Jak się dziś czujecie-umiecie to opisać?

Forum poświęcone depresji oraz CHAD. Jeżeli czujesz, że sam/a sobie nie radzisz, nie zwlekaj z napisaniem o tym. A jeżeli depresje masz za sobą - możesz podzielić się wskazówkami.

Jak się dziś czujecie-umiecie to opisać?

Avatar użytkownika
przez Kontrast 18 paź 2015, 22:45
Bylas na behawioralnej? Terapeutyzujesz sie jeszcze? Ile to teraz trwa? Niestety to tak wyglada ze to wraca. Trzeba przeczekać i posługiwać sie tym czego sie nauczylo na terapii. Za kazdym razem powinno byc lzej do przejscia, choc to roznie bywa.
Nie znam roli, którą gram wiem tylko, że jest moja - niewymienna.
Avatar użytkownika
Offline
Posty
3890
Dołączył(a)
13 cze 2014, 22:18
Lokalizacja
TKI

Jak się dziś czujecie-umiecie to opisać?

przez galopująca na oślep 18 paź 2015, 23:08
abstrakcyjna napisał(a):galopująca na oślep, Chodzisz dalej na psychoterapię?

Chodzę, ale to 50minut raz w tygodniu a w moim życiu tyle się dzieje, że nie nadążam wszystkiego przerobić. Jest tyle zranień, traum i rzeczy do "naprawy", że nie jestem w stanie nad tym wszystkim zapanować. Tracę kontrolę. Między sesjami jestem ze wszystkim sama. Nie mam ani jednej osoby, z którą mogłabym choć zamieć kilka słów. Cierpie samotnie, a terapia mija w mgnieniu oka i znowu jestem sama z tym wszystkim.
galopująca na oślep
Offline

Jak się dziś czujecie-umiecie to opisać?

Avatar użytkownika
przez ChrisMessina 18 paź 2015, 23:12
Mózg mi wariuje....
Z przodu plecy, z tyłu plecy, pan Bóg stworzył ją dla hecy!

Avatar użytkownika
Offline
Posty
3556
Dołączył(a)
07 kwi 2015, 13:26
Lokalizacja
W twojej wyobraźni

Doradca Nerwica.com

przez Doradca Nerwica.com
Polecam tych psychologów i psychoterapeutów z Twojej okolicy
Doradca Nerwica.com

Jak się dziś czujecie-umiecie to opisać?

przez galopująca na oślep 18 paź 2015, 23:15
Kontrast napisał(a):Bylas na behawioralnej? Terapeutyzujesz sie jeszcze? Ile to teraz trwa? Niestety to tak wyglada ze to wraca. Trzeba przeczekać i posługiwać sie tym czego sie nauczylo na terapii. Za kazdym razem powinno byc lzej do przejscia, choc to roznie bywa.


Zdawałam sobie sprawę, że poprawa nie musi być już do końca życia, choć oczywiście miałam taką nadzieję. Zdawałam też sobie sprawę, że być może już zawsze będę musiała walczyć, ale póki było w miarę dobrze nie myślałam o tym. Cieszyłam się tym, że po latach męki małymi kroczkami jest coraz lepiej.
Próbuję wdrażać w życie wszystko co zapamiętałam z terapii, ale ostatnio jest mi tak źle, że nic nie pomaga. To straszne napięcie psychiczne i ból są coraz większe.
galopująca na oślep
Offline

Jak się dziś czujecie-umiecie to opisać?

