Depresja objawy

Forum poświęcone depresji oraz CHAD. Jeżeli czujesz, że sam/a sobie nie radzisz, nie zwlekaj z napisaniem o tym. A jeżeli depresje masz za sobą - możesz podzielić się wskazówkami.

przez wiatr 21 mar 2007, 00:17
Witam scorpion76
scorpion76 napisał(a):teraz jestem po 2 tabletkach 20 mg Seroxatu (4 dni po pół tabletki)


scorpion76 napisał(a):przez ostatnie dwa dni nie mam na nic siły, nie mogę wstać rano z łóżka
być może tak działają leki. Czy lekarz wspominał jakie mogą przynieść działanie. Chciałabym Ci pomóc, byś choć odrobinę się lepiej poczuł, lecz tak naprawdę nie wiem jak :oops: Sory. A może spróbuj wybrać wybrać się do tego lekarza i wypytaj czy ich dziabanie na początku dają takie uczucie ciężkości. Wiem,wiem zapewne nie będzie Ci łatwo się wybrać, ale spróbuj zebrać w sobie siły by się do niego udać na konsultację. Sory.Tak mi przykro. :oops:

Justiinaa witam Cie cieplutko tak się zastanawiam, czy jednak nie porozmawiałabyś ze swoim chłopakiem co tak naprawdę cię dręczy.
Na pewno się martwi.I w ten sposób oboje się zadręczacie. Być może wróci dawna Justiinaaa. Ale jak masz pełne zaufanie do niego. Nie wiem jak długo się znacie. Hyyyyyyyyyy matura czyżby zbyt wiele od siebie wymagasz. Sprobuj może trochę się zatrzymać , przynajmniej na sekundę, a znajdziesz być może właściwe dla siebie rozwiązanie.Dasz radę. Tylko sekundkę dla siebie.Pa ;)
"mój przyjaciel wiatr"
Offline
Posty
607
Dołączył(a)
29 sty 2007, 00:04
Lokalizacja
krakow

przez czawronica 21 mar 2007, 00:50
Witam serdecznie , mam na imę Agnieszka, mam 32 lata. Przepraszam z góry , mogę pisać trochę nie składnie ,ale nie mam siły już nawet na to.
Do niedawna myślałam ,że mój stan to moja wina ,że jestem głupia,słaba i wstyd mi było przyznać się przed kimkolwiek do tego ,że nie daje rady. Teraz jestem prawie pewna ,że to depresja . Już jako dziecko musiałam ciągle walczyć o względy i akceptację moich rodziców ,a zwłaszcza matki i niestety wciąż przegrywałam z moim ukochanym zresztą bratem. Nigdy nie byłam wystarczającym powodem do dumy dla moich rodziców ( oboje z wyższym wykształceniem , prowadzący własne biznesy) przeciętna choć nie głupia uczennica,zbuntowana mająca własne zdanie ,własne priorytety i marzenia nie miałam żadnych szans z piątkowym bratem kroczącym posłusznie drogą którą wymarzyli sobie nasi rodzice, no i wkońcu było się czym pochwalić przed koleżankami magisterkami. Mnie nigdy nie interesowały takie sprawy jak biznes czy ekonomia kochałam sztukę , malarstwo wszystko co jest związane z tworzeniem piękna ,wizaż ,stylizację, fryzjerstwo chciałam poznać każdą z tych dziedzin. Zawsze niestety spotykałam się z krytyką z ich strony ,że to dla idotek , że mam słomiany zapał bo raz to a za chwilę co innego. Tak powoli zamykałam się w sobie coraz bardziej ,rezygnowałam ze swoich pasji czując brak akceptacji . Miałam coraz większe poczucie niższości i odzielenia od reszty rodziny.Rozpaczliwie pragnęłam miłości i akceptacji i tak zakochałam się w człowieku , który , szlajał się , nie wracał do domu przez kilka dni pod rząd i wszczynał nocą awantury,trwało to 4 lata z przerwami po rozstaniu zostałam z dzieckiem i walącym sercem ze strachu w środku nocy przy jakimkolwiek stuknięciu W tym czasie pracowałam w rodzinnej firmie zarządzanej przez matkę, która stała się moim życiem . Myślałam ,że to będzie bajka. Zaczęłam pracę od najniższego szczebla , magazynu, szwalni i tak trwałam przez kilka lat . Zapalczywie garnęłam sie do nowych wyzwań i obowiązków , ale o dziwo moje zapały były wciąż ochładzane przez matkę .W końcu po interwencji ojca wyszłam z brudnego magazynu i zaczęłam pracę w biurze sądząc , że w przyszłości poprowadzimy firmę razem z bratem który też tam pracował.Szybko jednak okazało się ,że w firmie panuje wolna amerykanka, dziś jesteś a jutro cię nie ma . Urodziłam drugie dziecko i niestety po urlopie macieżyńskin zostałam przeniesiona znów na magazyn bo na moim miejscu już była bratowa a ja np. sprzątam!!!!!! Poświęciłam tej firmie 12 lat, nie narzekałam , ciężko pracowałam , nocki , nadgodziny chętnie uczyłam się nowych rzeczy choć nie miałam zbyt wielu okazji ku temu , straciłam możliwość zamieszkania i pracy w Szwecji nie rozwinęłam się w żaden sposób , nie zdobyłam żadnego cennego doświadczenia .Od roku już nie mam siły walczyć.Kiedyś pomimo ciągłych rozczarowań byłam inteligentną ,wesołą dziewczyną z głową pełną marzeń i nadziei na wspaniałe życie.

