Tak depresjo, mam Cię.

Forum poświęcone depresji oraz CHAD. Jeżeli czujesz, że sam/a sobie nie radzisz, nie zwlekaj z napisaniem o tym. A jeżeli depresje masz za sobą - możesz podzielić się wskazówkami.

Tak depresjo, mam Cię.

przez dondon 18 gru 2012, 23:01
Jestem chodzącym absurdem, najprawdopodobniej już za nawet godzinę mogę żałować, że piszę to co piszę. Ale teraz, mam nadzieje, że być może będzie to pierwszy krok do zmiany na lepsze. Bo tak dalej być nie może i skończy się w końcu tragedią.
Sprawę stawiam jasno - nienawidzę swojego życia a przede wszystkim siebie, przynajmniej od 5-6 lat a jednocześnie niesamowicie bardzo pragnę być szczęśliwy i cieszyć się prostymi przyziemnymi rzeczami. Nie mogę się ustabilizować emocjonalnie. Mam 25 lat, skończoną dobrą uczelnię, i odwagę do mówienia tylko tutaj, teraz w internecie, o swoich odczuciach. Jestem osobą bardzo zamkniętą w sobie. Już za chwilę będę uważał siebie znowu za ciotę, że nie radzę sobie w życiu i płacze w internecie wówczas gdy wiele ludzi ma w życiu bardziej pod górkę. Ale ja mam robaka w głowie i po prostu długo nie pociągnę chociaż nie chcę się zabijać, chce żyć ale z racji moich wahań, gdy jest źle i dochodzi do tego alkohol - nie kontroluje się i nienawiści do samego siebie. Za to, że jestem zerem, nie mam niczego, punktem zapalnym kilka lat temu było złamane serce, dupa, właśnie nie. Ze złamanym sercem bym sobie poradził mimo, że niesamowicie kochałem swoją dziewczynę, ale ogólnie opinia poszła w świat, że jestem świr. A jak Boga kocham nie byłem wtedy, ja byłem kiedyś wzorem dla młodszych, nie tylko z pozoru. I chyba podświadomość od tamtego czasu każe mi się cały czas staczać w dół. Nie wiem czy to moja wina, być może, nie dopuszczam nikogo do siebie, nie mam chyba przyjaciół. Dlatego piszę tutaj. Właśnie znowu mi nie wyszło w miłości po dłuższym związku. Dopiero od pół roku mam regularną pracę, wróciłem do domu, myślałem że sie ustabilizuję. Nie. W opinii ludzi jestem chyba najbardziej rozpitą osobą wśród znajomych, bliższych i dalszych. Kac moralny mnie zabija, nie pije często ale za to bardzo dużo i do jest zawsze gwóźdź. Ale gdy nie piję to wcale nie jest dobrze, dlatego jestem pewien, że moim głównym problemem wcale nie jest alkohol. Milion razy już to przerabiałem i obiektywnie patrząc z perspektywy cały czas staczam się w dół. Nawet materialnie to jest mniej niż zero. Samopoczucie wiecznie złe, nerwy. Oczywiście te pseudotesty w internecie czy masz depresje odsyłają mnie natychmiast do specjalistów. I samotność, pustka. Zrobiłbym wszystko, żeby być szczęśliwym ale aktualnie nie chce mi się nawet wyjść na dwór pobiegać dla lepszego samopoczucia. Mógłbym teraz napisać tutaj całą książkę nieszczęść. Zastanawiam się czy to nie zmierza tylko w stronę samobójstwa - moja matka tak właśnie rozwiązała swoje problemy.

-- 18 gru 2012, 22:27 --

Do tego nie wiem czy ktokolwiek z otoczenia powiedziałbym, że mam jakieś problemy, raczej myślę, że mają mnie za debila co ubzdurał sobie coś. A ja wcale nie chcę być w centrum uwagi, nikt nie musi wiedzieć, ale poddaje się (a może wręcz przeciwnie) - chcę coś z tym zrobić, nie mam siły powtarzać wmawiania sobie, że wszystko jest ok bo nie jest. Nie wiem, cokolwiek... Zaznaczam, że byłem u psychologa i uważam to za zmarnowane 80 zł i zrobienie z siebie kretyna. Pani psycholog była tak ambitna, że ja nawet nie pamiętam o czym rozmawialiśmy ale jakbym poczytał jakąś książkę dzień wcześniej to pewnie i bym ją przegadał.
Offline
Posty
3
Dołączył(a)
18 gru 2012, 22:14

