Depresja objawy

Forum poświęcone depresji oraz CHAD. Jeżeli czujesz, że sam/a sobie nie radzisz, nie zwlekaj z napisaniem o tym. A jeżeli depresje masz za sobą - możesz podzielić się wskazówkami.

Avatar użytkownika
przez BEHEMOT 16 maja 2007, 17:28
Kochana anetko ty jesteś jego żona a nie służacą!Nikt,ale to kompletnie nikt nie ma prawa cię traktować w ten sposób.Nie jesteś jego własnością...Wierzę że musi ci być bardzo trudno ale proszę nie poddawaj się i walcz o to co dla ciebie ważne.Czy kochasz męża?czy warto trwać w takim toksycznym związku?Powodzenia,trzymaj się cieplutko
,,Myte dusze pragną snu..."
Avatar użytkownika
Offline
Posty
181
Dołączył(a)
31 paź 2006, 11:55
Lokalizacja
Bielsko-Biała

Avatar użytkownika
przez laven 16 maja 2007, 17:51
Anetka to jest okropne jak zachowuje się Twój mąż. Żaden człowiek nie zasługuje na takie traktowanie. To już jest przemoc. A jest ona karalna. On nie ma prawa Ciebie poniżać i traktować jak służącą. Koniecznie powinnaś podjąć jakiś krok. Może masz jakąś rodzinę, przyjaciół gdzie mogłabyś znaleźć schronienie. Gdzieś w Twojej okolicy powinien być jakiś ośrodek pomocy. To straszne jak bardzo musisz cierpieć. :cry: Wiem, że się bardzo boisz. Ale powinnaś szukać pomocy. Wszyscy będą po Twojej stronie. Nie poddawaj się. Dla dobra swojego i dzieci będzie dobrze gdy od niego uciekniesz. Rozumiem, że to może być bardzo trudna decyzja. Ale niestety konieczna. Nie musisz się niczego bać ani wstydzić. Tak wiele kobiet cierpi jak Ty. Gdy uda im się oderwać od partnera w końcu mogą zaznać spokoju. Nie wiem co bym mogła Tobie doradzić, ale na pewno skontaktuj się chociażby z psychologiem. I przejrzyj sobie tą stronę: http://www.niebieskalinia.pl/ . Będę mocno trzymać kciuki aby wszystko się dobrze ułożyło. Masz prawo na lepsze życie. Trzymaj się ciepło. Nie martw się. Będziesz jeszcze szczęśliwa. Pozdrawiam gorąco.
Avatar użytkownika
Offline
Posty
219
Dołączył(a)
05 maja 2007, 23:18

