Jak się dziś czujecie-umiecie to opisać?

Forum poświęcone depresji oraz CHAD. Jeżeli czujesz, że sam/a sobie nie radzisz, nie zwlekaj z napisaniem o tym. A jeżeli depresje masz za sobą - możesz podzielić się wskazówkami.

Jak się dziś czujecie-umiecie to opisać?

Avatar użytkownika
przez Morphine90 18 paź 2015, 21:41
Po szeroko rozumianej wizycie rodzinnej - lepiej. Nic tak dobrze nie robi na poczucie bezsensu, nieprzydatności i starości jak:
-zobaczenie się z moją ukochaną ciocią, która jest dla mnie "zastępczą mamą"
-zobaczenie się z 94-letnim dziadkiem, który opowiadał jak przeżył obóz koncentracyjny
-zobaczenie i utulenie do snu obecnie najmłodszego, miesięcznego członka rodziny
-zobaczenie ciężko chorego przyjaciela znowu mogącego chodzić
Jestem utulona w jesieni.
Avatar użytkownika
Offline
Posty
794
Dołączył(a)
25 sie 2015, 15:59
Lokalizacja
Poznań miasto doznań

Jak się dziś czujecie-umiecie to opisać?

Avatar użytkownika
przez Kontrast 18 paź 2015, 21:46
Morphine90, Inna perspektywa, tez by mi sie taka rodzina przydala.
U mnie dzis bylo spoko, bylo bardzo nie spoko, teraz jest nawet spoko.
Nie znam roli którą gram. Wiem tylko, że jest moja, niewymienna.
Avatar użytkownika
Offline
Posty
3550
Dołączył(a)
13 cze 2014, 22:18
Lokalizacja
TKI

Jak się dziś czujecie-umiecie to opisać?

Avatar użytkownika
przez Morphine90 18 paź 2015, 21:54
Kontrast - to jest ta normalna strona rodziny. Z rodziną mojego taty jestem na "pan/pani".
Fear is the hand
that pulls your strings
Avatar użytkownika
Offline
Posty
794
Dołączył(a)
25 sie 2015, 15:59
Lokalizacja
Poznań miasto doznań

Doradca Nerwica.com

przez Doradca Nerwica.com
Polecam tych psychologów i psychoterapeutów z Twojej okolicy
Doradca Nerwica.com

Jak się dziś czujecie-umiecie to opisać?

przez galopująca na oślep 18 paź 2015, 22:07
Znowu zaczynam czuć bezsens istnienia. Boli mnie myślenie i czuję, że z powrotem przegrywam z życiem. Przegrywam sama ze sobą. Czuję coraz większą gorycz porażki. Ostatkiem sił walczę o to żeby nie wrócić do punktu wyjścia. Nie mogę wrócić do stanu sprzed 1,5 roku!! Potworna rozpacz, samotność, picie, ćpanie, niewyobrażalne cierpienie i planowanie samobójstwa. Wtedy zostanie mi już tylko jedno wyjście. Dokończyć to co przerwałam. Wtedy nie będzie nadziei, bo już spróbowałam mimo potwornej męki z tego wyjść. Jestem przerażona. Tak bardzo walczyłam a teraz wszystko idzie w diabły. Nie chcę o tym myśleć! Nie chcę nic czuć! Nie chcę być!
galopująca na oślep
Offline

Jak się dziś czujecie-umiecie to opisać?

Avatar użytkownika
przez Kontrast 18 paź 2015, 22:10
galopująca na oślep, Jak wyszłaś z tego stanu ponad rok temu?
Nie znam roli którą gram. Wiem tylko, że jest moja, niewymienna.
Avatar użytkownika
Offline
Posty
3550
Dołączył(a)
13 cze 2014, 22:18
Lokalizacja
TKI

Jak się dziś czujecie-umiecie to opisać?

przez Bobby6 18 paź 2015, 22:12
znowu zmieniłem swoje plany na dzisiejszy dzień by pomóc komuś komu na mnie nie zależy......
Offline
Posty
159
Dołączył(a)
03 paź 2015, 23:10
Lokalizacja
Poznań

Jak się dziś czujecie-umiecie to opisać?

przez galopująca na oślep 18 paź 2015, 22:36
Kontrast napisał(a):galopująca na oślep, Jak wyszłaś z tego stanu ponad rok temu?

Psychoterapia i nieustanna praca nad sobą. Codzienna walka o zmianę swoich zachowań, sposobu myślenia i reagowania. Dopuszczenie do świadomości wielu rzeczy, które były dla mnie STRASZNE. Pokora i ciągły wysiłek w zmienianiu siebie w nadziei, że dzięki temu kiedyś będzie lepiej, że to straszne cierpienie psychiczne kiedyś zmaleje. Upadanie i na siłę wstawanie, upór i determinacja mając w pamięci, że tylko to może mnie uratować. Nie dopuszczanie do siebie beznadziejności i bezsensu. Ciągłe powtarzanie w myślach, że wszystko zależy ode mnie.