Ponad rok temu straciłam całkowicie radość życia . Zawsze musiałam udowadniać komuś ,że jestem coś warta i potrafię ,ale już nie mam siły.
90% objawów wymienionych w pierwszym poście w tym wszystkie psychiczne towazyszą mi od tego czasu ,a ja myślałam ,że tak ma być.
Gdyby nie dzieci i strach przed Bogiem to chyba bym już nie żyła.
Apatia,ciągłe zmęczenie, paraliżujący lęk przed czymkolwiek, brak koncentracji, rozdrażnienie, przeświadczenie ,że do niczego się nie nadaję ,bóle głowy , żołądka , wypadanie włosów, odseparownie się od przyjaciół,a nawet od własnych dzieci, zamknięcie we własnym świecie,nie mam nawet siły już z nikim rozmawiać ,ani wstać rano ani zadbać o siebie jak kiedyś. CZY TO DEPRESJA?

Wiem ,wiem za dużo się rozpisałam w tym temacie, jak trzeba to przesunąć proszę w odpowiedni temat.
Offline
Posty
1
Dołączył(a)
20 mar 2007, 22:03

przez wiatr 21 mar 2007, 01:59
Przede wszystkim pragnę cię cieplutko przywitać kochana czawronico napisałaś to co najbardziej sprawia ci ból. I bardzo dobrze że wszystko albo prawie wszystko wywaliłaś z siebie. To jest najważniejsze co zrobiłaś dla siebie.Jesteś osobą pełnoletnią
czawronica napisał(a):Gdyby nie dzieci i strach przed Bogiem to chyba bym już nie żyła.
i dzięki Ci Boże,żeś obdarował TĄ dziewczynę dziećmi ma dla kogo żyć i walczyć o własne ja. Bardzo Cię proszę nie obciążaj się winą. To nie Ty jesteś winna. Z tego co piszesz byleś bardzo silna,nawet gdy Ci z którymi byłaś aż tak bardzo związana emocjonalnie ( rodzice+ brat) kradli ci kłody pod nogi szłaś dalej. Nie robiłaś nic dla siebie tylko dla nich, dla nich.
czawronica napisał(a):Ponad rok temu straciłam całkowicie radość życia . Zawsze musiałam udowadniać komuś ,że jestem coś warta i potrafię


