Depresja u bliskiej osoby-kilka przydatnych wskazówek

Forum poświęcone depresji oraz CHAD. Jeżeli czujesz, że sam/a sobie nie radzisz, nie zwlekaj z napisaniem o tym. A jeżeli depresje masz za sobą - możesz podzielić się wskazówkami.

Depresja u bliskiej osoby-kilka przydatnych wskazówek

Avatar użytkownika
przez Malinowy_Elf 01 kwi 2013, 02:14
Rozumiem, czyli chodzi o coś takiego co go zajmie, odwróci uwagę od problemów i pozwoli na jakieś poczucie radości w innym kontekście.
Ale w jaki sposób nauczyć i jego (i siebie również) opanowania w sytuacjach stresowych? Tzn. mój mąż jest baardzo spokojnym człowiekiem, nie wykazuje żadnej nawet najdrobniejszej agresji - wynika to z tego właśnie że jest zamknięty w sobie i wiele rzeczy woli przemilczeć. A potem przygnębienie i to wszystko. Zastanawiam się w jaki sposób mógłby poradzić sobie ze stresem w pracy, np wtedy kiedy ubliża mu ten kierownik. Oczywiście łatwo byłoby powiedzieć żeby to olał i robił swoje. Mąż nie wdaje się z nim w dyskusje ale przeżywa to wszystko co dzieje się dookoła.
"Serce Matki zawsze umiera za wcześnie... :(
Avatar użytkownika
Offline
Posty
6
Dołączył(a)
29 mar 2013, 01:22

Depresja u bliskiej osoby-kilka przydatnych wskazówek

Avatar użytkownika
przez wysłowiona 01 kwi 2013, 11:18
To właśnie coś w stylu "olej to i rób swoje", ale w taki sposób, żeby wyszło. Bo masz rację, taki tekst nic nie zmieni;)
Piszę pw:)
Avatar użytkownika
Offline
Posty
1006
Dołączył(a)
19 lip 2012, 08:59

Depresja u bliskiej osoby-kilka przydatnych wskazówek

Avatar użytkownika
przez Malinowy_Elf 01 kwi 2013, 14:57
Dziękuję za wiadomość, odpisałam na pw
"Serce Matki zawsze umiera za wcześnie... :(
Avatar użytkownika
Offline
Posty
6
Dołączył(a)
29 mar 2013, 01:22

Doradca Nerwica.com

przez Doradca Nerwica.com
Polecam tych psychologów i psychoterapeutów z Twojej okolicy
Doradca Nerwica.com

Depresja u bliskiej osoby-kilka przydatnych wskazówek

przez martinezik 11 kwi 2013, 11:42
Witam.
Moja dwudziestopięcioletnia siostra od kilku lat cierpi na depresję. Odczuwa brak sensu życia, samotność, każda czynność przychodzi jej z największą trudnością, ma myśli samobójcze. Wykazuje też dziwne (hmm ... nie wiem jak to nazwać), jakby "aspołeczne" zachowania (łamanie norm społecznych). Bierze jakieś leki przeciwdepresyjne (nie znam nazwy, ale chyba nie bardzo jej pomagają). Była przez jakiś czas na terapii, zakończyła ją, ale jej stan nie tylko nie poprawił się, lecz jeszcze pogorszył. Gdy zwróciła się po raz kolejny o pomoc do swej terapeutki, usłyszała, że terapia skończona i teraz musi sobie radzić sama. Chciałabym pomóc jej ale nie wiem jak. Nie potrafię (i nie bardzo też chcę) z nią rozmawiać i udzielać jej wsparcia osobiście, ale może potrafilibyście mi doradzić, gdzie siostra mogłaby poszukać profesjonalnej i skutecznej pomocy. Mieszkamy w Warszawie. Będę wdzięczna za jakąkolwiek pomoc.
Pozdrawiam,
Marti
Offline
Posty
3
Dołączył(a)
11 kwi 2013, 11:23

Depresja u bliskiej osoby-kilka przydatnych wskazówek

Avatar użytkownika
przez finalriot 18 kwi 2013, 19:55
martinezik napisał(a): Chciałabym pomóc jej ale nie wiem jak. Nie potrafię (i nie bardzo też chcę) z nią rozmawiać i udzielać jej wsparcia osobiście, ale może potrafilibyście mi doradzić, gdzie siostra mogłaby poszukać profesjonalnej i skutecznej pomocy.

