 miesięcy.
Potem były wakacje. Próba wypoczęcia i poukładania sobie wszystkiego od nowa. Przez pierwsze 1,5 miesiąca nieudana. Powoli jednak z tego wychodziłam. Bardzo powoli.
Gdzieś w połowie sierpnia się przełamałam. Pomogły mi zwierzaki. Głownie Roustan - owczarek niemiecki, którego tata kupił zaraz po śmierci mojego poprzedniego podopiecznego. Na początku go nie akceptowałam. Odcinałam się od niego. Potem stał się moim ulubieńcem.
Zobaczyłam światełko w tunelu i znowu poczułam się potrzebna. Widziałam radość w przebywaniu z naszym psem. W partnerstwie, które się między nami wytwarzało. Zaczęłam żyć dla moich podopiecznych. Dla moich zwierzaków. Poczułam się za nie odpowiedzialna. Zaangażowałam się w pewien sposób w pomoc zagrożonym gatunkom. Znów zaczęłam marzyć... o wyprawie do And i badaniach nad szynszylami. Wiedziałam, że będę pomagać zwierzętom, a jeśli się uda to może nawet ludziom. Marzyłam o zostaniu psychologiem lub psychiatrą. Wróciłam do szkoły pełna nadziei na przyszłość i ruszyłam z kopyta. W końcu to ostatni rok w gimnazjum.
Ale ostatnio czuję, że znowu coś jest nie tak. Mam problemy ze snem. Jestem zbyt ospała albo nie potrafię zasnąć. Nie mam na nic siły i nie potrafię się skoncentrować. Zrobiłam się płaczliwa i znów zaczynam tracić siły do walki z życiem. Znów sie mimowolnie dołuję i patrzę w lustro z obrzydzeniem. Czuję, że znowu się gubię...
Wczoraj myślałam, że nie wytrzymam. Płakałam i nie umiałam spać. Nie wiem po co dziś w ogóle szłam do szkoły...
Nie chcę powtórki z rozrywki. Nie chcę znowu przerabiać od nowa tego co przeżyłam przez ostatnie pół roku. Boję się, że mogę tego nie wytrzymać. Ja jestem z tym sama. Całkiem sama, bo nie potrafię gadać o swoich problemach i nie mam do nikogo zaufania.
Wydaję mi się, że przez te pół roku miałam depresję i że znowu do tego wracam. Powiedzcie mi czy to mogła być depresje. Jeśli nie to to co? I przede wszystkim co mam robić? Liczy się każdy dzień. Nie mogę sobie pozwolić na zawalenie kolejnego roku. Pomóżcie mi jakoś, bo nie wiem co robić.
Mam nadzieję, że zrozumieliście cokolwiek z tego tasiemca, bo było mi dosyć ciężko go napisać... Nie wiem czy nie przesadzam. Ale tak po prostu czuję. Może mam jakąś fobię albo coś. Po prostu się w tym gubię...
Offline
Posty
2
Dołączył(a)
22 paź 2007, 20:06

Avatar użytkownika
przez groskova 22 paź 2007, 22:38
Naikuna to rzeczywiscie brzmi jak depresja...zrob cos z tym juz teraz, bo potem moze byc juz tylko gorzej. Tym bardziej ze czeka cie wiecej stresow - koniec gimnazjum i potem nowa szkola...Jesli nie wiesz gdzie isc po pomoc, zapytaj pani pedagog w szkole, nie mow za duzo o co chodzi, ale popros o pomoc. ona skieruje cie do odpowiednich ludzi. A jesli bardzo nie chcesz do niej isc, zajrzyj tu na forum do dzialu oferty i znajdz tam swoje miasto - sa tam nazwiska i adresy psychiatrow/psychologow. pomoz sobie, wydobadz sie z tego!!! trzymam kciuki Naikuna:*
Avatar użytkownika
Offline
Posty
205
Dołączył(a)
13 sie 2007, 21:57
Lokalizacja
Wroclaw

Avatar użytkownika
przez Rzaba 22 paź 2007, 23:05
To typowe objawy depresji.U mnie nasilenie było w maju. Myslałam ze sciany bęe gryzła. Do teraz biore leki i czuję sie prawie zdrowa. Odzyskałam radość zycia. A czułam się tak potwornie, niepotrzebna nikomu, słaba, płaczliwa i beznadziejnie smotna. Opwoedz o tym komus bliskiemu. Jestes niezwykle inteligentna osoba i piszesz bardzo zrozumiale, przynajmniej dla mnie.
Nie macz się już. Idź do lekarza . Dostanieszleki i wszytsko bedzie dobrze. Koniecznie to zrób, szkoda życia na cierpienie

