Depresja objawy

Forum poświęcone depresji oraz CHAD. Jeżeli czujesz, że sam/a sobie nie radzisz, nie zwlekaj z napisaniem o tym. A jeżeli depresje masz za sobą - możesz podzielić się wskazówkami.

Re: Czy to jest DEPRESJA ??

przez anula1979-27 23 paź 2008, 21:59
Przykro mi ze taki straszny pech cie spotyka.Ale warto zyc chociazby dla samego siebie.Mysle ze warto byloby gdybys skorzystal z porady jakiegos lekarza.Napewno pomoze.Ja od 3 miesiecy lecze sie na depresje i zanim zostala zdiagnozowana to bylam u wszystkich istniejacych lekarzy.Biore leki,troche pomogly,ale na kazdy stres i zdenerwowanie reaguje dziwnie.Sama do tej pory nie moge sie do tego przyzwyczaic.Nigdy sie tak nie czulam.Mam zawroty glowy,ktore raz sa slabe raz tak silne,ze nie moge funkcjonowac.Lekarz twierdzi,ze to od depresji a ja nie moge sie doczekac normalnosci.Chodzilam do psychologa,troche pomoglo.Ale kiedy bedzie calkiem dobrze?Mam 5 miesieczne dziecko i musze dac rade.Bardzo mnie uratowaly i podniosly na duchu posty innych osob bo teraz wiem,ze nie zwariowalam.Trzymajcie sie ,wiem ze kiedys bedzie dobrze,musicie byc cierpliwi.Ja wieze,ze bedzie lepiej.Pozdrawiam.
Offline
Posty
1
Dołączył(a)
23 paź 2008, 19:40

Re: Czy to jest DEPRESJA ??

przez Misiek 23 paź 2008, 22:05
Ja też w to wierze... że wkońcu będzie lepiej... :smile:
Offline
Posty
1874
Dołączył(a)
28 cze 2008, 15:11

Re: Samotność... starość... śmierć

przez Ridllic 24 paź 2008, 14:45
Samotność mamy na to wpływ wiec nie koniecznie , Starość coś naturalnego, Śmierć nieodzowna część naszego życia :!: pozostaje kwestia czy przyjmujemy to do Siebie jeżeli tak to kolejny krok do przodu ;)
Ridllic
Offline

Doradca Nerwica.com

przez Doradca Nerwica.com
Polecam tych psychologów i psychoterapeutów z Twojej okolicy
Doradca Nerwica.com

Re: Samotność... starość... śmierć

przez Misiek 24 paź 2008, 16:09
Ridllic, dokładnie tak jest...
Offline
Posty
1874
Dołączył(a)
28 cze 2008, 15:11

Re: Czy to jest DEPRESJA ??

Avatar użytkownika
przez gabriel 24 paź 2008, 22:29
Wiara czyni cuda...
Avatar użytkownika
Offline
Posty
481
Dołączył(a)
25 maja 2008, 19:47
Lokalizacja
Wrocław nadal aktualny:)

Re: Czy to jest DEPRESJA ??

przez Misiek 24 paź 2008, 22:31
gabriel napisał(a):Wiara czyni cuda...

Dokładnie... :smile:
Offline
Posty
1874
Dołączył(a)
28 cze 2008, 15:11

Re: Czy to jest DEPRESJA ??