I tak to właśnie jest, wszyscy uciekają... Nie wiem jak jest z innymi, ale ja mam tak że potrzebuję świadomości że ktoś bliski jest obok. W całej chorobie najbardziej brakuje mi osoby w stanie czuwania - taka do której w każdej chwili mogłabym przyjść, wypłakać się, porozmawiać o wszystkim i o niczym, czy też pomilczeć. Uciekanie i uważanie że fachowa pomoc jest lepsza i "oni jej pomogą" do niczego nie prowadzi. W internecie jest mnóstwo o depresji, trzeba tylko chcieć tam zajrzeć. Smutne jest to że bliskie osoby tak się zachowują i osobiście dołuje mnie to jeszcze bardziej.
"Talitha kum, mówię Ci dziewczynko wstań, wcale nie umarłaś lecz śpisz, jeszcze życie wyjdzie Ci."
Avatar użytkownika
Offline
Posty
115
Dołączył(a)
26 mar 2013, 22:18

Depresja u bliskiej osoby-kilka przydatnych wskazówek

Avatar użytkownika
przez Artemizja 14 cze 2013, 12:48
W przypadku bliskich osoby cierpiącej na depresję, nie jest najważniejsza próba pomocy, doradzanie, ale właśnie sama obecność. Specjaliści, to swoją drogą, ale ważne jest to, żeby być przy osobie, która ma depresję. Trzeba wówczas bardzo dbać o siebie, o swoje samopoczucie, uczyć się, jak nie dopuszczać, żeby samopoczucie osoby z depresją udzielało się innym, ale na pewno nie pozostawić Jej samej.
Lepiej być diablicą,niż w aureoli usychać z nudów.

Niektórym ludziom nigdy nie dogodzisz.Lepiej się z tym pogódź-mniejsze ryzyko choroby wrzodowej i psychicznej.
Avatar użytkownika
Offline
Administrator
Posty
44131
Dołączył(a)
26 lip 2011, 00:38
Lokalizacja
Z PODZIEMNEGO ŚWIATA

Depresja u bliskiej osoby-kilka przydatnych wskazówek

Avatar użytkownika
przez abraxas 14 cze 2013, 15:27
Dokładnie, przekazać kogoś specjalistom to najgorsze co można zrobić, zaraz po tym jak zostawić kogoś bez bliskich i bez specjalisty. To jak mówić komuś: z depresją to ja cię nie chcę, wrócę jak się pozbierasz.
Nie wiem czy ktoś wspominał, ale jest taka przydatna książeczka Jedlińskiego pt. "Jak rozmawiać z tymi, którzy stracili nadzieję", może być pomocna.
Bywają dni dobre, ale bywają i złe, i te też muszę przyjąć za własne. Są dni, kiedy jestem z kamienia, czasem z żelaza, najczęściej, niestety ze szkła.
Avatar użytkownika
Offline
Posty
964
Dołączył(a)
26 sie 2012, 11:04

