Depresja objawy

Forum poświęcone depresji oraz CHAD. Jeżeli czujesz, że sam/a sobie nie radzisz, nie zwlekaj z napisaniem o tym. A jeżeli depresje masz za sobą - możesz podzielić się wskazówkami.

Avatar użytkownika
przez hyte 29 lis 2006, 22:29
wiesz od przepicia mi sie wydaje to powinno ci przejsc szybko!!piszesz ze ci nie przechodzi ,powinienes isc czym predzej do specjalisty!mam nadzieje ze nie jarasz blantow!!!bo to by mialo sens!!
THE ONLY WAY IS UP!!!!!!
Avatar użytkownika
Offline
Posty
246
Dołączył(a)
14 lis 2006, 21:39
Lokalizacja
londyn

Avatar użytkownika
przez 331ania 29 lis 2006, 22:47
strasznie duzo napisane o depresji.....ja wypowiem tylko malenkie zdanie na temat czym dla mnie jest moja depresja: depresja to to gdy zycie boli!!!!!!!!!,codziennie modle sie o jakas chorobe nieuleczalna bym samobojstwem nie skrzywdzila mojej mamy,wstaje bo musze jesc,jem bo musze zyc.....i tak juz 2 lata sie mecze i leki i nikt i nic mi nie pomoze...nie widac zadnej drogi bo i nie ma sie sily szukac.ot i tyle-to depresja.
Avatar użytkownika
Offline
ExModerator
Posty
610
Dołączył(a)
29 lis 2006, 22:38

Czy zaczyna sie depresja?

Avatar użytkownika
przez sallu 02 gru 2006, 03:43
Wyskoczyła Wasza stronka. Chciałam się dowiedzieć czegoś na temat moich ostatnich zachowań i chyba znalazłam odpowiedź. Chyba zaczyna się jakaś deprecha. Ale do rzeczy. Odkąd pamiętam zawsze zasypiam kręcąc pukiel włosow, później było gładzenie ich przy każdej okazji, ale teraz przerodziło się to w drapanie sie po głowie mimo, że nic nie swędzi. Jestem rozdrażniona, momentami wręcz agresywna, drżą mi dłonie, brak mi energii do życia, czuję się bardzo zmęczona. Być może to za sprawą mojego synka, który ma nadpobudliwość psycho-ruchową i muszę mieć oczy wszędzie. Codziennie od 5 lat gnam. Nie mam czasu na myślenie o sobie, ale teraz czuję, że zaczynam się rozsypywać w pył. Mam straszne huśtawki nastroju, nie wychodzę na spacery, unikam ludzi. Gdyby nie to, że muszę nakarmić moich chłopaków (męża i syna) to pewnie jeść też bym przestała - nie mam apetytu. Dziś w pracy dopadł mnie jakiś dziwny stan. Łzy zaczęły napływać mi do oczu właściwie bez powodu - uciekłam do toalety żeby się trochę pozbierać, na szczęście nikt nie widział. Boję się tego, boję się, że pęknę i np. uderzę synka, czy rzucę talerzem o ścianę. Nie wiem co robić, bo na wsparcie męża raczej liczyć nie mogę-jemu też brakuje dla nas czasu.
Avatar użytkownika
Offline
Posty
6
Dołączył(a)
02 gru 2006, 03:03

Doradca Nerwica.com

przez Doradca Nerwica.com
Polecam tych psychologów i psychoterapeutów z Twojej okolicy
Doradca Nerwica.com

przez andek 02 gru 2006, 13:06
Co robić? Oprócz tego, że myślisz o rodzinie, to pomyśl także o sobie! Pogadaj z mężem o swoich nastrojach, racjonalnie podzielcie obowiązki domowe, podzielcie czas na relaks (mimo że piszesz iż i jemu i tobie brakuje czasu). Musisz mieć jakąś chwilę wytchnienia, bo długo tak nie pociągniesz.

Niestety, internet niczego nie załatwia i moim zdaniem należałoby poszukać fachowej pomocy z prawdziwego zdarzenia. Rozejrzyj się za odpowiednią poradnią, porozmawiaj z ukierunkowanym psychologiem. Czasem sama rozmowa, a nawet świadomość tego, że robi się coś dla siebie, bardzo pomaga i pozwala na zyskanie nowego spojrzenia na problem.
Offline
Posty
25
Dołączył(a)
27 lis 2006, 16:07
Lokalizacja
Warszawa