Teraz już niestety coraz mniej w to wierze. Wszystko się zaciera, przelatuje przez palce. Strasznie boję się, że wrócę do tego co było. W którymś momencie zaczęłam odpuszczać bo problemy cały czas się namnażają a życie nie jest usłane różami. Nie wiem co robić.. to straszne.
galopująca na oślep
Offline

Jak się dziś czujecie-umiecie to opisać?

Avatar użytkownika
przez abstrakcyjna 18 paź 2015, 22:43
galopująca na oślep, Chodzisz dalej na psychoterapię?
"Samotność to chyba jeden z najgorszych rodzajów cierpienia. I to jest uniwersalne dla całego świata. W Nowym Jorku, tak samo jak na Nowej Gwinei ludzie truchleją ze strachu przed samotnością i opuszczeniem."
Jedyną, stabilną rzeczą w moim życiu jest moja niestabilność.
Avatar użytkownika
Offline
Posty
2260
Dołączył(a)
28 maja 2013, 01:33

Jak się dziś czujecie-umiecie to opisać?

Avatar użytkownika
przez Kontrast 18 paź 2015, 22:45
Bylas na behawioralnej? Terapeutyzujesz sie jeszcze? Ile to teraz trwa? Niestety to tak wyglada ze to wraca. Trzeba przeczekać i posługiwać sie tym czego sie nauczylo na terapii. Za kazdym razem powinno byc lzej do przejscia, choc to roznie bywa.
Nie znam roli którą gram. Wiem tylko, że jest moja, niewymienna.
Avatar użytkownika
Offline
Posty
3550
Dołączył(a)
13 cze 2014, 22:18
Lokalizacja
TKI

Jak się dziś czujecie-umiecie to opisać?

przez galopująca na oślep 18 paź 2015, 23:08
abstrakcyjna napisał(a):galopująca na oślep, Chodzisz dalej na psychoterapię?

Chodzę, ale to 50minut raz w tygodniu a w moim życiu tyle się dzieje, że nie nadążam wszystkiego przerobić. Jest tyle zranień, traum i rzeczy do "naprawy", że nie jestem w stanie nad tym wszystkim zapanować. Tracę kontrolę. Między sesjami jestem ze wszystkim sama. Nie mam ani jednej osoby, z którą mogłabym choć zamieć kilka słów. Cierpie samotnie, a terapia mija w mgnieniu oka i znowu jestem sama z tym wszystkim.
galopująca na oślep
Offline

Jak się dziś czujecie-umiecie to opisać?

Avatar użytkownika
przez ChrisMessina 18 paź 2015, 23:12
Mózg mi wariuje....
Z przodu plecy, z tyłu plecy, pan Bóg stworzył ją dla hecy!

Avatar użytkownika
Offline
Posty
3556
Dołączył(a)
07 kwi 2015, 13:26
Lokalizacja
W twojej wyobraźni

Jak się dziś czujecie-umiecie to opisać?

przez galopująca na oślep 18 paź 2015, 23:15
Kontrast napisał(a):Bylas na behawioralnej? Terapeutyzujesz sie jeszcze? Ile to teraz trwa? Niestety to tak wyglada ze to wraca. Trzeba przeczekać i posługiwać sie tym czego sie nauczylo na terapii. Za kazdym razem powinno byc lzej do przejscia, choc to roznie bywa.


Zdawałam sobie sprawę, że poprawa nie musi być już do końca życia, choć oczywiście miałam taką nadzieję. Zdawałam też sobie sprawę, że być może już zawsze będę musiała walczyć, ale póki było w miarę dobrze nie myślałam o tym. Cieszyłam się tym, że po latach męki małymi kroczkami jest coraz lepiej.
Próbuję wdrażać w życie wszystko co zapamiętałam z terapii, ale ostatnio jest mi tak źle, że nic nie pomaga. To straszne napięcie psychiczne i ból są coraz większe.
galopująca na oślep
Offline

Jak się dziś czujecie-umiecie to opisać?

Avatar użytkownika
przez abstrakcyjna 18 paź 2015, 23:15
galopująca na oślep, W jakim nurcie masz terapię?
"Samotność to chyba jeden z najgorszych rodzajów cierpienia. I to jest uniwersalne dla całego świata. W Nowym Jorku, tak samo jak na Nowej Gwinei ludzie truchleją ze strachu przed samotnością i opuszczeniem."
Jedyną, stabilną rzeczą w moim życiu jest moja niestabilność.
Avatar użytkownika
Offline
Posty
2260
Dołączył(a)
28 maja 2013, 01:33

Jak się dziś czujecie-umiecie to opisać?

