Wielka potrzeba przebywania wsród ludzi

Forum poświęcone depresji oraz CHAD. Jeżeli czujesz, że sam/a sobie nie radzisz, nie zwlekaj z napisaniem o tym. A jeżeli depresje masz za sobą - możesz podzielić się wskazówkami.

Wielka potrzeba przebywania wsród ludzi

przez Ymk 12 paź 2006, 17:59
Moj problem nie jest chyba az tak powazny jak niektorych tutaj ale licze ze ktos to przeczyta i mi doradzi...
Byłam kiedyś osobą bardzo nieśmiałą, kontakty z ludzmi sprawialy mi trudnosc, uwazano mnie chyba za dziwną. Potrzebowalam ludzi, potrzebowalam spotkań z nimi, ale jakoś nie mialam sily przebicia. Chyba bałam się ludzi. Kolejne zmiany otoczenia (gimnazjum, liceum) przynosily nową nadzieje, a ja powoli walczylam z niesmialoscią. Spotykalam sie z ludzmi, choc i tak bylo mi tego malo, mialam wrazenie ze jestem troche z boku. Pozniej zakochalam sie z wzajemnoscią i wszystko bylo ok. Niestety po roku On ze mna zerwal i przezylam straszny wstrzas. Niby byli obok mnie jacys ludzie, ale czulam sie bardzo samotna, popadlam w depresje, z ktora ani ja ani nikt inny nie potrafil sobie radzic. To bylo cos wiecej niz tylko rozpacz po Nim, zrozumialam ze to rozstanie bylo tylko katalizatorem mojej depresji. Nie brakowalo mi az tak bardzo Go jak po prostu jakiegos chlopaka. Mialam mysli samobojcze, ciagle plakalam bez powodu, pilam, cielam sie... Częściowo mi sie udalo jednak powrocic do normalnego funkcjonowania. Potem sie zeszlismy (i jestesmy razem do dzisiaj)i wszystko bylo ok.
Dzis jestem swiezo upieczoną studentką na kierunku, na ktorym mi bardzo zalezalo. Po dawnej niesmialosci zostalo niewiele, jestem miedzy ludzmi rozmowna i towarzyska. I tu sie zaczyna problem. Kiedy nie jestem z ludzmi (a przeciez kazdy ma chwile kiedy potrzebuje lub musi pobyc sam) od razu łapię doła. Wyobrazam sobie, ze ludzie akurat teraz gdzies sie spotykaja a ja siedze sama. Albo zaraz nachodza mnie mysli ze na pewno mnie nie lubią albo coś, co z racjonalnego punktu widzenia jest bzdurą bo traktują mnie jak kazdego innego. Czasami z tego powodu wpadam w dola, placzę jak juz nie moge wytrzymac. Jestem sama w domu i zamiast wykorzystac ten czas na nauke czy cokolwiek innego, to ja tylko sie doluje i mysle ze jakis moj znajomy na pewno gdzies imprezuje i mnie nie zaprosil... i nie mam ochoty sie wtedy uczyc czy sprawic sobie jakąś przyjemnosc np. pachnacą kąpiel, film.. glupio to wyglada jak sie tak pisze ale to prawda... Co wiecej nawet z jedną czy z dwoma osobami jest mi zle bo sobie mysle ze mogloby byc ich wiecej, ze moglabym byc bardziej towarzyska:/ I nie chodzi o to czy ci ludzie są mądrzy, mili, glupi, niemili czy cos... po prostu są i wtedy czuje sie dobrze. Przestalam lubic nawet czas spedzany sam na sam z moim chlopakiem.Czy to fobia? Nie wiem, ale ja sie wlasciwie ludzi nie boje i zdaje sobie sprawe ze to "nikt mnie nie lubi" to tylko moj wymysl. A jednak mam ciagle dola... wystarczy chwila samotnosci. Wiec depresja?
Ymk
Offline
Posty
11
Dołączył(a)
12 paź 2006, 16:58

