Samotność w depresji...

Forum poświęcone depresji oraz CHAD. Jeżeli czujesz, że sam/a sobie nie radzisz, nie zwlekaj z napisaniem o tym. A jeżeli depresje masz za sobą - możesz podzielić się wskazówkami.

przez Pstryk 03 cze 2007, 20:14
Na co tu narzekać? Niby mam wszystko. Ale ciągle czegoś mi brakuje. Czegoś, czego nie potrafię nazwać. Czuję się niewidzialna. Ludzie przechodzą obok jakby mnie nie było. Mój chłopak? Leżę w nocy i patrzę na niego i próbuję odnaleźć tamte uczucia. Gdzie one się podziały? Znajomi? Nie czuję się szczęśliwa w ich towarzystwie. Otacza mnie jakaś bańka! Mój głos nie dociera do nikogo. Czuję się samotna. Dlaczego tak się dzieje?
Pstryk
Offline

przez Lgtx 03 cze 2007, 20:23
co do biegania to jest swietna sprawa! pakernia jest ok puki sie nie zrobi najmniejszej przerwy, wtedy sa spadki to jest dolujace, zobaczyć sie po pol roku w lustrze z wygladem jak przed roczną pracą na siłce

bieganie- zupelnie co innego, po zimie przerwy kondycja nie tylko sie utrzymuje ale troszke rosnie (stawy sie regeneruja może), kazdy bieg to krok do przodu, zadnych w tył, kazdy bieg cos daje, widze to bo badam sobie parametry kardio.

ja zaczynałem od 1-2 min, mysle ze kazdy z deprechą może sie tak lepiej poczuć, bo zawsze byłem na w-f na koncu stawki, 0 kondycji, na wycieczkach rowerowych kilometry za ludzmi stale na mnie musieli czekać, myslem ze jestem taki porypany i skazany na to, ale biegalem, 1x w tygodniu, ile moglem, az stanelem zwykle po 2-3 min, i tak z 2-3 razy, potem moglem cale 5 min, i tu mi sie zatrzymalo na miesiac, biegalem juz 2x w tygodniu, 5 min zdychanie i potem znowu 5 min i do domu, tempo bardzo wolne ledwo trucht.
jak przekroczylem bariere 5 min to odrazu na 15, gdy człowiek jest w stanie bez przerwy nawet najwolniej 15 minut, to 45 min to tylko kwestia woli. Bardzo polecam bieganie, idealna temperatura do biegania to 19-21 stopni, ponizej 18 nie polecam, ja zawsze rano biegalem, czesciej niz co 2 dzien nie ma sensu bo nogi wysiadają, stawy itd 2x na tydzien jest ok a nawet raz

co do problemu głownego
różnimy sie tym ze mi wystaczy ktoś kto bedzie odwzajemnial to co ja daje, tylko i chyba aż tyle. ....a nie , jeszcze jedno , zeby rozumiał zdania złożone, bo były sytuacje ze musiałem rownoważnikami zdań mówić a odpowiedz była w wyrazach dzwiekonśladowczych.
Offline
Posty
14
Dołączył(a)
03 cze 2007, 18:08

przez codalej 03 cze 2007, 20:31
witam wszystkich.jestem tu pierwszy raz..nie moge juz dluzej wytrzymac musze sie komus wygadac..czuje ze z dnia na dzien moja depresja robi sie coraz wieksza..dobija mnie to ze moje zycie nie wyglada tak jak chcialbym zeby wygladalo..miec prace do ktorej chodzi sie z przyjemnoscia,glod zycia,osobe ktora rozumie cie w pol zdania..tymczasem nie mam nikogo kto potrafilby mnie zrozumiec..wstaje ran"zmeczony" zniechecony i zastanawiam sie czy jest jeszcze jakas szansa ze zaczne byc szczesliwy ze zaczne chciec zyc..draznia mnie ludzie..sa jak wilki..wszystkim o cos chodzi,wszyscy czegos chca..czesto zastanawiam sie czy bog naprawde istnieje..bo jesli spojrzec w historie swiata to jest w niej tyle okrucienstwa,zaklamania, i zla ze zaczynam miec watpliwosci czy ktos naprawde zasluguje na zycie wieczne i raj..a wlasnie jak to jest z ta wiara..jet tyle sprzecznosci -odbieranie sobie zycia podobno jest grzechem a czy chrystus nie powiedzial do judasza ze bedzie z nim siedzial u boku ojca swego?a przeciez on sie powiesil..i nie rozumiem tego calego poswiecenia..jesli chrystus byl bogiem to wiedzial ze po smierci takze nim bedzie..wiec czy to mozna nazwac poswieceniem za cala ludzkosc..?jak mam wierzyc w cos co moze sie okazac tylko kolejna demagogia..kolejnym blefem prowadzacym do sprawowania wladzy i przyjmowania korzysci..jak mozna zabijac innych w imie slowa bozego?pisze o tym bo zawsze staralem sie byc dobrym czlowiekiem..czuje sie okropnie,boje sie ze po smierci nie ma nic wiecej ..nie wychodze z domu bo nieche spotykac tej masy ludzi z falszywym usmieszkiem pytajacych "co u ciebie stary"..nie osiagnalem zbyt wiele i czuje sie upokorzony faktem ze nie mam skonczonych studiow,wlasnego domu,dobrej pracy i wyrobionej pozycji..chcialbym byc niewidzialny..tak naprawde to chialbym zeby moje zycie sie skonczylo..czy ktos ma podobne przemyslenia?moze ktos wie jak mam sobie z tym poradzic?
Offline
Posty
1
Dołączył(a)
03 cze 2007, 19:54