przez zalezna 18 paź 2015, 23:16
Ja nie wiem jak inni to robią, że potrafią sobie zorganizować jakieś zajęcia w ciągu dnia. Mój każdy kolejny dzień to spanie do późna i przez resztę dnia nicnierobienie. Nie mam z kim się spotkać, bo nie mam nikogo. Nie mam z kim porozmawiać, bo nie mam nikogo. Jestem teraz na zwolnieniu, więc nie pracuję. Chodzę po domu i się obijam, ew. siedzę na necie marnując czas. I to tak potrwa pewnie do stycznia. Moja wegetacja mnie przytłacza - paradoksalnie nic nie robiąc czuję się zmęczona. Moje życie jest całkowicie puste. Bez ludzi, bez zainteresowań, bez hobby, bez uprawiania jakiegoś sportu (na który czuję się zbyt słaba). Boję się też o swoją przyszłość. Moja praca, do której wrócę za jakieś 2 miesiące jest nudna, bezproduktywna i bardzo nisko płatna. Za 4 lata wybije mi 30stka , a ja co? Jestem goła i wesoła. Nie mam faceta, nie mam przyjaciół, ba , nawet znajomych. Moi rodzice są schorowani i trzeba się nimi zajmować, potrzebują wsparcia. Nawet im nie wspominam o jakichkolwiek moich problemach. Nie mam na co dzień do kogo się odezwać. Praktycznie całe dnie spędzam sama w domu prokrastynując w łóżku. Moje studia (i to tylko licencjackie) to była jedna wielka pomyłka.
Miałam jakieś plany, że może zacznę coś od początku - ale na studia jestem za głupia zwyczajnie. Boję się, że w przyszłości stracę pracę i z moimi kwalifikacjami nigdy nie znajdę nowej. Skończę pod mostem, schorowana, samotna, w depresji i z myślami samobójczymi. Niewiele mi do tego brakuje.
Nie mam żadnych perspektyw na życie. Najlepsze jest to, że ja naprawdę bardzo bym chciała zmienić swoją sytuację życiową (bo zdrowia nie da się naprawić), ale za cholerę nie wiem jak. Nie mam nikogo kogo mogłabym się poradzić. Codziennie zadaję sobie wieczorem pytanie "po co ja żyję?".
Bo tak właściwie to nie widzę sensu życia i myślę, że on tak naprawdę nie istnieje. Myślę, że moje narodziny były jedną wielką pomyłką i błędem moich rodziców. Jak beznadziejne musi być moje życie, skoro chcę zejść z tego świata? A i nawet tego nie mogę. Znaczy mogłabym. Jest tyle rodzajów samobójstw, ale prawda jest taka, że żadna z nich nie zagwarantuje mi tego, że się uda i ostatecznie mogę skończyć jako roślinka podpięta do końca życia do respiratora, a to jest gorsze niż śmierć. Wiem, że nie ma sensu ładować się psychotropami (jak do tej pory żadne mi nie pomogły). Psychiatria została stworzona na potrzeby zysku dla koncernów farmaceutycznych. Nie widzę też żadnego powodu (nawet, jeśli noszę się z tym pomysłem) pójścia do psychoterapeuty. Bo on jedyne, co może zrobić to mnie wysłuchać. Ale nie da mi żadnych życiowych porad, które naprawdę mogłyby mi pomóc i zmienić moje życie. Nawet nie wiem dlaczego piszę to tutaj, na forum - w końcu i tak nikogo to nie obchodzi, przecież to moje życie i tak naprawdę radzić muszę sobie sama, nawet , jeśli mi to nie wychodzi. Skoro i tak już jestem schorowana to zastanawiam się dlaczego muszą to być przewlekłe choroby, które nie uśmiercają, ale powodują ból na resztę życia, codzienną męczarnię. Już nawet odechciewa mi się chodzić po lekarzach, robić badań, bo to wszystko na nic. Czy nie lepiej już by było, żeby przejechał mnie samochód, albo, żebym dostała raka i szybko umarła?
Jest tyle małych dzieci, które potrzebują na przykład przeszczepu, umierają na raka i nic nie mogą na to poradzić - a to zwykle są osoby warte życia, mają kochające ich rodziny, są mądre i utalentowane - mogłyby żyć szczęśliwie i wiele osiągnąć. Ja jestem do niczego, nie chcę żyć - a żyję.
Życie jest naprawdę niesprawiedliwe i nie umiem się z tym pogodzić. Jestem nadwrażliwa i jak obserwuję otaczający mnie świat i ludzi to mi się wszystkiego odechciewa. Denerwuje mnie też moja zgorzkniałość, marudzenie, narzekanie, ciągłe poczucie bycia w dołku - ale nie umiem tego zmienić.
Moja sytuacja jest tak patowa, że nie jestem w stanie zdobyć się na jakikolwiek optymizm. Gdyby była przede mną jakaś szansa, jakaś droga wyjścia, jakaś nagła odmiana losu - może bym się zawzięła, ale minęło już tyle lat i nic nie zapowiada żadnych lepszych zmian. Jedyne ,co mogę tu napisać to prosić o wybaczenie, za te moje żałosne wypociny, zajmowanie miejsca i przestrzeni moją beznadziejną osobą.
zalezna
Offline

Sortuj wg

Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 17 gości

Przeskocz do