Nikomu , a to nikomu już nigdy nie udowadniaj. To błędna droga, ciągnie zawsze do tyłu. Stop!!!
Jesteś zbyt cenna, wartościowa , inteligentna , wrażliwa na piękno ( twoje marzenia malarstwo
czawronica napisał(a):kochałam sztukę , malarstwo wszystko co jest związane z tworzeniem piękna ,wizaż ,stylizację, fryzjerstwo chciałam poznać każdą z tych dziedzin.
i wierzę ,że jedno co im się nie udało zdeptać twoich marzeń.
Człowiek który dostrzega piękno nigdy nie może być złym człowiekiem. Nie istnieje taka opcja. Kochanie zatrzym się na sekundę powróć do marzeń popatrz na swoje kochane dzieci. Postaraj się pozbierać na tyle ile masz sil i szeptem powiedz do siebie dość dla innych. Czas zabrać się za siebie. Posprzątać w sobie, wyrzucić wszystkie śmieci. Pisz, pisz,pisz jak najwięcej , wszystkie kłębiące cię myśli. Nie jest ważne, czy literalnie, czy też nie. To nie jest ważne, ale najważniejsze pojawi się przed Tobą spojrzysz bardziej jasno, przyjdzie spokój, staniesz i uśmiechniesz się do siebie i zaczniesz z czasem innych zarażać swym uśmiechem.
Z całego serca pragnę byś nigdy a to nigdy się nie poddała jesteś cudownym wspaniałym człowiekiem obdarowanym dzieci.Pa. ;)
"mój przyjaciel wiatr"
Offline
Posty
607
Dołączył(a)
29 sty 2007, 00:04
Lokalizacja
krakow

Doradca Nerwica.com

przez Doradca Nerwica.com
Polecam tych psychologów i psychoterapeutów z Twojej okolicy
Doradca Nerwica.com

przez nunus85 21 mar 2007, 03:06
Jak powiedziała mi pani psycholog "przezyłes to wiec jestes silny i na tym powinienes budowac poczucie własnej wartości"
Tyle lat sobie radziłas wiec jestes tak na prawde bardzo silna i duzo warta i jedynie sama sobie musisz to uswiadomic a nikomu innemu nie musisz i nie powinnas
twoim rodzicom wypadało zeby ktos uswiadomił swoje błedy
niestety czesc ludzi posiadajac własne dzieci realizuje za pomocom nich własne marzenia, i jak to sie powszechnie mowi "wie co dla nich dobre"
zapominajac zupełnie ze to cos co wyszło z ich połaczenia jest juz "osobnym ludziem"
Jacy jesteśmy ? - tacy jak subiektywnie odbieramy siebie wiedząc o sobie niemal wszystko? - czy tacy jak postrzegają nas inni stojać z boku, nie wiedząc o nas prawie nic i niedoświadczając tego co przeżyliśmy?
Offline
Posty
88
Dołączył(a)
24 lut 2007, 18:46
Lokalizacja
Kraków

przez Justi 21 mar 2007, 12:44
tylko problem w tym ze jest mi bardzo ciezko wybrac sie i rozmawiac z obca osoba na moje prywatne dla mnie bardzo wazne sprawy. Juz kiedys byłam u psychologa i było fatalnie...jakies ksiazki kazał wypozyczać religijne..nie wiem co mam robić..żle mi , moze to od tabletek antykoncepcyjnych mam napady takich stanów.Zmieniałam juz je kilka razy i cały czas to sam. Moze moim problemem jest mój facet...Nie pociesza mnie nie mówi miłych słow, zawsze o wszystkim decyduje, dozuje nam a raczej sobie czas ktory przeznacza na mnie, potrafi byc kochany ale żadko, chyba to moja wina bo rozpiesciłam go za bardzo.Obiadki w domku...i wszystko podane. On ma troszke inne podejscie do zwiazku. Ja jak sie zakocham to daje z siebie wszystko i nie widze świata poza ta osobą i chce ciagle sprawiac jej przyjemność...on podcina mi skrzydła...nie pamietam zeby powiedział tak szczerze patrzac prsoto w oczy ze jestem najważniejsza że jestem dla niego wszystkim...rozmawiałam z nim na ten temat i poprostu on nie lubi okazaywac uczuc słowami i jest w nich bardzo oszczcedny. Ja mogłabym słuchać ciągle....chce byc z nim i wymaga to od nas duzo pracy i kompromisów...wogole lipa ogolnie...z mama ciagle robi mi na złość...w szkole tez lipa i wciaz szukam ptacy!!!Czas bezstroski gdzies uciekł...i powiem szczerze ze nie pamietam jakies miłej sytuacji ...od jakiegos czasu niestety same przykrosci ... ;(i choc wiem ze musi byc zle zeby było dobrze...przestaje juz w to wierzyć...