Doradca Nerwica.com

przez Doradca Nerwica.com
Polecam tych psychologów i psychoterapeutów z Twojej okolicy
Doradca Nerwica.com

przez Lgtx 03 cze 2007, 20:34
smutna48 napisał(a): Moze powinnam przestać chcieć? ....


no właśnie nie da sie, czasami zazdroszcze chłopaczką spod klatki, mają chyba wszytko co mi potrzeba, kolesi, laski, imprezy.. a teraz nawet prace za 5k na lape na budwowie, wogle duzo zadroszcze innym ludzią ze bez wysilku mają, za free, a ja walką nie moge wydrzeć

p.s.
ciekawe ile osób z tego wątku ma typ osobowosci 6, ja mam, ty chyba tez
http://similarminds.com/advtest.html tu jest full pro test
http://www.enneagram.pl/ tu niedokladny po polsku moze wyjsc 4 zmiast 6 , tam jest tez opis typów osobowsci
Offline
Posty
14
Dołączył(a)
03 cze 2007, 18:08

przez smutna48 04 cze 2007, 09:42
xxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxx
Ostatnio edytowano 02 lip 2007, 16:48 przez smutna48, łącznie edytowano 1 raz
"Myśl to energia. Możesz stworzyć bądź zniszczyć swój świat swoimi myślami."
Susan Taylor
Offline
Posty
1540
Dołączył(a)
16 kwi 2007, 14:22

przez bratek 04 cze 2007, 14:58
Samotność czuję wtedy, gdy idę z mężem, tym samym od 13 lat, niby trzymamy się za ręce, a tak naprawdę - odczuwam ciągły brak bliskości, patrzę na namiętnie całujące się pary, bądź niemłodego już pana który chociażby czule odgarnia kosmyk włosów - niemłodej już pani - i myślę - boże, czy to mąż???I pocieszam się że są to kochankowie. Jak ja tęsknię za taką czułością w gestach... :shock:
Offline
Posty
5
Dołączył(a)
04 cze 2007, 14:18
Lokalizacja
lubuskie

przez Lgtx 04 cze 2007, 16:39
bratek napisał(a):Samotność czuję wtedy, gdy idę z mężem, tym samym od 13 lat, niby trzymamy się za ręce, a tak naprawdę - odczuwam ciągły brak bliskości

i tu jest problem, polecam ksiązke wirus samotności, a zrozumiesz w czym rzecz, co to zaczy bliskość itd. bo brakuje ci bliskości a nie fascynacji i poczatku miłość jaki obserwujesz ogladając zakochanych młodych.

[ Dodano: Dzisiaj o godz. 3:49 pm ]
smutna48 napisał(a):mam czasami takie wrazenie ze moje zycie jest jak w tym filmie truman show. Totalnie sztuczne i sterowane przez jakas złośliwą osobe :) eghh :roll: :roll: :roll:
ja tez czasem, ide a ludzie sie albo do mnie uśmiechają albo patrzą jak na trędowatego, prawda jest taka ze albo sie do nich smieje albo mam te charakterystyczne depresyjne oczy, raz uslyszłałem "zostaw go on ma jakiś problem" ludzie to widzą, boje sie ze mi sie smutek wyryje na twarzy
codalej napisał(a):czuje sie okropnie,boje sie ze po smierci nie ma nic wiecej
na razie jeszcze kopiesz i wieżgasz wiec moze pomyśl co robić by było lepiej tu i teraz, samo pytanie jest poza mozliwościami człowieka, jedyne co to mozesz sie mocno zdołować ponieważ negatywne odpowiedzi rodzą sie w depresji, a zdrowi ludzie twierdzą ze jednak cos jest po. wiec czy jest sens o tym mysleć? sprawa cie na razie nie dotyczy. Wiekszość fizyków twierdzi ze cos jest, polowa filozofów, znaczna wiekszość normalnych ludzi. ty nie zostaniesz inaczej potraktowany wiec moze niech oni myślą za ciebie :D
Offline
Posty
14
Dołączył(a)
03 cze 2007, 18:08