Avatar użytkownika
przez abstrakcyjna 18 paź 2015, 23:15
galopująca na oślep, W jakim nurcie masz terapię?
"Samotność to chyba jeden z najgorszych rodzajów cierpienia. I to jest uniwersalne dla całego świata. W Nowym Jorku, tak samo jak na Nowej Gwinei ludzie truchleją ze strachu przed samotnością i opuszczeniem."
Jedyną, stabilną rzeczą w moim życiu jest moja niestabilność.
Avatar użytkownika
Offline
Posty
2260
Dołączył(a)
28 maja 2013, 01:33

Jak się dziś czujecie-umiecie to opisać?

przez zalezna 18 paź 2015, 23:16
Ja nie wiem jak inni to robią, że potrafią sobie zorganizować jakieś zajęcia w ciągu dnia. Mój każdy kolejny dzień to spanie do późna i przez resztę dnia nicnierobienie. Nie mam z kim się spotkać, bo nie mam nikogo. Nie mam z kim porozmawiać, bo nie mam nikogo. Jestem teraz na zwolnieniu, więc nie pracuję. Chodzę po domu i się obijam, ew. siedzę na necie marnując czas. I to tak potrwa pewnie do stycznia. Moja wegetacja mnie przytłacza - paradoksalnie nic nie robiąc czuję się zmęczona. Moje życie jest całkowicie puste. Bez ludzi, bez zainteresowań, bez hobby, bez uprawiania jakiegoś sportu (na który czuję się zbyt słaba). Boję się też o swoją przyszłość. Moja praca, do której wrócę za jakieś 2 miesiące jest nudna, bezproduktywna i bardzo nisko płatna. Za 4 lata wybije mi 30stka , a ja co? Jestem goła i wesoła. Nie mam faceta, nie mam przyjaciół, ba , nawet znajomych. Moi rodzice są schorowani i trzeba się nimi zajmować, potrzebują wsparcia. Nawet im nie wspominam o jakichkolwiek moich problemach. Nie mam na co dzień do kogo się odezwać. Praktycznie całe dnie spędzam sama w domu prokrastynując w łóżku. Moje studia (i to tylko licencjackie) to była jedna wielka pomyłka.
Miałam jakieś plany, że może zacznę coś od początku - ale na studia jestem za głupia zwyczajnie. Boję się, że w przyszłości stracę pracę i z moimi kwalifikacjami nigdy nie znajdę nowej. Skończę pod mostem, schorowana, samotna, w depresji i z myślami samobójczymi. Niewiele mi do tego brakuje.
Nie mam żadnych perspektyw na życie. Najlepsze jest to, że ja naprawdę bardzo bym chciała zmienić swoją sytuację życiową (bo zdrowia nie da się naprawić), ale za cholerę nie wiem jak. Nie mam nikogo kogo mogłabym się poradzić. Codziennie zadaję sobie wieczorem pytanie "po co ja żyję?".
Bo tak właściwie to nie widzę sensu życia i myślę, że on tak naprawdę nie istnieje. Myślę, że moje narodziny były jedną wielką pomyłką i błędem moich rodziców. Jak beznadziejne musi być moje życie, skoro chcę zejść z tego świata? A i nawet tego nie mogę. Znaczy mogłabym. Jest tyle rodzajów samobójstw, ale prawda jest taka, że żadna z nich nie zagwarantuje mi tego, że się uda i ostatecznie mogę skończyć jako roślinka podpięta do końca życia do respiratora, a to jest gorsze niż śmierć. Wiem, że nie ma sensu ładować się psychotropami (jak do tej pory żadne mi nie pomogły). Psychiatria została stworzona na potrzeby zysku dla koncernów farmaceutycznych. Nie widzę też żadnego powodu (nawet, jeśli noszę się z tym pomysłem) pójścia do psychoterapeuty. Bo on jedyne, co może zrobić to mnie wysłuchać. Ale nie da mi żadnych życiowych porad, które naprawdę mogłyby mi pomóc i zmienić moje życie. Nawet nie wiem dlaczego piszę to tutaj, na forum - w końcu i tak nikogo to nie obchodzi, przecież to moje życie i tak naprawdę radzić muszę sobie sama, nawet , jeśli mi to nie wychodzi. Skoro i tak już jestem schorowana to zastanawiam się dlaczego muszą to być przewlekłe choroby, które nie uśmiercają, ale powodują ból na resztę życia, codzienną męczarnię. Już nawet odechciewa mi się chodzić po lekarzach, robić badań, bo to wszystko na nic. Czy nie lepiej już by było, żeby przejechał mnie samochód, albo, żebym dostała raka i szybko umarła?
Jest tyle małych dzieci, które potrzebują na przykład przeszczepu, umierają na raka i nic nie mogą na to poradzić - a to zwykle są osoby warte życia, mają kochające ich rodziny, są mądre i utalentowane - mogłyby żyć szczęśliwie i wiele osiągnąć. Ja jestem do niczego, nie chcę żyć - a żyję.
Życie jest naprawdę niesprawiedliwe i nie umiem się z tym pogodzić. Jestem nadwrażliwa i jak obserwuję otaczający mnie świat i ludzi to mi się wszystkiego odechciewa. Denerwuje mnie też moja zgorzkniałość, marudzenie, narzekanie, ciągłe poczucie bycia w dołku - ale nie umiem tego zmienić.
Moja sytuacja jest tak patowa, że nie jestem w stanie zdobyć się na jakikolwiek optymizm. Gdyby była przede mną jakaś szansa, jakaś droga wyjścia, jakaś nagła odmiana losu - może bym się zawzięła, ale minęło już tyle lat i nic nie zapowiada żadnych lepszych zmian. Jedyne ,co mogę tu napisać to prosić o wybaczenie, za te moje żałosne wypociny, zajmowanie miejsca i przestrzeni moją beznadziejną osobą.
zalezna
Offline

