Nie radze sobie ze zwyczajnością życia...

Forum poświęcone depresji oraz CHAD. Jeżeli czujesz, że sam/a sobie nie radzisz, nie zwlekaj z napisaniem o tym. A jeżeli depresje masz za sobą - możesz podzielić się wskazówkami.

Nie radze sobie ze zwyczajnością życia...

przez maestro_ 30 gru 2012, 16:18
Mam 20 lat i powiem ci szczerze że miewam podobne refleksje na temat tego co było, co jest i co będzie. Przez pewną dekade marzyłem zostać kimś znanym śpiewać, rapować mieć za to gruby szmal i czuć się kimś. Mając te naście lat miałem wiele marzeń, lecz z czasem zaczeły zanikać. Kontrole przejeło użalanie się nad sobą, samokrytyka, wspominanie tego co było. Muzyka działa na mnie podobnie jak na ciebie. Słuchając dobrego kawałka potrafie mieć gesią skórke, czuć dreszcze i nakłania do róznych wyobrażeń o różnej tematyce.Chociażby kawałek( 2pac -Starin Through my rearviev). Czesto to jedyna droga by móc przeżyć coś jeszcze raz przez chwile. Najgorsze jest to jak stracisz zaufanie do wszystkiego co jest na ziemi i poza nią. Warto pokładać w czymś wiare, wierzyć w coś chociażby w siebie, boga, drugiego człowieka. Wiara nadaje jakis sens i bezpieczeństwo. Bez wiary człowiek nie bedzie szczęśliwy. Czasem rozmyślam nad tym że na ziemi jest 6 mld ludzi ale mimo wszystko jestem sam. I to mnie przeraża, bo spekuluje iż każdy ma odrębną specyfike postrzegania i myślenia, mamy wiele podobnych cech tego samego gatunku ale jednak jesteśmy od siebie różni.
Offline
Posty
12
Dołączył(a)
15 gru 2012, 21:46

Nie radze sobie ze zwyczajnością życia...