Avatar użytkownika
przez becia kroolik 04 cze 2007, 17:32
jeśli ktoś jest sam, zawsze jest samotny. ale ktoś, kto jest samotny, wcale nie znaczy, że jest sam. można być samotnym w tłumie.

wyobraźcie sobie, że mam wspaniałych znajomych, kumpli, koleżanki, cudownych rodziców.. na uczelni, na imprezie, gdzie są ludzie czuję się o wiele lepiej, śmieję się i wariuję jak dziecko...

ale przychodzę do domu i mam wrażenie, że wszyscy tak naprawde mają mnie w dupie, że sama jestem do dupy. czuję taką przerażającą pustkę i samotność... czasem mam też wrażenie, że jestem uzależniona od obecności innych ludzi. że jeśli są dookoła mnie ludzie, to czuję się bezpieczniejsza... ale po cichutku wierzę, że to sie kiedys skonczy :))
nie ma tego złego, co by się w sanki nie zmieniło :D
Avatar użytkownika
Offline
Posty
34
Dołączył(a)
04 cze 2007, 11:58
Lokalizacja
London/Kingston, UK

przez Lgtx 04 cze 2007, 18:37
mam tak samo jak ty, jak sa ludzie to jest poprostu normalnie, po 10 minutach nieobecnosci juz jest zle, moze nie myslimy ze oni sa z nami duchowo gdy ich nie ma, ze o nas myślą, ze dla nich cos znaczymy, lub poprostu próbujemy sobie nimi zastąpić kochaną osobe..
Offline
Posty
14
Dołączył(a)
03 cze 2007, 18:08

przez smutna48 04 cze 2007, 19:56
becia kroolik napisał(a):ale przychodzę do domu i mam wrażenie, że wszyscy tak naprawde mają mnie w dupie, że sama jestem do dupy. czuję taką przerażającą pustkę i samotność... czasem mam też wrażenie, że jestem uzależniona od obecności innych ludzi. że jeśli są dookoła mnie ludzie, to czuję się bezpieczniejsza... ale po cichutku wierzę, że to sie kiedys skonczy :))


ja tez mam taką nadzieję ze wszytkie zle stany smutek cierpienie bol samotnosc ze to nie będzie wiecznie trwało :( podobno nic nie trwa wiecznie wiec pozostaje mi dołączyć się do Ciebie i również uwierzyć ze to sie skonczy... ;)
"Myśl to energia. Możesz stworzyć bądź zniszczyć swój świat swoimi myślami."
Susan Taylor
Offline
Posty
1540
Dołączył(a)
16 kwi 2007, 14:22

przez Pstryk 04 cze 2007, 21:03
bratek napisał(a):Jak ja tęsknię za taką czułością w gestach...


jeju, mam tak samo - już - po czterech latach "bycia parą". Jeszcze nawet nie jesteśmy małżeństwem.
Dlaczego nie mogę się cieszyć tym co mam, a nie ciągle wymagać wymagać wymagać. Jestem jakimś potworem czy co? A może nie nadaję się do współżycia. A może to jego wina? Bo mnie nie rozumie, bo nawet nie próbuje?
Co mnie w ogóle przy nim trzyma? Być może to ostatni dzwonek przed popełnieniem błędu i zniszczeniem życia sobie i jemu. Kocham go? Tak, bardzo, mimo wszystko. I co z tego? W czym to jest przydatne na co dzień? Gdy jego nie cieszą moje sukcesy, bo bardziej odpowiadało mu gdy byłam bezradna i totalnie zależna od niego. Gdy nie mam w nim wsparcia. Ani zrozumienia.
Jeju, dlaczego nie mogę cieszyć się tym co mam? Wtedy byłoby wszystko takie proste i wspaniałe. Co z nami będzie?
Pstryk
Offline