[ Dodano: Dzisiaj o godz. 11:47 am ]
obca osoba na moje prywatne dla mnie bardzo wazne sprawy. Juz kiedys byłam u psychologa i było fatalnie...jakies ksiazki kazał wypozyczać religijne..nie wiem co mam robić..żle mi , moze to od tabletek antykoncepcyjnych mam napady takich stanów.Zmieniałam juz je kilka razy i cały czas to sam. Moze moim problemem jest mój facet...Nie pociesza mnie nie mówi miłych słow, zawsze o wszystkim decyduje, dozuje nam a raczej sobie czas ktory przeznacza na mnie, potrafi byc kochany ale żadko, chyba to moja wina bo rozpiesciłam go za bardzo.Obiadki w domku...i wszystko podane. On ma troszke inne podejscie do zwiazku. Ja jak sie zakocham to daje z siebie wszystko i nie widze świata poza ta osobą i chce ciagle sprawiac jej przyjemność...on podcina mi skrzydła...nie pamietam zeby powiedział tak szczerze patrzac prsoto w oczy ze jestem najważniejsza że jestem dla niego wszystkim...rozmawiałam z nim na ten temat i poprostu on nie lubi okazaywac uczuc słowami i jest w nich bardzo oszczcedny. Ja mogłabym słuchać ciągle....chce byc z nim i wymaga to od nas duzo pracy i kompromisów...wogole lipa ogolnie...z mama ciagle robi mi na złość...w szkole tez lipa i wciaz szukam ptacy!!!Czas bezstroski gdzies uciekł...i powiem szczerze ze nie pamietam jakies miłej sytuacji ...od jakiegos czasu niestety same przykrosci ... ;(i choc wiem ze musi byc zle zeby było dobrze...przestaje juz w to wierzyć...

[ Dodano: Dzisiaj o godz. 11:47 am ]
obca osoba na moje prywatne dla mnie bardzo wazne sprawy. Juz kiedys byłam u psychologa i było fatalnie...jakies ksiazki kazał wypozyczać religijne..nie wiem co mam robić..żle mi , moze to od tabletek antykoncepcyjnych mam napady takich stanów.Zmieniałam juz je kilka razy i cały czas to sam. Moze moim problemem jest mój facet...Nie pociesza mnie nie mówi miłych słow, zawsze o wszystkim decyduje, dozuje nam a raczej sobie czas ktory przeznacza na mnie, potrafi byc kochany ale żadko, chyba to moja wina bo rozpiesciłam go za bardzo.Obiadki w domku...i wszystko podane. On ma troszke inne podejscie do zwiazku. Ja jak sie zakocham to daje z siebie wszystko i nie widze świata poza ta osobą i chce ciagle sprawiac jej przyjemność...on podcina mi skrzydła...nie pamietam zeby powiedział tak szczerze patrzac prsoto w oczy ze jestem najważniejsza że jestem dla niego wszystkim...rozmawiałam z nim na ten temat i poprostu on nie lubi okazaywac uczuc słowami i jest w nich bardzo oszczcedny. Ja mogłabym słuchać ciągle....chce byc z nim i wymaga to od nas duzo pracy i kompromisów...wogole lipa ogolnie...z mama ciagle robi mi na złość...w szkole tez lipa i wciaz szukam ptacy!!!Czas bezstroski gdzies uciekł...i powiem szczerze ze nie pamietam jakies miłej sytuacji ...od jakiegos czasu niestety same przykrosci ... ;(i choc wiem ze musi byc zle zeby było dobrze...przestaje juz w to wierzyć...
Offline
Posty
2
Dołączył(a)
20 mar 2007, 01:37

