Samotność w depresji...

Forum poświęcone depresji oraz CHAD. Jeżeli czujesz, że sam/a sobie nie radzisz, nie zwlekaj z napisaniem o tym. A jeżeli depresje masz za sobą - możesz podzielić się wskazówkami.

Avatar użytkownika
przez Radison 06 lut 2007, 16:23
Wiecie, a mnie dręczy coś takiego: Czy w ogóle możliwe jest szczęśliwe życie w samotności? Spójrzmy proszę w taki sposób: "Być może nie jest naturalnym stanem posiadanie zorganizowanego życia zawodowego, własnego światopoglądu, celów, dążeń i znajomych oraz bliskich. Być może stanem naturalnym jest przede wszystkim życie w społeczeństwie i respektowanie reguł tutaj obowiązujących, natomiast wszystkie dążenia zawodowe i ideowe są tylko ubocznym skutkiem takiego życia?"

Może się to wydać masło maślane niektórym osobom, szczególnie tym, które problemy psychiczne mają już dawno za sobą i którym życie układa się już "naturalnie", po co więc tak kombinować?

Ano po to, żeby wiedzieć, czy przypadkiem nie jest tak, że najbardziej integralną częścią naszego mózgu jest życie w grupie
(właśnie, skoro jest to cecha wrodzona, zaprogramowana każdemu homo sapiens, to jest pochodzenia tak naprawdę zwierzęcego, więc raczej - grupa, gromada niż społeczeństwo...)
i nic a nic nie obchodzi nasz organizm to, że chcemy (jeśli chcemy, ja np. chciałem) skonstruować jakiś swój system filozoficzny, hierarchię wartości, czy jakkolwiek by tego nie nazwać, gdzie zdejmiemy życie w grupie z pierwszego miejsca! Można mówić: "No dobrze, ale przecież nie twierdzę, że nie jest to ważny dodatek do życia, takie współistnienie z innymi ludźmi, ale przede wszystkim, to ja mam już swoje wytyczone cele, chciałbym poświęcić się nauce, itd. ..." Ale co z tego jeśli taka rozmowa ze sobą, to jak walenie w worek z piaskiem - nic nie ustępuje. Zdaje się, że aż czasem słyszę złośliwe szeptanie: "No i co? Guzik! Nie będzie innych ludzi na pierwszym miejscu, to nie będzie żadnych odpowiednich hormonów w mózgu i nie będzie ani szczęścia ani swobodnego myślenia, ani w ogóle zdoloności do koncentracji!"

Takie twierdzenie miałoby swoje mocne (jak dla mnie nawet przerażająco mocne) uzasadnienie - taki model mózgu mógł być , z różnych względów, promowany ewolucyjnie, a teraz dostaliśmy go w spadku i nie da się tego obejść - nie wymienimy sobie na inny.
Jaki by tutaj jeszcze dowód? No np. taki : ilu macie znajomych samotnych a ilu takich, którzy założyli rodziny albo założą w przyszłości? Chodzi o to, czy wszyscy tak do tego by dążyli, jeśli nie byłoby to jedno z najbardziej podstawowych (albo właśnie to jedyne, najbardziej podstawowe) pragnienie całego życia? A z kolei, w moim otoczeniu, bardzo wielu ludzi ma pracę, do której mają nastawienie czysto zarobkowe. Nie byłoby np. żadnej głębokiej idei w kierowaniu hurtownią rurek szklanych, albo zarządzaniu przedsiębiorstwem no nie wiem, pośredniczącym przy zakupie mieszkań, gdyby nie przynosiło to wystarczająco dużej kasy, żeby utrzymać rodzinę, itd. - czyli szukać szczęścia i celu na innej zupełnie płaszczyźnie niż zawodowa. I jakoś Ci ludzie nie narzekają :!:

Tylko jak to się ma do ludzkiej odrębności (od zwierząt i od siebie samych), prawa do własnego zdania, wolności wyboru? Dla mnie to jest sprzeczne - nie pozostawia wyboru, redukuje człowieka do zwierzęcia. A to okropne, przynajmniej przy pierwszym kontakcie z takim poglądem.