przez szczesciaraaa 31 gru 2012, 14:57
cześć! Chciałabym się z wami podzielić moim doświadczeniem i tym co mi pomaga w kązdym złym dniu i uporaniu się z depresją.Jestem młoda jeszcze nie skończyłam liceum , jakies 2 lata temu zaczeły sie pierwsze objawy,lecz ja sądze ze wczesniej.Miałam ciezkie dzieciństwo ,gdy dorastalam zmarł mi tata!Dopiero ostatnio pogodziłam sie z jego smiercią ,ale czuje ze jest przy mnie zawsze! jak każdy z was przez ostatnie miesiące czułam sie strasznie, miałam niechec do wszystkiego,straciłam wielu bliskich przyjaciół, nic mi nie wychodziło,chciałam się zabić bo mysłalam ,ze tylko w ten sposób uciekne od tego czemu nie moge się przeciwstawić. Kupowałam książki dużo czytałam, poszłam na terapie, byłam na 3 spotkaniach i stwierdziłam,ze terapeutka nie moze mi pomoc ,jest obcą osobą, ktora słuchajac mnie przez 45min wie jak wyglada moje zycie i chce mi pomoc? oczywiscie, terapia pomaga bo mozna sie wygadac, ale ja sadziłam ze sama dam sobie rade! dało mi to siłe do tego ,ze to co wyprawiam jest bez sensu, przeciez jest tyle powodów do radosci a ja sie zadreczam. Potem byly wakacje, ciepło przyszła miłość, lecz to wszystko powracało, bałam sie zwiazku izolowałam sie bo myslałam ze tak bedzie najlepiej dla mnie i tak było za kazdym razem gdy kogoś poznawałam! Ryczałam dniami i nocami gdy spotykałam sie ze znajomymi a oni nie zapytali się nawet jak się czuje, dopiero po jakims czasie zrozumiałam ,ze nie moge od nich niczego oczekiwac, ogolnie nie mozna od nikogo oczekiwacc ,trzeba dawac z siebie jak najwiecej a jesli ktos da cos z siebie w zamian to bedzie mile zaskoczenie! Po wakacjach wrocila szkoła, matura ,ambitne plany i brak czasu na wszystko,kolejne zakochanie i pustka , poczucie bezradności, beznadziejności ,brak wiary w siebie ! lepiej jest sie poddac , niz walczyc o to co nam się nalezy czyli życie.zaczełam się szczerze i głęboko modlić, rozmawiac z Bogiem ,żalić się ,wyrzucac wszystko z siebie ,cos w stylu terapii z bogiem.Sama w to wszystko nie wierzyłam ,myślałam ze to nie ma sensu , trwało to długo i nadal trwa , ale modle sie codziennie wieczorem i dziekuje za dzień ,za kazdą chwilę.Także czytałam wiele książek, chciałam wiedzieć na temat depresji jak nawiecej, boo czułam się jakbym byla w tym sama, na wsparcie bliskich niestety nie mam co liczyc, ale czułam sie ze wszystcy ludzie saa normalni tylko ja mam coś z głową. Zaczełam analizować kazdy smutek ,każdą negatywną myśl ,było lepiej.Oczwiście to normalne ze to wraca w mniejszym lub wiekszym stopniu ale wtedy jestem silniejsza! Nie oczekuje ze wyje z depresji , chce się nauczyć z nią życ, staram sie z nia zyć i wyciągać z niej jak najwiecej, traktowac ją jako dobre doświadczenie, mimo ze boli. Prowadzę pamiętnik, ogolnie polecam wszystkim , czytajac ostatnio moje notatki sprzed roku , strasznie sie ucieszyłam. Jeszcze niedawno myślałam ,ze moja depresja się pogarsza a to nie prawda! czytajac wszystko zrozumiałam jak bardzo się zminiałam,wciagu tych kilku miesiecy , poczułam sie osobą wartościowa, nawet bardzo,nawet jak cos nie wychodzi próbuje kolejny raz i nie poddaje sie, nie rozmyślam za duzo na temat zycia bo to przede wszystkim powoduje depresje, i wiem ,że moge osiagnąć wiele, ale tylko cieżko pracą i checią! Jeszcze niedawno myślalam ,ze wszystko mi sie nalezy, świetna pamiec, super oceny mimo ze nic nie potrafie, swietni przyjaciele, miłość,pieniądze idt! a nie tak nie jest, do tego trzeba dojść i sie postarac a jak czlowiek sie postara to przyniesie to niesamowitą radość! ja niecierpie monotonności, nie potrafie siedziec na miejscu ale jak juz siedze to mam pełno mysli , tych samych negatywnych, ale ciagle z nimi walcze , bo one nie sa prawdziwe, prawdziwe jest to w co ja mocno wierze, czyli w to ze dam rade jesli tego chce a chce! Wazne aby nie siedzec na miejscu i miec określony plan a wtedy nawet nie zdajemy sobie sprawy jak idziemy ku lepszemu , ja bezsensowne siedzenie zamieniłam w rysunek, ktory daje mi niesamowitą satysfakcje i motywacje. Chodzi mi o to aby wam uswiadomość, ze da sie z tego wyjść! Trzeba włożyc tylko duzo swoje pracy, trzeba z całego serca tego chciec, i nawet jak beda zdarzać się porażki i gorsze dni to traktować to jako wyzwanie ,wtedy człowiek staje sie silniejszy! Ja juz wiem kiedy w moim zyciu zblizam sie do powrotu depresji i potrafie już z tym walczyć. Kazdego dnia mowie sobie ,ze mam cały dzien i musze go wykorzystac jak najlepiej się da! I polecam robic wszystko wbrew sobie, jesli ktos sie czegos boi lub wstydzi warto to przełamać to taki krok do tego aby zrozumieć ile sie potrafi i jak wartościowa sie jest osobą! Ja mimo ze daje sobie rade z tym wszystkim , wybiore sie jeszcze raz na terapie, chce miec świadomość ze zrobiłam wszystko aby poczuć sie lepiej i sobie pomóc! mam nadzieje ,ze chodz niektórym to co napisałam da nadzieje i wiare,że można :)
Offline
Posty
1
Dołączył(a)
31 gru 2012, 14:19

Nie radze sobie ze zwyczajnością życia...