przez najmniejsza 25 paź 2008, 10:31
No to teraz ja. ;)
Powiedzmy, nie wdając się w szczegóły że miałam ciężki rok. Taki,że obiektywnie mam prawo być smutna, przybita, mieć wszystkiego dość. Ale nie wiem czy przypadkiem nie posunęłam się już o krok dalej. Straciłam wszystko na czym mi zależało. No ale zdarza się, wiem, trzeba żyć dalej. Tylko że ja nie mam siły. Dziś jestem z siebie niesamowicie dumna bo odkurzyłam pokój. Nie wyobrażacie sobie jaki to był dla mnie wysiłek, nie chodzi o to że powierzchnia wielka ;) ale zmuszenie się do wyjęcia odkurzacza z szafy, podłączenie do gniazdka, włączenia przełcznika i chodzenia z nim po pokoju a póżniej wyłączenie go i schowanie. Jejku. Przecież wydawało mi się ponad siły. Tak jest ze wszystkim-umycie głowy, odpisanie na sms-a, umycie kubka, uśmiech, zakupy, nawet włączenie komputera. Najlepiej mi jak siedzę nie robiąc nic. Na to starcza mi sił. Poza tym nie jem. Tzn jem, bo wiem że trzeba ale nie czuję głodu. Czasami dopiero jak zaczyna mi się kręcić w głowie i robić ciemno przed oczami to stwierdzam że muszę sobie coś jednak kupić. I ciągle chce mi się spać tak strasznie, ze na wykładach leżę na ławce. To dziwne bo mimo że jestem taka zmęczona wcale nie jest mi łatwo zasnąć, zasypiam ok 2 w nocy, nie umiem wcześniej a później za nic nie mogę wstać, notorycznie wszędzie się spóźniam. Nie cieszy mnie nic, to co kiedyś wydawało się sensem dziś nie zasługuje na miano powodu do wstania z łóżka. Poza tym wszystko mnie drażni, denerwuję, krzyczę na wszystkich złoszczę się. Sama nie wiem czemu, nie chcę się tak wcale zachowywać. I płaczę. Codziennie. Z byle powodu. Po prostu idę sobie ulicą i zauważam ze po policzkach płyną łzy. Ot tak. Czasami myślę ze muszę wziąć się w garść, myślę że od jutra będę inna... Ale nie umiem. I jeszcze te zawroty głowy, osłabienie, ból głowy, klatki piersiowej, duszności, myślę czasem że umieram, boję się ale bardziej przeraża mnie to że coraz częściej sądzę że tak byłoby lepiej, tylko rodziny mi żal. Najgorsze jest to, że ja nie widzę wyjścia z tej sytuacji, nie widzę nadziei, wydaje mi się ze nikt i nic nie jest w stanie mi pomóc, że tak już będzie zawsze, że już nigdy nie odzyskam tej "iskierki" (tak mnie widzą teraz ludzie, pytałam się koleżanki czy zachowuję się inaczej, powiedziała, że tak bardzo "przygasłam") Nie chcę być taka mam już tego tak bardzo dość, ten smutek już chyba płynie mi w żyłach razem z krwią, czuję go wszędzie i zawsze, jest nie do wytrzymania. Nie daję już rady. To nie jestem ja. Kiedyś byłam taka silna, mówiłam że nic nie jest w stanie mnie zniszczyć, załamać, nie było osoby która by tak nie uważała. Nigdy życie mnie nie oszczędzało ale zawsze wychodziłam zwycięsko, wzbudzałam tym podziw. A teraz? Teraz wzbudzam tylko litość. Taka inna byłam, taka uśmiechnięta.
Czy to minie samo? Czy taki smutek może sam zniknąć. I czy kiedyś będę dawną "najmniejszą"?
Offline
Posty
5
Dołączył(a)
24 paź 2008, 23:29

Czy to jest depresja?

