Samotność w depresji...

Forum poświęcone depresji oraz CHAD. Jeżeli czujesz, że sam/a sobie nie radzisz, nie zwlekaj z napisaniem o tym. A jeżeli depresje masz za sobą - możesz podzielić się wskazówkami.

Samotność w depresji...

przez lublinianka 17 paź 2006, 17:18
Może moderatorzy usuną ten temat, ale czuję, że muszę o tym napisać, bo inaczej zwariuję...ostatnio mam uczucie zupełnej pustki i samotności...owszem, niby mam wokół siebie pełno ludzi, pełno znajomych, przyjaciół, ale tak naprawdę czuję się sama....w dodatku to uczucie rozczarowania, gdy ludzie uważani za przyjaciół nagle okazują się obcy, zawistni, egoistyczni i interesowni...wtedy jakoś jest chyba tak, że przestaje się dostrzegać nawet tych prawdziwych, szczerych........
dzis mam wyjatkowo zły dzień....dzis jest coś na co bardzo czekałam, a mimo to musiałam z tego zrezygnować....
boję sie tej pustki wokół mnie, boję sie, że wkrótce całkiem mnie pochłonie i mnie już nie będzie..............................................
Offline
Posty
45
Dołączył(a)
04 wrz 2006, 09:12

przez Ins 17 paź 2006, 19:36
rozumiem Cie jak najbardziej ,to ze tak myslisz wynika z tego jak sie czujesz to nie Twoja wina.Nie potrafisz sie odnalezc w tym wszystim, napewno sa jakies powody.Nie wiem czy chodzisz do specjalisty moze jest potrzeby lek na poprawe samopoczucia w kazdym razie zycze Ci tego zebys sie lepiej poczula i pamietaj ,ze nie jestes sama, pozdrawiam ciepło :)
Ins
Offline
Posty
48
Dołączył(a)
06 mar 2006, 15:46

Avatar użytkownika
przez Radison 17 paź 2006, 20:23
Cześć

Bardzo ważny problem poruszyłaś. Samotność, czy może osamotnienie, to moim zdaniem niezwykle istotne stadium rozwoju choroby psychicznej i bardzo częste, wiem, bo sam przeżywam. Jak myślę o pustce, to przypomina mi się "Niekończąca się opowieść", w której była ona czymś na wzór , powiedzmy "cienia" z "Władcy pierścieni", ale o ile bardziej wyrafinowana! Ile geniuszu trzeba mieć, żeby wymyśleć coś tak przerażającego i niebanalnego! A myślę, że może również pomysłodawca przeżywał to, co My i stąd ten pomysł. A jednak tam była nadzieja. Myślę, że kluczem do wszystkiego jest ją dostrzeć - jest uwierzyć. Pamiętaj, że nigdy nie jest tak, żeby się już nic nie dało zrobić!
Pozdrawiam
Avatar użytkownika
Offline
Posty
116
Dołączył(a)
22 sie 2006, 19:27
Lokalizacja
Warszawa

Doradca Nerwica.com

przez Doradca Nerwica.com
Polecam tych psychologów i psychoterapeutów z Twojej okolicy
Doradca Nerwica.com

Avatar użytkownika
przez Lusi 18 paź 2006, 09:59
Też siedziałam kiedyś w takiej "czarnej dziurze". Samotna pośród ludzi. Wydawało mi się, że nikt mnie nie lubi, nie rozumie, nie potrzebuje, że jestem nikim i nikt by nie zauważył, gdybym zniknęła. Ale to nie była prawda. Byłam zagubiona, nie potrafiłam otworzyć się do tych ludzi, których tak potrzebowałam. Miałam swoje pragnienia, lecz nie wiedziałam jak mam o nich mówić. Wydawało mi się, że inni powinni wiedzieć czego chcę. Byłam zawsze na każde zawołanie, ale kiedy sama potrzebowałam pomocy to nic nie mówiłam, bo nie nauczono mnie wyrażania swoich uczuć. Chciałam, żeby ludzie zgadywali, żeby sami domyślili się, że jest coś nie tak. Ale to nie było możliwe z powodu masek (była o nich mowa w jakimś temacie), a ja wściekałam się że nikt mnie nie rozumie.
Zdałam sobie z tego wszystkiego sprawę dopiero na psychoterapii. Musiałam nauczyć się wszystkiego od początku. Wiem, że problem był we mnie, a nie w ludziach z mojego otoczenia. Teraz jest już dobrze.
Avatar użytkownika
Offline
ExModerator
Posty
784
Dołączył(a)
28 wrz 2006, 10:36
Lokalizacja
Gdańsk