przez Pstryk 21 mar 2007, 13:27
Hej.
Justi, jedno mogę powiedzieć napewno - nie jesteś sama. Jest wiele ludzi, którzy przeżywają te same rozterki.
Np. ja :oops:
Szkoda, że to pociesza tylko na chwilę...
Potem wraca codzienność, z którą nie potrafimy sobie poradzić, która nas przerasta. I nieskończona ilość pytań bez odpowiedzi. I skłonność do nadwrażliwośći, przejmowania się, obwiniania. Ale zdecydowanie najgorsza jest bezradność, niemożność kierowania swoim życiem, zagubienie w rzeczywistości...
Dlatego trzeba szukać pomocy. Aby wyjść z tego obłędu. Czytanie książek to też dobry pomysł na szukanie rozwiązań, wyjścia z matnii. Psycholog - kretyn zdarza się tak samo jak rodzice czy chłopak złośliwi. Na co dzień spotykamy się z ignorancją i niezrozumieniem naszych problemów. Wynika to tylko i wyłącznie z ludzkiej głupoty i ograniczenia.
Pozdrawiam
Pstryk
Offline

przez Justiinaaa 21 mar 2007, 13:34
Witam... wiatr wolność
boje sie o tym pogadac z chlpakiem .. i co mu powiem kochanie posluchaj mam pewien problem .. mam zmiany nastroju wyzywam sie na wszystkim i na wszystkim i wiesz co mam chęć sobie cos zrobic... ciekawe jak moj chlopak na to zareaguje.. on sie przestraszy.. jestem z nim dlugo ale boje sie.. to jest moja sprawa jak ja sie czuje i co mi dolego.. nie chce przystwarzac mu klopotów... ostatnio mnie sie pytal czy mam jakies problemy w domu ze taka jestem.. odpowiedz brzmi nie.. ja nie mam zadnych problemow.. no moze jeden ze jakos nie moge sie skupic na nauce i nawet jak siedze dlugo przed ksiązkami to nic z tego nie umiem.. a matura tuz tuz.. :cry: co mam zrobic zeby nie myslec o tym jaka jestem beznadziejna i ze z niczym sobie nie radze.. czasami mysle ze byloby lepiej jakby mnie nie bylo... :cry:
Offline
Posty
2
Dołączył(a)
20 mar 2007, 22:56

przez Malaswinia 21 mar 2007, 17:44
Dzisiaj w szkole sie wkurzyłem. Pani pedagog na lekcji weszła do mojej klasy i mówi poprosze Daniela. Poszłem. Powiedziała usiadz spokojnie na ławeczce. Usiadłem. Powiedziała ze ma dla mnie skierowanie do psychiatry. Od razu było mi lepiej, lecz te skierowanie jest na któregos tam czerwca. Zarabiscie. O mało sie nie popłakałem. Nie wiem co zrobic, musze przyśpieszyc ten termin.
Offline
Posty
7
Dołączył(a)
17 mar 2007, 17:39

Avatar użytkownika
przez Sad 21 mar 2007, 19:56
Hej

Nie wiem skad jestes, ale moze jest wiecej niz 1 psychiatra, do ktorego mozesz sie udac w okolicy Ciebie szybciej. Ja skorzystalem ze stronki:

http://www.psychiatria.info.pl/pokaz_po ... at=8&nr=26

Obdzwonilem cala liste poradni z mojego miasta i znalazl sie wczesniejszy termin (poczatek kwietnia) a tez mi w niektorych miejscach proponowali jakis maj czy czerwiec. Jak juz sie dodzwonisz gdzies, to zapytaj czy sa w okolicy jakies inne jeszcze (ja tak dostalem jeszcze kilka nr telefonow).

