Samotność w depresji...

Forum poświęcone depresji oraz CHAD. Jeżeli czujesz, że sam/a sobie nie radzisz, nie zwlekaj z napisaniem o tym. A jeżeli depresje masz za sobą - możesz podzielić się wskazówkami.

przez Pstryk 02 paź 2007, 22:44
Swego czasu temu zastanowiło mnie: a jeśli Radek miał rację :?: Postanowiłam sobie, że nie będę od wtedy samotna. Robiłam co mogłam, włącznie z włażeniem w du.. niewartym tego osobom. I czuję się jeszcze bardziej samotna niż przedtem :?
Pstryk
Offline

przez Crocifissa 03 paź 2007, 12:43
To może teraz ja wtrącę.

Uczucie samotności - tak, towarzyszyło mi bardzo często. Wiele razy zdarzało mi się czuć samotną, pomimo posiadania wielu znajomych, przyjaciół. Myślę, że samotność to nie tylko kwestia posiadania wokół siebie ludzi, ale też ogromna cecha duchowa, która czasem się ujawnia.

Najgorsza jest chyba samotność tam głęboko, w Tobie. Nie mam pojęcia z czego to moze wynikać. Ale zauważyłam jedną prawidłowość - im więcej mam wolnego czasu, tym bardziej czuję się samotna. Pustki bez żadnych zajęć w trakcie dnia, dają mi więcej czasu na myślenie o sobie, o tych wewnętrznych odczuciach, o tym co się wokół mnie dzieje. I sądzę, że warto by było spróbować odnaleźć jakieś hobby, ulubione zajęcie, do którego możnaby wracać. Oprócz tego praca, szkoła etc.

Umiejętne wypełnienie czasu strasznie mi pomogło. Nie miałam chwili by myśleć o głupotach.
Offline
Posty
13
Dołączył(a)
02 paź 2007, 15:33

przez raven 03 paź 2007, 23:58
po prostu ja napisał(a):jak nie traktowac kazdej proby nawiazanie ze mna kontaktu jako jakis podstep, ktory ma na celu osmieszenie mnie?

Mam to samo. Często gdy ktoś mnie gdziś zaprasza, chce sie ze mną spotkać to mam wrażenie, że tyko po to aby było się z kogo pośmiać. Mimo tego że jednak przełamię ten strach to następnym razem i tak czuje to samo. Z tego powodu popełniłem też błąd o którym nigdy nie zapomnę, odsunąłem od siebie osobę na której bardzo mi zależało...
Ludzi rzeczywiście odsuwany od siebie na własne życzenie, sami rezygnujemy ze spotkań, a pozniej już sie nie pytają czy spędzimy z nimi czas i czasu na nas też już nie mają, tak było w moim przypadku. Mam teraz kilku nowych znajomych, jednak też czuje sie samotny.
Wypełnaianie sobie czasu mi też pomaga zapomnieć o samotności jednak nie jest to rozwiązanie problemu.
Offline
Posty
173
Dołączył(a)
09 lut 2007, 20:07

Doradca Nerwica.com

przez Doradca Nerwica.com
Polecam tych psychologów i psychoterapeutów z Twojej okolicy
Doradca Nerwica.com

przez Pstryk 06 paź 2007, 17:48
Nie zawsze jest to świadome działanie - wiecie, mi się często zdarza, że gdy czekam na jakieś spotkanie dłuuuugo i im mocniej się cieszę z jego faktu, tym gorzej się czuję im bliżej. W rezultacie, w dniu spotkania, na które tak bardzo czekałam, dopada mnie choroba, kontuzja (zdarzyło się nawet, że połamałam obie ręce w związku z taką sytuacją). Zbieg okoliczności?
Pstryk
Offline

przez po prostu ja 09 paź 2007, 22:09
raven- ja oprocz tego zastanawiania sie dlaczego ktos chce sie ze mna spotkac mam tez inny problem...jesli juz gdzies pojde, niewazne gdzie i z kim i nawet niezle sie bawie to zawsze po powrocie do domu caly czas przed zasnieciem analizuje co sie wydarzylo, co powiedzialam, czy nie zrobilam nic glupiego, czy co smoglam inaczje powiedziec, potem zasypiam i przewaznie sni mi sie ten wieczor...;/ mecyz mnie to okropnie, ciagle zastanawianie sie czy cos moglam zrobic inaczej, czy teraz o mnie ocs mowia, czy mnie polubili, moze juz mnie obgaduja i sie smieja?? masakra!!!