przez snaefridur 12 paź 2006, 18:52
Twój problem jest mi bardzo dobrze znany.Ciągle mam potrzebę bycia między ludźmi.W tych chwilach sam na sam ze sobą,które przecież są takie naturalne,pojawia się te przytłaczające poczucie samotności.To przecież normalne,że czasem człowiek chce być trochę sam,a ja tak właśnie nie mam.Kiedy ktoś znajomy aktualnie nie ma ochoty na rozmowę,lub jest zajęty od razu pojawiają się myśli,że ma mnie dość.Kiedy dowiem się,że moi znajomi umówili się gdzies beze mnie robię straszliwą awanturę i nawet racjonalne argumenty nie są mnie w stanie przekonać.Potrafię się naprawdę zachowywać jak wariatka :? .Dobrze się czuję tylko w większej grupie ludzi,a kiedy się za mało odzywam,czy żartuję robię sobie później z tego powodu wyrzuty.
snaefridur
Offline

przez Marha 12 paź 2006, 19:06
Naucz się czerpać przyjemność z bycia sama ze sobą. Ja też miałm taki okres, że non stop musiałam gdiześ wychodzić do ludzi bop inaczej źle się czułam, łapałam podobne schizy. Teraz nauczyałam się przebywać w swoim towarzystwie. A czas ten spędzam tak jak tylko mam ochotę! Czytam książkę, oglądam telewizję, idę na zkupy czy poprostu leżę i nic nie robię.Spróbuj przestać ciągle myśleć o imprezach. No i naucz się czerpać przyjemność z przebywania sam na sam ze swoim partnerem.
Offline
Posty
98
Dołączył(a)
23 cze 2006, 16:37
Lokalizacja
Koszalin

Doradca Nerwica.com

przez Doradca Nerwica.com
Polecam tych psychologów i psychoterapeutów z Twojej okolicy
Doradca Nerwica.com

Avatar użytkownika
przez anonim 12 paź 2006, 19:21
Ja jestem samotnikiem, często siedze sam, nie mam przyjaciół ani nie chodzę na imprezy, ale najlepiej właśnie czuje się wtedy gdy jestem sam :? To chyba nie jest normalne,ale jakoś nie potrafie przełamać tej niechęci do ludzi. Ich obecnosc mnie męczy...Nawet nie idę na połowinki, bo po pierwsze: nie mam z kim, a po drugie nie lubię imprez i itp. Nie wiem jak to przełamać. Ciągle jestem taki nieśmiały, a gdy się wypowiadam to słychać tylko buczenie(mówię cicho) Czy ktoś wie jak to przełamać??
Avatar użytkownika
Offline
Posty
583
Dołączył(a)
08 paź 2006, 20:10

Avatar użytkownika
przez Gods Top 10 12 paź 2006, 20:20
Ymk Zastanów się przed czym uciekasz do tych tłumów. Co takiego Ci zapewniają, czego nie masz w przebywaniu w mniejszym gronie lub na osobności ?
Anonim, korzystaj z tych lekcji, które Ci życie podsuwa. Szykują się połowinki, to zaproś tą "dziewczynę z autobusu" i idź z nią. Nie prosisz ją przecież o rękę, tylko o pójście na imprezę, na której możecie się bawić tak, jak Wam to odpowiada. Przełamuj własne obawy.
Ty decydujesz o tym w jakim stopniu jesteś nieśmiały, jak brzmi Twoja wypowiedź. Jeśli Ci ta nieśmiałość przeszkadza, to tylko Ty możesz ją przełamać, nikt inny za Ciebie tego nie zrobi. Postaraj się wyjśc do ludzi, a kiedy zaakceptujesz siebie, zaakceptujesz też innych takimi, jacy są.
Powodzenia
"Każdy głupiec umie rozbić szybę, ale tylko niewielu potrafi ją wstawić."
W. Wharton "Stado"
Avatar użytkownika
Offline
Posty
3084
Dołączył(a)
01 paź 2006, 16:49

Avatar użytkownika
przez Neśka 13 paź 2006, 10:36
Mam identyczną sytuację, dosłownie ideentyczną...

Czasem czuję taką straszną potrzebę robienia wszystkiego w szerszej grupie osób. NAwet jak jestem rano w domu sama przez dłuższą chwilę to zaczynam się nakręcać i myślę tak samo, jak Ymk.

Że inni teraz poszli do pracy, szkoły, że mają w okół siebie ludzi. Też mam chłopaka i tak się skłąda,że on ma bogate życie towarzyskie... bo pracuje, codziennie gdzieś jeżdzi służbowo, jest piłkarzem i w weekendy go nie ma, poza tym studiuje...

Gdy sobie tak myślę o sobie to dochodzę do wniosków, któe potrafią mnie tak dobić, że staram się zasnąć.