Depresja u bliskiej osoby-kilka przydatnych wskazówek

przez thalion 18 cze 2013, 15:00
Witam, mój chłopak, z któym mieszkam od około roku zachorował na depresję. Od około lutego brał leki psychotropowe ( Mozrain) z przerwami, ze względu na naciski jego matki, żeby się od tego nie uzależnił. Oczywiście takie branie leków w kratkę tylko pogarszało jego stan, co zawsze odbijało się tylko na mnie (jego rodzina pochodzi z małej miejscowości, my mieszkamy i studiujemy w Warszawie). Wszystko zaczęło sie od tego, że czuł się źle, wiecznie był zmęczony, spał po kilkanaście godzin dziennie, miał sine paznokcie. W końcu nie wytrzymałam i zapisałam go do lekarza POZ. Zaprowadziłam go do przychodni i dostał diagnozę depresja +skierowania na bardzo dużo badań aby wykluczyć coś innego. Diagnoza się potwierdziła. OD tamtej pory jest tylko gorzej. Mam wrażenie, że pogrążył się w chorobie, depresja jest jego usprawiedliwieniem na dosłownie wszystko. Co gorsza, zachowanie jego rodziny bardzo pogarsza jego stan. Nie mogę praktycznie zostawić go ani na chwilę, bo miewa stany lękowe i myśli samobójcze. Cały semestr prawie nie chodziłam na zajęcia aby się nim zajmować, aby nie przesiadywał sam. On nie chodził na zajęcia w ogóle, bo nie miał siły, dostał urlop zdrowotny ze względu na zły stan zdrowia. Mieszkamy razem z jego siostrą, która niestety kompletnie nie zdaje sobie sprawy z powagi sytuacji, nie obchodzi jej za bardzo co się z nim dzieje i wręcz działa na niego źle, przez jej ciągłe zaczepki i prowokacje. Na wizyte u psychiatry czekaliśmy aż do końca kwietnia (takie długie terminy na nfz, a niestety nie stać nas na długotrwałe leczenie prywatne). Lekarz kazał brać regularnie Mozarin, dał skierowanie na psyterapię. Termin na spotkanie z psychologiem był na koniec maja - niestety tego samego dnia musiałam sama wybrać się do dentysty. On miał jechać do psychologa, ja miałam dojechać do przychodni i miałąm z nim być, bo on sam nie chce czy nie może się zmusić. Dobrze, że z drogi zadzwoniłam - nie wybierał się na wizytę. Miałam do niego wtedy pretensje, owszem - uważam, że psychoterapia pomogłaby mu z lękami, z różnymi powodami depresji (miał ostatnio bradzo ciężki okres i kumulacja wielu czynników wywołała u niego aż tak ostry stan depresyjny). Ja sama nie daję już rady. Sama czuję się coraz gorzej, zmagam się z depresją od 15 roku życia, nigdy nie leczyłam się farmakologicznie, nie chodziłam na psychoterapię. Sytuacja z nim zaczyna wymykać mi się spod kontroli. Teraz mam sesję, jestem na 3 roku, chcę sie obronić i dostać na II stopień. Nie jestem w stanie ciągle skakać wokół niego, musze się skoncentrować na sobie, aby zdać egzaminy, napisać pracę i się obronić. Prosze go, aby np pomógł mi w domu, żeby to on posprzątał, coś ugotował. On jest z natury bałaganiarzem strasznym, więc niestety sprzątanie odpada, ja znowu chcę mieć zawsze czysto. Jak gotuje, bez przerwy woła mnie do kuchni żeby mu pomóc, w rezultacie nie mogę się uczyć i staję się bardzo nerwowa. Ponadto zostawia straszny bałagan w kuchni, który ja sprzątam znów zamiast się uczyć i denerwuję się jeszcze bardziej. Kiedy zwracam mu uwagę, że przez to pomaganie mu, nie mogę się uczyć zaczynają się straszne awantury. Cały czas mi zarzuca, że go nie szanuję, obraża się na mnie kiedy mu mówię, że przesadza i żeby się uspokoił, wychodzi, wysyła mi smsy, że się zabije, ja biegam za nim po mieście, przepraszam, zaciągam do domu. Sama przypłącam to strasznymi nerwami. Najgorzej jest kiedy jadę do moich rodziców na weekend. On nie potrafi funkcjonować beze mnie. Dzwoni do mnie kilka razy dziennie, ja niestety nie zawsze mogę odebrać telefon. Potem ma do mnie pretensje, że go zawiodłam, że on już nie chce żyć, że się zabije. Ostatnią taką akcję przypłaciłam załamaniem nerwowym. Najgorsze jest to, że nie mogę z nim szczerze porozmawiać, bo on zawsze uważe, że ja go nie szanuję, a kiedy np mówię mu, że nie mogę cały czas być z nim, bo zaniedbuję swoje obowiązki, on rzuca mi tylko pogardliwe "nikt tego od Ciebie nie wymaga" - podczas gdy często rano, kiedy wstaję żeby iść na zajęcia on mnie prosi, żebym z nim została, bo źle się czuje, czy np w nocy ma ataki lękowe, ja z nim siedze do 3-4, a potem nie jestem w stanie wstać na rano. Dwa tygodnie temu byliśmy u psychiatry. Mój chłopak powiedział, że źle się czuje po Mozarinie, bo czuje się otępiały. Lekarz zmienił mu leki, kazał brać leki o innym profilu i powiedział, że przez peirwsze dwa tygodnie będzie gorzej się czuł. Mój chłopak w związku z tym nie wziął tych leków, bał się czuć się gorzej, mówił, że po Mozarinie czuł się ostatnio naprawdę fatalnie i że przez te dwa tygodnie, przez które odstawił leki nadal czuł się otępiały, ciągle miał stany lękowe i myśli samobójcze.