Jak się dziś czujecie-umiecie to opisać?

Avatar użytkownika
przez abstrakcyjna 18 paź 2015, 23:20
zalezna, Psychoterapeuta nie jest tylko od wysłuchania. Nie jest też na pewno od udzielania rad. To ciężka praca nad sobą, ale generalnie myślę że terapia mogłaby Ci pomóc.
"Samotność to chyba jeden z najgorszych rodzajów cierpienia. I to jest uniwersalne dla całego świata. W Nowym Jorku, tak samo jak na Nowej Gwinei ludzie truchleją ze strachu przed samotnością i opuszczeniem."
Jedyną, stabilną rzeczą w moim życiu jest moja niestabilność.
Avatar użytkownika
Offline
Posty
2260
Dołączył(a)
28 maja 2013, 01:33

Jak się dziś czujecie-umiecie to opisać?

przez galopująca na oślep 18 paź 2015, 23:28
abstrakcyjna napisał(a):galopująca na oślep, W jakim nurcie masz terapię?

Mój psychoterapeuta łączy różne techniki bo jest terapeutą integratywnym. To we mnie tkwi problem. On robi co może żeby mi pomóc. Niestety jest to terapia na nfz więc także ilość sesji mam ograniczoną. Boję się, że jak zostanę całkowicie sama to się załamię i wtedy już nic mi nie pomoże. Tak bardzo chciałabym żeby ktoś bliski mnie wspierał, ale nie ma takiej możliwości. Próbowałam tłumaczyć co mi jest, co przeżywam. Prosiłam o to wsparcie, o zrozumienie, ale spotkałam się z murem. Między innymi dlatego teraz chyba mam to pogorszenie. Nie dam rady całkiem sama.
galopująca na oślep
Offline

Jak się dziś czujecie-umiecie to opisać?

Avatar użytkownika
przez abstrakcyjna 18 paź 2015, 23:30
galopująca na oślep, Nie masz kompletnie nikogo wokół siebie?
"Samotność to chyba jeden z najgorszych rodzajów cierpienia. I to jest uniwersalne dla całego świata. W Nowym Jorku, tak samo jak na Nowej Gwinei ludzie truchleją ze strachu przed samotnością i opuszczeniem."
Jedyną, stabilną rzeczą w moim życiu jest moja niestabilność.
Avatar użytkownika
Offline
Posty
2260
Dołączył(a)
28 maja 2013, 01:33

Jak się dziś czujecie-umiecie to opisać?

przez galopująca na oślep 18 paź 2015, 23:39
abstrakcyjna, mam męża, ale niestety nie mogę na na niego liczyć. Dla niego te moje cierpienia to wymysły bo przecież każdy ma dołki. Nie chce już nawet słyszeć o czymkolwiek co dotyczy mojego samopoczucia, moich myśli, rozterek, konfliktów i tego wewnętrznego bólu. Nie winię go za to bo on po prostu tego nie rozumie. Już dochodzi do tego, że jak zaczynam mówić na jakikolwiek temat to złości się i mówi "przestań, skończ już" albo wychodzi z domu. Być może to ja źle coś robię, że on tak reaguje, ale naprawdę nie wiem już co mam robić.
galopująca na oślep
Offline

Jak się dziś czujecie-umiecie to opisać?