przez 9 16 maja 2007, 21:11
Mam 17 lat i w sumie nic by nie wskazywało na to ze jest ze mną cos nie tak. Może dlatego ze staram się to wszystko ukrywać na tyle na ile się da. O ile jest ze mną cos nie tak. W sumie staram się sobie mówić ze wszystko jest ok., ale ile można.
Mam w domu dość nie ciekawą sytuację. Mam chora mamę i z chorobami typu depresja albo jakieś inne odskoki mam do czynienia bardzo często. Jakieś ponad 1,5 roku temu wszystko się na siebie mi nałożyło. I choroba mamy i jej ciąża w tym samy momencie. Takie życie jest strasznie ciężkie i ja się męczyłam i męczyłam bo mam ponad to młodszą siostrę 6 lat. I nią się trzeba było opiekować to tak w pewien duży sposób zniszczyło mi jakoś życie. W sumie nikogo nie obwiniam ale jest mi z tym źle ze w tedy jeszcze jako 16 sto latka musiałam po szkole chodzić do domu potem po siostrę do przedszkola i się nią zajmować , wszyscy kazali się uczyć i w ogóle . za dużo by tu opowiadać więc do sedna. takie sytuacje ze mniej więcej co pół roku choroba mamy raz depresja a raz mania rozwalaj człowieka. Ale najważniejsze: od pół roku jestem taka jakaś przybita jak mama chorowała i zawsze jak chciałam sobie popłakać to zamykałam się w łazience i przykrywałam głowę ręcznikiem to idiotyczne ale tak robiłam:/. Teraz najchętniej siedziałabym ciągle w domu i nic nie robiła. Potrafię siedzieć i jak muł gapić się na ścianę. Co raz mnie już plącze żeby jakoś wyrzucić te emocje z siebie. Nie mogę się skupić na niczym mam chaos w głowie i nawet ten tekst mi się ciężko pisz i tak chaotycznie niby chce cos powiedzieć ale w sumie nie umiem do końca.
Nie umiem i odpowiedzieć na żadne pytanie. Nawet najprostsze. Zawsze pisze nie wiem mam problemy z rozmową. Jest jedna osoba nie jest mi bliska z która rozmawiam w szkole raczej o pierdołach ale bardzo ja lubięJ. Co do szkoły to chodzę i tam jest mi tak inaczej niż w domu, łatwiej. Mam faceta ale nie umiem z nim rozmawiać nawet mi się nie chce, a kiedyś jeszcze nie dawno nie umiałam bez niego żyć. Jakoś 10 miesięcy temu miałam dobra przyjaciółkę teraz już nie mam nikogo i musze sobie radzić sama. Nie lubię wychodzić z domu nienawidzę ciągle jak gdzieś mam iść, a nie chce to kłamie i wymyślam absurdalne rzeczy żeby nigdzie nie iść. Nie wiem czy moje myśli są jakoś bardzo samobójcze ale nie pogardziłabym śmiercią nie wiem czy to sama zrobię, może inaczej: czuje ze coraz bliżej mi do tego. Ponad to mam jeszcze jakie inne schizy;/. Potrafię chodzić i ostro siebie samą wyklinać poczym zatrzymuję się i myślę ze co ja robię. Potem nagle jakbym znowu oszalał i znowu bluzgam. Mam tez takie cos ze nagle jak bym nie była sobą i cos mi mówi skocz przez ono. Potem tak się otrząsam i łapie na tym. Czasem mam tez nie kontrolowane takie ataki agresji i mam ochotę na wszystkich się drzeć! Albo komuś zrobić krzywdę. Bardzo rzadko ale zdarza mi się tak ze mam ochotę to zmienić mam ochotę zabrać się za siebie zaczynam się uczyć, jest mi tak ciężko ale próbuje potem przychodzi mama labo tata i pytają się jak w szkole i ja mówię no prawdę ze kiepsko a oni za każdym razem mówią ta X to lepiej wyjdzie na koniec roku. I ja wiem ze jestem beznadziejna ale chce się zmienić a jak oni mi tak mówią to od razu momentalnie koniec, zero skupienia i już nic się nie da zrobićL. Kiedyś miałam ambicje jeszcze a teraz już na niczym mi nie zależy chciałam iść na psychologię ale chyba jestem za głupiaL. Czy jest ktoś kto się na tym jakoś zna czy ktoś może mi powiedzieć co się ze mną dzieje? Tego wszystkiego jest o wiele więcej. Beznadziejne. Chyba jestem niesamowicie przygaszonaL
9
Offline
Posty
1
Dołączył(a)
16 maja 2007, 20:49

Doradca Nerwica.com

przez Doradca Nerwica.com
Polecam tych psychologów i psychoterapeutów z Twojej okolicy
Doradca Nerwica.com