Dzisiaj ja od rana czuję się fatalnie, czuję straszny ucisk w klatce piersiowej. On od rana chciał się przytulić, bo wtedy czuje się lepiej. Prosiłam go żeby dał mi spokój, bo boli mnie i nie mogę oddychać, kiedy on mnie ściska. Za trzecim razem znów stwierdził, że go nie szanuję, ze on tego nie wytrzyma i wyszedł. JA już nie mogę znieść tego wywoływania u mnie poczucia winy. Czuję się fatalnie. Bardzo go kocham i są momenty, kiedy on zachowuje się jakby był zdrowy. Ale potem ma jakiś napad i nie mam pojęcia jak mu pomóc. Cokolwiek robię powoduje u niego wściekłość, bo uważa, że go nie szanuję, albo że traktuję go jak dziecko. Nie mam pojęcia co mam robić. Najgorsze jest to, że ja też mam poczucie, że on mnie nie szanuje. Nie szanuje tego ile dla niego poświęciłam, kompletnie nie widzi tego, iloma nerwami ja przypłacam te jego humory nawet jak za jakiś czas się zreflektuje i przeprosi. Nie rozumie jak bardzo się boję, jak straszy mnie, że się zabije. Nie rozumie, że przed ważnym egzaminem jak chcę mieć spokoj i chcę się wyciszyć, pouczyć w spokoju i przeszkadza mi to, jak przychodzi i się przytula. No i bardzo boję się wakacji - muszę jechać do rodziców na conajmniej 2 miesiące aby pomóc w remoncie. Będę go odwiedzać, ale on jest teraz ze mną cały czas, aż narzeka, że za dużo. Jak wyjeżdżam na weekend, na 2 dni do domu, to wpada w panikę kilka razy dziennie, ja bez przerwy mam poczucie winy, że go zostawiłam, cały czas mnie męczy, żebym wracała wcześniej. A jak teraz będę go odwiedzać raz na 2 tygodnie na dzień lub dwa, to on się załamie, nie wytrzyma tego. Nie mam pojęcia co mam zrobić, coraz częściej mam myśli, że nie wytrzymam ani chwili dłużej. Nie wiem co mam robić.
Offline
Posty
1
Dołączył(a)
18 cze 2013, 14:22

Depresja u bliskiej osoby-kilka przydatnych wskazówek

przez zanq93 19 cze 2013, 15:18
Cześć. Dzisiaj tu trafiłam, bo od kilku dni nie robię nic innego jak czytam o depresji. Nie sądziłam, że kiedyś aż tak przekonam się o tym jak bardzo ciężka to jest choroba.

Słowem wstępu..Otóż, ponad trzy lata temu poznałam chłopaka, chorował wtedy na depresję, ale ja o tym nie wiedziałam. Na jakiś czas zniknął z mojego życia, o chorobie dowiedziałam się całkiem później- gdy już byliśmy razem, ale to niczego dla mnie nie zmieniało. Nie wdając się w szczegóły, pokrótce przedstawię sytuację jak ona teraz wygląda- nie jesteśmy razem, ale się nadal kochamy. Jednak do mojego Ukochanego wróciła choroba...

Zaczęło się tak dość niewinnie, bo od braku snu. Później już zaczął być bardziej przygnębiony, tłumaczy mi, że próbował z tym walczyć, ale się mu nie udało. Teraz kompletnie jest bez chęci do życia, do czegokolwiek. W dodatku nie wierzy, że sytuacja może się poprawić. Stracił nadzieję. Mówi, że wtedy, ponad trzy lata temu, gdy po raz pierwszy doświadczył depresji, też miał takie wrażenie, że już nigdy się mu nie polepszy, a siebie, swoje życie stracił bezpowrotnie. Ale po ok. 3 tygodniach zażywania leków się mu polepszyło. Teraz sytuacja wygląda tak- na szczęście bez szczególnego namawiania poszedł do lekarza. On jest sam świadom tego, że jest chory i chciał walczyć. Ostatnio poszedł znowu- lekarz zwiększył mu dawkę. Od wczoraj bierze tą zwiększoną dawkę, ale dziś mówił, że czuje się wyjątkowo fatalnie. Nie tracę wiary, bo leki bierze niecałe 2 tygodnie, a naczytałam się o tym sporo i wiem, że na efekty trzeba czekać. I trzeba mieć mnóstwo cierpliwości.