Co innego jest, gdy uda mi się łapnąć jakimś cudem z kimś kontakt i wyjść. Gdy już to się zdarzy to czasem czuję, że nic mi nie jest, nawet czuję się sczzęśliwa, bo jest ktoś obok...
Wracam do domu-nawet po dniu spędzonym w tłumie luzi, znowu wracają te myśli.

Tak, jaby żcyie przelatywało przez palce... To jakaś schiza po prostu.
Dopóki walczysz, jesteś zwycięzcą ! (św. Augustyn)
Avatar użytkownika
Offline
Posty
157
Dołączył(a)
16 wrz 2006, 20:51

przez żmija 13 paź 2006, 11:07
ja mam tak samo jak Anonim. uciekam od ludzi bo mnie męczą i to właśnie przez nich dostaję doła. najchętniej wogóle z nikim się nie widuję. nawet kiedy dzwoni telefon nie odbieram bo nie chce mi się gadać. najszczęśliwsza jestem gdy mam święty spokój.
żmija
Offline
Posty
25
Dołączył(a)
09 paź 2006, 20:40
Lokalizacja
Łódź

przez Ymk 13 paź 2006, 13:08
Miło widzieć że nie tylko ja tam mam.. a to już dużo.
Marha ma racje ze najwazniejsze jest zadbanie o zwiazek i o to chcę się teraz najbardzije postarać i oby się udało.
Co się zaś tyczy niesmialosci to chyba nie ma jakiejs genialnej metody. trzeba wyjsc do ludzi. Mi się jakos udało. Spora zasługę mial w tym stety bądź niestety alkohol, na poczatku tylko po nim potrafilam byc wyluzowana i wygadana... potem jakoś przyzwyczailam sie do tego na trzezwo. No ale nie uwazam by byl to najlepszy ze sposobow wiec nie polecam. Rada jaka przychodzi mi do glowy to to, by probowac na poczatku lapac kontakt raczej z osobami przecietnymi pod wzgledem smialosci (lub nawet niesmialymi). Mnie osoby bardzo smiale i przebojowe po prostu przytlaczaly. Wolę chwile milczenia od niemoznosci przebicia się przy rozgadanej osobie.
Niesmialosci naprawde mozna sie pozbyc!:)
Ymk
Offline
Posty
11
Dołączył(a)
12 paź 2006, 16:58

przez Pilar 13 paź 2006, 18:50
Wiem ze sie powtarzam ale dobrze wiedziec ze nie tylko ja tak mam :)
Nienawidze tego w sobie i chcialabym to zmienic ale nie wiem jak. Staralam sie wyjsc z niesmialosci gadajac do ludzi i mysle ze jest lepiej niz kiedys bylo, co wcale nie oznacza ze jest dobrze. Mam wrazenie, ze zostalam pozbawiona jakiejs umiejetnosci spolecznej, ktora inni maja wrodzona. Mam dosyc probowania caly czas :( Moj nastroj jest tak beznadziejnie zalezny od tego czy ktos ze mna pogada, usmiechnie sie czy krzywo sie popatrzy. Wiem, ze brakuje mi pewnosci siebie, czytalam poradniki na ten temat itd, ale nie mam pojecia jak z tego wyjsc. W dodatku nie umiem udawac, przybierac masek - moze wtedy przynajmniej mialabym wiecej znajomych :( Teraz mi sie pogorszylo, bo wyjechalam sama, daleko, jestem odcieta od wszystkich bliskich mi osob. Zrobilam to specjalnie, wiedzialam ze moze byc ciezko i teraz mam :( Chcialam udowodnic sobie ze dam rade. No i daje rade - w koncu mozna zyc bez ludzi :/
Musialam sie gdzies wypisac. Jakies rady? Bardziej konkretne niz nie poddawaj sie?
Offline
Posty
6
Dołączył(a)
13 paź 2006, 18:20

Avatar użytkownika
przez ~Maja 13 paź 2006, 20:13
Ymk napisał(a):Po dawnej niesmialosci zostalo niewiele, jestem miedzy ludzmi rozmowna i towarzyska. I tu sie zaczyna problem. Kiedy nie jestem z ludzmi (a przeciez kazdy ma chwile kiedy potrzebuje lub musi pobyc sam) od razu łapię doła. Wyobrazam sobie, ze ludzie akurat teraz gdzies sie spotykaja a ja siedze sama. Albo zaraz nachodza mnie mysli ze na pewno mnie nie lubią albo coś, co z racjonalnego punktu widzenia jest bzdurą bo traktują mnie jak kazdego innego