przez izkaa 25 paź 2008, 19:13
Witam. Mam 18 lat i od pół roku notoryczną niechęć do życia. Właściwie ataki kilkudniowego przygnębienia miewam od 2005 roku. Początkowo dołowałam się z powodu nieakceptacji przez otoczenie, uważałam, że jestem brzydka, beznadziejna, teraz tez tak jest, ale w mniejszym stopniu, gdyż spotkałam chłopaka i jesteśmy ze sobą półtorej roku. Ale od jakiegoś pół roku praktycznie non stop jestem, zdołowana, nic mnie nie cieszy. Najgorsze z najgorszych jest to, że dla mnie nie istnieje teraźniejszość, dla mnie albo coś było albo będzie. Wszystko kończy się za szybko, nie potrafię tej chwili wyłapać i cieszyć się nią. Czuję się również jak zamknięta w jakieś szklanej kuli, jakbym mogła dookoła wszystko obserwować dokładnie, ale nie mogłabym tego dosięgnąć, dotknąć. Nawet, gdy mój chłopak mnie przytula czuję się jakbym była od niego całe kilometry:/ to jest po prostu straszne. Kiedy o tym myślę (a rozmyślam często, nie potrafię się na niczym skupić, bo ciągle rozmyślam) zaczynam płakać, potrafię przepłakać kilka godzin, po których zazwyczaj jestem wykończona, pieką mnie oczy, boli głowa. Czasem czuję sie tak potwornie, ze nie wiem, co ze sobą zrobić. Bywa ze przygnębienie przeradza się w agresję, wtedy potrafię bić rękami, głową o ścianę, czasem tnę się po wierzchniej stronie nadgarstka. Żeby rozładować emocje. Kiedyś robiłam to częściej teraz mniej ze względu na chłopaka, który o tym wie i czasem prawie płacze jak widzi, że się pocięłam. Staram się, więc nie ciąć właśnie dla niego. Co do rozmyślań... Myślę prawie ciągle, o egzystencji. Nie obchodzą mnie przyziemne sprawy, boję się śmierci. Boję się, że umrę, że zostawię mojego chłopaka albo odwrotnie. Nie chcę się zestarzeć i umrzeć, nie chcę dnia, w którym ostatni raz spojrzę na niebo, na piękno świata. Wiem, że to nieuniknione, ale nie chciałabym odejść sama. Boję się tego panicznie. Czas dla mnie leci tak szybko, ze boję się, że pewnego dnia się obudzę i będę juz stara i będę wiedziała, że mój czas się kończy. Najbardziej jednak martwi mnie to, że jeśli miałabym umrzeć to z moim chłopakiem. Jeśli on były chory i umierający ja byłabym gotowa popełnić samobójstwo by tylko z nim razem odejść. On jednak nie popiera mojego zdania. Jest załamany moim tokiem myślenia. W ogóle kochamy się, ale nie rozumiemy do końca. On myśli 'przyziemnie' o swoich zainteresowaniach, o szkole, pracy, przyszłości, rodzinie. W zasadzie razem marzymy o wspólnym życiu. Ale po chwili uśmiechu przechodzi mnie myśl, ze i tak to sie skończy. Bywa tak, ze potrafię wpatrywać się w jedno miejsce, rzecz, roślinę, zwierzę, zjawisko, ludzi przez długi czas i rozmyślam, dlaczego tak jest. Najgorsze jest to, ze zastanawiam się jak to jest ze ja, właśnie ja potrafię myśleć, ja widzę, ja czuję, ja słyszę. Nie potrafię tego pojąć, cały świat i całe życie jest dla mnie nie do pojęcia. Nie potrafię sobie wmówić ze tak po prostu jest i już. Gdy dostaje 'ataku' przygnębienia zazwyczaj jestem zupełnie sama, (bo wtedy rozmyślam) i bardzo chciałbym by mój chłopak był przy mnie. Rzadko jednak dzwonie do niego czy pisze, ze jest mi źle. Nie lubię się tym chwalić, chcę to przeczekać sama. Właściwie poza moim chłopakiem nikt nie wiem o moich problemach. Kiedy jednak zdecyduję się i on do mnie przyjdzie wszystko przechodzi jak ręką odjął. Nie myślę, zajmujemy się sobą. A jak wychodzi... Wszystko wraca z powrotem:/ Najgorszy okres mam jednak teraz. Jestem w klasie maturalnej. Nie potrafię skupić się nad nauką, jak już się czegoś nauczę za kilka dni zapominam. Płaczę z tego powodu, nie potrafię się skupić. Czuję, że nie zdam matury tak jakbym chciała. Że nie podołam z tym. W dodatku mój chłopak jest w technikum (ten sam rocznik, co ja) on ma teraz luzy, ma na wszystko czas. Jest aktywny, działa w harcerstwie, jeździ na biwaki, gra na gitarze, ma od czasu do czasu próby ze znajomymi. To są jego dwa zajęcia, które uwielbia. Ja nie mam nic. Uważam ze do niczego się nie nadaję, ale to, dlatego ze choćbym chciała nic mi nie wychodzi. W ogóle nie wiem, czym mogłabym się zająć, nic mnie nie cieszy. Niczego nie potrzebuje z rzeczy materialnych. Na niczym mi nie zależy. Zdarza się ze mu zazdroszczę. Tego, ze może się czymś zająć, ze ludzie go lubią (jego drużyna harcerska, ma fajna klasę, kumple z prób), ja mam tylko Jego. Mam znajomych, ale oni maja mnie w dupie, spotykamy sie tylko na imprezach, nawet z nimi specjalnie nie gadam. Miałam przyjaciółkę... Ale odkąd jestem z moim chłopakiem nasze stosunki pogorszyły się, nie zwierzamy sie juz sobie jak kiedyś, jesteśmy jak zwykle koleżanki. Nie lubie o ty myśleć, nie chcę zazdrościć własnemu chłopakowi, ale jednak zazdroszczę:/ Jeśli o mnie chodzi ja lubię fotografię, jednak moje zdjęcia muszą mieć głębie, muszą cos przekazywać. Zazwyczaj są smutne, w szarych kolorach, albo czarno białe, albo przedstawiajże jesień. Odzwierciedlają moją psychikę. Tak samo jest z muzyką, ostatnio ciągle słucham tylko dołujących smętów. Postanowiłam napisać na tym forum, bo czuję się juz bezsilna. Jest ze mna coraz gorzej, coraz mniej siły mam na walkę. Na pewno jednak nie popełnię samobójstwa, bo panicznie boję się śmierci. Dlatego tkwię w beznadziejnej sytuacji bez wyjścia. Nikt nie potrafi mi pomóc, a właściwie jak nie wiem jak ta pomoc musiałaby wyglądać. Mój chłopak mówi, mi ze chciałby mi pomóc, ale nie wie jak, pyta mnie o to. Ja też nie umiem mu na to pytanie odpowiedzieć. Proszę pomóżcie. Bo takie życie jest straszne:( Nie chcę tylko ciągle płakać, chcę cieszyć się z tym co mam. Być szczęśliwa. Na razie wizyta u psychologa odpada, nie chce o tym informować rodziców, a sama nie mam na to pieniędzy. Dlatego z wielką prośba o pomoc zwracam się do was...
Offline
Posty
1
Dołączył(a)
25 paź 2008, 18:18