[ Dodano: Dzisiaj o godz. 10:20 pm ]
raven napisał(a):Ludzi rzeczywiście odsuwany od siebie na własne życzenie, sami rezygnujemy ze spotkań, a pozniej już sie nie pytają czy spędzimy z nimi czas i czasu na nas też już nie mają, tak było w moim przypadku.

I tu sie z Toba zgadzam...ja takze przezylam cos podobnego...
Offline
Posty
17
Dołączył(a)
25 maja 2007, 21:51

Avatar użytkownika
przez Jovita 10 paź 2007, 10:55
K...wa , czuje sie taka samotna mimo ze mam tyle kochajacych osob , a ja czuje ze nikogo nie kocham , zero uczuc , nawet smutku nie cuje , zlosci nawet radosci , tylko ta pustka i samotnosc , odliczam juz czas..
A gdy nastaną deszczowe dni , nauczę się przechodzić między kroplami
Avatar użytkownika
Offline
ExModerator
Posty
1577
Dołączył(a)
22 lip 2007, 20:57
Lokalizacja
Radom

przez lublinianka 10 paź 2007, 18:44
Goplaneczka napisał(a):Ehhh
Samotność potrafi dokopać...
Ja, pomimo, że znoszę ją dość dobrze, często pozwalam się dręczyć pytaniom-dlaczego moi przyjaciele o mnie zapomnieli, dlaczego jestem sama... I oczywiście dochodzę do wniosku, że wina leży po mojej stronie. Po prostu nie jestem godna, by mnie warto było poznać. Mam takie odczucie, że rozczarowuję wszystkich-a najbardziej siebie. Z kimś takim nie warto się wiązać lub przyjaźnić. Konkluzja ta jest okraszona wieloma łzami-wiem, że to po części wynik depresji, ale pozwalam się takim myślom terroryzować.

pomyśleć, ze założyłam ten topic i po1 myslałam, ze jest go usuną bo może to moje odosobnione odczucie z tą samotnością a tu proszę ile ciekawych wypowiedzi sie pojawiło po2 dawno tu nie zaglądałam :oops:
akurat trafiłam na post Goplaneczki i kurcze, jakbym czytała własne myśli...ostatnio mam kiepską sytuację, rozczarownai związane z pracą ( a właściwie stażem, a właściwie piekiełkiem nazywanym stażem), co może parę osób już wie po przeczytaniu kilku moich postów w tematach "Jęczarnia..." i "boję się ludzi (trauma po mobbingu). Właśnie tak teraz o sobie myślę, zreszta wkleję swój post z innego topicu:
lublinianka napisał(a):duchociasna.kaczko rozumiem Cie doskonale. sama jestem po studiach humanistycznych i przeżywam koszmar. pracy - zero. jestem teraz na stażu i totalny horror. jestem tanią siła roboczą (za 400 parę zl/mies. pracuje 8 godz dziennie) i nie mam nawet czasu na przerwę. gdy ktoś w pracy wprowadzil mnie w błąd przez co popełniłam b łąd wina spadła na mnie (pisałam o tym w topicu "Jęczarnia..."), przeprosiłam i niby było ok. wydawało mi się, że pracują ze mną (sa na etatach lub umowach)sympatyczne osoby aż wyszła prawda....po pewnym zdarzeniu okazało się, jacy są naprawdę....nikt sie do mnie nie odzywa, chamsko żartują ze mnie....koszmar....zaczynam myśleć, że to ja jestem nienormalna - bo prawie nie mam już znajomych. starzy albo wyjechali do Anglii albo mają już własne rodziny i zero czasu na spotkania a jeśli już, to uważają, że moje problemy są wydumane, bo "utzrymanie domu, ciąża to są prawdziwe problemy, a nie brak dobrej pracy jak się nie umie znaleźć". mam jedną naprawdę cudowną przyjaciółkę, która doradzi, zawsze wysłucha, ale po studiach wróciła do rodzinnego miasta (daleko) i mamy tylko kontakt tel i przez gg. Mam też bardzo dobrą znajomą, ale ileż można zadręczać innych tylko problemami. Myślałam, że w pracy poznam nowych, fajnych ludzi, ale nic z tego jak sie okazuję. Nie wiem, ile jeszcze wytrzymam w tej atmosferze wrogości. Już zaczynam myśleć, że to moja wina, naprawdę jestem zerem, tak jak o mnie mówią i myślą...