Głowa do góry i odagi. Bedzi edobrze!!!!!!!!!!!!! :D :D
"Okrutniejsze od smierci jest wciąż bać się umrzeć..."
Seneka
Avatar użytkownika
Offline
Posty
163
Dołączył(a)
14 cze 2007, 20:06

przez Naikuna 23 paź 2007, 20:22
Dziękuję Wam, że przeczytałyście mojego poprzedniego posta =). Mnie samej bardzo trudno ocenić tą sytuację, dlatego bardzo ważna jest dla mnie Wasza opinia.
Zastanawiam się czy nie miałam po prostu ciężkiego roku. Ale może po prostu staram się to jakoś usprawiedliwiać. W końcu ciężki rok nie ma nawrotów.
Wiem, że muszę coś z tym zrobić i że chyba powinnam wybrać się do specjalisty. Ale to trudniejsze niż może się wydawać na pierwszy rzut oka.
Jestem zarejestrowana w NZOZie, w którym pracuje moja mama. Więc tak czy siak będę musiała jej o tym wszystkim opowiedzieć...
No i tutaj zaczynają się prawdziwe schody, no bo co ja mam niby zrobić? Wrócić do domu i zawołać od progu "Cześć mama, od pół roku miałam depresję! A od niedawna chyba zaczyna mi to wracać" ? Na pewno zapyta się czemu jej nie powiedziałam. I co ja jej powiem? Że nie miałam do niej dość zaufania? że jej wyjazdy wytworzyły między nami taki dystans, że nie potrafiłam jej o powiedzieć o tak ważnej rzeczy?
To jeszcze nie czas na takie szczere rozmowy. Dopiero co zaczęłam odbudowywać nasze wzajemne relacje. Nie kłócimy się już tak często. Co prawda wciąż nie rozmawiamy zbyt dużo. Praktycznie wcale. Ale to już początek drogi. I teraz to wszystko miałabym znowu stracić?
Boję się. Cholernie się boję.
Tak jak boję się tych wszystkich lekarstw...
Mam wrażliwy organizm, a w dodatku niezdiagnozowane zaburzenia hormonalne. Boję się powikłań. I boję się, że nie dam rady...
Z tego całego strachu cała się trzęsę. A może wyolbrzymiam problem...
W każdym razie... Dziękuję za wsparcie:). Nawet nie wiecie ile dla mnie znaczą Wasze ciepłe słowa:).
Offline
Posty
2
Dołączył(a)
22 paź 2007, 20:06

Help...

Avatar użytkownika
przez marzyciel 25 paź 2007, 18:30
Witam, postanowiłem napisać na tym forum , bo nikt nie potrafi mi pomóc , nikt nie rozumie natury moich problemów . Więc może jest ktoś tutaj , kto potrafi podać pomocną dłoń .
Mam 18 lat , chodzę do liceum , mam dziewczynę , pracuje dorywczo w weekendy.
Trudno zdefiniować to co czuję , ale to uczucie mnie przerasta . Od jakiegoś roku z krótką przerwą jakieś (1-1.5 miesiąca) ,czuję coś jakby niepokój , lęk , smutek . Miewam chwile totalnego załamania , po prostu siadam w pokoju na łóżku i nie potrafie zebrać siły na cokolwiek , ...Nie mogę się skupić na niczym , opuszczam dużo w szkole bo po prostu mam wrażenie ,że zaraz się rozpłacze wśród ludzi i narobie sobie obciachu...Temu wszystkiemu towarzyszy totalny brak sensu życia.
To wszystko zaczęło się bez jakiś konkretnych przyczyn -zwłasza teraz nałożyły się na to wszystko problemy z dziewczyną , szkołą , rodzicami...Jest mi jeszcze ciężej. Próbowałem o tym rozmawiać ze swoją dziewczyną ale to wszystko źle wpłynęło na nasz związek...Na początku starała się mi pomóc ale potem przerosło to Ją, tak samo jak mnie przerasta...Czy ktoś potrafi mi pomóc?
Avatar użytkownika
Offline
Posty
8
Dołączył(a)
25 paź 2007, 17:45

przez silly angel 25 paź 2007, 18:57
to raczej jest depresja i to może pogłębić to skutków samookaleczenia gdzie za tym idzie samobójstwo po prostu postaraj się odnaleźć od nowa sens życia tj. np zająć się jakimś hobbym
jeżeli to neri pomoże to musisz się zgłosić do lekarza.
to tyle co wiem bo dalej to ja nie mam doświadczeń bo nie chcę pomocy choć mam gorszą wersje tego co ty:p
wiersze jedynym moim słowem
nie mówie o swych uczuciach jeżeli nie chce ratunku
Offline
Posty
161
Dołączył(a)
19 maja 2007, 21:46
Lokalizacja
szczecin

Avatar użytkownika
przez Jan Nowak 25 paź 2007, 21:02
Tak.. to depresja.

Może zbytnio angażowałeś się w życie.. w związek? a teraz zabrakło Ci sił..
Przecież jesteśmy tacy młodzi, tacy młodzi, ludzie nam tego nie wybaczą.. ą..
Avatar użytkownika
Offline
Posty
111
Dołączył(a)
01 wrz 2007, 13:59
Lokalizacja
JWO

Sortuj wg

Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Baidu [Spider] i 5 gości

Przeskocz do