Avatar użytkownika
przez abstrakcyjna 18 paź 2015, 23:55
galopująca na oślep, moim zdaniem jego postawa nie jest fajna. Powinnaś mieć w nim oparcie, a nie bać się mówić cokolwiek. Jeśli on nie rozumie Twoich problemów to może spróbuj mu to rozjaśnić. Mam na myśli jakieś książki, artykuły albo nawet wspólne spotkanie z terapeuta, który by mu wytłumaczyl wiele rzeczy. Możliwe, ze jego postawa wynika z niewiedzy i to by w jakiś sposób pomogło.
"Samotność to chyba jeden z najgorszych rodzajów cierpienia. I to jest uniwersalne dla całego świata. W Nowym Jorku, tak samo jak na Nowej Gwinei ludzie truchleją ze strachu przed samotnością i opuszczeniem."
Jedyną, stabilną rzeczą w moim życiu jest moja niestabilność.
Avatar użytkownika
Offline
Posty
2260
Dołączył(a)
28 maja 2013, 01:33

Jak się dziś czujecie-umiecie to opisać?

przez galopująca na oślep 19 paź 2015, 00:05
abstrakcyjna, próbowałam wszystkiego o czym napisałaś, ale za każdym razem spotykam się z murem. On uważa, że wszyscy lekarze i terapeuci to konowały, które na niczym sie nie znają i tylko kasę wyciągają. On nie wierzy w żadne zaburzenia, nerwice, depresje i te sprawy. Nie chce nawet słyszeć o tym. Ostatnio powiedział, że skoro mam gdzie mieszkać, co jeść i stać mnie na hobby to powinnam skakać z radości i być szczęśliwa na maksa bo niektórym nie starcza do pierwszego. Tylko gdzie w tym wszystkim uczucia?? To boli bardzo.
galopująca na oślep
Offline

Jak się dziś czujecie-umiecie to opisać?

przez zalezna 19 paź 2015, 00:08
abstrakcyjna napisał(a):zalezna, Psychoterapeuta nie jest tylko od wysłuchania. Nie jest też na pewno od udzielania rad. To ciężka praca nad sobą, ale generalnie myślę że terapia mogłaby Ci pomóc.