Jednak w pewnym stopniu (tylko nie zrozumcie mnie źle) pociesza mnie myśl, ze nie tylko ja mam problem z samotnością. Zresztą czytajac forum zaczynam rozumieć, ze może to trochę wina depresji, postrzegania świata i nieumiejętności cieszenia sie tym, co mam. Z drugiej jednak strony myślę, że nigdy nie zrozumiem ludzi. W pracy dużo lepiej by się pracowało, jakby atmosfera była inna. Nie wiem, czemu przyczepili się do mnie. Teraz rozumiem, że byłam głupia skoro liczyłam na jakieś głębsze znajomości, ale na tolerancję lub szacunek zasługuje chyba każdy. Ta resztka godności we mnie krzyczy, że skoro to "tacy" ludzie, to nie zasługują na to, by się nimi przejmować i powinnam mieć ich głupie żarty gdzieś, ale z drugiej strony spędzam tam codziennie 8 godzin i czasem mam wrażenie że nie dam rady ani chwili dłużej.
Offline
Posty
45
Dołączył(a)
04 wrz 2006, 09:12

przez Goplaneczka 10 paź 2007, 19:36
lublinianka-a zmiana pracy? Ponoć mamy takie bezrobocie i wszędzie brakuje rąk do pracy. Może warto zaryzykować, rzucić staż, poszukać czegoś nie do końca zgodnego z wykształceniem, ale lepiej płatnego i dającego większy szacunek dla siebie? Wiem, że to nie szczyt marzeń, ale cały czas szukają doradców klienta w centrach bankowych, punktach telekomunikacyjnych itp.
Jak dobrze rozumiem, mieszkasz w Lublinie? Oto kilka ofert, które znalazłam po wpisaniu w google praca-lublin.:
http://ogloszenia.pracagazeta.pl/texis/ ... w=2&page=1

http://ogloszenia.pracagazeta.pl/texis/ ... w=2&page=1

http://ogloszenia.pracagazeta.pl/texis/ ... w=2&page=1

Stałe zatrudnienie jest chyba lepsze od niepewnego stażu.
Generalnie na temat poszukiwania pracy mogę dać dużo rad(własne doświadczenie). Napisz swoje cv, list motywacyjny, dołącz zdjęcie. Wyślij to mailem do wszystkich instytucji, w których chciałabyś pracować-a nuż szczęście się uśmiechnie. Na odpowiedzi trzeba czekać min z tydzień, ale ktoś na pewno zareaguje.
A samotność... Mam ostatnio wrażenie, że każdy jest sam... Nawet w tłumie, zawsze pozostajemy samotni...
Goplaneczka
Offline

przez raven 10 paź 2007, 21:53
po prostu ja napisał(a):zawsze po powrocie do domu caly czas przed zasnieciem analizuje co sie wydarzylo, co powiedzialam, czy nie zrobilam nic glupiego, czy co smoglam inaczje powiedziec, potem zasypiam i przewaznie sni mi sie ten wieczor...;/

Też to mam, może nie śni mi sie to w nocy, ale też analizuje. Ale od niedawna powiedziałem sobie że będe olewał to co inni o mnie myślą i postaram się robić swoje. Staram się zmienić nastawienie do mojej samotności i mimo wszystko starać się być optymistycznie nastawiony do świata i ludzi. W końcu to moja wina że jestem samotny i ludzie którzy są szczęśliwi nic mi nie zawinili. Taki plan ;), ale czasami nie daje rady i chyba troche zazdroszcze szczęścia innym i w efekcie znów odsuwam ludzi od siebie, kurna trudne to jest...
Offline
Posty
173
Dołączył(a)
09 lut 2007, 20:07