przez Ina 18 paź 2006, 22:38
Lublinianko, mam podobny problem. Niby wokół tyle ludzi, rodzina, znajomi i ja, która nie potrafi się "otworzyć" na innych. Czasem wydaje mi się , że wręcz unikam ludzi, aby się do nich nie zbliżyć. Uciekam wówczas w książki, spacery (samotne) z psem. Boję się oceny innych, że powiedzą o mnie źle, żejestem niezbyt "udanym egzemplarzem", z brakami w wykształceniu, bez pracy, bez tematu do rozmowy. Brakuje mi uśmiechu, ale... mojego własnego, takiego "do lustra", czyli więcej wiary w siebie... Na razie zaczynam walczyć, znów podjęłam leczenie, biorę leki i mam nadzieję, że będzie lepiej. A z drugiej strony patrząc to sądzę, iż nie każdy z nas musi być towarzyski....
Ina
Offline
Posty
44
Dołączył(a)
21 wrz 2006, 22:30

przez roga82 18 paź 2006, 23:13
No to i ja mam coś podobnego :)

U mnie taka pustka ujawnia się szczególnie nocą, a nawet w momencie, gdy nadchodzi wieczór. Pojawia się dziwne uczucie w żołądku (nie ścisk, ale równie nieprzyjemne). Otoczenie wygląda całkiem inaczej, te same ulice po których spaceruję i ten sam mój pokój w którym siedzę, robi się taki dziwny, jakby wyblakły. Wtedy pojawia się taka ogólna samotność, nic mnie nie cieszy, znajomi zdają się jacyś oglegli. Wtedy zaczynam się bardzo męczyć, i jakoś nie mogę sobie wyobrazić perpektywy najbliższy dni, tygodni, miesięcy. Wszyskie czynności, przestają sprawiać mi przyjemność.
Taki stan trwa u mnie przeważnie 2 tygodnie, potem jakość wszystko się stabilizuje.

Lecz ze wszystkich moich objawów nerwicy z której się obecnie leczę, epizody depresyjne są najgorsze. O ile z lękiem, uczuciem napięcia i licznymi objawami, które ujawniają się w ciele mogę sobie przeważnie poradzić, jednak objawy depresyjne są najgorsze - odbierają całą chęć do życia.

Współczuję osobom, u których depresja ciągnie się latami, lecz niektórzy nawet nie podejmują próby leczenia.

Ja zauważyłem, że przyjmując sertralinę, nawracające objawy depresyjne trwają krócej i nie są tak silne. A poza tym psychoterapia... Jest to bardzo potężne narzędzie w walce z nerwicą i depresją.
Ja trafiłem na bardzo super panią psycholog, która bardzo mi pomogła. Chodzę na spotkania pół roku i dalej będę chodził, bo zauważam jak zmieniam swoje podejście do wszystkiego, a przez to objawy same zanikają.

Pozdrowienia z Lublina, dla Ciebie Lublinianko :) Głowa do góry, z takiej pustki da się wyjść :)
Offline
Posty
16
Dołączył(a)
06 gru 2005, 16:07
Lokalizacja
Lublin

przez marmarc 19 paź 2006, 07:28
Chciałbym zwrócić uwagę na problem, że mam(y) chyba trochę skłonność do popadania w skrajności: z jednej strony narzekamy na samotność, z drugiej - towarzystwo ludzi nam zwykle nie odpowiada.
Podam wam definicję samotności, jaką przeczytałem u jedego filozofa (Elzenberga o ile nie przekręciłem nazwiska). Ten pan napisał, że samotność jest wtedy, kiedy istnieją sprawy, przeżycia itp. o których nie można nikomu powiedzieć, czy nie ma się nikogo takiego. Im tych spraw jest więcej, im te przeżycia są ważniejsze - tym samotność większa.
Myślę, że można z tego wyciągnąć dwa wnioski:
1. Ważne żeby mieć jednego czy dwóch zaufanych przyjaciół
2. Człowiek trochę myślący, trochę wrażliwy, z takim czy innym życiem duchowym - zawsze będzie w jakimś stopniu samotny.
Offline
Posty
388
Dołączył(a)
27 gru 2005, 12:28

Avatar użytkownika
przez jevii 19 paź 2006, 20:00
marmarc napisał(a): zawsze będzie w jakimś stopniu samotny.


Nie moge się z Toba nie zgodzić, jednocześnie nasunęła mi się refleksa
na temat wolności :)

powiedziałabym, że wszyscy co pragną wolności godzą się na
samotności - jedni bardziej zdają sobie z tego sprawę inni być
może bardziej targani niezrozumiałym buntem własnych myśli,
burzą emocji itd.