Re: Czy to jest DEPRESJA ??

przez TIKI 26 paź 2008, 04:29
najmniejsza, Przedewszystkim musisz sobie odpowiedziec, na to co faktycznie stracilas, sama napisalas "Straciłam wszystko na czym mi zależało." Ja mam podobnie, tzn myslalem ze mialem wszystko, a teraz mam nic.. zwiazek, plany itp. wszystko szlag trafilo, no i ten stan. Nie chce sie nic robic, najlepiej to nie wychodzc z domu, uciec w swiat internetu.Tyle za ja niestetmy nie mam znajomych gdzie wlasnie teraz przebywam, wiec nikt tego nie widzi, (dzieki Bogu) Ale tak sie nieda, mimo ze dociera do mnie to, to nie robie nic w tym kierunku ze bedzie lepiej. Mysle, a raczej wierze w to ze kiedys to minie...tak jak u Ciebie. Musisz tylko odnalesc to co stracilas, na czym Tobie zalezalo. Moze wlasnie Twoja druga polowka. Wiem ze to trudne, dlatego nie musisz nawet odpowiadac, wystarczy ze odpowiesz to swojemu sercu :)
Offline
Posty
42
Dołączył(a)
16 paź 2008, 02:50

Re: Czy to jest DEPRESJA ??

przez najmniejsza 26 paź 2008, 09:19
Wiesz, to nie chodzi tylko o związek. To prawda, odszedł Ktoś ale przy okazji posypało mi się bardzo zdrowie, niedługo kolejna operacja, przez pobyty w szpitalach zawaliłam dwa kierunki studiów. I naprawdę nie mam nic. Ja jestem w tej mało komfortowej sytuacji że to co się ze mna dzieje widza wszyscy i się dziwią ;) bo mówią że TAKIEJ mnie nie znali. I że mam się zebrać "do kupy". A ja nie umiem. Zaczęłam się bać że coś sobie zrobię. W piątek idę do psychiatry, poprosze go cokolwiek, byle zabiło ten smutek. Śmieszne, zawsze byłam przeciwniczką leków (od 4 lat jestem posiadaczką nerwicy lękowej i daję radę bez prochów) ale to teraz jest o niebo, a raczej o piekło gorsze. Zaczęłam się znowu bać że jednak jestem nienormalna. Tak bardzo nie widzę sensu.
Offline
Posty
5
Dołączył(a)
24 paź 2008, 23:29

Re: Czy to jest DEPRESJA ??

przez Misiek 26 paź 2008, 09:58
najmniejsza, Nie martw się to minie... jeszcze będzie dobrze i zobaczysz sens... :smile:
Offline
Posty
1874
Dołączył(a)
28 cze 2008, 15:11

Re: Czy to jest DEPRESJA ??

przez TIKI 26 paź 2008, 10:23
najmniejsza, Nie widzisz sensu a jednak jestes :) Nie wiem tak naprawde co poradzic, jesli chodzi o studja to przeciez zawsze mozesz zaczac od nowa. Kwestia tego, czy Ty czujesz sie na tyle na silach, aby to zrobic. Mam nadzieje ze jednak krzywdy tym sobie nie zrobisz. Pamietaj, sa ludzie ktorzy takrze Ciebie potrzebuja. Wystarczy ze otworzysz oczy. A smutek moze sam wtedy przejdzie?
Offline
Posty
42
Dołączył(a)
16 paź 2008, 02:50

Re: Czy to jest DEPRESJA ??