On aktualnie wyjechał z naszego miasta studenckiego i jest w domu rodzinnym. I tu pojawia się problem, bo jego mama- wspaniała kobieta, ale traci cierpliwość. Jest również załamana, ale mam wrażenie, że ona kieruje się tylko tym, co on mówi- że jest fatalnie, że nigdy nie będzie lepiej, że on już przegrał swoje życie. Ale to na tym polega ta choroba, a chciałabym, żeby ona wierzyła, że leki zadziałają i będzie poprawa. Jeżeli ona w to nie wierzy, to jak on ma uwierzyć...

Namawia go do powrotu na studia. Ale czy to nie lekka przesada? Aktualnie sesja- gorący okres. On tego nie udźwignie, a dodatkowo się załamie. Przerośnie go to, będzie jeszcze gorzej. Wydaje mi się, że w jego obecnym stanie, to by był skok na ZBYT głęboką wodę. Bo to jest tak, że on ma wyrzuty sumienia, że się dał tej chorobie. Mówi, że jest mu wstyd, nie chce wychodzić do ludzi, boi się reakcji. Ale z drugiej strony, jak jest w domu to ma podwójne wyrzuty sumienia, że doprowadza swoją mamę do takiego stanu. No i błędne koło...

Staram się robić co w mojej mocy. Słucham go, gdy chce o tym porozmawiać, mówię mu, że wyjdzie z tego, że to choroba, z którą da się wygrać, już raz mu się udało przecież. Ale on mówi, że nie poznaje siebie, nie czuje się sobą i życie mu ucieka. Fakt, jest teraz nieco wyłączony z codzienności, ale każda choroba ma to do siebie... Staram się jak mogę dodawać mu wiary i otuchy. Mówię mu, że zdrowie jest najcenniejsze i żeby dodatkowo nie zamartwiał się studiami. Przecież ma zwolnienia i gdy je przedłoży w dziekanacie, to spokojnie będzie mógł podejść do sesji w innym terminie. Ale on się bardzo obwinia za tę sytuację. A ja naprawdę nie wiem co robić...

Boję się bardzo, mnie też powoli ta sytuacja przerasta. W dodatku prosił mnie o dyskrecję wobec tego męczę to w sobie, ale myślę, że ja też na chwilę obecną potrzebuję jakiejś pomocy, dobrego słowa, zwłaszcza od osób, które wiedzą coś więcej na temat tej choroby. Powoli i ja tracę siły, nie mam na nich ochoty, czuję się przygnębiona. A wydaje mi się, że powinnam mieć teraz siły za nas dwoje. Skąd je brać? Skąd brać cierpliwość i wiarę?