Avatar użytkownika
przez Sorrow 31 gru 2012, 15:20
WojuBoju napisał(a):Zawsze miałem bujną wyobraźnie. Jako dziecko potrafilem biegac wokół dywanu godzinami wyobrazajac sobie ze uczestnicze w wojnie czy czyms takim, zatapiałem się w swoim świecie. Przeszło mi to, ale i tak wyobraznia pozostała. Gdy słucham muzyki wyobrazam sobie siebie na koncercie/scenie, traktuje wszystko bardzo emocjonalnie. Chyba z tego wzielo sie moje cale aktualne postrzeganie świata. Zawsze myślałem, że moje życie będzie niezwykłe, że będę robił co kocham, dostawal za to kase i bedzie sielanka. Ostatnio co raz bardziej uswiadamiam sobie jednak zwyczajnosc życia. I widze tylko jedno, marnosc. Marnosc nad marnosciami. Nic nie znaczymy, nic od nas nie zalezy, nie mamy celu ani sensu istnienia, jestesmy niczym. Nie moge sobie z tym poradzic. Świadomość, że ide na studia tylko po to by pozniej jakos powiazac koniec z końcem w nudnej, stresujacej pracy by wracac do domu do znienawidzonej żony i niewdzięcznych dzieci. Już pomijam problemy osobiste, finansowe, egzystencjalne. Zawsze tęskni się za tym co mineło. Z początkiem studiów tęskniłem za liceum, przedtem za gimnazjum, a najbardziej to tęsknie za byciem dzieckiem, za zabawą zołnierzykami i wychodzeniem z kumplami z osiedla. Ale to juz nigdy nie wroci, nigdy juz taki nie bede, nie poczuje tego piekna (chyba ze po kwasie, hehe). Zderzyłem sie z betonem, życie biegnie dalej a ja muszę razem z nim, mimo iż wolalbym nie. Ale dorosłośc wzywa, nie ma miejsca na wrazliwosc i slabosci, trzeba zapierdzielac w wyscigu, trzeba robic kase. A po co to? Tylko żeby przedluzyc sobie egzystencje, żeby móc dłużej tkwic w tej nicnieznaczącej grze

Rzecz w tym, że ludzie często lubią swoją pracę. Może spróbuj pisać albo coś? Może jakąś fantastykę?
Avatar użytkownika
Offline
Posty
3353
Dołączył(a)
08 cze 2006, 15:38

Doradca Nerwica.com

przez Doradca Nerwica.com
Polecam tych psychologów i psychoterapeutów z Twojej okolicy
Doradca Nerwica.com

Nie radze sobie ze zwyczajnością życia...

Avatar użytkownika
przez ekspert_abcZdrowie 03 sty 2013, 16:58
szczesciaraaa, dzięki za ten post napisany w pozytywnym tonie! :great:
Psycholog
Posty
7564
Dołączył(a)
22 sie 2011, 15:11

Nie radze sobie ze zwyczajnością życia...

przez nidalee_javelin 05 sty 2013, 22:42
Sam miałem zakładać podobny temat, ale uznałem, że nie ma sensu. W każdym razie - zrobiłeś to za mnie ty. Ja również miałem bujną wyobraźnię, co połączone z grami, muzyką, książkami i filmami było świetne - ale zarazem stworzyło mi takie a nie inne poglądy na świat. Jednak w trakcie dorastania zauważyłem, że świat, życie wcale nie są takie super, jak myślałem, że będą. Nie przeżywa się tu niesamowitych fantastycznych przygód, nie uprawia się wspaniałego seksu z niesamowicie pięknymi kobietami rodem z anime lub mang (a przynajmniej ja tego nie robię :lol:), szybka jazda może zakończyć się śmiercią lub kalectwem, picie alkoholu i palenie papierosów, które w książkach, filmach, piosenkach [szczególnie irlandzkie, szkockie utwory] wyglądają tak fajnie są szkodliwe, jest dużo chorób, które można złapać, problemy, codzienna monotonia i beznadziejność - no po prostu - to życie, a nie gra/piosenka/książka/film. :-|
Hey, don't control yourself, this's your life, you won it - said, you won it to LIVE IT UP.
Offline
Posty
20
Dołączył(a)
23 lis 2012, 19:49

Nie radze sobie ze zwyczajnością życia...

Avatar użytkownika
przez mark123 25 lip 2014, 00:40
tahela napisał(a):mark123,
To pewnie piosenka Autobiografia też jest dla ciebie abstrakcja a dla 90% społeczeństwa to legendarna piosenka o kazdym, nie każdy musi wszystko rozumieć i tyla.

No to jeśli 90% społeczeństwa akceptuje takie zachowania, to jestem przeciw 90-ciu % społeczeństwa.
Pociąg do bycia ofiarą toksycznego mężczyzny leży w naturze każdej kobiety, tyle że u niektórych kobiet ta natura jest mocno aktywna, a niektórych słabiej i te się jej przeciwstawiają.
Avatar użytkownika
Offline
Posty
10119
Dołączył(a)
11 lis 2012, 16:33
Lokalizacja
droga do otchłani zła

Sortuj wg

Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: ofi i 13 gości

Przeskocz do