Jesteś dowodem na to, że i również JA byłabym w stanie z tego wyjść.
A druga część tego cytatu jeszcze bardziej się mnie tyczy. Też rozmyślam, co się dzieje w życiu towarzyskim wtenczas, gdy ja siedze w domu i "zamulam". Kiedyś byłam zaborcza w ten sposób o swoją przyjaciółkę, że gdy miałam karę to ona sobie wychodziła na dwór, a ja cierpiałam.
Albo że ktoś przychodził po nią, a nie po mnie - to był dla mnie typowy problem codziennego dnia. I dręczyłam się myślami, czemu po mnie nie przyszli...
Teraz nie mam takiego problemu, bo wróciło wszystko do normy i mniej więcej mam inne, poważniejsze problemy... Tzn. powiem tak : dla mnie w tej chwili piorytetem jest stać się inną, ciekawszą osobą i nie być zjadaną przez nerwicę...

Udało Ci się w życiu przejść przez wielką metamofrozę. Życze Ci tego, by wszystko powróciło do normy, bo widzę, że zupełnie na pewno dasz sobie z tym radę. Przebywaj w towarzystwie jak najczęściej, korzystaj z tego. Ja nie mogę - za bardzo się boję by w nim funkcjonować jakoś normalnie!
Zobaczysz, że to minie... A po drugie miej świadomośc tego, że czasem Twoje najbliższe osoby bez Ciebie bardzo się nudzą :P .

A mój wniosek mojej osoby? Chciałabym być tą uwielbianą, kochaną przez wszystkich. Chciałabym być rozrywanym ideałem, zawsze w centrum zainteresowania. Tobie jest naprawdę do tego niedaleko. Trzymaj się !

A tak pozatym...
Ymk napisał(a):Rada jaka przychodzi mi do glowy to to, by probowac na poczatku lapac kontakt raczej z osobami przecietnymi pod wzgledem smialosci (lub nawet niesmialymi).

Czyli te osoby nieśmiałe troszkę poprzytłaczać :twisted: .
..trzeba być gorszym... by potem stać się lepszym
trzeba być głupim... by móc stać się mądrzejszym... (...)
by czuć upadek... z wysoka spaść trzeba
być na dnie... by móc sięgnąć nieba... (...)
Avatar użytkownika
Offline
Posty
263
Dołączył(a)
08 wrz 2006, 18:22

Avatar użytkownika
przez anonim 14 paź 2006, 18:28
Pilar napisał(a): Moj nastroj jest tak beznadziejnie zalezny od tego czy ktos ze mna pogada, usmiechnie sie czy krzywo sie popatrzy. Wiem, ze brakuje mi pewnosci siebie


Znam to, u mnie jest identycznie,bardzo łatwo załatwić mi doła jakąś wypowiedzią, np. mówiąć że jestem za słaby czy nie dam rady.
Gdy ktos drwi ze mnie,przejmuje się tym bardzo, choć nie powinienem bo z innych osób drwi się w równym stopniu.

Pilar napisał(a):W dodatku nie umiem udawac, przybierac masek - moze wtedy przynajmniej mialabym wiecej znajomych :(


Ja za to często potrafię udawać, że nic sie nie stało(no nie liczmy sytuacji kiedy trace cierpliwosc), duża częśc znajomych...hmmm...przecież ja nie mam znajomych, no dobra, pewnie nikt z mojej klasy nie wie że mam depresje czy jakieś inne kuku. Wszystko wychodzi w domu. Ide do pokoju i podenerwowany siedze tam cały dzień, przeglądając naokrągło kilka stron internetowych. Inni chodzą się bawić na imperezy itp. a ja nie. Nie przepadam za alkoholem i używkami i być może nie chce ujawnić tego przed wszystkimi, bo przecież oni uwielbiają pić i używać(choć nie do końca chce mi się w to wierzyć)... :evil: I co w tym takiego fajnego, że się nawali i idzie potem do kibla **ygać? Ostanio w każdy piątek gdy wrócę do domu to śpię, jestem strasznie zmęczony(choć mam luźne lekcje) budze się o jakiej 20, ide się myć i potem znów spać... :cry: w soboty takie jak te, siedze cały dzień przed kompem, nie gram...gry już dawno mi sie znudziły. Z nudów przeglądam internet(ciągle te same strony)No i jestem cały czas spięty...
Avatar użytkownika
Offline
Posty
583
Dołączył(a)
08 paź 2006, 20:10