Pomóżcie mi. :(
Offline
Posty
1
Dołączył(a)
19 cze 2013, 15:04

Depresja u bliskiej osoby-kilka przydatnych wskazówek

przez brujita 19 cze 2013, 22:28
Witam serdecznie. Ze mną jest podobnie - od jakiegoś czasu uczę się żyć z depresją, mojego partnera.
Poznaliśmy się kilka lat temu. to nie jest łatwy związek, bo mieszkamy w różnych miastach i widujemy się bardzo rzadko. W dodatku on ma trudną sytuację osobistą, rozwodzi się i walczy o prawo do opieki nad dzieckiem. Do niedawna wszystko było całkiem dobrze, mówił że chce żebym została jego żoną, że chce założyć ze mną rodzinę, mieć dzieci. Mimo trudności optymistycznie patrzył w przyszłość.
Teraz boryka się z depresją, jest na lekach przeciwlękowych. Do problemów osobistych doszła jeszcze utrata pracy. Mimo fizycznego oddalenia staram się przy nim być, wspierać, pocieszać, pomagać. Wiem, że popełniłam sporo błędów, nie wiedziałam jak postępować z człowiekiem w depresji. Ale uczę się i staram, choć nie jest to łatwe. Ze zrozumieniem podchodzę do tego, że jest maksymalnie skupiony na sobie, że kiedyś prowadziliśmy dialog a teraz jego nie interesuje co u mnie, stale mówi tylko o sobie. Staram się ważyć słowa tak, żeby przypadkiem nie poruszyć czułej struny i nie pogorszyć jego dobrego akurat samopoczucia. Przestałam mówić o swoich potrzebach bo i tak je ignorował. Przestałam nalegać, żebyśmy się spotkali, bo i tak jest głuchy na moje prośby. Ważny jest tylko on i jego problemy. Jestem wyrozumiała bo wierzę, że to minie kiedy znajdzie pracę i w sprawach rodzinnych też coś się ruszy w dobrym kierunku.
Ale wczoraj miarka się przebrała. Dowiedziałam się, że nasz związek przypomina mu jego znienawidzone małżeństwo - ma kobietę a jakby jej nie miał. Co to za układ, my w dwóch różnych miastach. Problem jednak polega na tym, że ja nie mogę z nim zamieszkać do czasu uzyskania przez niego rozwodu, w ogóle nawet nie mogę do niego przyjechać "dla dobra sprawy". I dalej, że dzięki lekom wyraźnie widzi w jakiej jest sytuacji. Ze nasz związek jest dla niego nierealny a on musi robić realne plany bo inaczej jego depresja się pogłębi. Ze nie chce fikcji. To bardzo mnie zabolało, bardzo. A najbardziej wyrzut, że każdy przyjazd do mnie to rozłąka z dzieckiem. Tłumaczyłam, że przecież od samego początku znałam jego sytuację, wiedziałam, że nie będzie łatwo, że sprawa może ciągnąć się latami. Pokochałam go ze wszystkimi konsekwencjami. Ze jeśli ludzie naprawdę chcą być ze sobą to zawsze znajdą jakieś rozwiązanie.
Później tłumaczył, że przed nim ciężka walka, nie wie jak długa, a on czuje, że mnie blokuje a nie wolno mu tego robić, bo ja mam prawo ułożyć sobie życie. A ja się poczułam jakby ze mną zrywał. Usłyszałam jeszcze zachwyty na temat innej kobiety, że jest niesamowicie seksowna i ma coś w sobie. No i mieszka w tym samym mieście co on. Nie rozumiem, jak można mówić coś takiego swojej kobiecie?
Udało mi się wytargować tyle, że poczekamy jakiś czas i zobaczymy jak się sprawy potoczą.
Mam wrażenie, jakby ta choroba wyprała go z wszelkich uczuć i emocji. Bez skrupułów mówi mi rzeczy, które ranią mnie do żywego. A ja nie wiem, który on jest prawdziwy - ten, który dosłownie kilka dni temu zapewniał że myśli poważnie o mnie i o naszym związku czy ten, który wczoraj powiedział mi, że się pomylił. Tłumaczę sobie, że to choroba, ale łzy nie chcą przestać lecieć. A najgorsze jest to, że sama zaczynam popadać w otępienie, nic mnie nie cieszy, nie mogę zmobilizować się do nauki, wszystko mi obojętnieje.
Trudne to wszystko szalenie.
Offline
Posty
1
Dołączył(a)
19 cze 2013, 21:30

Depresja u bliskiej osoby-kilka przydatnych wskazówek

przez vifi 21 cze 2013, 17:00
Musicie też dbać o swoje potrzeby, bez tego nie pomożecie drugiej osobie. Niestety trzeba się uzbroić w cierpliwość, pomagać regularnie przyjmować leki, zachęcać do terapii, czasami spróbować wyciągnąć z domu, ale też nie brać odpowiedzialności za cały świat. Wystarczy że robicie co możecie, że w ogóle jesteście. To jest cenne.
Offline
Posty
1424
Dołączył(a)
20 lis 2011, 21:02
Lokalizacja
Warszawa

Depresja u bliskiej osoby-kilka przydatnych wskazówek

Avatar użytkownika
przez i-hate-u-life 21 cze 2013, 22:45
Hej, mam bardzo poważny problem... Jestem 20-letnią dziewczyną od urodzenia choruję na Mózgowe Porażenie Dziecięce, niestety dolegliwości i skutki tej choroby oparte na ciężkim funkcjonowaniu fizycznym to nie wszystko ... Jako małe dziecko nie przejmowałam się docinkami i obelgami ludzi na swój temat ... Zaczęło mi się po przeżyciu pierwszej nieszczęśliwej miłości... przez poprzednie lata poznawałam wiele ludzi , niestety każda nowa "znajomość" kończyła się w chwili, gdy przyznawałam się do choroby. Słyszałam w swoim życiu wiele nie miłych rzeczy na swoj temat .. dużo ludzi (zazwyczaj meżczyzn) obrażało mnie mówiąc "dopóki nie naprawisz swojej nogi nie mamy o czym rozmawiać..."