przez Misiek 26 paź 2008, 10:27
Czasem czegoś nie widzimy bo poprostu nie patrzymy...
Offline
Posty
1874
Dołączył(a)
28 cze 2008, 15:11

Re: Czy to jest DEPRESJA ??

przez Krissi 26 paź 2008, 10:54
Najmniejsza, jak to czytam to jakbym widział siebie. Jestem chyba od Ciebie starszy więc już przeżyłem pewnie więcej takich cykli "źle-beznadziejnie-lepiej- może być- euforia i radość - beznadzieja - itp". Kiedyś uprawiałem sport i kiedy zostałem zaproszony do kadry Polski, okazało się że czeka mnie operacja. No i wszystko we mnie upadło, bo mimo że ten sport traktowałem amatorko, to on zawsze był i jest ważny bo daje właśnie ogromną satysfakcję i samozadowolenie. Walczysz z sobą, musisz się zmobilizować, a im bardziej nie chciało Ci się pójść na trening, to tymwiększa jest satysfakcja potem kiedy już się tam dowlokło i dało z siebie wszystko. No więc popadłem wtedy pierwszy raz w ten stan kiedy nie chciałem żyć. Coś umarło we mnie ten pierwszy raz. Studiowałm dalej, poznałem moją obecną żonę. Wszystko było znów wspaniałe. No nie do końca bo musiałem dać sobie ze sportem na jakiś czas, ale za to odnalazłem coś innego. Jednak już po 3 latachmałżeństwa zaczęło mnie toczyć od środka coś co opisujesz. Ale los wtedy wysłał nas zagranicę na rok. Był to wspaniały rok, dał mi poczucie wartości i mogłem wrócić i wydawało się że już mnie nic nie ruszy. Ale zaraz po powrocie urodził nam się drugi syn i jednocześnie pojawiły się kłopoty w pracy. I znowu to samo. Poczucie zagrożenia i niemoc. Potem stres w pracy i nieustanne poczucie zagrożenia doprowadziły mnie do tego że musiałem już zażywać lek. Padło wtedy to magiczne słowo "depresja". Najgorsze jest to że żona absolutnie tego nigdy nie rozumiała. Zawsze tylko uważała że przesadzam bez powodu, za bardzo się zamartwiam i powinienem wziąć się w garść. Ona nie chciała zrozumieć i nie rozumie nadal że to jest choroba i jak fatalnie to działa. No i zepsuło się między nami. Jakoś przeżyłem biorąc lek. Ale teraz po 2 latach od zaprzestania zażywania znów jest źle i widzę że sobie nie poradzę. Jest kilka bardzo ważych rzeczy na które nie mam wpływu.
Ale opowiadam Ci to żeby zwrócić uwagę na jedną rzecz. W naszym przypadku jest tak że przez ten stan nie mamy ochoty ani siły żeby sobie pomóc. Ale są takie momenty kiedy czujemy się lepiej i odzyskujemy chęć do działania. I to w tych momentach wiedziałem że mam na krótko szansę zastanowić się realnie co powinienem zrobić żeby znów - kiedy pojawi się ten podły stan, bo wiadomo że się pojawi - zminimalizować jego wpływ na moje samopoczucie. Czyli co wtedy powinienem robić, może gdzie być albo z kim, albo w jakiej pracy - żeby było łatwiej się wyzwolić. Zawsze najbardziej dołowała mnie praca, poczucie zagrożenia wiedząc że mam do utrzymania rodzinę. No więc kiedy umierałem z przygnebienia wiadomo że nie miałem siły niczego tu zmienić. Ale kiedy się wreszcie udało wszelkimi sposobami na chwilę odzyskać optymizm, próbowałem usunąć ten czynnik. No więc tym sposobem byłem kiedyś rok zagranicą, odbiłem się mocno od dna. teraz też jestem zagranicą. Odbiłem się na samym początku, złapałem bardzo mocny wiatr w żagle. Ale pojawiłysię bardzo poważne inne problemy i teraz nie widzę rozwiązania. No więc cierpię, widzę rzeczy na pewno czarniej niż one wyglądają. Staram się walczyć z tym uczuciem. Ale nie starcza sił bo nie widze opcji. Kiedy są opcje to można właśnie wykrzesać trochę zapału i skorzystać z nich. No więc może znowu Lexapro.. Ale walczyć trzeba. Ja akurat muszę, bo mam żonę i dzieci.
Offline
Posty
30
Dołączył(a)
17 paź 2008, 21:28

Sortuj wg

Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 14 gości

Przeskocz do