Pozdrawiam
Avatar użytkownika
Sad
Offline
Posty
5
Dołączył(a)
16 mar 2007, 21:12

Depresja???

przez mogo 23 mar 2007, 12:31
Nie mam z kim porozmawiać tak zupełnie, szczerze, więc skorzystam z możliwości bycia anonimowym....źle się ze mną ostatnio dzieje i zapisałam się do psychiatry już bo sama ze soba wytrzymać nie moge.
Dzieciństwo bardzo ciężkie, traumatyczne przezycia, dwie próby samobójcze, potem narkotyki i alkohol od 14 roku życia.
Terapie, psycholodzy....wydawał się że w końcy wyszłam na prosta. Ale jak tak patrzę na to, to depresja musiała mi już dużo wcześniej towarzyszyć. Pamiętam jak byłam dzieckiem (11-13 lat) i nie spałam całymi nocami bo ilekroć zamknęłam oczy w wyobraźni pojawiały mi sie takie wielkie szpule toczące się i miałam wrażenie fizyczne że tocza ię po mnie, dostawałam duszności autentycznie sie dusiłam....bałam sie spać. Potem w którymś momencie to zniknęło i pojawiło sie sporadycznie, az w koncu zupełnie ustało. Używki dawały mi to, czego normalnie nie czułam, szczęście. Ale dużo też zabrały, m.in. zawaliłam studia.
W tym czasie byłam w związku, chorym, toksycznym. Zdradzał mnie a ja mu wybaczałam bo tak bardzo bałam się ze zostanę sama....Kiedy odszedł za pierwszym razem, przez 2 tygodnie prawie nie spałam, nie jadłam. Potem zaczęłam mieć ogromne problemy ze snem, bałam się spać. Zasypiałam tylko przy włączonym świetle albo wlączonym tv (rachunek za prąd z tamtego okresu-dramat!). W tym okresie zaczęłam też leczenie w monarze, zakończone sukcesem w kwestii braku powrotów do używek ale porażką jeśli chodzi o nastroje depresyjne i nawroty.
W tamtym okresie też doszłam do wniosku że pragne mieć dziecko, ze to będzie takie moje zabezpieczenie przed powrotem na złą drogę. On tez bardzo pragnął mieć dziecko, tyle ze w trzecim miesiącu mojej ciąży znów zdradził...tym razem powiedziałam nie...i zostalam znów sama. Powiem szczerze ze dziecko dawało i daje mi siłę. Ale kiedy ogarnia mnie ciemność, ledwo daje sobie rade z tym zeby się nim zajmować...
W ciąży było dobrze, potem kiedy przez 5miesiecy siedziałam w domu na macierzynskim sama, bez rodziny, bez przyjaciół (bo w dzisiejszych czasach nikt nie ma czasu dla nikogo....)miałam myśli samobójcze i miałam dość dziecka, czasem robiła wszystko mechanicznie choć naprawdę starałam sie i staram byc dobra matka....
Po dwóch latach związałam się z kimś kogo dziecko bardzo pokochało, dość długo jesteśmy już ze sobą choć czasem nie wiem czy ja tego chce, ale szkoda mi więzi jaka jest między nimi, zreszta obustronnej.
Wszystko było dobrze, pierwszy nawrót nastapił kiedy dowiedziałam się ze mnie zdradził (przypadkiem), kilkumiesięczny romans na samym początku naszego związku. Załamałam się, tego co zniszczył do tej pory nie udało się odbudować.
Potem zaczął coraz czesciej wyjeżdzac i znów byłam sama....samotna
Najgorsze jest to ze ja w takich chwilach jeszcze bardziej odsuwam się od ludzi, najchetniej zamknęłabym się w domu, w pokoju z książką i w ogóle nie wychodziła....nic mi się nie chce, zmuszam się do pójscia do pracy, do opieki nad dzieckiem, cały czas ucisk w gardle i brzuchu, suchość w ustach, łomotanie serca, płaczliwość, czarne myśli.
Przesladuje mnie lek (również w snach) ze mojemu dziecku, miłosci mojego życia cos się stanie, mam koszmary
Zupełnie sobie z tym wszystkim nie radze, wszyscy myslą ze wszystko jest w porządku, kiedy mówię mu ze wariuję kiedy go nie ma (po kilka tygodni) ze nie daje sobie rady, słysze ze przesadzam, ze taka ma prace i nic na to nie poradzi. Chciałby miec dziecko ale ja nie chcę, bo nie dam rady, wiem to, nie dam rady sama z dziecmi, sama w ciąży, sama na zakupach, sama dzien i noc. Nie tym razem.
Czasem zastanawiam się nad odejsciem, moze wtedy kiedy nie miałabym takiej hustawki emocjonalnej, wraca, znów wyjezdza, moze wtedy byłoby mi łatwiej.
Długo tak nie pociągnę, tyle wiem na pewno.
Offline
Posty
1
Dołączył(a)
22 mar 2007, 20:35
Lokalizacja
Warszawa