Tak depresjo, mam Cię.

przez aperecium 19 gru 2012, 22:21
Kilka razy podczas czytania twojego postu myślałam 'mam tak samo', 'też tak miałam'. Wciąż jestem swoim najsurowszym krytykiem i wciąż nie czuję się komfortowo wiedząc, że inni mogą odkryć moje słabości. Jednak to jak się teraz czuję jest nieporównywalne do stanu w jakim byłam rok temu. I mimo, że teraz stabilizują mnie antydepresanty, to największy postęp zawdzięczam terapii. Nie powinieneś zniechęcać się po jednym razie. Wiem, że łatwo mi mówić, ale ja też uciekałam od beznadziejnych terapeutów po pierwszych wizytach. Kończyło się na łzach, złości i frustracji. Ale było warto, znalazłam człowieka, który potrafił mi pomóc. Każdemu życzę, żeby swoich terapeutów znajdowali za pierwszym razem, bo błędy w tym przypadku są szczególnie bolesne, ale niestety rzeczywistość jest inna. Powodzenia. :)
aperecium
Offline

Tak depresjo, mam Cię.

przez dondon 20 gru 2012, 00:34
Obym miał Ci za co dziękować... gdzie to trzeba się w ogóle zgłosić?
Offline
Posty
3
Dołączył(a)
18 gru 2012, 22:14

Doradca Nerwica.com

przez Doradca Nerwica.com
Polecam tych psychologów i psychoterapeutów z Twojej okolicy
Doradca Nerwica.com

Tak depresjo, mam Cię.

przez aperecium 20 gru 2012, 01:19
Chyba najlepiej znaleźć najpierw dobrego i zaufanego lekarza rodzinnego. Szczególnie, że zawsze warto wykluczyć choroby, przy których depresja jest tylko objawem (zaburzenia na tle hormonalnym itd.). Prywatnych terapeutów najlepiej chyba szukać z polecenia (ja tak zrobiłam), na forum jest kilka tematów, w których ludzie z danych miast wymieniają się opiniami. Z terapią na NFZ jest trochę trudniej bo i kolejki większe i mniejszy wybór, tutaj nie jestem specjalistką bo nigdy nie próbowałam takiej znaleźć. Jednak napotkałam na forum kilka tematów na ten temat, dobrym pierwszym krokiem są zawsze google. ;) Jednak polecam zacząć od spotkania z dobrym lekarzem pierwszego kontaktu. Szczególnie, że masz również problem z alkoholem. Kiedyś wydawało mi się, że taki lekarz jest tylko od przeziębień i nadciśnienia starszych pań, ale spotkałam takiego, który uświadomił mi, jak bardzo się myliłam. Przede wszystkim dlatego, że jest masa chorób, które powodują stany depresyjne, poza tym jest on (a przynajmniej powinien być) osobą najlepiej poinformowaną o pomocy na jaką możesz liczyć od służby zdrowia w twojej okolicy.

Piszesz, że ty żalisz się w internecie a masa ludzi ma większe problemy. Też tak mówiłam, wciąż zdarza mi się tak myśleć, ale staram się pilnować, bo wiem jak mi to szkodzi. Mój terapeuta gdy zaczynałam takie śpiewki zawsze pytał 'i co z tego?'. To ty jesteś najważniejszy i twoje problemy w tym momencie są na pierwszym miejscu. Nie będziesz w stanie nigdy pomóc nikomu zanim sam siebie nie poukładasz, dlatego takie myślenie jest kontrproduktywne. Dołujesz się tym jaki jesteś słaby, sobie tym szkodzisz, nikomu przy tym nie pomagając. Owszem, w momencie, kiedy jesteś ustabilizowany i relatywnie szczęśliwy, twoje potrzeby mogą zająć drugie miejsce, w celu pomocy innym, szczególnie gdy masz zobowiązania np. rodzinne. Często niesienie takiej pomocy daje przecież satysfakcję, która ratuje nam ego. :) Jednak ty nie jesteś osobą, którą stać na przejmowanie się innymi, bo musisz najpierw zająć się sobą.
aperecium
Offline

Sortuj wg

Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Majestic-12 [Bot] i 17 gości

Przeskocz do