przez sadna 21 maja 2007, 13:25
Cześć.
Jeszcze jakieś pół roku temu byłam wesołą, buntną z poczuciem humoru i ambicjami osiemnastolatką. Byłam najlepszą uczennicą w klasie, uwielbiałam słuchać muzyki, spotykać się ze znajomymi, trwonić pieniądze na zakupy. Wszystko mi się udawało.
Dwa lata temu pokonałam najsilniejszy wtedy jak na mnie silny lęk przed mdleniem gdziekolwiek byłam. Oczywiscie zanim to nastąpiło wystąpiły kolejne lęki jednak wtedy nie wiedziałam, że to stan lękowy. Zajęło mi to trochę czasu, dużo czasu. Zapewne dlatego, że nie zdawałam sobie sprawy z tego co mi jest i myslałam, że to tylko ja na całym świecie wymyslilam sobie taką głupotę.
Niestety. Z powodu (ja tak sobie to tłumaczę) dużego stresu jaki wywoływała u mnie szkoła nasilił się jeden z kolejno wymyślonych wczesniej lęków. Otóż wymyslilam sobie, ze stracę kontrolę nad sobą, ze skocze przez okno(a mieszkam wysoko) mimo, ze w rzeczywistosci tego nie chcę. Ten lęk trwał. Potem pojawily się następne. Myslalam, ze mam schizofrenię i bałam się, że usłysze głos ktory kaze mi zrobic cos czego bym nie chciala. Przeszlo. Potem kolejne lęki, dotyczące np. sprawdzianow w szkole. Że napisze jakąś bzdurę albo nic nie napiszę. Że nie wysiądę na odpowiednim przystanku. Że nie będę umiała się odezwać, przegryźć kanapki, przejść z pomieszczenia do pomieszczenia, zrozumieć tego co czytam. Potem było już tylko gorzej i lęki dotyczą już absolutnie kazdej czynności. Ciężko mi się to pisze. Kiedyś lubiłam jeść - dziś w ogóle nie chcę myśleć o zjedzeniu czegokolwiek. Mam jakby zablokowany żołądek.
Bylam u lekarza, zdiagnozował u mnie stan lękowy, który moze prowadzic do depresji. Przepisal jakiś lek. Biorę go od 5 dni, efekt ma byc widoczny dopiero po miesiacu. Jak ja to mam wytrzymać. Nic mnie nie cieszy, nic mnie nie obchodzi, a zbliża się koniec roku. Za rok matura. I jeszcze efekt "matrixa", nie zauważanie związku przyczynowo-skutkowego. Mój rozsądek siedzi w mojej podświadomości i tylko tam. Jak do tej pory nie zrobiłam nic wbrew sobie, ale lęki są silniejsze ode mnie. Chce mi się płakać, leżeć na łóżku i płakać.
Chcę być tą samą dziewczyną co wcześniej. Nie chce zmarnować mojej mlodosci. Chcę żyć. Chcę być taka jak wcześniej. :(
Offline
Posty
25
Dołączył(a)
21 maja 2007, 12:59

Avatar użytkownika
przez Adea 21 maja 2007, 13:37
sadna napisał(a):Zapewne dlatego, że nie zdawałam sobie sprawy z tego co mi jest i myslałam, że to tylko ja na całym świecie wymyslilam sobie taką głupotę.


To jest najgorsze. Ta niepewność. Ja jeszcze nie byłam u lekarza. Moje objawy nie są na tyle silne, ale coraz bardziej przeszkadzają mi w normalnym funkcjonowaniu.
Chciałabym móc Cię pocieszyć, ale nie znajduję odpowiednich słów. Po prostu trzymam kciuki i modlę się, żeby nam się wszystkim udało...
Avatar użytkownika
Offline
Posty
22
Dołączył(a)
08 maja 2007, 14:51

przez Pstryk 21 maja 2007, 21:36
Dziewczyny, bierzcie się do roboty. Im wcześniej zaczniecie się leczyć tym szybciej odnajdziecie siebie. Oby. Lekarz, leki, terapia, forum, samoleczenie... No jest sporo sposobów aby sobie pomóc. Wierzę, że Wam się uda Kochane! 3mam za was!
Pstryk
Offline

deprejsa co to takiego ??? czy ja mam ???