Avatar użytkownika
przez korres1 04 cze 2007, 23:21
bratek napisał(a):Samotność czuję wtedy, gdy idę z mężem, tym samym od 13 lat, niby trzymamy się za ręce, a tak naprawdę - odczuwam ciągły brak bliskości, patrzę na namiętnie całujące się pary, bądź niemłodego już pana który chociażby czule odgarnia kosmyk włosów - niemłodej już pani - i myślę - boże, czy to mąż???I


samotność samemu jest okropna, ale prawdziwe problemy zaczynają się, gdy się zaczyna byc z kimś - powiedziała moja koleżanka świeżo po znalezieniu faceta jej życia. Mi tak też się wydaje. Oni oczywiście się rozstali.
PS. Nie chcę Cię dołować, ale kiedy mój facet po raz pierwszy po seksie zamiast mnie przytulić usiadł na kanapoie i włączył telewizor, wiedziałam że to koniec i tak było.
Mam nadzieję, że w Twoim przypadku będzie inaczej, małżeństwo to w końcu cos więcej niż wolny związek. Sorry za tego dołującego posta. pozdrawiam.
Ale kto będzie trzymał straż nad strażnikami?
Avatar użytkownika
Offline
Posty
691
Dołączył(a)
28 wrz 2006, 00:34

przez bratek 06 cze 2007, 22:18
Dlaczego nie mogę się cieszyć tym co mam, a nie ciągle wymagać wymagać wymagać. Jestem jakimś potworem czy co? A może nie nadaję się do współżycia. (...) Co mnie w ogóle przy nim trzyma? (...) Kocham go? Tak, bardzo, mimo wszystko. I co z tego? Jeju, dlaczego nie mogę cieszyć się tym co mam? Wtedy byłoby wszystko takie proste i wspaniałe. [/quote]
Najważniejsze dla mnie zdania: 1. Dlaczego nie mogę się cieszyć tym co mam, a nie ciągle wymagać wymagać wymagać. Jestem jakimś potworem czy co?
2. Jeju, dlaczego nie mogę cieszyć się tym co mam?
Myślę w identyczny sposób, rozmawiam z mężem, mówię od 10 lat o swoich potrzebach (nie każę mu się niczego domyślać) i nic - taki typ. Ale - w domu robimy wszystko razem, pomaga mi we wszystkim, nie leży na kanapie gdy ja pracuję... Ale - czasem myślę, że jak pójdę z nim - bez dzieci zjeść pizzę chociażby, to przy stoliku będziemy milczeć. Jestem przygnębiona tym. Bo tak jak piszesz - kocham go, ale są dni gdy myślę - weź sprawy w swoje ręce. Taaak, ale jestem tchórzem, za starym i zbyt mało atrakcyjnym tchórzem....
Książkę postaram się zdobyć i przeczytać, dzięki:-)
Offline
Posty
5
Dołączył(a)
04 cze 2007, 14:18
Lokalizacja
lubuskie

przez Pstryk 07 cze 2007, 19:04
Bratku, Słoneczko no nie uwierzę, że nie jesteś atrakcyjna i stara. Czujesz się tak, ponieważ mąż być może jest mniej ambitny niż Ty. Niestety, różnice w tych sprawach sprawiają, że my - kobiety - czujemy się samotne w związkach. Wiesz, mi też bardzo brakuje wymiany zdań, poglądów. I przeważnie jak gdzieś razem wychodzimy to nie mamy o czym rozmawiać. Czasem zastanawiam się, czy ja w ogóle go znam. Właściwie można się po nim wszystkiego spodziewać - wszystko co o nim wiem pochodzi z obserwacji i 4lat wspólnego życia. Tak naprawdę ciężko mi przewidzieć, co on pomyśli na dany temat i z tego powodu po prostu wolę o wielu sprawach z nim nie rozmawiać. I z tego powodu jest po między nami coraz gorzej. Powstała niechęć i brak zaufania. To jest coraz bardziej zauważalne. Najciężej jest, gdy jesteśmy w gronie znajomych - wówczas Kubie usta się nie zamykają i z nimi ma o czym rozmawiać. Zazdroszczę wtedy, że nie jestem znajomą Kuby. Niestety, mój chłop wyniósł to z domu. W jego rodzinie czuję się dobrze, jego rodzice są ok, ale oni nie prowadzą rozmów pomiędzy sobą - jedynie takie płytkie, typu co tam? a nic......
Oj, czuję że mój związek długo nie potrwa. Nie potrafię się przełamać i z nim n/t porozmawiać. Nie wierzę już chyba w skutek jakichkolwiek tłumaczeń. Nie raz próbowałam. Ale on uważa, że się czepiam, on nie widzi problemu.
Ale Tobie Kochana jest trudniej - po 13latach małżeństwa można czuć się zdołowanym i nieszczęśliwym, gdy tyle lat taka sytuacja trwa. Rodzą się wówczas pytania i wątpliwości....
Nie mam pomysłu jak nam pomóc :(
Pstryk
Offline

Sortuj wg

Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 10 gości

Przeskocz do