Avatar użytkownika
przez sallu 03 gru 2006, 00:15
Wiesz, czasami wydaje mi się, że mąż robi wszystko bym nie miała tej "chwili". Kiedy tylko usiądę na chwilę zaraz coś chce. Nie potrafi zająć się dzieckiem na dłuższą chwilę, ba nawet nie wiem czy przez te 5 lat choć raz on wykąpał syna. Choćbym nawet chciała wyjść z domu to nie mam gdzie. Koleżanki - 0, koledzy - 1, przyjaciele - 0,0, a wyjść na miasto się boję - zbyt dużo ludzi. Właściwie gdybym miała wolny czas to i tak wynalazła bym sobie zajęcie w domu, ja chyba nie potrafię już być wolna i nie wiedziałabym co z tą wolnością zrobić.
Mówiłam o tym mężowi spytał tylko:"czy to moja wina, że nie masz znajomych..", a na moje nerwowe zachowanie poradził Prozac - "może to Ci pomoże, bo wytrzymać się z Tobą nie da". Może rzeczywiście pójdę do lekarza. W piątek w pracy dopadł mnie dziwny stan. Łzy leciały mi z oczu bez powodu, ręce drżały. Na szczęście nikt nie widział.
Avatar użytkownika
Offline
Posty
6
Dołączył(a)
02 gru 2006, 03:03

Avatar użytkownika
przez Róża 03 gru 2006, 10:32
Sallu-Andek ma rację.MUSISZ znaleźć trochę czasu dla siebie.Może na początek malutkie chwile,np.jakaś maseczka-zakomunikuj domownikom,że przez 15 minut jesteś "nieczynna",zamknji się w łazience,weź kąpiel,zrób sobie maseczkę i rób to powoli i leniwie.A z mężem-rozmowa,rozmowa i jeszcze raz-rozmowa.Tylko spokojnie,bez wyrzutów.W końcu zrozumie,że coś musicie zmienić w swoim życiu,bo taki pęd do niczego dobrego nie prowadzi.
Bez ludzkiej pamięci przeszłość nie istnieje.
Pech nigdy nie zawiedzie:
przyjdzie w samą porę:)))
Avatar użytkownika
Offline
Przyjaciel forum
Posty
1197
Dołączył(a)
02 gru 2006, 22:18
Lokalizacja
z ogrodu

Avatar użytkownika
przez gina 03 gru 2006, 11:22
Moim zdaniem Sallu,do depresji jeszcze daleka droga i nie wmawiaj sobie jej,małżeństwo i dziecko to ogromne wyzwanie i katorżnicza praca,ja mam dwóch synów rok po roku,trzy lata siedzenia w domu i harówa,mamo jeść,mamo pić,mamo siku,mamo kupę,ja chcę,ja nie chcę i tak do porzygania...poszłam do pracy bo trzeba z czegoś żyć,dziećmi nie miał się kto zająć więc tylko nocna zmiana mnie ratowała, i tak przez 10 lat....pierwsze pięć nie spałam,nie jadłam tylko gnałam przez życie i płakałam tak jak Ty,często bez powodu,ot tak... To żaden dziwny stan,to przemęczenie,normalna reakcja. Żadne 15 minut tu nie pomoże,musisz sobie pognać jeszcze jakieś 3 lata i wszystko zacznie wracać do normy.Dasz radę. Pozdrawiam
na próżno to wszystko co dzisiaj jest bólem....
Avatar użytkownika
Offline
Posty
382
Dołączył(a)
21 paź 2006, 11:47
Lokalizacja
jeszcze nie stąd

Avatar użytkownika
przez Róża 03 gru 2006, 15:36
No cóż,ja jednak pozostane przy swoim zdaniu.Również wychowałam dwóch synów,do tego w dziecinstwie obaj cierpieli na przewlekłe choroby.Miałam dwie babcie,które mnie i moje dzieci miały w" głębokim poważaniu".Oboje z mężem pracowalismy więc na zmiany.I wiem,że człowiek musi po prostu musi znaleźć chwilę dla siebie,bo inaczej mozna wpaść w o wiele gorsze tarapaty niż sama nerwica.Poza tym dla samych dzieci i trwałości związku jest ważne żeby rodzice byli pełni sił i chęci do opieki,a nie tylko sfrustrowani,nieludzko zmęczeni i niecierpliwi.To nic dobrego nie wnosi do rodziny...
Bez ludzkiej pamięci przeszłość nie istnieje.
Pech nigdy nie zawiedzie:
przyjdzie w samą porę:)))
Avatar użytkownika
Offline
Przyjaciel forum
Posty
1197
Dołączył(a)
02 gru 2006, 22:18
Lokalizacja
z ogrodu

przez andek 03 gru 2006, 16:04
Ja uważam, że codzienny choćby i kwadrans dla siebie zdziała więcej niż wspomniane przez ginę 3 lata czekania w galopie aż wszystko dojdzie do normy. A Róża poruszyła bardzo ważną rzecz, mianowicie dla dobra dziecka należy samemu być w dobrej formie.
Nie można też mówić, że do depresji daleka droga. To może stwierdzić tylko lekarz po spotkaniu konsultacyjnym.