przez izusienkaa 22 maja 2007, 20:49
czasem siedze w domu nie potrafie znalezc dla siebie miejsca w pracy jestem jakby nie obecna gdy ktos cos mowi to go slysze ale nie potrafie mu odpowiedziec na pytanie po malu zdaje mi sie ze zaczyna m rozmawiac sama ze soba w autobusie tramwaju i wsrod znajomych ktorzy nie widza w moim zachowaniu nic dziwnego potrafia tylko powiedziec ze sobie to wszystko wmawiam a ja po prostu niee radze sobie juz z sama soba nie petrafie kontrolowac swoich zachowan obarczam siebie za wszystkie problemy jakie maja moi najbizsi choc w glebi duszy wiem ze to nie moja wina ja po prostu juz dalej nie moge tak zyc bardzo bym chciala wiedziec co mi jest :( :( :(
Offline
Posty
3
Dołączył(a)
22 maja 2007, 20:38

przez Sh3 22 maja 2007, 23:35
Witam.

Ponad 2 lata temu rzucil mnie chlopak w ktorym bylam calkowicie zakochana. Po rozstaniu odechcialo mi sie wszystkiego siedzialam w domu calymi dniami nie interesowal mnie moj wygląd, nagiminnie opuszczalam zajecia w szkole. Jednak nie mialam myśli samobójczych.
Po okolo roku poprawilo się.
Jednak ostatnio miewam dosc dziwne stany... bardzo sie denerwuje i czesto placze z byle powodu. Nie interesuje mnie rowniez poznawanie nowych ludzi, mam trudnosci w nawiazaniu kontaktów. Czy to moze byc depresja?
Sh3
Offline
Posty
2
Dołączył(a)
22 maja 2007, 23:25

Avatar użytkownika
przez laven 23 maja 2007, 12:09
Trudno powiedzieć czy to jest depresja czy też nie. Na pewno widać, że coś dzieje się nie tak jak powinno. Myślę, że wizyta u psychologa byłaby dobrym rozwiązaniem. Rozwiałaby Wasze wątpliwości. Terapeuta zna się na rzeczy, więc by mógł powiedzieć co się dzieje, dlaczego. Wsparłby, pomógł. Życzę powodzenia. Pozdrawiam serdecznie.
Avatar użytkownika
Offline
Posty
219
Dołączył(a)
05 maja 2007, 23:18

przez Sh3 23 maja 2007, 14:42
wybieram się dziś do psychiatry. zobaczymy co to będzie. pozdrawiam
Sh3
Offline
Posty
2
Dołączył(a)
22 maja 2007, 23:25

Avatar użytkownika
przez 331ania 23 maja 2007, 14:55
izusienkaa ciężko powiedzieć co jest przyczyną Twojego zachowania.Jeśli sama nie wiesz ci się z Tobą dzieje a nie masz bliskiej osoby z którą mogłabyś porozmawiać na ten temat to radzę wybrać się do psychologa,najlepiej do przychodni by nie płacić za wizytę.Taka wizyta ułatwi Ci zrozumienie dlaczego tak się dzieje i co się stało że nie wyrabiasz ze wszystkim.Mam nadzieję że znajdziesz rozwiązanie z tej sytuacji i że wszystko się ułoży czego Ci życzę całym serduszkiem ;)
Avatar użytkownika
Offline
ExModerator
Posty
610
Dołączył(a)
29 lis 2006, 22:38

Co się ze mną dzieje?