Podsumowanie mojej wypowiedzi jest takie, że - być może - ludzie mają genetycznie zapisane, że warunkiem ich szczęścia jest głównie (albo i przede wszystkim) życie z innymi ludźmi - koniec kropka. Nie żadne tam plany zawodowe, ambicje - nie. Wszystko to, gdyby człowieka pozostawić samemu sobie, może nie dać mu życia szczęśliwego.
Pozdrawiam
Avatar użytkownika
Offline
Posty
116
Dołączył(a)
22 sie 2006, 19:27
Lokalizacja
Warszawa

Avatar użytkownika
przez kings 06 lut 2007, 19:21
Hej, ok zgoda ale w wielu poglądach psychologicznych jest podejście, że najpierw to TY jako jednostka jesteś szczęśliwy i kochasz siebie, akceptujesz i dopiero wtedy jest możliwe stworzyć szczęśliwy związek czy relacje z drugą osobą czy grupą, samoświadomość siebie, samoakceptacja przekłada się równoczesnie na to że akceptujemy innych takimi jakimi są ( bo nikt się nie zmienia?) kochamy kogoś za to że jest i za to jaki jest, z jego wadami, a nie kogoś kim chcielibyśmy żeby był (chyba też masło maslane ale czuję że coś w tym jest). Cieżko mi się dzisiaj zbiera myśli bo płaczę już od wczoraj... ale mam oczka uuuuuu
'Gdy są jakiekolwiek wątpliwości to znaczy, że nie ma żadnych wątpliwości.....'
Avatar użytkownika
Offline
Posty
181
Dołączył(a)
21 wrz 2006, 13:49
Lokalizacja
Łódź

Avatar użytkownika
przez Radison 06 lut 2007, 20:28
Z drugą częścią wypowiedzi zgadzam się w pełni - nie można kochać po kawałku. Ale moja wypowiedź chyba temu nie przeczy?
A co do pierwszej - no właśnie. Rzeczywiście, to brzmi bardzo sensownie i przypomniałaś mi, że (o zgrozo!) sam jakoś tak napisałem w tym temacie :!: na 3. stronie! Dziękuję bardzo!
Przyznam, że nie wiem co z tym zrobić. W tej formie chyba rzeczywiście te stwierdzenia są sprzeczne :roll: . Tyle, że nie wiem, które jest prawdziwe...
Ale to fajnie, że jest różnica zdań - pobudza do myślenia.
No - ale to, w każdym razie, nie jest proces natychmiastowy, dlatego ja nie wiem jak z tego wybrnąć, póki co przynajmniej.
Pozdrawiam
Avatar użytkownika
Offline
Posty
116
Dołączył(a)
22 sie 2006, 19:27
Lokalizacja
Warszawa

Doradca Nerwica.com

przez Doradca Nerwica.com
Polecam tych psychologów i psychoterapeutów z Twojej okolicy
Doradca Nerwica.com

Avatar użytkownika
przez aloha 06 lut 2007, 20:29
wiecie samotność mnie dobija, tak samo jak kings robię ciągle wszytsko sama, sama, sama, ta sutuacja doprowadza mnie na skraj wytrzymałości, płaczę gorzkimi łzami... dlaczego mnie to spotyka w życiu, taka pustka? nigdy nie miałam problemów z nawiązywaniem kontaktów z innym ludźmi a jednak brak szczęścia w poszukiwaniu bratniej duszy tak głęboko mnie doświadcza... nie wiem dlaczego? może dlatego, że jestem zbyt łatwowierna, ufna, dobra? ludzie,którzy to wyczuwają wykorzystują każda nadarzającą się okazję aby mnie zranić... może po prostu nie potrafię się przystosować do realiów panujących obecnie na świecie? nie wiem, już nic nie wiem, nie rozumiem coraz bardziej każdego swojego wypowiedzianego zdania... odzywa się we mnie tylko potrzeba miłości, opieki, kochania, czucia,że jest się komuś potrzebnym.... to tak boli, próżnia wszechobecna... pomóżcie!!!
Nadzieja karmi, ale nie tuczy...
Avatar użytkownika
Offline
Posty
13
Dołączył(a)
28 sty 2007, 13:29
Lokalizacja
dolnośląskie