przez lublinianka 11 paź 2007, 07:11
Goplaneczkadzięki :*
Na staż sie zdecydowałam, bo miał dawać szansę na zatrudnienie, potem okazało się, że tylko teoretyczną, a zresztą nawet jakby chcieli mnie zatrudnić, to nie wiem, czy ja bym chciała pracować w takiej atmosferze. Niestety muszę jeszcze wytrzymać dokładnie 100 dni w pracy, bo zerwanie stażu = zła opinia od pracodawcy, konsekwencje finansowe itp.
Zastanawiam się tylko, po co ludzie się tak zachowują. rozumiem, że nie muszą mnie lubić, (choć nic złego im nie zrobiłam, pracuję więcej od nich, bo muszę i za nich wykonywać dużo rzeczy; zresztą to nie tylko mnie tak traktują, mnie poniżają otwarcie, a siebie "po cichu"- twarzą w twarz są mili a za plecami żarty, komentarze itd.), ale bez wprowadzania takiej atmosfery wszystkim lepiej by sie pracowało. Czy ktoś mi to może wytłumaczyć?
Offline
Posty
45
Dołączył(a)
04 wrz 2006, 09:12

przez Pstryk 11 paź 2007, 15:47
lublinianka, jeśli nie wiadomo o co chodzi, chodzi o pieniądze. Mamy czasy walki szczurów. Najwyraźniej Twoi współpracownicy są klasycznym przykładem. Zawiść, zazdrość, egoizm, bezwzględność, fałszywość - również tego doświadczam. Tyle prac już podejmowała i większość porzucałam właśnie z tych powodów - jestem zbyt uzależniona od otoczenia. Nie potrafię się zdystansować, nie przejmować. I ciągle towarzyszy mi obawa, że ktoś znowu podłoży mi świnie. Każdy myśli wyłącznie o swoim interesie - wykorzystuje mnie do własnych spraw - eh.
Pstryk
Offline

przez Goplaneczka 11 paź 2007, 18:09
lublinianka napisał(a):Niestety muszę jeszcze wytrzymać dokładnie 100 dni w pracy, bo zerwanie stażu = zła opinia od pracodawcy, konsekwencje finansowe itp.

Takie Twoje 100 dni Napoleona. Tylko Ty nie zaliczysz Waterloo ;)
Popieram Bethi-być może po prostu dobrze wywiązujesz się z obowiązków, a współpracownicy obawiają się, że mogłabyś zająć ich miejsce?
Goplaneczka
Offline

przez lublinianka 14 paź 2007, 20:56
Goplaneczka napisał(a):
lublinianka napisał(a):Niestety muszę jeszcze wytrzymać dokładnie 100 dni w pracy, bo zerwanie stażu = zła opinia od pracodawcy, konsekwencje finansowe itp.

Takie Twoje 100 dni Napoleona. Tylko Ty nie zaliczysz Waterloo ;)
Popieram Bethi-być może po prostu dobrze wywiązujesz się z obowiązków, a współpracownicy obawiają się, że mogłabyś zająć ich miejsce?

Trzymajcie jutro ( i każdego następnego dnia) za mnie kciuki...boję się tej atmosfery tak bardzo, że dostaję rozstroju żołądka....czuję że oszaleję z nerwów, ale co ma być to będzie
Offline
Posty
45
Dołączył(a)
04 wrz 2006, 09:12

przez truskawka 02 lis 2007, 19:50
Witaj Nie ma ratunku ! W młodości przechodziłam te same męki.Jedyna skuteczna metoda na to świństwo -totalna ignorancja,gdy się kładłam do łóżka było tylko gorzej.Terapią był spacer,wizyta u znajomych,kino,dyskoteka czyli wypieranie choroby ze świadomości.Jest uparta i lubi wracać,ale nie odpuściłam.Raz gdy udało mi się kupić dywan i lodówkę(czasy kolejek),mąż mówi-a co z żołądkiem,przecież Cię bolał,a ja całkiem zapomniałam ,wtedy poczułam że zwyciężę,i tak się stało.Bo to jest sprawa psychiki a nie ciała.Tak czy inaczej należę do słabszych natur ,mam różne problemy,ale z bólem mam spokój a to ważne.Tobie też się uda bez leków,ale myślę,że raczej w kraju.Ja nie dałabym za granicą rady.Dla nas ważny jest jako taki spokój.dziś o to trudno-ale to podstawa.Wierzę,że Ci się uda i tego Ci życzę.Acha i jedz to co najbardziej lubisz i co jest wartościowe.
Offline
Posty
1
Dołączył(a)
04 paź 2007, 18:32

Sortuj wg

Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 21 gości

Przeskocz do