Avatar użytkownika
przez Dziwna 25 maja 2007, 16:42
Ciężko mi będzie o tym napisać, ale chciałam prosić o jakąś radę czy pocieszenie. Sama wstydzę się tego, co się ze mną stało, jaka jestem słaba i przewrażliwiona na swoim punkcie.
Wszystko zaczęło się gdy poszłam do liceum, liczyłam na to, że znajdę jakiś przyjaciół, ogólnie byłam pozytywnie nastawiona, ale się przeliczyłam. Moje osamotnienie trwa już cały rok szkolny. Kompletnie nie wiem, jak rozmawiać z ludźmi, czuję się brzydka i źle ubrana. Czuję na sobie pogardliwe spojrzenia, ciągle ktoś ma do mnie jakieś pretensje. Nikt nie szuka ze mną kontaktu, a ja, z racji tego że obraziłam się na cały świat też się do nikogo nie odzywam. Nie myślcie tylko, że jestem rozkapryszona. Jak można mieć w sobie choćby ziarnko optymizmu, jeśli na korytarzu nikt nawet nie powie ci cześć?
Najgorsze jest to, że każdego poranka boli mnie brzuch, a serce mi wali jak w gorączce, nie mogę skupić się na nauce więc idę do szkoły w przekonaniu że nic nie umiem, okropnie pocą mi sie ręce i trudno jest mi nawet wstać z ławki i podejśc do nauczyciela.
Jakims cudem zdam do następnej klasy ale nikomu nie przyznaję się jaką mam średnią bo bardzo mi z tego powodu przykro, kiedyś byłam bardzo dobrą uczennicą.
Nie wiem czy przenosić się do innej klasy, szkoły? Jestem w kl. humanistycznej co odpowiada moim zainteresowaniom a znając mój charakter, w każdej szkole byłoby mi źle. Wybaczcie że tak marudzę. Chciałabym tylko żeby mi ktoś powiedział, że jednak nie jestem nienormalna. :(
Avatar użytkownika
Offline
Posty
9
Dołączył(a)
25 maja 2007, 16:28
Lokalizacja
Kalisz

przez uni. 25 maja 2007, 19:01
witaj
nie wiem czy to cie pocieszy, ale ja mialam tak samo. koniec koncow zaczelam wagarowac, zawalac kolejne przedmioty az w koncu calkiem rzucilam szkole, od nastepnego roku natomiast poszlam do liceum dla doroslych, do szkoly zaocznej... wszyscy mi powtarzali, ze popelniam blad, ale nie widzialam innego wyjscia (przechodzilam wtedy przez najgorszy okres w moim zyciu, wszystko, doslownie wszystko mi sie rozsypalo lub sama pozwolilam temu sie rozsypac i nie bylam w stanie temu zapobiec).
w tej zaocznej szkole bylo lepiej o tyle, ze koszmar nie powtarzal sie codziennie, ale 'tylko' co dwa tygodnie podczas zjazdow. mature zdalam, teraz chodze do studium, na nic innego mnie psychicznie nie stac. wlasciwie chodze tam tylko dlatego, ze cos trzeba robic...
nie polecam ci oczywiscie rzucac szkoly, caly ten proces to kolejne pieklo przez ktore JAKOS udalo mi sie przebrnac. nie wiem natomiast co ci poradzic, bo sama nadal zmagam sie z problemem bycia obcą i samotną...
moze ktos inny nam cos doradzi ;)
i'd feel better dead
Offline
Posty
19
Dołączył(a)
17 maja 2007, 18:39
Lokalizacja
~wrocław

Avatar użytkownika
przez Szczur 25 maja 2007, 21:35
Dziwna napisał(a):Chciałabym tylko żeby mi ktoś powiedział, że jednak nie jestem nienormalna.

A powiedz mi co rozumiesz przez "normalny" lub "nienormalny". Ja na przykład uważam się za człowieka całkowicie normalnego, ale z ciężarem problemu na duszy. Jestem świadom swojego problemu. Myślę, że i Ty masz jakiś problem. Najważniejsze to go zdefiniować i poszukać rozwiązania.
Niska samoocena czy problemy z koncentracją (skądinąd skąd ja to znam...? ;) ) to cecha znacznej części z nas tu piszących, nie jesteś odosobniona.
Widać, ze nie wiesz co znaczy marudzenie. Nie słyszałaś mnie po ciężkim dniu :mrgreen:
Szczur (Rattus) - rodzaj gryzonia z rodziny myszowatych.

"Piekło to inni" Jean-Paul Sartre
Avatar użytkownika
Offline
Posty
62
Dołączył(a)
23 mar 2007, 01:40
Lokalizacja
Hlavne Město Varšava

Sortuj wg

Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: BratKat, ekspert_abcZdrowie i 22 gości

Przeskocz do