Poczucie odosobnienia to cena za własną indywidualniść, niezależność.
Człowiek 'wolny' ciągle zmaga się z pokusą stanią się częścią większej
całości - łatwiej jest "płynąć z prądem".

samotnośc <=> wolność


~~~~~~~~

hm... sorry za to "filozowanie". ;-)
Bo są dwa rodzaje bólu, Oskarku. Cierpienie fizyczne i cierpienie duchowe.
Cierpienie fizyczne się znosi. Cierpienie duchowe się wybiera.Éric-Emmanuel Schmitt
Avatar użytkownika
Offline
Posty
242
Dołączył(a)
13 sie 2006, 20:26

Avatar użytkownika
przez korres1 19 paź 2006, 20:11
marmarc napisał(a):Chciałbym zwrócić uwagę na problem, że mam(y) chyba trochę skłonność do popadania w skrajności: z jednej strony narzekamy na samotność, z drugiej - towarzystwo ludzi nam zwykle nie odpowiada.
Podam wam definicję samotności, jaką przeczytałem u jedego filozofa (Elzenberga o ile nie przekręciłem nazwiska). Ten pan napisał, że samotność jest wtedy, kiedy istnieją sprawy, przeżycia itp. o których nie można nikomu powiedzieć, czy nie ma się nikogo takiego. Im tych spraw jest więcej, im te przeżycia są ważniejsze - tym samotność większa.
Myślę, że można z tego wyciągnąć dwa wnioski:
1. Ważne żeby mieć jednego czy dwóch zaufanych przyjaciół
2. Człowiek trochę myślący, trochę wrażliwy, z takim czy innym życiem duchowym - zawsze będzie w jakimś stopniu samotny.


Jeśli filozof E. miał rację, to ze mną bardzo źle. Najgorsze jest to, że bardzo otwieram się na ludzi, czasem aż za bardzo. Oddałabym całe złoto tego świata za zaufanego przyjaciela.
Boli mnie, że ci, którzy rozumieli bardzo wiele bardzo trudnych spraw (wiadomo, gdy ma się 17 lat, wszystko przeraża), oddalili się i kiedy się spotykamy, rozmawiamy jak koledzy z pracy. A we mnie wszystko wyje. Czasem wydaje mi się, że za dużo wymagam od życia. Ale chyba inaczej nie potrafię.
Avatar użytkownika
Offline
Posty
691
Dołączył(a)
28 wrz 2006, 00:34

Avatar użytkownika
przez Radison 21 paź 2006, 21:37
korres1: Nie rozumiem chyba do końca o czym piszesz. Wierzę jednak, że dasz sobie radę, jeśli spróbujesz popatrzeć trochę na siebie w oderwaniu od relacji z innymi. Być może przez chorobę utraciłeś część siebie i chciałeś ją odnaleźć u kogoś innego, co - nie powiodło się. [przepraszam, że brzmi jak Freud, ale to tylko możliwie wierne oddanie mojego przeczucia, bo nawet nie myśli, trochę też opartego na własnym doświadczeniu]
Pozdrawiam
Avatar użytkownika
Offline
Posty
116
Dołączył(a)
22 sie 2006, 19:27
Lokalizacja
Warszawa

Avatar użytkownika
przez korres1 22 paź 2006, 00:18
Radison napisał(a):korres1: Nie rozumiem chyba do końca o czym piszesz. Wierzę jednak, że dasz sobie radę, jeśli spróbujesz popatrzeć trochę na siebie w oderwaniu od relacji z innymi. Być może przez chorobę utraciłeś część siebie i chciałeś ją odnaleźć u kogoś innego, co - nie powiodło się. [przepraszam, że brzmi jak Freud, ale to tylko możliwie wierne oddanie mojego przeczucia, bo nawet nie myśli, trochę też opartego na własnym doświadczeniu]


Hmmm... sama nie wiem, trochę to dla mnie za mądre. Chodziło mi o to, że przyjaźnie się poluźniają, a ja nie umiem się z tym pogodzić, a z drugiej strony trudno mi nawiązać nowe. W czym oczywiście nie upatruję winy u innych.
PS. A tak na marginesie, to jestem kobietą:)
Avatar użytkownika
Offline
Posty
691
Dołączył(a)
28 wrz 2006, 00:34

Avatar użytkownika
przez Radison 22 paź 2006, 16:23
Przepraszam najmocniej, to przez niewczesną porę pisania postu najwyraźniej - zresztą wolę Cię kobietą :)
Pozdrawiam
Avatar użytkownika
Offline
Posty
116
Dołączył(a)
22 sie 2006, 19:27
Lokalizacja
Warszawa

przez Liz 23 paź 2006, 00:55
Lublinianka doskonale Cię rozumiem. Jakże mnie bliskie jest powiedzenie:samotna wśród ludzi,którzy myslą:ona nigdy nie jest sama".Przekonuje się z każdym dniem ,że w życiu można liczyć tylko na siebie.Niby wie się to od zawsze,to dlaczego za każdym razem inaczej boli to rozczarowanie bliskimi nam ludzmi.Ech.Brak zrozumienia mnie dobija.Dobrze,że jest to forum.Bez niego byłoby bardzo ciężko.Pozdrawiam
Liz
Offline
Posty
60
Dołączył(a)
06 paź 2006, 15:48

Sortuj wg

Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Frozen21 i 23 gości

Przeskocz do