abstrakcyjna,
w moim przypadku największy czynnik depresyjny to samotność. Miałam co prawda przyjaciółkę i dobrych znajomych( a przynajmniej za takich ich uważałam) , pielęgnowałam te relacje ponad 10 lat (czyli praktycznie połowę mojego życia) i choroba mi je zabrała. Okazało się, że jak przychodzą problemy nie możesz na nikogo liczyć, więć jestem znów na zero. W dorosłym życiu ciężko już o nawiązanie jakiejś konkretnej przyjaźni , kiedy wszyscy twoi znajomi rozjechali się do większych miast, wyszli za mąż i założyli rodziny, pracują całymi dniami. Nie jestem typem osoby, która chodzi po klubach i dyskotekach, w pracy raczej nie powinno się nawiązywać przyjaźni, więc szansy, że przestanę być samotna jest niewielka.
Drugi czynnik to kompletny brak pomysłu na życia. No, niestety rynek pracy mamy takich, że to ścisłe, prawnicze i medyczne kierunki biorą górę i dają jakąkolwiek szanse na dobrą przyszłość. Ja jestem zwyczajnie za głupia na studia. Paradoksalnie mam też przerost ambicji, nierealistyczne cele...
a psychoterapeuta nie jest od tego, żeby takie rzeczy pomóc zmieniać. Psychoterapeuta może ew. wysłuchać, może skorygować sposób twojego myślenia (choć mnie odpycha ta cała misja na bycie optymistycznym na siłę, kiedy jesteś w sytuacji, gdzie nie ma ani jednego powodu do radości).
Może też zanalizować twoje emocje, twój sposób myślenia, działania, może motywować, ale ... dla mnie to jest tylko teoria. Psychoterapeuta nie nauczy Cię żadnej praktyki, nie wymyśli za Ciebie jak masz żyć, nie sprawi, że nagle się zakochasz i trafisz na miłość swojego życia, z debila nie zrobi z Ciebie mądrej. Może pochylić się nad Twoimi emocjami, przeżyciami, podnieść Twoje poczucie własnej wartości... ale to tyle. Można mieć naprawdę optymizm, można mieć w sobie motywację, dużo samozaparcia, ale jak nie masz żadnego pomysłu, co zrobić ze swoim życiem - to nawet najlepszy specjalista tutaj nic nie zaradzi. Wiem, że większość ludzi (zapewne starszych ode mnie) po prostu nie narzeka , dużo pracuje, mają jakieś pomysły na swoje życie i swoje cele i marzenia stopniowo realizują. To jest ta pierwsza grupa ludzi. Druga jest w takiej sytuacji jak ja, chodzi do pracy, z której nie czuje się usatysfakcjonowana, nie mają poczucia rozwoju osobistego, ich zarobki nie pozwalają im na godne życie, nie narzekają - ale czy na pewno są szczęśliwi? Nie chcę myśleć za innych. Wiem, że życie innych ludzi to nie mój interes. Wiem, że jestem dorosła i powinnam być odpowiedzialna za swoje życie. Ale choć wychowałam się w przeciętnej rodzinie , gdzie nie brakowało mi nigdy rzeczy materialnych , nie było patologii typu alkoholizm , przemoc fizyczna (była przemoc psychiczna za to), jako jedynaczka to jednak sposób w jaki zostałam wychowana uczynił ze mnie niesamodzielną kaleką życiową, która nie ma poczucia wartości, żadnych specjalnych umiejętności, moja kreatywność życiowa jest bliska zeru.
I moi rodzice mają tego świadomość. Ja też mam tego świadomość. Tylko nic mi to nie daje. Bo będąc już dorosła mam pewne braki, których już nigdy w życiu nie uda mi się zdobyć/uzupełnić. Dorosłość to dla mnie pułapka. I dlatego chciałabym się wypisać z życia, bo mam poczucie, że się do niego zwyczajnie nie nadaję. Wiem, że nie podołam, bo znam swoje słabości i możliwości. Czasami mam wrażenie, że śmierć naprawdę jest dla mnie jedynym wyjściem. Bo jaki jest sens istnienia, skoro moje życie ogranicza się tylko do wegetacji i cierpienia fizycznego i psychicznego? Tutaj naprawdę nie da się nic zmienić, ani naprawić. Nie chodzi tu już nawet o mój skrajny pesymizm, wyuczoną bezradność, czy jakkolwiek to psychologia nazywa.
To jest po prostu moja rzeczywistość. Jeśli ja sobie sama nie pomogę, nikt tego nie zrobi, a ja wiem, że tego nie potrafię. Tacy ludzie jak ja nie powinni się narodzić. Moi rodzice chcieli mieć dziecko, ale skąd mogli wiedzieć, że urodzą kalekę nieprzystosowaną do życia? nie winię ich. w boga jako takiego też nie wierzę. Przepraszam za ten post, ale potrzebowałam się wygadać ( o ile ktokolwiek to przeczyta).
zalezna
Offline

Jak się dziś czujecie-umiecie to opisać?

przez Steviear 19 paź 2015, 05:49
Zimno, ciemno, deszcz. najlepiej by było zostać w łóżku :] niestety nie ma tak dobrze i znów muszę się zmuszać by wstać. Jak mi się nie chce..;<
Offline
Posty
1083
Dołączył(a)
19 paź 2014, 17:32

Sortuj wg

Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 10 gości

Przeskocz do