Avatar użytkownika
przez korres1 15 paź 2006, 23:42
Pilar napisał(a):Wiem ze sie powtarzam ale dobrze wiedziec ze nie tylko ja tak mam :)
Nienawidze tego w sobie i chcialabym to zmienic ale nie wiem jak. Staralam sie wyjsc z niesmialosci gadajac do ludzi i mysle ze jest lepiej niz kiedys bylo, co wcale nie oznacza ze jest dobrze. Mam wrazenie, ze zostalam pozbawiona jakiejs umiejetnosci spolecznej, ktora inni maja wrodzona. Mam dosyc probowania caly czas :( Moj nastroj jest tak beznadziejnie zalezny od tego czy ktos ze mna pogada, usmiechnie sie czy krzywo sie popatrzy.

Dokładnie. Ech... Od kilku lat śni mi się też, że jesteśmy jakąś grupą na jakimś wyjeżdzie i przyjaciele, na których bardzo mi zależy, zostawiają mnie całkiem samą i idą sobie gdzieś razem. A ja zostaję sama i od kogoś z zewnątrz dowiaduję się, że wszyscy poszli np. się bawić i tylko mnie nikt nie poinformował.
A ja naprawdę myślałam, że tylko ja mam takie schizy. Najgorsze w tym wszystkim jest to, że przez podobne zachowanie, które bierze się z totalnym brakiem pewności siebie (trudno powiedzieć co z czego wynika) powoduje, że ludzie się ode mnie odsuwają. Instynktownie wyczuwają, że tak beznadziejnie od nich zależę, że zgodzę się na wiele, by tylko zostali, że przestają mnie cenić. W ten sposób straciłam wiele zadzierzgniętych przyjaźni. Nawet nie mam do nich pretensji, bo to mój problewm i ja musz ę sobie z nim poradzić. Tylko że od 15 lat mi się nie udaje. Może ktoś mi coś poradzi?

Wiem, ze brakuje mi pewnosci siebie, czytalam poradniki na ten temat itd, ale nie mam pojecia jak z tego wyjsc. W dodatku nie umiem udawac, przybierac masek - moze wtedy przynajmniej mialabym wiecej znajomych :( Teraz mi sie pogorszylo, bo wyjechalam sama, daleko, jestem odcieta od wszystkich bliskich mi osob. Zrobilam to specjalnie, wiedzialam ze moze byc ciezko i teraz mam :( Chcialam udowodnic sobie ze dam rade. No i daje rade - w koncu mozna zyc bez ludzi :/
Musialam sie gdzies wypisac. Jakies rady? Bardziej konkretne niz nie poddawaj sie?


[ Dodano: Nie Paź 15, 2006 11:44 pm ]
Pilar napisał(a):Wiem ze sie powtarzam ale dobrze wiedziec ze nie tylko ja tak mam :)
Nienawidze tego w sobie i chcialabym to zmienic ale nie wiem jak. Staralam sie wyjsc z niesmialosci gadajac do ludzi i mysle ze jest lepiej niz kiedys bylo, co wcale nie oznacza ze jest dobrze. Mam wrazenie, ze zostalam pozbawiona jakiejs umiejetnosci spolecznej, ktora inni maja wrodzona. Mam dosyc probowania caly czas :( Moj nastroj jest tak beznadziejnie zalezny od tego czy ktos ze mna pogada, usmiechnie sie czy krzywo sie popatrzy.
Wiem, ze brakuje mi pewnosci siebie, czytalam poradniki na ten temat itd, ale nie mam pojecia jak z tego wyjsc. W dodatku nie umiem udawac, przybierac masek - moze wtedy przynajmniej mialabym wiecej znajomych :( Teraz mi sie pogorszylo, bo wyjechalam sama, daleko, jestem odcieta od wszystkich bliskich mi osob. Zrobilam to specjalnie, wiedzialam ze moze byc ciezko i teraz mam :( Chcialam udowodnic sobie ze dam rade. No i daje rade - w koncu mozna zyc bez ludzi :/
Musialam sie gdzies wypisac. Jakies rady? Bardziej konkretne niz nie poddawaj sie?