Sama nie wiem co mi jest...

Avatar użytkownika
przez anette 26 mar 2007, 09:37
Nie wiem dlaczego znalazłam się na tym forum. W sumie wpisałam tylko w wyszukiwarce słowo 'depresja' i tak jakoś wyszło samo. Nie wiem od czego powinnam zacząc, bo nie wiem gdzie jest początek tego cyrku, w którym od jakiegoś czasu biorę udział...
zacznę więc tak...
w tym roku skończę 20 lat, a od ponad roku czuję, że jest źle. wcześniej myślałam, że to tylko małe załamanie. miałam problemy w szkole i kłóciłam się z rodzicami. ostatnią klasę liceum zakończyłam wielką kłótnią, bo kierunek studiów, który wybrałam nie podobał się rodzicom. ojciec potrafił przyjśc do mnie i pytac non stop "za co będziesz się utrzymywac?", bolało jak cholera. chciałam studiowac dziennikarstwo, miałam wielkie plany i byłam w ich pewna w ponad 100%. gdy okazało się, że nie przyjęli mnie na studia ojciec znów mógł się na mnie wyrzyc. powiedział, że pasożyta trzymac nie będzie, nieraz wspominał mi jaka jestem głupia i beznadziejna, używał okropnych uwag co do mnie. myślałam, ze wytrzymam, ale nie dawałam rady...jeszcze przed maturą zaczynałam się głodzic, płakałam, nawet zaczynałam się ciąc....każdy mnie ignorował.
czy to tak wiele o co prosiłam? chciałam, zeby tylko ktoś powiedział, że jest ze mnie dumny... to dla ojca konczyłam szkoły z najlepszymi ocenami, chodziłam na konkursy i chciałam byc idealna. czy jemu naprawde to sie nie podobało? juz trzy razy omal nie popełniłam samobójstwa. ratują mnie głupstwa... każdy jednak ma mnie gdzieś, a ja panicznię boje się rozmawiac z innymi. nie wychodzę z domu, płaczę, jedno słowo wystarczy bym zamykała sie w pokoju, mało jem, mam napady lęku. nawet jesli nie umie wyslac głupiego SMSa zaczynam plakac...
boję się...nie wiem co mi jest
coś co kiedys dawało mi radosc, teraz mnie tylko pogrąża. od roku nie mam kontaktu ze znajomymi, a dwie moje przyjaciółki panicznie się o mnie boją...
to nie ejst miłe.
nie chce wszystkiego zwalac na ojca. to czesc mojego wychowania, tak musi przeciez byc...
chcialabym uciec. rzucic to wszystko w cholere. najchetniej jednak bym zniknela. mam metlik w glowie. za miesiac ponownie mam przystapic do matury, a potem isc na studia lecz wiem, ze znowu bede miec karczemna awanture i znowu bede plakac po nocach.
nie wiem co powinnam ze soba zrobic. z osoby pelnej optymizmu i planow na przyszlosc, stalam sie cieniem czlowieka....
cieniem dawnej mnie...
nawet pisanie nie sprawia mi takiej przyjemnosci jak kiedys, a kiedys byl to sens mego zycia...