Moje dolegliwości to skrzywiona miednica co rzutuje na chód który również jest zrotowany... Ludziom to przeszkadza, mam też lordozę w odcinku lędźwiowym kręgosłupa...

Przeszłam przez swoje dolegliwości i reakcję ludzi depresję i aktualnie mam nerwice ... Jednak przez to wszystko "dorobiłam" się efektu wstydu przed ludźmi ... jeśli mam trafić w grono ludzi gdzie mało kogo znam budzi się we mnie ogromny wstyd i strach przed odrzuceniem, przed tym, że ktoś znów mi powie coś przykrego ... Nie umiem sobie z tym poradzić ..Czuje się z tym okropnie , wstydzę się samej siebie ! To straszne . Gdybym mogła schowałabym się gdzieś, gdzie nikt by mnie nie znalazł . Niestety nie mam się komu wyżalić. Siostra nie rozumie co czuje , jestem z tym sama ... przyjaciół za wielu nie mam , już nie daje sobie rady ze sobą, ze swoimi łzami, strachem i wstydem.. Nie mogę się pogodzić z wieloma faktami. Uciekam od prawdy i nie umiem sobie poradzić , pomocy!
Avatar użytkownika
Offline
Posty
61
Dołączył(a)
21 cze 2013, 22:19
Lokalizacja
Olkusz/Kraków

Depresja u bliskiej osoby-kilka przydatnych wskazówek

przez Cays3r 28 wrz 2013, 12:55
Super post daje do myślenia. Co do strachu przed ludźmi to wiem coś o tym spędziłem raz 3 mc bez wychodzenia z domu..
Offline
Posty
4
Dołączył(a)
28 wrz 2013, 12:50

Depresja u bliskiej osoby-kilka przydatnych wskazówek

przez Albertyna 23 paź 2013, 00:01
Witajcie,
Jestem tu nowa, bo i problem jest dla mnie nowy. Chodzi o mojego partnera. Poznaliśmy się ponad rok temu i to było jak grom z jasnego nieba, wielka namiętność itd. itp. Stopniowo coś zaczęło się zmieniać. Coraz częściej był przygnębiony. Nie miał ochoty na spotkania. Że ma bardzo niską samoocenę zauważyłam już wcześniej. Coraz więcej się o nim dowiadywałam i doszłam do przekonania, niemal pewności, że to depresja. Ostatnio zresztą skłoniłam go do zrobienia testu Becka. Miał w nim 17 punktów, czyli, wg Wikipedii, lekka depresja.

Bardzo dziękuję Nefertari za jej post. Widzę teraz, że popełniłam kilka błędów rozmawiając z nim, za bardzo naciskając.

Teraz pierwsze pytanie:
Wiem, że sama mu nie pomogę, że potrzebuje specjalisty, ale jak namówić go, żeby się tam wybrał? Na to żebym ja go umówiła się nie zgadza i ja nie chcę robić nic na siłę, zmuszać go. Co gorsza, kiedy próbuję o tym mówić, on mówi, że jest świrem, psycholem itp. i zamyka się.

I pytanie drugie:
Sytuacja jest dla mnie trudna i potrzebuję dużo siły, żeby się z nią zmierzyć, ale skąd tę siłę brać? Skąd brać cierpliwość wyrozumiałość, kiedy życie nie zawsze jest proste. Kiedy wszystko mi się układa wydaje mi się, że dam radę, będę przy nim i pomogę mu z tego wyjść. Ale ja też miewam gorsze dni. I wtedy łatwiej jest popełnić błąd. Powiedzieć o jedno słowo za dużo. Być może w Internecie są już miejsca, gdzie bliscy osób z depresją mogą szukać wsparcia, ale nie wiem, gdzie je znaleźć.
Offline
Posty
1
Dołączył(a)
22 paź 2013, 23:41

Sortuj wg

Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: paramparam i 16 gości

Przeskocz do