Dokładnie. Ech... Od kilku lat śni mi się też, że jesteśmy jakąś grupą na jakimś wyjeżdzie i przyjaciele, na których bardzo mi zależy, zostawiają mnie całkiem samą i idą sobie gdzieś razem. A ja zostaję sama i od kogoś z zewnątrz dowiaduję się, że wszyscy poszli np. się bawić i tylko mnie nikt nie poinformował.
A ja naprawdę myślałam, że tylko ja mam takie schizy. Najgorsze w tym wszystkim jest to, że przez podobne zachowanie, które bierze się z totalnym brakiem pewności siebie (trudno powiedzieć co z czego wynika) powoduje, że ludzie się ode mnie odsuwają. Instynktownie wyczuwają, że tak beznadziejnie od nich zależę, że zgodzę się na wiele, by tylko zostali, że przestają mnie cenić. W ten sposób straciłam wiele zadzierzgniętych przyjaźni. Nawet nie mam do nich pretensji, bo to mój problewm i ja musz ę sobie z nim poradzić. Tylko że od 15 lat mi się nie udaje. Może ktoś mi coś poradzi?
Avatar użytkownika
Offline
Posty
691
Dołączył(a)
28 wrz 2006, 00:34

przez Ymk 18 paź 2006, 18:28
tak przykro to pisac, ale zamiast lepiej to jeszcze wszystko bardziej w swoim zyciu popieprzylam. Zaczynam wierzyc w 13 piątek, bo wtedy wszystko sie zaczeło. Zamiast naprawic moj zwiazek z facetem, zrozumialam ze jestem zauroczona kims innym, studia zamiast cieszyc, tylko mnie przytlaczaja, no i znow poczulam sie odcieta od ludzi...

[ Dodano: Sro Paź 18, 2006 6:34 pm ]
widzicie tego posta u gory? bo chyba sie cos pochrzanilo, ja nie widze
Ymk
Offline
Posty
11
Dołączył(a)
12 paź 2006, 16:58

Potrzebuję Cię..

przez zagubiona87 15 cze 2007, 11:17
Potrzebuję ludzi, wciąż kogoś, by egzystować. Nie umiem żyć sama dla siebie, nie widziałabym w tym sensu, gdyby nie bliscy. Jednak mimo tego, że są, i w realu i w internecie, tak wielu ludzi jest obok mnie, zapewniających o swojej przyjaźni, miłości, wciąż czegoś mi brak. Czuję się i tak samotna i w momentach, kiedy najbardziej potrzebuję z kimś pogadać, spotkać się, przytulić, wypłakać, poklikać, mam wrażenie że wtedy zostaję sama. Że nagle wszyscy się gdzieś rozpraszają. Potrzebuję Kogoś, dla kogo stanę się najważniejsza. Nie będe jedną z wielu, będę tą jedyną. Potrzebuję Kogoś, kto zapełni cały mój świat, kto stanie się wszystkim dla mnie i pozwoli na to. Kogoś, przy kim nie będę się czuła taka nic nie warta, przy kim już nigdy się nie potnę, nie będę głodzić, nie pogrążę, nie będę się bać, poczuję się bezpiecznie. Stanę się wolna. Komu sama będę mogła w jakis tam sposób pomóc.

Nie wiem ile jeszcze wytrzymam. Mam za sobą próby samobójcze. Mam tysiące czarnych dni. Staram się robić dobra minę do złej gry, udawać że nie przejmuję się problemami domowymi, awanturami, przemocą, sobą samą, niezrozumieniem, ale ile można..? Nie wiem już jak sobie radzić. Mam wrażenie, że przeznaczone mi jest być samą. Że nie da sie mnie pokochać. Nie chcę tak.. :(

Może to Ty?
Pozwól mi się poznać.
Zapełnij moje życie sobą.
Pozwól zapełnić swoje mną.

Przeciez gdziesz musisz być...

Daj się odnaleźć. Proszę.
Nie ma nic, nie ma mnie, niby bezpiecznie
Ale wcale nie jest dobrze w moim... snie
Offline
Posty
7
Dołączył(a)
03 maja 2007, 17:25

Sortuj wg

Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 19 gości

Przeskocz do