co mi jest? znikam?
Avatar użytkownika
Offline
Posty
38
Dołączył(a)
26 mar 2007, 09:21

przez fendi 26 mar 2007, 12:49
witaj , widzę że jesteś naprawdę w złym nastroju, a rozumiem cie świetnie bo również miałam ^toksycznych^rodziców, nic im sie nie podobało, oceny w szkole wiecznie miałam niezadawalające , a do tego żadnych tematów i żartów o seksie , dojrzewaniu itp - bo byli strasznie wierzący i nic nie można było powiedzieć , nawet w wieku 19 lat jak powiedziałam -cholera - to już afera była , nie mówiąc o tym ze w wieku 19 lat nie mogłam być na imprezie dłużej jak do 24 - bo powiedzieli że mnie z domu wyrzucą , i tak to wszystko zaowocowało nerwicą tak jak i u ciebie-naprawdę wiem że toksyczni rodzice - psują i wypaczaja charaktery swoich dzieci-te bardziej bojownicze często schodzą na zła drogę, a te wrażliwe - zamykaja się w sobie, popadają w nerwice i depresje... naprawde ciężko jest się uwolnic od takich starych - jedyne co to się wyprowadzic, no ale wtedy trzeba zarabiać, a jeśli nie ma takiej możliwości to może spróbuj im powiedzieć że - jesteś dorosła osobą , ze swimi marzeniami, godnością i zainteresowaniami, i że nikt nie może za ciebie przeżyć życia tylko ty sama ,i pewnie oni też by nie chcieli aby ktoś im mówił co maja robić i że są do kitu, i niech sobie przypomną jacy byli w twoim wieku...może to im otworzy oczy - pozdrowienia
Offline
Posty
54
Dołączył(a)
16 sie 2006, 11:18

Avatar użytkownika
przez anette 26 mar 2007, 12:54
z pracą tez jest ciekawie. chcialam isc do pracy wiec ojciec pytal: gdzie ty chces zpracowac skoro masz tylko srednie wyksztalcenie?, odpowiadalam wiec, ze bede pracowac jako hostessa wtedy jego pytanie numer dwa: ale czemu skoro masz aż średnie?
i tak w kółko
kazał mi isc wiec do szkoly, a gdy mnie przyjeli pyta dlaczego nie pracuje, albo dlaczego nie poszlam na uniwersytet.
wiem, ze jesli podejme parece on jest w stanie nawet osobna półke w lodówce mi wyznaczyc....
ja juz nie wytrzymam z nim dłużej...
nie wiem po co was tym zadreczam, ludzie maja wieksze problemy...
przepraszam
JEŚLI KTOŚ NAPOTKA KOGOŚ, KTO BUSZUJE W ZBOŻU...
ZOSTAŃ, ZAPLĄTAŁAM SKRZYDŁA W ŚPIEW
ZOSTAŃ, BRZEGIEM DŹWIĘKU TAŃCZYĆ CHCĘ...
Avatar użytkownika
Offline
Posty
38
Dołączył(a)
26 mar 2007, 09:21

przez fendi 26 mar 2007, 13:16
nie zadręczasz nikogo po to jest to forum, myślę że przetrzymasz to wszystko i w końcu znajdziesz swoje miejsce w życiu, po prostu zrób to na co masz ochotę - chcesz sie uczyć ? ucz się , chcesz pracować jako hostessa - to znajdż taka pracę i pracuj - po prostu musisz poszukać siebie samej w samej sobie, odrzuć rodzicielskie pęta , a jeśli wydzieli ci półke w lodówce - to tez dobrze ; z czasem gdy zobaczy że sobie radzisz-zmieni sie , bo myślę że on nie może pogodzić sie z tym że jesteś dorosła, myśli że całe życie będzie ci mówił co masz robić , a przecież jemu też nikt nie mówi jak ma postępować, a to że jest twoim ojcem to nie oznacza ze ma nad toba dożywotnia władzę - to że jest twoim ojcem oznacza tyle że należy mu się szacunek - a nie że 20 letnia córka ma go słuchać jak żyć- twoje życie należy teraz do ciebie, pamietaj o tym....
Offline
Posty
54
Dołączył(a)
16 sie 2006, 11:18

Sortuj wg

Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 15 gości

Przeskocz do