przez asiii 06 lut 2007, 20:49
Samotnosc to przykra sprawa i ta bezsilnosc, ktora rodzi smutek. Byloby inaczej gdyby chociaz bylo sie do kogo odezwac i z kim spedzic czas, ale jak skoro ja sie boje nawet spojrzec na innych, co dopiero wykrztusic cokolwiek. No ale trzeba sobie powiedziec "bedzie lepiej".:]
Offline
Posty
12
Dołączył(a)
05 lut 2007, 10:16

przez zina 07 lut 2007, 00:19
Aloha, kochana, nie tylko ty, nie tylko ciebie to dotyczy. Czytam twój post i myślę: czy to ktoś inny, czy to ja?
Wiecie co, zadziwiająca sprawa: Jeszcze niedawno tak bardzo chciałam to wszystko zakończyć, ale się bałam. Wszystkiego się bałam - tak samo umrzeć jak i żyć. Dostałam prochy przeciwlękowe i bardziej przestałam się bać umrzeć jak żyć. Czy to nie ironia losu?
Offline
Posty
17
Dołączył(a)
30 gru 2006, 12:48
Lokalizacja
Rzeszów

Avatar użytkownika
przez depresyjny86 07 lut 2007, 01:47
Ja chcę poprostu żeby ktoś mnie pokochał i był ze mną,czy to tak wiele????? :(
:)
Avatar użytkownika
Offline
Posty
6839
Dołączył(a)
12 wrz 2006, 15:58
Lokalizacja
Gdańsk

przez asiii 07 lut 2007, 08:21
Tez sobie zadaje to pytanie, ale to nie oze byc zbyt wygorowane zyczenie skoro innym sie spelnia...
Offline
Posty
12
Dołączył(a)
05 lut 2007, 10:16

przez Yantar 07 lut 2007, 10:15
Nie chce was dobijac ale powiem wam tak przewrotnie, po kolejnej nie przespanej nocy "Uwazajcie czego sobie zyczycie, bo mozecie to dostac".
Offline
Posty
77
Dołączył(a)
15 sty 2007, 05:36

Avatar użytkownika
przez Róża 07 lut 2007, 10:24
Yantar-zgadzam sie z tobą całkowicie.Jest takie stare powiedzenie-"Jeśli Bóg chce dać komuś nauczkę-spełnia jego życzenia" :D
Bez ludzkiej pamięci przeszłość nie istnieje.
Pech nigdy nie zawiedzie:
przyjdzie w samą porę:)))
Avatar użytkownika
Offline
Przyjaciel forum
Posty
1197
Dołączył(a)
02 gru 2006, 22:18
Lokalizacja
z ogrodu

przez Yantar 07 lut 2007, 11:21
Róża tiaaa, a mowia ze Bóg nie ma poczucia humoru. Po ostatnich dwoch latach stwierdzilem z cala pewnoscia, ze ma i to czasem diabelnie ciezkie :lol:
Offline
Posty
77
Dołączył(a)
15 sty 2007, 05:36

Avatar użytkownika
przez Radison 07 lut 2007, 12:31
:smile: No i jak tu rozstrzygnąć, w świetle powyższych postów, czy najpierw brak samotności a potem równowaga wewnętrzna czy najpierw równowaga a potem znajomości?
Pozdrawiam
Avatar użytkownika
Offline
Posty
116
Dołączył(a)
22 sie 2006, 19:27
Lokalizacja
Warszawa

przez Yantar 07 lut 2007, 13:27
Moim zdaniem.
Jesli chodzi o angazowanie sie z glebszym uczuciem, to najpierw wzgledna rownowaga. Skoro milosc potrafi u zdrowego czlowieka zmienic postrzeganie i ocene sytuacji, to to nie ma chyba co za wiele dyskutowac co robi w przypadku kogos z problemami emocjonalnymi. Najlepiej zaczac powolutku wychodzic z dolka od znajomosci etc. Samo uczucie no coz prawda jest przykra nie wystarczy.
Offline
Posty
77
Dołączył(a)
15 sty 2007, 05:36

przez asiii 07 lut 2007, 18:08
a ja mysle, ze w zwiazku duzo sie "rownowazy":] samotnosc gubi czlowieka
Offline
Posty
12
Dołączył(a)
05 lut 2007, 10:16

Sortuj wg

Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: MSNbot Media, Saturnia i 15 gości

Przeskocz do