Jestem za tym, że tylko rozmowa z mężem, podział obowiązków, a może i nawet terapia rodzinna może przynieść pożądane skutki. Im wcześniej się za to zabieramy, tym szybciej możemy liczyć na poprawę sytuacji. Nie wolno zostawiać problemów samym sobie, do samoistnego rozwiązania i nie wolno być w tym wszystkim samemu.

Nic się samo nie zrobi.
Offline
Posty
25
Dołączył(a)
27 lis 2006, 16:07
Lokalizacja
Warszawa

Avatar użytkownika
przez sallu 03 gru 2006, 16:11
Wiecie, mąż zaczyna się denerwować nawet o to, że wieczorem, kiedy spi i dziecko i czasami nawet on, ja siedzę przy komputerze. Czy nie jest tak, że traktuje mnie jak swoją rzecz, którą może przekłądać z miejsca w miejsce, robocika do wykonywania wszystkich prac. Gubię się i nie wiem jak z nim rozmawiać. On zawsze ma na wszystko gotowe riposty i argumenty, a kiedy zaczynam jakiś drażliwy temat wścieka się i wyrzuca mi wszystko od początku małżeństwa nie szczędząc mojej rodziny (z większością nie mam dobrych kontaktów głównie z jego powodu, a mam trójkę rodzeństwa). Kiedyś wspomniałam mu, że chcę iść na aerobik lub siłownię, więc zaczął później przychodzić z pracy (ok.30 min. przed zamknięciem klubu). Czuję się jak więzień, który siedzi za niewinność.

[ Dodano: Nie Gru 03, 2006 3:17 pm ]
Andek, ja nie wiem czy on zgodził by się pójść na jakąś terapię rodzinną. Chyba bał by się. Zdaje sobie doskonale sprawę z tego jaki ma charakter i nawet kiedy szłam do psychologa z synkiem pouczał mnie co mam mówić - ja i tak powiedziałam to co ja zaobserwowałam, on zna syna tylko z moich opowiadań.
Avatar użytkownika
Offline
Posty
6
Dołączył(a)
02 gru 2006, 03:03

Avatar użytkownika
przez Róża 03 gru 2006, 16:19
Sallu,tym bardziej musisz egzekwować swoje prawa do odpoczynku.Tylko na spokojnie,pomalutku.Po pewnym czasie mąż zacznie to akceptować,przyzwyczai się.Myslę,że jego zachowanie wynika z utraty poczucia stabilności,no cóż pewnie mu z tym wygodnie.Myślę,że najlepiej by było gdybyście oboje zafundowali sobie dzień lub chocby parę godzin tylko dla siebie,na przypomnienie sobie co was naprawdę łączy,bez wypominania i zarzucania sobie nawzajem tego czy tamtego.Taka randka.Uwierz mi,że to jest bardzo potrzebne.
Bez ludzkiej pamięci przeszłość nie istnieje.
Pech nigdy nie zawiedzie:
przyjdzie w samą porę:)))
Avatar użytkownika
Offline
Przyjaciel forum
Posty
1197
Dołączył(a)
02 gru 2006, 22:18
Lokalizacja
z ogrodu

Avatar użytkownika
przez sallu 03 gru 2006, 16:24
Właśnie czytam to co napisałam.
I dochodzę do wniosku, że chyba się go boję. To gnanie do domu po pracy, szykowanie ciepłego obiadku na czas, zawsze posprzątane, przyjmowanie krytyk...
Ostatnio kolega zarzucił mi, że zbytnio się staram, że nic się nie stanie jak raz zje na obiad kanapkę, żebym się trochę wyluzowała, bo niedługo całkiem zniknę.
Avatar użytkownika
Offline
Posty
6
Dołączył(a)
02 gru 2006, 03:03

Avatar użytkownika
przez Róża 03 gru 2006, 16:26
I kolega ma rację,popieram :D
Bez ludzkiej pamięci przeszłość nie istnieje.
Pech nigdy nie zawiedzie:
przyjdzie w samą porę:)))
Avatar użytkownika
Offline
Przyjaciel forum
Posty
1197
Dołączył(a)
02 gru 2006, 22:18
Lokalizacja
z ogrodu

Avatar użytkownika
przez sallu 03 gru 2006, 16:33
Różo ja chcę odpocząć od niego. Kiedyś wyjechał na tydzień i nawet nie zatęskniłam, wręcz drażniło mnie, że dzwoni. Było mi dobrze. Nie biegałam z kąta w kąt. Słuchałam mojej ulubionej muzyki, obejrzałam w końcu kilka filmów od początku do końca, nie przejmowałam się jedzeniem czy układaniem planu zajęć na następny dzień. Nawet syn zachowywał się innaczej i chodził spać o 20.00, a nie o 23.00.
Czasami myślę, że gdyby nie dziecko to nasz związek mógłby się rozpaść.
Avatar użytkownika
Offline
Posty
6
Dołączył(a)
02 gru 2006, 03:03

Sortuj wg

Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 13 gości

Przeskocz do